Nieczynne z powodu że zamknięte.

Wejście skategoryzowane jako ‘moje porno’

Przezorny zawsze ubezpieczony

24 listopad 2009 · 7 komentarzy

Ja się srsly słabo znam na prawie (auch: prawnicy których pytam o kwestie okołohomo też się słabo znają) ale wydaje mi się, że jeśli firma udostępnia ekstra ubezpieczenia żonom (also: mężom) powinna zadbać o to, żeby udostępnić tego rodzaju ubezpieczenie (NFZ to luz, AFAIR jeśli pozostajesz w związku i w danym momencie jesteś na utrzymaniu czy tam stanowisz jedno gospodarstwo domowe to możesz skorzystać z ubezpieczenia partnera) pracownikom którzy niekoniecznie żyją z płcią przeciwną.

Wstawać i pra-
cować i mieć

Nie mam pretensji do nazywania mojego związku małżeństwem. Trwa sobie po prostu jakieś sześć lat – i w tym jest zdaje się najdłuższym związkiem jaki funkcjonuje w firmie mojego chłopaka. W tym czasie opiekowałem się moim chłopakiem przy różnych chorobach (także takich, które wymagały opieki całodobowej). Zastanawia mnie tylko grubo dlaczego trzymiesięczne małżeństwo jego współpracownika zapewnia dużo większy poziom przywilejów.

Każdemu podług zasług

Ze skutków opieki jaką świadczyłem mojemu chłopakowi korzysta dziś także jego firma. Jest przecież sprawnym specjalistą od swojego poletka, który dla swojego korpo zarabia hajs. Być może byłoby OK gdyby firma zadbała o poziom zdrowia naszej rodziny, bo przecież zdrowa rodzina lepiej wspiera i dzięki temu radzi sobie lepiej na rynku, amirajt?

Piosenka porównania piosenką jest równości

Przeciwnicy zrównania praw związków homoseksualnych argumentują, że są nienaturalne i generalnie polegają na tym, że pedały to się chcą tylko ruchać. Cóż, jestem tylko dowodem anegdotycznym, który mówi: Twoja stara chce się ruchać. Mnie w zupełności robi to, że opiekuję się osobą którą kocham. Nie potrzebuję, żeby ktokolwiek nazywał to małżeństwem, ale chciałbym żeby ktoś docenił mój wysiłek włożony w funkcjonowanie rodziny którą tworzę. Bo tworzę ją nie po to by drażnić ortodoksyjnych katolików – ale z potrzeby serca. Jestem z kimś kogo kocham i poświęcę mu tyle swoich możliwości, chęci i działań ile jest potrzebnych by był zdrowym. On to ma w pakiecie, które funduje mu korpo. Ja muszę zapłacić ekstra, bo nie jestem trzymiesięczną żoną.

Kategorie: #ttdkn · moje porno

Bezwstydnicy

13 październik 2009 · 34 komentarzy

Już się chwaliłem, że mam ulubionego dostarczyciela lolkontentu – lolketmana. Tym razem dostałem od niego solidną dawkę rzejakto.

W tym wpisie na pingerze poszukuje autorów na blog o IT:

Jeśli wiesz kim jest Michael Arrington, co to jest Cloud Computing i zdarza ci się czytywać serwis Arstechnica(lub podobne) to może być propozycja dla Ciebie.

A przecież można było napisać krócej i bardziej precyzyjnie: jeśli nie czujesz żenady w kopiowaniu cudzych tekstów jest robota.

Dalej mamy wymagania, są dosyć skromne:

Wymagania
- wcześniejsza praca na serwisie o charakterze niusowym
- dobra orientacja w internecie i tematyce social media
- język angielski i polski
- własne zdanie i poczucie humoru

Bawi mnie orientacja w internecie – moja jest taka sama jak w rzeczywistości: homoseksualna. Smuci własne zdanie (zwłaszcza, że prawdziwym wymaganiem jest zdolność kopiowania cudzych tekstów) i poczucie humoru.

