Nieczynne z powodu że zamknięte.

Rynek niewidzialnych rąk

2 grudzień 2009 · Dodaj komentarz

O to zadba już sam klient, który zdecyduje, czyje usługi bardziej mu odpowiadają. Tymczasem korporacje chcą go w tym wyręczyć. Nie ma korporacji mechaników samochodowych, informatyków albo piekarzy i jakoś nie narzekamy na jakość usług.

Marcin Gomoła w wywiadzie dla Rzeczpospolitej.

Whoa, to się nam pan Marcin zapędził.

Żeby zjeść dobrą słodką bułkę z makiem (as in z makiem, a nie oprószoną ledwo po deklu) muszę dymać do sklepu 3,8 kilometra. Bo piekarze – którym najwyraźniej nadzór jest niepotrzebny – doszli do sensownego skądinąd wniosku: delikatnie oprószmy drożdżową ciapę makiem i podlejmy lukrem, nikt się nie pokapuje!

Mnie to przeszkadza, więc oczywiście jako klient rezygnuję z tych produktów. Od razu do pracy zabiera się mechanizm samoregulacji rynku. Zdruzgotani piekarze od parszywych drożdżowych buł widząc jak sprzedaż leci im w dół – zmieniają swoje produkty. Dzięki temu w sklepie pod domem mogę cieszyć się codziennie prawdziwą, napakowaną makiem i rodzynkami drożdżówką. Not.

*Ach, trafiłem na ,a href=’http://www.kobieta.pl/wiersze/pokazwiersz.php?wierszid=1359513254″>piękny wiersz (not really) o rogalach świętomarcińskich.

→ Zostaw KomentarzKategorie: emo-post · lol-ćwoki

Where is ur Anna Maria Jopek nao? (biurowo klaso średnia)

30 listopad 2009 · 3 komentarzy


Mam takiego dobrego przyjaciela, który opowiada mi jak to jego panienka ciąga go na klaskanie u Rubika czy jakieś inne nudziarstwa.

Pańcia wilgotnieje na jakieś smutnomarudne kawałki Anny Marii Jopek (srsly, jak jeszcze raz usłyszę, że jakiś bies wciąż powtarza jej prędzej to po prostu się wyłożę na cyce i poczekam na śmierć) oraz uważa że Piotr Rubik produkuje kontent, który jest lepszy od “tego całego popowego gówna”.

To jest w’ogle problem biurowej klasy średniej – na samo wspomnienie o jakimś fajnym kawałku disco-polo będą gardłować, jakie to żenujące i kto tego, panie, słucha, przecież taki szajs, pewnie same wieśniaki. A potem byle wesele, czy większy grill i bujają się w najlepsze do discopolowych standardów (i, oczywiście, znają teksty).

Tak też jest z Dodą. Zapytaj kogokolwiek, co myśli o Dodzie a usłyszysz, że beztalencie, że głupia, że tylko bez majtek się w tabloidach pokazuje a piosenki puste i żenujące.

I jednocześnie nie przeszkadza im słuchać takich rzeczy [plz, posłuchajcie tego, i zerknijcie na tekst]

Komentarzy: → 3Kategorie: emo-post · z okazji weltszmercu

Syndrom księżycowy

28 listopad 2009 · 9 komentarzy

Zerkam do statystyk (atenszynhoryzm – lubię wiedzieć, skąd do mnie przychodzą i co ewentualnie o mnie piszą) a tam:

Anuszka postanowiła wyjawić, jedyniesłusznie, dlaczego dostałem u niej bana. Łoł. Jakbym dawał faka, czy coś, albo pisał błagalne maile, żeby mnie odbanowała, bo tracę ważną przestrzeń do poważnych dyskusji (srsly? poważne dyskusje z randroidką, która nie chce parytetów?).

Blogosfera psuje się od gwiazd
Czy normalna zwykła Maria
może czasem być astralna
ależ owszem czemu nie
Marii też należy się

Każdy kto zetknął się z astroawarią wie, że wystarczy wyrazić pogląd choć trochę niezgodny z jej wyobrażeniami o prawdziwej naturze rzeczy i skutkuje to ignorem na blipasku. Chwała jej, że jeszcze nie publikuje swojej listy. Ale są tacy, którzy bez żenady się tym chwalą:

A czasem wielkodusznie ogłaszają “amnestię”:

Banfaping

Jak ktoś nie kuma, że jego emo jest mało dramatyczne, dramy małolulzowate a lulzy durne – to się go wywala. Nie ma sensu z tego powodu publikować list, nie ma sensu się tłumaczyć za co i po co. Nikt z nas przecież nie ma zamiaru stosować standardów psychiatryka24.

