Nieczynne z powodu że zamknięte.

Wejście skategoryzowane jako ‘duperele’

Syndrom księżycowy

28 listopad 2009 · 9 komentarzy

Zerkam do statystyk (atenszynhoryzm – lubię wiedzieć, skąd do mnie przychodzą i co ewentualnie o mnie piszą) a tam:

Anuszka postanowiła wyjawić, jedyniesłusznie, dlaczego dostałem u niej bana. Łoł. Jakbym dawał faka, czy coś, albo pisał błagalne maile, żeby mnie odbanowała, bo tracę ważną przestrzeń do poważnych dyskusji (srsly? poważne dyskusje z randroidką, która nie chce parytetów?).

Blogosfera psuje się od gwiazd
Czy normalna zwykła Maria
może czasem być astralna
ależ owszem czemu nie
Marii też należy się

Każdy kto zetknął się z astroawarią wie, że wystarczy wyrazić pogląd choć trochę niezgodny z jej wyobrażeniami o prawdziwej naturze rzeczy i skutkuje to ignorem na blipasku. Chwała jej, że jeszcze nie publikuje swojej listy. Ale są tacy, którzy bez żenady się tym chwalą:

A czasem wielkodusznie ogłaszają “amnestię”:

Banfaping

Jak ktoś nie kuma, że jego emo jest mało dramatyczne, dramy małolulzowate a lulzy durne – to się go wywala. Nie ma sensu z tego powodu publikować list, nie ma sensu się tłumaczyć za co i po co. Nikt z nas przecież nie ma zamiaru stosować standardów psychiatryka24.

Blogi to poważna sprawa

Kiedy słyszę, że mam spierdalać z czyjejś prywatnej przestrzeni, to się dostosowuję. Radę Anuszki przyjąłem jak należało:

Tym bardziej nie wiem, po co robić stronę na której ogłasza się światu, na kogo ma się wyjebane.

Kategorie: duperele · lol-ćwoki · pryszczeryzm

Dziadek, dwie rzeczy

14 październik 2009 · 10 komentarzy

Nie spodziewałem się, że przyjdzie dzień, w którym Napieralski ugryzie mnie w emo bezpośrednio.

Wątpię czy mogę być bardziej nawilżony lewicowymi ideami a sugerowanie mi większej wiary w SLD jest po prostu głupie.

Urwali mi od lewicowej wrażliwości

Zrobiono badania i wyszło, że lewica ma serdecznie pod ogonem bycie lewicą. Jak czytam blipaska sld i widzę jak wciskają się w kapciochy prawidziwie-polskiej-prawicy to mi staje do środka.

Rok bez mała mija a SLD – czy inaczej: mejnstrimowa lewica – nie wyciąga wniosków tylko się bawi w PiS-BIS (które bawiło się w PRL-BIS, więc mamy już grubo poryte).

Wzmacnianie trzeciej nogi

Z badań nad stanem polskiej lewicy wynika, że jakaś połowa popiera dyscyplinę w szkolę. Spoko, ja też popieram. Ale dla mnie jest do dyscyplina naukowo-umysłowa – dla nich: posłuszeństwo. Co mnie skłania ku przerażeniu, że lewica dawno nie widziała dzieci/nastolatków i ich problemów. Co z kolei mnie gryzie, że lewica dawno się nie macała (choćby przez ścianę) z rzeczywistością.

Piosenka pożegnania piosenką jest utraty

Radziecka Inwersja powiada, że jest na odwrót – utraciłem zaufanie i żegnam się ozięble z SLD. Ten skład, z kryptohomofobem Grzesiem Napieralskim, z ich blipbucerą zupełnie mi nie robi. Mnóstwo czasu, który – jako opozycja – mogli poświęcić na przesunięcie linii podziału w jakieś sensowne miejsce zmarnowali na polityczne wojenki.

