Nieczynne z powodu że zamknięte.

Wejście skategoryzowane jako ‘emo-post’

Rynek niewidzialnych rąk

2 grudzień 2009 · 4 komentarzy

O to zadba już sam klient, który zdecyduje, czyje usługi bardziej mu odpowiadają. Tymczasem korporacje chcą go w tym wyręczyć. Nie ma korporacji mechaników samochodowych, informatyków albo piekarzy i jakoś nie narzekamy na jakość usług.

Marcin Gomoła w wywiadzie dla Rzeczpospolitej.

Whoa, to się nam pan Marcin zapędził.

Żeby zjeść dobrą słodką bułkę z makiem (as in z makiem, a nie oprószoną ledwo po deklu) muszę dymać do sklepu 3,8 kilometra. Bo piekarze – którym najwyraźniej nadzór jest niepotrzebny – doszli do sensownego skądinąd wniosku: delikatnie oprószmy drożdżową ciapę makiem i podlejmy lukrem, nikt się nie pokapuje!

Mnie to przeszkadza, więc oczywiście jako klient rezygnuję z tych produktów. Od razu do pracy zabiera się mechanizm samoregulacji rynku. Zdruzgotani piekarze od parszywych drożdżowych buł widząc jak sprzedażleci im w dół – zmieniają swoje produkty. Dzięki temu w sklepie pod domem mogę cieszyć się codziennie prawdziwą, napakowaną makiem i rodzynkami drożdżówką. Not.

*Ach, trafiłem na piękny wiersz (not really) o rogalach świętomarcińskich.

Kategorie: emo-post · lol-ćwoki

Where is ur Anna Maria Jopek nao? (biurowo klaso średnia)

30 listopad 2009 · 6 komentarzy


Mam takiego dobrego przyjaciela, który opowiada mi jak to jego panienka ciąga go na klaskanie u Rubika czy jakieś inne nudziarstwa.

Pańcia wilgotnieje na jakieś smutnomarudne kawałki Anny Marii Jopek (srsly, jak jeszcze raz usłyszę, że jakiś bies wciąż powtarza jej prędzej to po prostu się wyłożę na cyce i poczekam na śmierć) oraz uważa że Piotr Rubik produkuje kontent, który jest lepszy od “tego całego popowego gówna”.

To jest w’ogle problem biurowej klasy średniej – na samo wspomnienie o jakimś fajnym kawałku disco-polo będą gardłować, jakie to żenujące i kto tego, panie, słucha, przecież taki szajs, pewnie same wieśniaki. A potem byle wesele, czy większy grill i bujają się w najlepsze do discopolowych standardów (i, oczywiście, znają teksty).

Tak też jest z Dodą. Zapytaj kogokolwiek, co myśli o Dodzie a usłyszysz, że beztalencie, że głupia, że tylko bez majtek się w tabloidach pokazuje a piosenki puste i żenujące.

I jednocześnie nie przeszkadza im słuchać takich rzeczy [plz, posłuchajcie tego, i zerknijcie na tekst]

Kategorie: emo-post · z okazji weltszmercu

Dziadek, dwie rzeczy

14 październik 2009 · 10 komentarzy

Nie spodziewałem się, że przyjdzie dzień, w którym Napieralski ugryzie mnie w emo bezpośrednio.

Wątpię czy mogę być bardziej nawilżony lewicowymi ideami a sugerowanie mi większej wiary w SLD jest po prostu głupie.

Urwali mi od lewicowej wrażliwości

Zrobiono badania i wyszło, że lewica ma serdecznie pod ogonem bycie lewicą. Jak czytam blipaska sld i widzę jak wciskają się w kapciochy prawidziwie-polskiej-prawicy to mi staje do środka.

Rok bez mała mija a SLD – czy inaczej: mejnstrimowa lewica – nie wyciąga wniosków tylko się bawi w PiS-BIS (które bawiło się w PRL-BIS, więc mamy już grubo poryte).

Wzmacnianie trzeciej nogi

Z badań nad stanem polskiej lewicy wynika, że jakaś połowa popiera dyscyplinę w szkolę. Spoko, ja też popieram. Ale dla mnie jest do dyscyplina naukowo-umysłowa – dla nich: posłuszeństwo. Co mnie skłania ku przerażeniu, że lewica dawno nie widziała dzieci/nastolatków i ich problemów. Co z kolei mnie gryzie, że lewica dawno się nie macała (choćby przez ścianę) z rzeczywistością.