Blogi to poważna sprawa

Kiedy słyszę, że mam spierdalać z czyjejś prywatnej przestrzeni, to się dostosowuję. Radę Anuszki przyjąłem jak należało:

Tym bardziej nie wiem, po co robić stronę na której ogłasza się światu, na kogo ma się wyjebane.

Komentarzy: → 9Kategorie: duperele · lol-ćwoki · pryszczeryzm

Przezorny zawsze ubezpieczony

24 listopad 2009 · 7 komentarzy

Ja się srsly słabo znam na prawie (auch: prawnicy których pytam o kwestie okołohomo też się słabo znają) ale wydaje mi się, że jeśli firma udostępnia ekstra ubezpieczenia żonom (also: mężom) powinna zadbać o to, żeby udostępnić tego rodzaju ubezpieczenie (NFZ to luz, AFAIR jeśli pozostajesz w związku i w danym momencie jesteś na utrzymaniu czy tam stanowisz jedno gospodarstwo domowe to możesz skorzystać z ubezpieczenia partnera) pracownikom którzy niekoniecznie żyją z płcią przeciwną.

Wstawać i pra-
cować i mieć

Nie mam pretensji do nazywania mojego związku małżeństwem. Trwa sobie po prostu jakieś sześć lat – i w tym jest zdaje się najdłuższym związkiem jaki funkcjonuje w firmie mojego chłopaka. W tym czasie opiekowałem się moim chłopakiem przy różnych chorobach (także takich, które wymagały opieki całodobowej). Zastanawia mnie tylko grubo dlaczego trzymiesięczne małżeństwo jego współpracownika zapewnia dużo większy poziom przywilejów.

Każdemu podług zasług

Ze skutków opieki jaką świadczyłem mojemu chłopakowi korzysta dziś także jego firma. Jest przecież sprawnym specjalistą od swojego poletka, który dla swojego korpo zarabia hajs. Być może byłoby OK gdyby firma zadbała o poziom zdrowia naszej rodziny, bo przecież zdrowa rodzina lepiej wspiera i dzięki temu radzi sobie lepiej na rynku, amirajt?

Piosenka porównania piosenką jest równości

Przeciwnicy zrównania praw związków homoseksualnych argumentują, że są nienaturalne i generalnie polegają na tym, że pedały to się chcą tylko ruchać. Cóż, jestem tylko dowodem anegdotycznym, który mówi: Twoja stara chce się ruchać. Mnie w zupełności robi to, że opiekuję się osobą którą kocham. Nie potrzebuję, żeby ktokolwiek nazywał to małżeństwem, ale chciałbym żeby ktoś docenił mój wysiłek włożony w funkcjonowanie rodziny którą tworzę. Bo tworzę ją nie po to by drażnić ortodoksyjnych katolików – ale z potrzeby serca. Jestem z kimś kogo kocham i poświęcę mu tyle swoich możliwości, chęci i działań ile jest potrzebnych by był zdrowym. On to ma w pakiecie, które funduje mu korpo. Ja muszę zapłacić ekstra, bo nie jestem trzymiesięczną żoną.

Komentarzy: → 7Kategorie: #ttdkn · moje porno

Przewaga memetyczna

24 listopad 2009 · 2 komentarzy

Hardkorowi ateiści odtrąbili sukces i nawilżyli się nadzieją, że może i w kraju będzie można wyjąć krzyże ze szkół i urzędów. Szkoda tylko że w swojej hardkoroateistości nie zauważyli, że samo zdjęcie krzyży nie daje absolutnie żadnej przewagi.

W Rosji Radzieckiej ziarno dziobie kury

W publicznej telewizji zarżnięto wszystkie programy dla dzieci i młodzieży – zostało w praktyce tylko Ziarno. Jako że programy młodzieżowe produkują późniejsze gwiazdy i gwiazdki telewizji sprawa jest taka: za parę lat będziemy mieli deficyt normalnych prezenterów bo wszystko będzie pochodziło z jednej grupy.

Tym bardziej rozsądne wydaje się zaoranie mediów publicznych: po co mamy ładować hajs w ludzi których w przyszłości nie będziemy chcieli oglądać.