Chryje elejson

Szprycowanie się na: a my mamy wyższe standardy i

jest taką żenadą, że aż mi trzeszczy wszystko w środku. Lewica nie jest zdolna do objęcia władzy wtedy, kiedy sobie uzna – jest zdolna do objęcia władzy wtedy, kiedy ludzie będą jej ufać i kiedy będzie miała program spełniający oczekiwania. Na lewicy ciąży obowiązek dużo większy niż ten, który sobie przypisują prawicowcy czy liberałowie – tu chodzi o zmiany, które w ciągu 4 lat każdy obywatel będzie mógł odczuć. Fapuśniacy wolnego rynku cieszą się, że internet daje ludziom możliwość robienia interesów? Fantastycznie – ale niech się to nie odbywa kosztem jakości i drenowania swoich pracowników. Z moich prywatnych niusów – kolejna okołobankowa firma zamiast zatrudniać pracowników etatowych leci w branie agencyjnych zleceniobiorców. I tu jest miejsce dla działań dla lewicy: chcecie mieć pracowników – dzielcie się z nimi hajsem.

Wiatr zmian

Serdecznie oczekuję, że mi ktoś udowodni, że moje wrażenie dzisiejszej mejnstrimowej lewicy jest krzywe. Nie nawilża mnie polityka więc mogę coś źle grepować. Może SLD zajmuje się ważnie ważnymi sprawami tylko ja nie dostrzegam?

Kategorie: duperele · emo-post

Kto strzeże strażników

9 październik 2009 · 6 komentarzy

Najpierw myślałem, że to Komitet Noblowski ugryzł mnie w emo przyznając nagrodę prezydentowi Obamie. Dosyć szybko dotarło do mnie, że koleś jest jednak symbolem ogromnie długiego procesu zrównywania praw i szans obywatelskich (coś jak naturalna kontynuacja nagrody przyznanej Martinowi Lutherowi Kingowi?) – dla czarnoskórych jest pewnie takim symbolem jakim Lech Wałęsa dla łżeelit czy JP 2 z Reganem dla prawdziwie prawdziwych proamerykańskich polskich patriotów. Stąd obstawiam, że niezrozumienie bierze się stąd, że nie mamy żadnego emocjonalnego związku – pierwszy czarnoskóry prezydent nie jest dla nas istotny bo nikt nas nie dyskryminuje ze względu na kolor skóry.

Za co? Za jajco!

Oficjalna wersja Komitetu Noblowskiego brzmi:

“for his extraordinary efforts to strengthen international diplomacy and cooperation between peoples”

Stąd possałem palucha o nagrodzie dla Obamy jako symbolu; GW wrzuciło motyw, że chodzi o wysiłki w celu “ograniczenia arsenałów nuklearnych” i “pracę na rzecz pokoju na świecie”. A jeśli tak – to tutaj Obama zapowiedział sporo i doprowadzi swoje plany do końca.

Również: w przeszłości osoby związane z działalnością na rzecz rozbrojenia arsenałów nuklearnych dostawały Nagrodę Nobla:

1962 Linus Carl Pauling (USA) za kampanię przeciw próbom z bronią jądrową
1982 Alva Myrdal (Szwecja) i Alfonso García Robles (Meksyk), delegaci do Rozbrojeniowego Zgromadzenia Ogólnego ONZ
1985 Lekarze Przeciw Wojnie Nuklearnej
1990 Michaił Gorbaczow (ZSRR) za działania na rzecz zakończenia zimnej wojny
1995 Józef Rotblat (Polska/Wielka Brytania) i Pugwash Conferences on Science i World Affairs, za wysiłki w walce ze zbrojeniami jądrowymi
2005 Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej i kierujący nią Mohamed ElBaradei (Egipt)

W tym towarzystwie i z takim powodem – Nagroda Nobla dla Obamy wydaje się zupełnie sensowna.

Kategorie: duperele · z okazji weltszmercu

Nic już nie rozumiem

9 październik 2009 · 8 komentarzy

W Rosji Radzieckiej to polityka nie interesuje się mną

Jako że nie jestem atelewizorystą, czytam różne duperele z czytnika rss i kupuję gazety (a jak nie kupuję to czytam w knajpie pod domem) to do mnie dociera, że dzieją się rzeczy. Od jakiegoś czasu mało mnie obchodzi dlaczego się dzieją – jedyne co mnie rusza to to, jak żenujące są.