To jednak preludium do orgii żenady:

Stawki i godziny publikacji są do negocjacji w zależności od znajomości tematu, umiejętności sprzedania go czytelnikowi i pozycji w polskiej sieci.

- nius (1-1,8 tys. znaków) ~10 zł
informacje na bazie wskazanego źródła opatrzone krótkim komentarzem, krótkie opisy nowych serwisów internetowych

- duży wpis ( 4 tys. znaków) ~50 zł
teksty solidnie opisujące zjawisko, termin lub aferę i uzupełnione sensowną, a najlepiej kontrowersyjną opinią

- premie za autorskie niusy i za SG wykop.pl.

Srsly, dycha za kopipastę z jakiegoś zagranicznego serwisu z dorzuconym żenującym komentarzem? Pięć pak za tak se zriserczowany tekst z kontrowersyjną opinią (może się czepiam, ale przecinek przed a wskazuje, że bardziej chodzi o opinię kontrowersyjną niż sensowną). Oraz – moja obawa co do tego, kto będzie oceniał co jest sensowne. Gniewomir? Przecież już raz lolałem z jego durynych wynurzeń o linuksie i bredzeń o osx, a cały cywilizowany internet z wytropienia Ketmana.

Zupełnie serio zastanawia mnie, komu się chce za takie śmieszne pieniądze stukać w klawiaturę. Licealnym linuksiarzom dla których dycha to są PRZECIEŻ dwa piwa? Wannabe dziennikarzom, którzy w ten sposób chcą wejść na rynek? Jak żenujący jest model biznesowy oparty o kradzież tekstów? Czy komuś zupełnie nie przychodzi do dekla, że gdzieś po drugiej stronie oceanu wydaje się pieniądze po to, żeby relacjonować wydarzenia, bywać w miejscach i wyszukiwać informacje? Co można dostać w niusach tworzonych poprzez jumę: popłuczyny po prawdziwej informacji z dodanym odlecianym komentarzem.

Nie wiem co jest bardziej paskudne: czy to, że się płaci aż dychę za przepisanie cudzego tekstu, czy to, że płaci się tylko dychę za dorzucenie niusa (przecież w ten sposób nie da się zarobić na obiad!).

Kategorie: emo-post · moje porno

Jak kupić laptopa i się nie odkorować

15 wrzesień 2009 · 17 komentarzy

Dzwoniła Potrzeba Popularna i pytała, czy mógłbym rozwiać trochę wątpliwości o wymianie sprzętu.

Każdemu według potrzeb

Generalnie jest tak: jeśli na “kupić laptopa” twój mózg reaguje wywaleniem z siebie bełkotu “i żeby miał optymalny stosunek jakości do ceny oraz odpowiednią liczbę rozmaitych portów w razie pojawi mi się potrzeba podłączenia tostera” – spadaj pogooglać syfeks od Compala.

Druga ważna rzecz – jeśli masz zamiar czekać na mityczny “optymalny moment” kiedy to co kupiłeś jest technologicznie na tyle nowe, że się nie zestarzeje zbyt szybko to sobie będziesz czekał. Dla umilenia czasu możesz oglądać Klan aż do końca (lub twojego, zależy co szybciej). Jasne, ktoś kto się rzuci na szoping zaraz jak tylko wejdzie jakaś technologia zapłaci cenę bycia łosiem. Przed byciem łosiem skutecznie chroni kupowanie sprzętu od producentów którzy w długim okresie (coś jak 2-3 lata) oferują stabilną cenę dla linii swoich produktów.

Po trzecie – im więcej będziesz kombinował i bardziej się przykładał tym na końcu będziesz czuł się bardziej rozczarowany. Dlatego uśmiechnij się, odpręż i nie przejmuj, to tylko laptop, za dwa-trzy lata będziesz musiał zrobić to samo.

Ja się znam, robiłem z tego NBA

Dosyć głupio jest poinformować otoczenie o planowanym szopingu. Z pewnością znajdzie się jakiś koleś, który zacznie przekonywać, że NTT Corino to świetny sprzęt. Lub że poweruserzy używają Compala bo mogą zrobić je pod siebie, a nie brać w takich ustawieniach jak je jakiś faszystowski producent wymyślił.