Tajna misja telewizji publicznej

Misyjność TVP jest tak tajna, że od jakiegoś czasu nikt jej nie widział. Obok Ziarna mamy jeszcze Raj (hej, zgadnijcie o czym jest) – kontent przygotowywany tylko i wyłącznie dla osób wierzących.

Srsly, publiczna? Auch: Grzegorzu Napieralski, skoro już przytuliłeś miejsca w TVP to może zmuś swoich ziomów, żeby zreaktywowali dział produkcji świeckiego kontentu dla dzieci i młodzieży.

Komentarzy: → 2Kategorie: #ttdkn · lol-ćwoki

Dziadek, dwie rzeczy

14 październik 2009 · 10 komentarzy

Nie spodziewałem się, że przyjdzie dzień, w którym Napieralski ugryzie mnie w emo bezpośrednio.

Wątpię czy mogę być bardziej nawilżony lewicowymi ideami a sugerowanie mi większej wiary w SLD jest po prostu głupie.

Urwali mi od lewicowej wrażliwości

Zrobiono badania i wyszło, że lewica ma serdecznie pod ogonem bycie lewicą. Jak czytam blipaska sld i widzę jak wciskają się w kapciochy prawidziwie-polskiej-prawicy to mi staje do środka.

Rok bez mała mija a SLD – czy inaczej: mejnstrimowa lewica – nie wyciąga wniosków tylko się bawi w PiS-BIS (które bawiło się w PRL-BIS, więc mamy już grubo poryte).

Wzmacnianie trzeciej nogi

Z badań nad stanem polskiej lewicy wynika, że jakaś połowa popiera dyscyplinę w szkolę. Spoko, ja też popieram. Ale dla mnie jest do dyscyplina naukowo-umysłowa – dla nich: posłuszeństwo. Co mnie skłania ku przerażeniu, że lewica dawno nie widziała dzieci/nastolatków i ich problemów. Co z kolei mnie gryzie, że lewica dawno się nie macała (choćby przez ścianę) z rzeczywistością.

Piosenka pożegnania piosenką jest utraty

Radziecka Inwersja powiada, że jest na odwrót – utraciłem zaufanie i żegnam się ozięble z SLD. Ten skład, z kryptohomofobem Grzesiem Napieralskim, z ich blipbucerą zupełnie mi nie robi. Mnóstwo czasu, który – jako opozycja – mogli poświęcić na przesunięcie linii podziału w jakieś sensowne miejsce zmarnowali na polityczne wojenki.

Chryje elejson

Szprycowanie się na: a my mamy wyższe standardy i

jest taką żenadą, że aż mi trzeszczy wszystko w środku. Lewica nie jest zdolna do objęcia władzy wtedy, kiedy sobie uzna – jest zdolna do objęcia władzy wtedy, kiedy ludzie będą jej ufać i kiedy będzie miała program spełniający oczekiwania. Na lewicy ciąży obowiązek dużo większy niż ten, który sobie przypisują prawicowcy czy liberałowie – tu chodzi o zmiany, które w ciągu 4 lat każdy obywatel będzie mógł odczuć. Fapuśniacy wolnego rynku cieszą się, że internet daje ludziom możliwość robienia interesów? Fantastycznie – ale niech się to nie odbywa kosztem jakości i drenowania swoich pracowników. Z moich prywatnych niusów – kolejna okołobankowa firma zamiast zatrudniać pracowników etatowych leci w branie agencyjnych zleceniobiorców. I tu jest miejsce dla działań dla lewicy: chcecie mieć pracowników – dzielcie się z nimi hajsem.

Wiatr zmian

Serdecznie oczekuję, że mi ktoś udowodni, że moje wrażenie dzisiejszej mejnstrimowej lewicy jest krzywe. Nie nawilża mnie polityka więc mogę coś źle grepować. Może SLD zajmuje się ważnie ważnymi sprawami tylko ja nie dostrzegam?

Komentarzy: → 10Kategorie: duperele · emo-post

Bzdura

14 październik 2009 · 11 komentarzy

Jest mi bardzo wszystko jedno z powodu prawie tl;drowej generalizacji Pauliny Wilk. W zasadzie jedyne co mi kołatało pod deklem kiedy czytałem jej tekst w rzepie: czy ja jestem z opisywanego przez nią pokolenia?