Wpadła gruszka do fartuszka

Być może jestem mało uważnym odbiorcą niusów, słabo grzebię się w niuansach, nie docieram do sedna i ukrytych den komentarzy i opinii ale nigdzie nie wpadłem na tekst, w którym afera hazardowa przedstawiana jest inaczej niż jeden ziom drugiemu ziomowi cośtam. Soraski, ale samo dopuszczenia tych maszyn do użycia w innych miejscach niż kasyna (najlepiej z ostrą selekcją i wywalaniem ludzi z nałogiem/niewypłacalnych) jest aferą. Nie znam żadnego sensownego powodu dla którego należałoby legalizować hazard a zwłaszcza hazard który jest łatwo dostępny – również dla nieletnich. Wystarczy przejść się pod rondem Dmowskiego i zerknąć jak w małych dziuplach przy maszynach siedzą ludzie i wrzucają hajs. Młodzi kolesie, kobiety z dziećmi, emeryci, biedacy pakują hajs w maszynę. Po co? Po to, że mają wrażenie, że dzięki temu dostaną jakiś ekstra hajs na wódę, nową komórkę, kosmetyki? No bo jaka jeszcze może być motywacja? Podreperowanie domowego budżetu?

A za gruszką dwa jabłuszka

Być może jest coś w skłonności do hazardu czego nie rozumiem: nie puszczam totka, nie obstawiam wyścigów konnnych, nie łażę do bukmachera stawiać na mecze, nie gram w karty, nie kumam ruletki. Może jest w tym jakaś podnieta, jakaś próba czarowania rzeczywistości i wmawiania sobie, że się ma kontrole, system który działa i pozwala wygrywać. I że to się jakoś przekłada na wrażenie kontroli nad życiem. Ja widzę w tym tylko paranoję i chciejstwo. A potem – chorobę.

Śliwki robaczywki

Jadąc gierkówką mija się po drodze przynajmniej kilkanaście miejsc oświetlonych neonami marnie imitującymi Las Vegas. Maszyny można spotkać w knajpach, na stacjach benzynowych, dworcach. Ludzie tworzą tam sobie swoje ciche dramaty a ziomy w sejmie zamiast drzeć ryja że taka sytuacja jest niedopuszczalna rozgrywają sobie swoje polityczki żeby się wysadzić ze stołków.

Jeśli jest jakikolwiek pożądany efekt afery hazardowej to niech będzie nim delegalizacja tych maszyn.

Kategorie: duperele · emo-post

Definicja pornografii

18 wrzesień 2009 · 3 komentarzy

Mrw dziś ugryzła Candy Girl a ja sobie przypomniałem o takich rzeczach, że prawdopodobnie podpadają pod jakiś paragraf (albo powinny).

Co powiecie na historię pedofilskiej relacji z ojcem?

I nie mówcie mi, że taki syf dlatego, że się w kraju nie da wyprodukować dobrego popu. Wystarczy zerknąć na uroczą Saszę Strunin która wyskoczyła z piosenką To nic kiedy płyną łzy:

Also: można zobaczyć ją w kawałku kolesia który nazywa się Danny:

Koleś sam w sobie jest po prostu śliczny i na mojej prywatnej szortliście najbardziej fakabilnych celebrytów 2009 trafia zaraz pod Shiaę LaBeouf. I w’ogle polecam wrzutę na Wiki w celu zgrepowania skąd się wziął.

Kategorie: duperele

Głupie cioty

7 wrzesień 2009 · 2 komentarzy

Niby miałem się skupić na jakichś poważniejszych treściach, ale wpadłem przypadkiem na gejowo.pl i dostałem jak gołą dupą w pysk. Oto ciotki stwierdzają, że wychowywanie się w rodzinie homoseksualnej szkodzi na psychikę.

Najwyraźniej wychowywanie się w heteroseksualnej rodzinie również: to przecież w takich rodzinach wyrośli geje, którzy dziś twierdzą, że homoseksualna rodzina to zło dla dziecka. Pogdybam sobie i dopowiem: bo mieliście pojebane rodziny i macie tego świadomość.

Nie mam pojęcia jakim cudem społeczeństwo ma zacząć akceptować (a przynajmniej dawać faka) na nasze postulaty, skoro same się nie potrafimy zdecydować.

To co, dziewczyny, dalej będziecie kłamać, że bycie gejem kastruje z chęci bycia ojcem, czy przestaniecie wypierać, że gej też człowiek?