Jeśli nie znajomi to co? Zbiorowa mądrość internetsów z której dowiesz się, że nie potrzebujesz przepłacać za matrycę z podświetleniem LED i w wysokiej rozdzielczości, baterię należy wyjmować kiedy się pracuje z prądem z kija, rozszerzenie gwarancji to Yeti a przede wszystkim – dwa porty USB to zdecydowanie za mało!

Zostaje więc już tylko kompetentna porada pracownika sklepu komputerowego. Ta, jasne. Albo jakiś Vobis czy Karen w którym karuzela pracowników kręci się jak na kasach w Tesco albo lokalny sklep komputerowy w którym pracownicy co prawda nie zmieniają się co miesiąc ale niestety nikt nie widział żadnych szkoleń a sprzedawcy to miks znajomego od NTT Corino i forumowego eksperta.

Trochę strach.

Zosia-samosia

Mistrzowie zen powiadają, że odpowiedzi trzeba szukać w sobie. Tutaj jednak, inaczej niż w pytaniu o sens życia, odpowiedź będzie prosta.

  • Weź ładny:
      ładne rzeczy bardziej nawilżają i łatwiej się im wybacza różne duperele.
  • Nie przesadzaj z wydajnością:
      nie czarujmy się, nie ma wśród nas hardkorowych inżynierów którzy potrzebują przenośnej stacji roboczej.
  • Podświetlenie LED i wysoka rozdzielczość:
      15 cali i 1280×800? Zdecydowanie nie. Standardowe podświetlenie? Ciemno (ważne przy matrycach glossy) i żre od cholery prądu.
  • Bateria:

    W Związku Radzieckim to laptop wybiera Ciebie

    Od kiedy wybenczmarkowałem netbooka stałem się wielkim fanem tej metody porównywania – jest fantastycznie niemiarodajna! Co z tego, że Ubuntu ma ponad 150 punktów geekbencha więcej (to prawie tyle co w sumie miał podstawowy niebieski Power Mac G3) od Windows 7 skoro nie potrafi sobie poradzić z wieloma stronami www i flashem a włączenie opcji korekty tekstu w OpenOffice uniemożliwia pisanie; no i nie zapewnia żadnej ergonomii pracy; a ogólne wrażenia są takie, że Windows 7 to torpeda w porównaniu do – mierzalnie szybszego – Ubuntu? Dlatego jeśli za cenę fajnego wyglądu, dobrego ekranu i porządnej baterii chcesz sobie sprawić procesor o jakieś 7-12% szybszy – możesz sobie spokojnie darować, odczujesz zdecydowanie większą różnicę jeśli zainstalujesz cywilizowany system.

    Zbliżamy się do spraw czysto technicznych więc warto wspomnieć o jednej rzeczy: jeśli to ma w środku procesor Via lub AMD albo grafikę od ATI czy nie daj borze jakieś Intelowe GMA (nie ważne która wersja) – można to z powodzeniem zakopać. GeForce 9400M to minimum.

    Platforma pod wezwaniem świętej Róży

    Intel co rok robi update (patrz uwaga o optymalnym momencie zakupu) swojej platformy Centrino na której oparta jest jakaś odczapista ilość laptopów na rynku (tak, twój przenośny przed-unibody Mak również). Jak Intel wypycha nową platformę to dorzuca jeszcze nowe procesory. Teraz mamy Penryna w rozmiarze 45 nm (czyli to co teraz mamy za Core 2 Duo, wcześniej pod tą nazwą handlową krył się Merom i różnił się tym, że miał 65 nm, żarł więcej prądu i miał nóżkę bardziej), a za chwilę wejdzie Core i7 – Nehalem (i i5 który będzie w zasadzie jedną z wersji i7 a potem w to miejsce wejdzie Westmere i i3 jako entry level). Tu się robi trochę burdel, bo po pierwsze część zostanie na 45 a część skurczy się do 32 nm, po drugie jakieś kombinacje z Arrandale i wrzuceniem do procesora obsługi GPU. A dalej to już architektura Sandy Bridges który ma być dużym skokiem, ale to pewnie za jakieś 2-3 lata (albo i lepiej).