Piosenka pożegnania piosenką jest utraty

Radziecka Inwersja powiada, że jest na odwrót – utraciłem zaufanie i żegnam się ozięble z SLD. Ten skład, z kryptohomofobem Grzesiem Napieralskim, z ich blipbucerą zupełnie mi nie robi. Mnóstwo czasu, który – jako opozycja – mogli poświęcić na przesunięcie linii podziału w jakieś sensowne miejsce zmarnowali na polityczne wojenki.

Chryje elejson

Szprycowanie się na: a my mamy wyższe standardy i

jest taką żenadą, że aż mi trzeszczy wszystko w środku. Lewica nie jest zdolna do objęcia władzy wtedy, kiedy sobie uzna – jest zdolna do objęcia władzy wtedy, kiedy ludzie będą jej ufać i kiedy będzie miała program spełniający oczekiwania. Na lewicy ciąży obowiązek dużo większy niż ten, który sobie przypisują prawicowcy czy liberałowie – tu chodzi o zmiany, które w ciągu 4 lat każdy obywatel będzie mógł odczuć. Fapuśniacy wolnego rynku cieszą się, że internet daje ludziom możliwość robienia interesów? Fantastycznie – ale niech się to nie odbywa kosztem jakości i drenowania swoich pracowników. Z moich prywatnych niusów – kolejna okołobankowa firma zamiast zatrudniać pracowników etatowych leci w branie agencyjnych zleceniobiorców. I tu jest miejsce dla działań dla lewicy: chcecie mieć pracowników – dzielcie się z nimi hajsem.

Wiatr zmian

Serdecznie oczekuję, że mi ktoś udowodni, że moje wrażenie dzisiejszej mejnstrimowej lewicy jest krzywe. Nie nawilża mnie polityka więc mogę coś źle grepować. Może SLD zajmuje się ważnie ważnymi sprawami tylko ja nie dostrzegam?

Kategorie: duperele · emo-post

Bezwstydnicy

13 październik 2009 · 34 komentarzy

Już się chwaliłem, że mam ulubionego dostarczyciela lolkontentu – lolketmana. Tym razem dostałem od niego solidną dawkę rzejakto.

W tym wpisie na pingerze poszukuje autorów na blog o IT:

Jeśli wiesz kim jest Michael Arrington, co to jest Cloud Computing i zdarza ci się czytywać serwis Arstechnica(lub podobne) to może być propozycja dla Ciebie.

A przecież można było napisać krócej i bardziej precyzyjnie: jeśli nie czujesz żenady w kopiowaniu cudzych tekstów jest robota.

Dalej mamy wymagania, są dosyć skromne:

Wymagania
- wcześniejsza praca na serwisie o charakterze niusowym
- dobra orientacja w internecie i tematyce social media
- język angielski i polski
- własne zdanie i poczucie humoru

Bawi mnie orientacja w internecie – moja jest taka sama jak w rzeczywistości: homoseksualna. Smuci własne zdanie (zwłaszcza, że prawdziwym wymaganiem jest zdolność kopiowania cudzych tekstów) i poczucie humoru.

To jednak preludium do orgii żenady:

Stawki i godziny publikacji są do negocjacji w zależności od znajomości tematu, umiejętności sprzedania go czytelnikowi i pozycji w polskiej sieci.

- nius (1-1,8 tys. znaków) ~10 zł
informacje na bazie wskazanego źródła opatrzone krótkim komentarzem, krótkie opisy nowych serwisów internetowych

- duży wpis ( 4 tys. znaków) ~50 zł
teksty solidnie opisujące zjawisko, termin lub aferę i uzupełnione sensowną, a najlepiej kontrowersyjną opinią

- premie za autorskie niusy i za SG wykop.pl.

Srsly, dycha za kopipastę z jakiegoś zagranicznego serwisu z dorzuconym żenującym komentarzem? Pięć pak za tak se zriserczowany tekst z kontrowersyjną opinią (może się czepiam, ale przecinek przed a wskazuje, że bardziej chodzi o opinię kontrowersyjną niż sensowną). Oraz – moja obawa co do tego, kto będzie oceniał co jest sensowne. Gniewomir? Przecież już raz lolałem z jego durynych wynurzeń o linuksie i bredzeń o osx, a cały cywilizowany internet z wytropienia Ketmana.