Kategorie: duperele · emo-post

Eksmisja (1)

2 wrzesień 2009 · 2 komentarzy

Kliknij tu by przeczytać o co generalnie biega

Eksmisja dotyczy pani Marii, mieszkanki krakowskiego Podgórza która ma zostać – jak mi powiedziano – przeniesiona do mieszkania, które w chwili obecnej pełni rolę magazynu.

Ekipa, która ma zamiar powstrzymać komornika powoli zbiera się nad Wisłą.

Kategorie: duperele

Ze drama, ze lulz

30 sierpień 2009 · 12 komentarzy

Jestem w polskiej stolicy żenady i obciachu, gdzie najpewniej organizowane są kursy jak zostać hipsterem oraz zajęcia z wypierania poczucia wstydu, w przypadku się zrobi coś żałosnego.

Tradycja rzecz święta
Dał nam przykład Maria-Jan jak żenować mamy

Choć oczywiście przypadków pewnie będzie od groma i jeśli historycy mogliby – zamiast drapać jakieś pierdoły o tym kto kogo zdradził (w sensie moralnym, ofkorz) – napisać dla odmiany coś ciekawego, to historia obciachu po krakosku robiłaby idealnie. Żenuje lolektman, żenuje Kapela, rzesze bezimiennych hipsterów rozsianych po knajpach, wannabe-anarcholewacy płaczący nad losem eksmitowanych ludzi sącząc browar w Naukowej i wieszający na ścianie Manifest Międzynarodowego Dnia Zbliżenia (który był przecież akcją promocyjną Winterfresh), taksówkarze opowiadający homofobiczne żarty.

Ze drama

Przez długi czas racjonalizowałem sobie, że nadęcie jakie towarzyszy ludziom żyjącym w Krakowie wynika z jakiegoś studenckiego etosu (brzydkie słowo). No ludzie się jakoś dzielą, grupują, tworzą kody, jak się jest gnojkiem to sobie można pozwolić na odloty. I działało świetnie aż do dziś. Moja fantastyczna ziomalka opowiedziała mi o jednym kolesiu z jej towarzystwa. Jak go poznałem, wydawał się sympatyczny, i lulzy, i genderowe sprawy, ale ale – byli na jakimś wyjeździe, w ramach oszczędności kwadrat trzeba było sprzątać samemu, przypadło mu mycie łazienek i kibli. I wtedy wyszła z niego straszliwa drama, bo koleś nigdy wcześniej nie mył kibla – w domu robiła to jego matka. Jak później wyznał, rzeczy związane z feminizmem zgrepował “bo tak wypada”. Innym razem przyplątał swojego dobrego zioma, który na widok mojej ziomalki czytającej DF stwierdził, że nie powinna czytać tego lewackiego syfu. Na pytanie: jak wytrzymuje z kolesiem, który jest tak daleko od memosfery w której się porusza odpowiedział: nie mam poglądów.

Zrobiło mi się jakoś kurwaco. Szybko zgrepowałem, że takich ludzi w Krakowie poznałem więcej. Z jednej strony wiedzą, że jestem gejem, a z drugiej nic nie stoi na przeszkodzie używać słowa pedał jako uniwersalnej inwektywy.

Gdyby dało się to wytłumaczyć tym, że mają wyjebane – to luz, pedał jako lulz jest dla mnie spoko-akceptowalny. Ale tu chodzi o to, że nie widzą nic złego w byciu bucem.

Ze lulzmen is ze lulzmen, not a drama-men, Mein Herr

Żeby nie było, że to tylko Warszawa jest taka wporzo: moja katowicka czy łódzka ziomalia też nie jedzie dramą i nie odlatuje w jakieś koszmarne przebrania. Czemu akurat w Krakowie trafiam na ludzi, którzy tak świetnie wpisują się w stereotyp neokrakusa: lipiec, szalik pod szyją, poezja, natchniony wzrok, krzywy fap nad przeczytanymi książkami. U mojej ziomalki wpadł mi w ręce tomik wierszy jakiegoś kolesia, Ha!art oczywiście (szacun za Kieszonkowy Atlas Kobiet!), gdzie jedyne na co trafiłem to wyciek z nieszczelnego układu filtrującego emo. Jeśli koleś pisze o starej lodówce Polar i wycieczce tramwajem, to albo student, albo nolajf. Zerknąłem na datę urodzenia, 1971. Podczas kiedy mnie i moich ziomali różne przykre wydarzenia prowokują do lolania, obśmiania, szydery – tutaj przykrość się pielęgnuje. Widzę to po mieszkaniach w kamieniach, w których można mieć urzędowy problem z położeniem kabli w ścianach, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by koszmarne plątaniny przewodów wisiały na zewnętrznych ścianach.