Analogia przez analogię

Pokolenia są niemożliwe. Równie dobrze można by mówić o pokoleniowym doświadczeniu gejowstwa: w końcu co jakiś czas kolejni kolesie orientują się, że nie wyobrażają sobie uprawiać seksu z kobietami. No jasne, można kombinować, że jest jakieś “pokolenie” które doskonale pamięta akcję Hiacynt albo takie które to poznawało ludzi do seksu na pikietach czy świetnie kojarzą dyskotekę Paradise. Tyle, że są też geje, którzy tego kompletnie nie kojarzą. Nawet nie dlatego, że nie żyli w tamtych czasach ale dlatego że w tym czasie robili coś zupełnie innego.

Dzieciństwo jako dramat

Nie wierzę ludziom, którzy twierdzą, że doskonale pamiętają dzieciństwo i udają, że mieli wtedy taką samą świadomość jak dziś. Ja sam niewiele pamiętam i mam wrażenie że gdzieś do 12 roku życia (kiedy to zaczęła budzić się we mnie seksualność) nie miałem wykształconego przeświadczenia o tym że jestem (kiedy takie przeświadczenie się wykształciło objawiło się przerażeniem że zniknę, umrę).

Mam wrażenie, że zyskiwanie świadomości przez dziecko jest dramatem na tyle, że okoliczności w jakich się zyskuje nie są takie istotne. Owszem, jak się jest katowanym przez ojca to można nabawić się jakiś jebniętych wzorców. Takim wzorcem który pamiętam z własnego dzieciństwa jest strach przed wojną atomową. Nie bardzo pamiętam skąd się wziął, ale jeśli coś w moim dzieciństwie jest wyraźne – jest to strach.

Dalej będę jeździł walcem

Jeśli o istnieniu jakiegoś pokolenia ma świadczyć wspólnota doświadczeń to koncepcja się wywala; nawet jeśli wszyscy cierpimy na jakieś lęki i z powodu strachów – ich konfiguracja, natężenie i różnorodność jest często na tyle niepowtarzalna (lub rzadko powtarzalna), że nie będzie obejmowała jakiejś większej części ludzi urodzonych w danym przedziale czasowym. Więc nie będzie pokolenia.

Jeśli o istnieniu jakiegoś pokolenia ma świadczyć wspólny kontekst kulturowy to koncepcja się wywala; nawet jeśli jakaś spora liczba ludzi dzieli podobny sentyment do kreskówek, komiksów, oranżady w proszku czy batonów kukuryku to przecież każdy z nas w różnym stopniu. A najważniejsze będzie to, że w jakiś kontekst kulturowy można się po prostu wbić grepując literaturę, muzykę, filmy z danego okresu.

Jeśli o istnieniu jakiegoś pokolenia ma świadczyć uczestnictwo w wielkich wydarzeniach to koncepcja się wywala; jedyne co można czuć mając lat 8-12 to strach, podniecenie, niewiadomą z powodu zmiany. Nie można w niej uczestniczyć nawet jeśli rodzice drukują na powielaczu ulotki. Czym to się ma niby różnić od rodziców, którzy drukują ulotki jakiegoś MLM-owego sziteksu? Atmosfera podniecenia z powodu zmiany jaką może dać sukces w systemie może być równie silna jak atmosfera poważnej zmiany systemowej. Strach wynikający z tego, że przyjdą i za działalność na szkodę systemu zamkną ojca rodziny niczym nie różni się od strachu dziecka gangstera.

Kiedy przyjdą podpalić dom

Babcia mojego dobrego zioma przeżyła wojnę zupełnie bez świadomości że wojna się toczy mimo że mieszkała jakieś 10 kilometrów od obozu koncentracyjnego. Mój ojciec obserwując jak dziś żyją, bawią się i uczą młodzi ludzie nie dostrzega znaczących różnic pomiędzy tym, co on i jego ziomale robili. Ot, jest więcej technologii, łatwiej się przemieszczać, świat się skurczył. Ale zasadniczo problemy się nie zmieniły – nieudane pierwsze miłości, inicjacja seksualna, odnajdowanie się w świecie, weryfikowanie marzeń. Podziały na fajnych i niefajnych, bogatych i biednych, kujonów i luzaków są takie same. Być może są bardziej wyraźne, lepiej opisane, częściej się o nich mówi.

Jestem pewien że znajdzie się jakaś Paulina Wilk która za 20 lat będzie pisała o pokoleniu ludzi którzy dojrzewali w czasie kiedy Polska wchodziła do UE. I będzie to takie samo pieprzenie w poszukiwaniu jakiejś wspólnoty.