Zupełnie serio zastanawia mnie, komu się chce za takie śmieszne pieniądze stukać w klawiaturę. Licealnym linuksiarzom dla których dycha to są PRZECIEŻ dwa piwa? Wannabe dziennikarzom, którzy w ten sposób chcą wejść na rynek? Jak żenujący jest model biznesowy oparty o kradzież tekstów? Czy komuś zupełnie nie przychodzi do dekla, że gdzieś po drugiej stronie oceanu wydaje się pieniądze po to, żeby relacjonować wydarzenia, bywać w miejscach i wyszukiwać informacje? Co można dostać w niusach tworzonych poprzez jumę: popłuczyny po prawdziwej informacji z dodanym odlecianym komentarzem.

Nie wiem co jest bardziej paskudne: czy to, że się płaci aż dychę za przepisanie cudzego tekstu, czy to, że płaci się tylko dychę za dorzucenie niusa (przecież w ten sposób nie da się zarobić na obiad!).

Kategorie: emo-post · moje porno

Nic już nie rozumiem

9 październik 2009 · 8 komentarzy

W Rosji Radzieckiej to polityka nie interesuje się mną

Jako że nie jestem atelewizorystą, czytam różne duperele z czytnika rss i kupuję gazety (a jak nie kupuję to czytam w knajpie pod domem) to do mnie dociera, że dzieją się rzeczy. Od jakiegoś czasu mało mnie obchodzi dlaczego się dzieją – jedyne co mnie rusza to to, jak żenujące są.

Wpadła gruszka do fartuszka

Być może jestem mało uważnym odbiorcą niusów, słabo grzebię się w niuansach, nie docieram do sedna i ukrytych den komentarzy i opinii ale nigdzie nie wpadłem na tekst, w którym afera hazardowa przedstawiana jest inaczej niż jeden ziom drugiemu ziomowi cośtam. Soraski, ale samo dopuszczenia tych maszyn do użycia w innych miejscach niż kasyna (najlepiej z ostrą selekcją i wywalaniem ludzi z nałogiem/niewypłacalnych) jest aferą. Nie znam żadnego sensownego powodu dla którego należałoby legalizować hazard a zwłaszcza hazard który jest łatwo dostępny – również dla nieletnich. Wystarczy przejść się pod rondem Dmowskiego i zerknąć jak w małych dziuplach przy maszynach siedzą ludzie i wrzucają hajs. Młodzi kolesie, kobiety z dziećmi, emeryci, biedacy pakują hajs w maszynę. Po co? Po to, że mają wrażenie, że dzięki temu dostaną jakiś ekstra hajs na wódę, nową komórkę, kosmetyki? No bo jaka jeszcze może być motywacja? Podreperowanie domowego budżetu?

A za gruszką dwa jabłuszka

Być może jest coś w skłonności do hazardu czego nie rozumiem: nie puszczam totka, nie obstawiam wyścigów konnnych, nie łażę do bukmachera stawiać na mecze, nie gram w karty, nie kumam ruletki. Może jest w tym jakaś podnieta, jakaś próba czarowania rzeczywistości i wmawiania sobie, że się ma kontrole, system który działa i pozwala wygrywać. I że to się jakoś przekłada na wrażenie kontroli nad życiem. Ja widzę w tym tylko paranoję i chciejstwo. A potem – chorobę.

Śliwki robaczywki

Jadąc gierkówką mija się po drodze przynajmniej kilkanaście miejsc oświetlonych neonami marnie imitującymi Las Vegas. Maszyny można spotkać w knajpach, na stacjach benzynowych, dworcach. Ludzie tworzą tam sobie swoje ciche dramaty a ziomy w sejmie zamiast drzeć ryja że taka sytuacja jest niedopuszczalna rozgrywają sobie swoje polityczki żeby się wysadzić ze stołków.

Jeśli jest jakikolwiek pożądany efekt afery hazardowej to niech będzie nim delegalizacja tych maszyn.

Kategorie: duperele · emo-post

To nie bug, to ficzer

9 wrzesień 2009 · 14 komentarzy

Jeśli dziś jest środa to jesteśmy w #zsrr: użytkownicy naszej-klasy (nazywanej też niższą-klasą) dostali śledzika. Czyli znane wszystkim fejsbukowe “napisz co teraz robisz”.

No i jest ficzer. Można wrzucić linka i podzielić się łatwo ze znajomymi, można wpisać, że się ma doła i oczekuje się pocieszenia. Albo cokolwiek. Ale użytkownicy nk rzucili się na oskryptowywanie swoich fajerfoksów i oper jakimiś grismankijami, żeby im ceesesy ukrywały śledzika. Uznali że ficzer jest bugiem.