    A teraz dla odmiany napiszę coś co zabrzmi sensownie: już jakoś niedługo (miesiąc? w okolicach premiery Windows 7?) będzie wchodzić 6 generacja Centrino która nazywa się Calpella i do tego procesory Core i7/i5 w tym te w technologii 32 nm. I to jest główny powód dla którego warto zaczekać z zakupem. Auch: wejście tej platformy + premiera Windows 7, jak nawilża?

    Co do ceny – nie wiem jak sobie ustawią widełki kolesie z Asusa, HP, Della, Lenovo – wiem, że podstawowa wersja MacBook Pro z tym nowym procesorem (bo jednak platforma będzie od nVidii) będzie kosztowała 1199 $ lub jakkolwiek sobie to iSpot przeliczy (to jest właśnie ta pewność ceny w długim okresie, pisałem o tym kilka linijek wyżej).

    Uwaga, niskie napięcie

    Orajt, ale co w takim razie z Panem Michałem ze Szczecina który bacznie obserwuje morze* i tęsknie wyczekuje okrętu wyładowanego aż po samą burtę netbookami? Spoko. Już 22 października premiera Windows 7 więc najpóźniej pod choinkę będzie mógł sobie sprawić wydajnego netbooka w cywilizowanej cenie. Dla Pana BartoszaBartłomieja z Krakowa który nasłuchuje hejnalisty który ma obwieścić najazd ordy ultraprzenośnych laptopów – dwie dobre wiadomości: z jednej strony procesory 32 nm, a więc i MacBook Air i Lenovo X300 dostaną zastrzyk mocy, dłuższy czas pracy na baterii; tuż za rogiem czai się jakieś Sony Vaio X (mówili, że ma być na Atomie, ale wszyscy widzą miejsce na jakiegoś Intel Core Solo CULV).

    Wnioski pokontrolne

    I dlatego uważam, że należy się wstrzymać.

    Also: nVidia i platforma Tegra (procesor ARM + cała reszta w na jednym kawałku krzemu) czy Qualcomm i jego Snapdragon – ale to dopiero przyszłość.

    No i na koniec dobre, prawie ontopiczne, lulzy:

    * – tak, wiem.

  • Kategorie: moje porno · pryszczeryzm · z okazji weltszmercu

    Eksmisja (2)

    10 wrzesień 2009 · 9 komentarzy

    Ci, którzy dają faka pewnie wiedzą, 2 września zrobiłem bliprelację z eksmisji mieszkanki kamienicy w Krakowie [ctrl+f anyone]. Tym, którzy nie wiedzą – wyjaśniam.

    Miałem tak, że zupełnie nie rozumiałem o co chodzi ludziom z ruchu anarchistycznego. Moje wyobrażenia na ich temat można przeczytać tutaj.

    Dlatego, kiedy usłyszałem, że będą blokować – ich zdaniem nielegalną – eksmisję wybrałem się tam z komórką w dłoni i laptopem w plecaku, żeby blipować rozwój wypadków. No i oczywiście przyjrzeć się samym anarchistom.

    Historia się rozwija

    Na imprezę wpadłem z zaledwie garścią informacji. W zasadzie byłem zwykłym gapiem, z tą różnicą, że historia mnie wciągnęła i – tak jak się rozwijała, w miarę jak docierały do mnie kolejne informacje – wrzucałem na blipa.