Krzywe aspiracje

Nie wiem co powoduje ziomalią od przesadzonych strojów i braku poczucia żeny, ale wiem że w przyszłości będziemy mieć do siebie jeszcze dalej. Będziemy przyjeżdżać do Krakowa na balety i zwiewać, kiedy tylko poczujemy, że nie nawilża nas bucera. Dobrze, że się stąd wyprowadziłem.

Kategorie: duperele · emo-post

Blip jako szpagat

17 sierpień 2009 · 10 komentarzy

Zaczęło się do marudzenia Bartsa, że się zgadza z jakimś ziomem że blip ssie.

No ssie, i co z tego?

Blip to jest szpagat, szpagat pomiędzy czatem/ircem/komunikatorem i blogiem. Jego główną zaletą jest krótki czas życia wrzuconego tekstu/linka/obrazka/informacji/łorewa.

Zarzut, że “mało znaków” jest idiotyczny – już widzę tl;dry jakie przewijałyby się przez tag #drogiblipie; albo jakie floody zalewałyby ciasną przestrzeń mikrobloga (również: pozdrawiam arcybucy z serwisu freeko.pl; wzięli się do spamowania na blipie w bardzo przykry sposób).

To co mnie w blipie nawilża najbardziej to to, że absolutnie niczego nie próbuje zastąpić. Świetnie uzupełna regularnego blogaska bo przecież nie każdy bzdurny artykuł czy blogowrzutę chcę jakkolwiek komciować a co dopiero poświęcać notkę; często wystarczy podzielić się krótkim “omigod, co za lol” z linkiem i zapomnieć.

Soł: blip jest fajny. A jak wam się nie podoba – znaczy że nie rozumiecie idei. Oraz: automatyczne skracanie linków byłoby wygodne.

Kategorie: duperele · emo-post

Komunikat techniczny

10 sierpień 2009 · Dodaj komentarz

Miałem o tym, że jakaś polka przekręciła Czechów na 120 mln zł. (taki nasz lokalny Madoff) i że oburzyło mnie kiedy w jednym z programów z newsami wyjechali jej z emerytki – co wzbudziło we mnie zdziwienie, że jak to, emerytka? Wszystko przez to, że przyjąłem Krzywdzące Uogólnienie, że emerytka to biedna, schorowana, starsza kobiecina. A tu się okazało – nie emerytka, a elegancka, zadbana kobieta, ledwo sześć dych na karku. Soł: nie róbcie z emerytury pomieszania lajfstajlu i zawodu.

Miałem o tym szerzej ale eresesy mojego blogaska wywaliły się na plecy (i to jakiś czas temu). Powód był, wstyd się przyznać, banalny i związany z tym, że jak się na maku wrzuci alt+spację to się robi taka niewidzialna spacja, która na wszystkim innym powoduje powstanie znaczka Non-printable ASCII character Dec 24 Hex 18 Oct 030 CAN. Wspomniał o tym już mrw. I to by było na tyle, problem rozwiązany, choć oczywiście wciąż jest gruby, bo jeśli jeden durny znaczek wprowadzony z klawiatury może uniemożliwić ssanie z eresesów to JESTEŚMY ZGUBIENI!

Auch: wyabortowałem tamtego blogaska, bo miał wady genetyczne.

I jeszcze w temacie wycieczek do Gdańska – optymistyczne założenie, że można tam dojechać samochodem w 8 godzin z Krakowa to bzdura. Z Warszawy do Gdańska jedzie się jakieś pięć i pół godziny. Zdarzyło mi się też pociągiem, w drugą stronę – 6 godzin, bo przecież godzinny postój w okolicach Nasielska z okazji remontu. A w TVP Info leciały spoty w których jakiś ziom stoi na torowisku i kłamie: “Z Gdańska do Warszawy w 3 godziny”.

A już niedługo: notka o nowej fali disco polo!

Kategorie: duperele