Przez pół dnia lolania z ludzi którzy na blipie wołali o wyłączenie śledzika dostałem w zasadzie tylko jedną odpowiedź “czemu śledzik ssie”: ssie, bo się nie da wyłączyć a zajmuje całą stronę. A wszystko inne można wyłączyć.

Oczywiście może ktoś ma jakiś sensowny powód dla którego śledzik ssie?

Jako że jest #kurwajesień, ostatecznie rzuciłem palenie i generalnie widzę schyłek: największym problemem nk będą użytkownicy – którzy nie potrafią rekognizować patternów i przez to mylą ficzery z bugami. No cóż, niższa klasa zawsze miała problem z grepowaniem.

Kategorie: emo-post · lol-ćwoki

Głupie cioty

7 wrzesień 2009 · 2 komentarzy

Niby miałem się skupić na jakichś poważniejszych treściach, ale wpadłem przypadkiem na gejowo.pl i dostałem jak gołą dupą w pysk. Oto ciotki stwierdzają, że wychowywanie się w rodzinie homoseksualnej szkodzi na psychikę.

Najwyraźniej wychowywanie się w heteroseksualnej rodzinie również: to przecież w takich rodzinach wyrośli geje, którzy dziś twierdzą, że homoseksualna rodzina to zło dla dziecka. Pogdybam sobie i dopowiem: bo mieliście pojebane rodziny i macie tego świadomość.

Nie mam pojęcia jakim cudem społeczeństwo ma zacząć akceptować (a przynajmniej dawać faka) na nasze postulaty, skoro same się nie potrafimy zdecydować.

To co, dziewczyny, dalej będziecie kłamać, że bycie gejem kastruje z chęci bycia ojcem, czy przestaniecie wypierać, że gej też człowiek?

Kategorie: duperele · emo-post

Rekognizując patterna

2 wrzesień 2009 · 4 komentarzy

Wspomniałem o wannabe-anarchistach przesiadujących w Naukowej i najwyraźniej palnąłem duże głupstwo, soraski, ziomy.

Dla normalsa, który żyje sobie w wygodnym świecie, w którym mieszkanie jest towarem działalność takich organizacji jak krakowska Federacja Anarchistyczna, ze wszystkimi pokazami filmów, wytworzonymi kodami kulturowymi, ubiorem, muzyką, protestami, akcjami, działaniami i podejściem do życia wydają się być niewinną zabawą znudzonych dzieciaków, którym się wydaje, że jak pójdą protestować, to coś w świecie się zmieni. A przecież my, normalsi, nie odczuwamy potrzeby znaczących zmian, co najwyżej lecimy w okołokorwinistyczne emo czy marudzimy, że brakuje autostrad.

Jako że nie jestem prawicowym blogerem, który wyrabia sobie zdanie tylko na podstawie uprzedzeń i bulgoczącego emo – postanowiłem zgrepować z bliska.

Rzejakto

Na widok anarchisty Krzywdzące Uogólnienia przychodzą same: przeświadczenie o posiadaniu monopolu na prawdę, wymieszanie pacyfistycznych haseł z motywem kamieni i koktajli mołotowa którymi trzeba przepędzić absolutnie wszystkich, żeby zaczęła się prawdziwa wolność. No i w zasadzie wyglądają jak grupa przekonywania przekonanych; muzyka nie brzmi* jakby chcieli nią dotrzeć do odpicowanej ziomalii, która co weekend zaludnia knajpy na Żurawiej. Teksty nie próbują nawet dotrzeć do targetu Poradnika Domowego. A tuż za rogiem czai się sprzeciw wobec GMO, energii atomowej, emo na punkcie Codex Alimentarius, niuejdżowe pierdoły o otwartym umyśle i bioenergoterapii.

*

Nie jest to ekipa, z którą mam wiele wspólnego. Dla mnie policja to nie są chuje, tylko element sprawnego państwa; przepisy, normy, zasady nie są mechanizmami represji tylko czymś, co czyni rzeczywistość miejscem, które mogę łatwo zgrepować i bezproblemowo w nim się poruszać. Mam też oczywiście problem: nie jestem w stanie odróżnić anarchosyndykalisty od anarchisty od anarcholibertarianina. Przynajmniej nie na pierwszy rzut oka.