Komentarzy: → 11Kategorie: Uncategorized

Bezwstydnicy

13 październik 2009 · 34 komentarzy

Już się chwaliłem, że mam ulubionego dostarczyciela lolkontentu – lolketmana. Tym razem dostałem od niego solidną dawkę rzejakto.

W tym wpisie na pingerze poszukuje autorów na blog o IT:

Jeśli wiesz kim jest Michael Arrington, co to jest Cloud Computing i zdarza ci się czytywać serwis Arstechnica(lub podobne) to może być propozycja dla Ciebie.

A przecież można było napisać krócej i bardziej precyzyjnie: jeśli nie czujesz żenady w kopiowaniu cudzych tekstów jest robota.

Dalej mamy wymagania, są dosyć skromne:

Wymagania
- wcześniejsza praca na serwisie o charakterze niusowym
- dobra orientacja w internecie i tematyce social media
- język angielski i polski
- własne zdanie i poczucie humoru

Bawi mnie orientacja w internecie – moja jest taka sama jak w rzeczywistości: homoseksualna. Smuci własne zdanie (zwłaszcza, że prawdziwym wymaganiem jest zdolność kopiowania cudzych tekstów) i poczucie humoru.

To jednak preludium do orgii żenady:

Stawki i godziny publikacji są do negocjacji w zależności od znajomości tematu, umiejętności sprzedania go czytelnikowi i pozycji w polskiej sieci.

- nius (1-1,8 tys. znaków) ~10 zł
informacje na bazie wskazanego źródła opatrzone krótkim komentarzem, krótkie opisy nowych serwisów internetowych

- duży wpis ( 4 tys. znaków) ~50 zł
teksty solidnie opisujące zjawisko, termin lub aferę i uzupełnione sensowną, a najlepiej kontrowersyjną opinią

- premie za autorskie niusy i za SG wykop.pl.

Srsly, dycha za kopipastę z jakiegoś zagranicznego serwisu z dorzuconym żenującym komentarzem? Pięć pak za tak se zriserczowany tekst z kontrowersyjną opinią (może się czepiam, ale przecinek przed a wskazuje, że bardziej chodzi o opinię kontrowersyjną niż sensowną). Oraz – moja obawa co do tego, kto będzie oceniał co jest sensowne. Gniewomir? Przecież już raz lolałem z jego durynych wynurzeń o linuksie i bredzeń o osx, a cały cywilizowany internet z wytropienia Ketmana.

Zupełnie serio zastanawia mnie, komu się chce za takie śmieszne pieniądze stukać w klawiaturę. Licealnym linuksiarzom dla których dycha to są PRZECIEŻ dwa piwa? Wannabe dziennikarzom, którzy w ten sposób chcą wejść na rynek? Jak żenujący jest model biznesowy oparty o kradzież tekstów? Czy komuś zupełnie nie przychodzi do dekla, że gdzieś po drugiej stronie oceanu wydaje się pieniądze po to, żeby relacjonować wydarzenia, bywać w miejscach i wyszukiwać informacje? Co można dostać w niusach tworzonych poprzez jumę: popłuczyny po prawdziwej informacji z dodanym odlecianym komentarzem.

Nie wiem co jest bardziej paskudne: czy to, że się płaci aż dychę za przepisanie cudzego tekstu, czy to, że płaci się tylko dychę za dorzucenie niusa (przecież w ten sposób nie da się zarobić na obiad!).

Komentarzy: → 34Kategorie: emo-post · moje porno

Kto strzeże strażników

9 październik 2009 · 6 komentarzy

Najpierw myślałem, że to Komitet Noblowski ugryzł mnie w emo przyznając nagrodę prezydentowi Obamie. Dosyć szybko dotarło do mnie, że koleś jest jednak symbolem ogromnie długiego procesu zrównywania praw i szans obywatelskich (coś jak naturalna kontynuacja nagrody przyznanej Martinowi Lutherowi Kingowi?) – dla czarnoskórych jest pewnie takim symbolem jakim Lech Wałęsa dla łżeelit czy JP 2 z Reganem dla prawdziwie prawdziwych proamerykańskich polskich patriotów. Stąd obstawiam, że niezrozumienie bierze się stąd, że nie mamy żadnego emocjonalnego związku – pierwszy czarnoskóry prezydent nie jest dla nas istotny bo nikt nas nie dyskryminuje ze względu na kolor skóry.

Za co? Za jajco!