Rzeco

Nigdy nie zrozumiem co powoduje, że ludzie – którzy często przecież pochodzą z normalnych rodzin – decydują się na porzucenie wygodnego życia i lądują na squatach. Bez ciepłej wody, pakując się w śmieciową robotę, żyjąc od protestu do akcji powstrzymania eksmisji. Mam wrażenie, że to rozrywka przede wszystkim dla ludzi młodych – każdy z czasem papucieje i trzeba być prawdziwym hardkorowcem, żeby mając czterdziestkę na karku latać po manifestacjach.

Mimo, że rzeczy, którymi ci ludzie się zajmują pokrywają się z zakresem mojego porno, to jednak nie czytam ich serwisów. Ich działania nie przebijają się do mejnstrium, na co dzień wszyscy mają wyjebane.

Risercz, risercz, risercz

To jak widzę ruch anarchistyczny to przede wszystkim miks moich wyobrażeń: podejrzewam, że jest niejednorodny. Dlatego dziś mam zamiar sobie obadać. Właśnie się wybieram obejrzeć próbę powstrzymania eksmisji. Jeśli ktoś ma ochotę zerknąć na rozwój wypadków: zapraszam na mojego blipaska – zaczynamy około 10.

Kategorie: emo-post

Ze drama, ze lulz

30 sierpień 2009 · 12 komentarzy

Jestem w polskiej stolicy żenady i obciachu, gdzie najpewniej organizowane są kursy jak zostać hipsterem oraz zajęcia z wypierania poczucia wstydu, w przypadku się zrobi coś żałosnego.

Tradycja rzecz święta
Dał nam przykład Maria-Jan jak żenować mamy

Choć oczywiście przypadków pewnie będzie od groma i jeśli historycy mogliby – zamiast drapać jakieś pierdoły o tym kto kogo zdradził (w sensie moralnym, ofkorz) – napisać dla odmiany coś ciekawego, to historia obciachu po krakosku robiłaby idealnie. Żenuje lolektman, żenuje Kapela, rzesze bezimiennych hipsterów rozsianych po knajpach, wannabe-anarcholewacy płaczący nad losem eksmitowanych ludzi sącząc browar w Naukowej i wieszający na ścianie Manifest Międzynarodowego Dnia Zbliżenia (który był przecież akcją promocyjną Winterfresh), taksówkarze opowiadający homofobiczne żarty.

Ze drama

Przez długi czas racjonalizowałem sobie, że nadęcie jakie towarzyszy ludziom żyjącym w Krakowie wynika z jakiegoś studenckiego etosu (brzydkie słowo). No ludzie się jakoś dzielą, grupują, tworzą kody, jak się jest gnojkiem to sobie można pozwolić na odloty. I działało świetnie aż do dziś. Moja fantastyczna ziomalka opowiedziała mi o jednym kolesiu z jej towarzystwa. Jak go poznałem, wydawał się sympatyczny, i lulzy, i genderowe sprawy, ale ale – byli na jakimś wyjeździe, w ramach oszczędności kwadrat trzeba było sprzątać samemu, przypadło mu mycie łazienek i kibli. I wtedy wyszła z niego straszliwa drama, bo koleś nigdy wcześniej nie mył kibla – w domu robiła to jego matka. Jak później wyznał, rzeczy związane z feminizmem zgrepował “bo tak wypada”. Innym razem przyplątał swojego dobrego zioma, który na widok mojej ziomalki czytającej DF stwierdził, że nie powinna czytać tego lewackiego syfu. Na pytanie: jak wytrzymuje z kolesiem, który jest tak daleko od memosfery w której się porusza odpowiedział: nie mam poglądów.

Zrobiło mi się jakoś kurwaco. Szybko zgrepowałem, że takich ludzi w Krakowie poznałem więcej. Z jednej strony wiedzą, że jestem gejem, a z drugiej nic nie stoi na przeszkodzie używać słowa pedał jako uniwersalnej inwektywy.

Gdyby dało się to wytłumaczyć tym, że mają wyjebane – to luz, pedał jako lulz jest dla mnie spoko-akceptowalny. Ale tu chodzi o to, że nie widzą nic złego w byciu bucem.

Ze lulzmen is ze lulzmen, not a drama-men, Mein Herr

Żeby nie było, że to tylko Warszawa jest taka wporzo: moja katowicka czy łódzka ziomalia też nie jedzie dramą i nie odlatuje w jakieś koszmarne przebrania. Czemu akurat w Krakowie trafiam na ludzi, którzy tak świetnie wpisują się w stereotyp neokrakusa: lipiec, szalik pod szyją, poezja, natchniony wzrok, krzywy fap nad przeczytanymi książkami. U mojej ziomalki wpadł mi w ręce tomik wierszy jakiegoś kolesia, Ha!art oczywiście (szacun za Kieszonkowy Atlas Kobiet!), gdzie jedyne na co trafiłem to wyciek z nieszczelnego układu filtrującego emo. Jeśli koleś pisze o starej lodówce Polar i wycieczce tramwajem, to albo student, albo nolajf. Zerknąłem na datę urodzenia, 1971. Podczas kiedy mnie i moich ziomali różne przykre wydarzenia prowokują do lolania, obśmiania, szydery – tutaj przykrość się pielęgnuje. Widzę to po mieszkaniach w kamieniach, w których można mieć urzędowy problem z położeniem kabli w ścianach, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by koszmarne plątaniny przewodów wisiały na zewnętrznych ścianach.

Krzywe aspiracje

Nie wiem co powoduje ziomalią od przesadzonych strojów i braku poczucia żeny, ale wiem że w przyszłości będziemy mieć do siebie jeszcze dalej. Będziemy przyjeżdżać do Krakowa na balety i zwiewać, kiedy tylko poczujemy, że nie nawilża nas bucera. Dobrze, że się stąd wyprowadziłem.

Kategorie: duperele · emo-post

Wybacz mi, odcinek 1

19 sierpień 2009 · 6 komentarzy

Polityka niezakoniecznie mnie nawilża, ale czasem coś mnie ugryzie w emo i mam potrzebę podzielenia się z internetsami, bo przecież nie będę swojej RL-ziomalii zanudzał politycznymi tematami, jakcieproszę, to jest zadanie dla psychiatrykowych nolajfów. Trzeba dodać – nolajfów którzy nie wychodzą poza swoj fap-circle i im się wydaje, że jako jedyni w internetsach są wnikliwymi obserwatorami sceny politycznej.

Ryzyko, śmierć, te są zawsze tutaj w parze

Srsly, ziomy, jak się jedzie na wojnę, to można tam paść trupem, bo taka jest idea wojny (strzela się, strzelają do Ciebie, ludzie mają pecha). Oczywiście, jest mi bardzo przykro z powodu tego kolesia który zginął ostatnio w Afganistanie, ale ffsejk, taka robota. To, co mnie boli to to, że lewica wysłała nas na wojnę, która kosztuje od pyty hajsu a korzyści z niej nie ma żadnych (kontrakty w Iraku, dostęp do ropy, zniesienie wiz; aha-aha). I jako że lewica ma aktualnie jakieś arcygówniane notowania a niektórzy marudzą, że się nam tworzy system prawicowo-dwupartyjny, to dobry moment, żeby zacząć przepraszać za błędy. Tym bardziej, że okres fantastyczny, wakacje, nic się nie dzieje w polityce, więc w każdym serwisie informacyjnym znalazłoby się mnóstwo miejsca na pełną poczucia winy twarz Napieralskiego.

Zdradziłaś kurwo mnie, pistolet sobie kupię

W kraju w którym politycy som chuje i się wcale z tym nie kryją wyraźne przepraszam robiłoby mi idealnie. Znaczy: zaufanie do lewicy (tej mainstrimowej) mam takie-sobie; podkopane przez wpakowanie się w Afganistan, Irak, przez olanie postulatów środowisk LGBT, przez brak porządku w obszarze światopoglądowym. Gdyby tak usłyszeć, że się lewica wstydzi za to, że olała te obszary w których powinna wymiatać, że się wsytdzi za podział, za wewnętrzne przepychanki a dalej wykonała jakieś cywilizowane ruchy pt. próba (no i co że nieudana) ruszenia konkordatu, ustawy aborcyjnej, przepchnięcia związków partnerskich, zaproponowała jakiś w miarę sensowny model budowy infrastruktury (pociągi zbliżają ludzi) w obszarach wykluczonych oraz wyraźnie zapowiedziała, że jest trochę dupa i wszyscy musimy się wziąć razem do roboty, ponieść koszty ucywilizowania kraju a za jakiś czas będzie cycuś – byłbym zadowolony.

ale nie zastrzelę się, bo mam cię głęboko w dupie

No bo co, inaczej w następnych wyborach głos oddany na lewicę będzie głosem wrzuconym psu pod ogon. Nie będę płakał, bo PO to nie jest jakiś dramat ale zdecydowanie nie moje porno.

Soł: drogi św. Mikołaju, pod choinkę chcę dostać lewicę 2.0.

Kategorie: emo-post