Oficjalna wersja Komitetu Noblowskiego brzmi:

“for his extraordinary efforts to strengthen international diplomacy and cooperation between peoples”

Stąd possałem palucha o nagrodzie dla Obamy jako symbolu; GW wrzuciło motyw, że chodzi o wysiłki w celu “ograniczenia arsenałów nuklearnych” i “pracę na rzecz pokoju na świecie”. A jeśli tak – to tutaj Obama zapowiedział sporo i doprowadzi swoje plany do końca.

Również: w przeszłości osoby związane z działalnością na rzecz rozbrojenia arsenałów nuklearnych dostawały Nagrodę Nobla:

1962 Linus Carl Pauling (USA) za kampanię przeciw próbom z bronią jądrową
1982 Alva Myrdal (Szwecja) i Alfonso García Robles (Meksyk), delegaci do Rozbrojeniowego Zgromadzenia Ogólnego ONZ
1985 Lekarze Przeciw Wojnie Nuklearnej
1990 Michaił Gorbaczow (ZSRR) za działania na rzecz zakończenia zimnej wojny
1995 Józef Rotblat (Polska/Wielka Brytania) i Pugwash Conferences on Science i World Affairs, za wysiłki w walce ze zbrojeniami jądrowymi
2005 Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej i kierujący nią Mohamed ElBaradei (Egipt)

W tym towarzystwie i z takim powodem – Nagroda Nobla dla Obamy wydaje się zupełnie sensowna.

Komentarzy: → 6Kategorie: duperele · z okazji weltszmercu

Nic już nie rozumiem

9 październik 2009 · 8 komentarzy

W Rosji Radzieckiej to polityka nie interesuje się mną

Jako że nie jestem atelewizorystą, czytam różne duperele z czytnika rss i kupuję gazety (a jak nie kupuję to czytam w knajpie pod domem) to do mnie dociera, że dzieją się rzeczy. Od jakiegoś czasu mało mnie obchodzi dlaczego się dzieją – jedyne co mnie rusza to to, jak żenujące są.

Wpadła gruszka do fartuszka

Być może jestem mało uważnym odbiorcą niusów, słabo grzebię się w niuansach, nie docieram do sedna i ukrytych den komentarzy i opinii ale nigdzie nie wpadłem na tekst, w którym afera hazardowa przedstawiana jest inaczej niż jeden ziom drugiemu ziomowi cośtam. Soraski, ale samo dopuszczenia tych maszyn do użycia w innych miejscach niż kasyna (najlepiej z ostrą selekcją i wywalaniem ludzi z nałogiem/niewypłacalnych) jest aferą. Nie znam żadnego sensownego powodu dla którego należałoby legalizować hazard a zwłaszcza hazard który jest łatwo dostępny – również dla nieletnich. Wystarczy przejść się pod rondem Dmowskiego i zerknąć jak w małych dziuplach przy maszynach siedzą ludzie i wrzucają hajs. Młodzi kolesie, kobiety z dziećmi, emeryci, biedacy pakują hajs w maszynę. Po co? Po to, że mają wrażenie, że dzięki temu dostaną jakiś ekstra hajs na wódę, nową komórkę, kosmetyki? No bo jaka jeszcze może być motywacja? Podreperowanie domowego budżetu?

A za gruszką dwa jabłuszka

Być może jest coś w skłonności do hazardu czego nie rozumiem: nie puszczam totka, nie obstawiam wyścigów konnnych, nie łażę do bukmachera stawiać na mecze, nie gram w karty, nie kumam ruletki. Może jest w tym jakaś podnieta, jakaś próba czarowania rzeczywistości i wmawiania sobie, że się ma kontrole, system który działa i pozwala wygrywać. I że to się jakoś przekłada na wrażenie kontroli nad życiem. Ja widzę w tym tylko paranoję i chciejstwo. A potem – chorobę.

Śliwki robaczywki

Jadąc gierkówką mija się po drodze przynajmniej kilkanaście miejsc oświetlonych neonami marnie imitującymi Las Vegas. Maszyny można spotkać w knajpach, na stacjach benzynowych, dworcach. Ludzie tworzą tam sobie swoje ciche dramaty a ziomy w sejmie zamiast drzeć ryja że taka sytuacja jest niedopuszczalna rozgrywają sobie swoje polityczki żeby się wysadzić ze stołków.

Jeśli jest jakikolwiek pożądany efekt afery hazardowej to niech będzie nim delegalizacja tych maszyn.

Komentarzy: → 8Kategorie: duperele · emo-post