    Od jakiegoś czasu czytam teksty o śmierci tradycyjnego dziennikarstwa (*ostatni wpis WO), o tym jak coraz większe znaczenie będzie miała informacja przesyłana na bieżąco, niepotwierdzona ale zupełnie świeża, o przewidywaniach jak serwisy mikroblogingowe i zwykli ludzie rejestrujący wydarzenia będą produkować informacje. Przewijają się głosy, że w przyszłości Jacek Hugo-Bader nie będzie miał racji bytu: po co komuś reportaż za kilkadziesiąt tysięcy złotych z jakiegoś zadupia, skoro zwykły ziom na wycieczce dzięki komórce również może oddać w jakiś sposób to, co widzi: nie ma miejsca na profesjonalne, dobrze zriserczowane treści w ciasnej przestrzeni potrzeby monetyzacji.

    Taka też była moja relacja. Zupełnie amatorska, podejrzewam, że dla czytających – niezbyt sensowna, trudna do zrekognizowania o co chodzi, pozbawiona szczegółów.

    W skrócie

    Pokrycie tematu chyba jest niezłe, napisała krakowska Wyborcza, było radio, telewizje (TVP, TVN24, krak.tv), różne serwisy wolnościowe obrodziły w info (indymedia, centralna informacja anarchistyczna, blogasek ekipy FA). Widziałem dokumentalistkę z tefałenowskiej Uwagi. Każdy, kto chciałby zgrepować o co biega prawdopodobnie dostanie w tych miejscach bardziej rzetelną informację na temat wydarzeń i okoliczności niż ta, którą jestem w stanie udostępnić. Nie znam nazwisk, okoliczności wydarzeń – tylko to, co widziałem na własne oczy i co wpadło mi w uszy.

    Jako poboczny obserwator wydarzeń nie odczuwałem jakichś specjalnych emocji: nawet kiedy widziałem, jak policja wynosi moją znajomą (pomachała mi) – po prostu patrzyłem co się dzieje, mając grube przeświadczenie, że nic złego się nie może stać.

    Tego dnia spotkaliśmy się rano nad brzegiem Wisły, by po jakimś czasie przejść pod kamienicę w której mieszkała Maria Michta. Budynek odnowiony, czysta klatka schodowa – tak różna od tego, jak powszechnie wyobraża się kamienicę z której eksmituje się ludzi.

    Zaczęło się od pikiety. Piknikowa atmosfera, dochodzą kolejne osoby, a to ktoś z FA, a to starsi ludzie z organizacji lokatorskich. O ile kojarzyłem już osobliwe emo ludzi z Federacji Anarchistycznej – zszokowało mnie, co i jakim tonem mówili ludzie związani z organizacjami lokatorskimi: zbrodnicza UE, esbecja która dogadała się z Solidarnością, media ganiające na pasku gangsterów, żydowska finansjera. Poczułem się bardzo nie na miejscu – z jednej strony daleko mi do poglądów anarchistycznych, ale to co mówili ci starsi ludzie, źle ukierunkowany żal jaki z nich wypływał – budził mój wewnętrzny sprzeciw.

    FA oczywiście odcina się od tego o czym mówili członkowie organizacji lokatorskich. Ale dla postronnego obserwatora zupełnie bez problemu może się to zlać w jeden bełkot o tym, jak za łapówki przekazywano gangsterom kamienice. I jak w każdym krakowskim sądzie leży nakaz, żeby żydom oddawać nieruchomości nawet na podstawie “10 kserokopii aktu własności”.

    Anonimowe łosie z internetu komciując wrzuty o blokadzie w zasadzie widzą to tak: anarchiści szukają okazji do zadymy. Obserwowałem ich i widziałem coś zupełnie innego: zaangażowanie, wiarę w to, że pewnych rzeczy nie wolno robić, pełną świadomość konsekwencji.

    Anarchiści rozłożyli namioty pod drzwiami mieszkania na 2 piętrze, reszta usiadła na schodach. O ile teraz dobrze sobie przypominam – właściciel kamienicy domagał się od nich przedstawienia papierów, które dają im prawo do przebywania na prywatnym terenie. Wywiązała się krótka pyskówka. Chwilę potem wodzirej z organizacji lokatorskich przyszedł by wyraźnie odciąć się od akcji anarchistów, którzy wyśmiali jego prośbę, by przepuścić komornika.

    Kilka minut po 10 rano zjawił się komornik wraz z obstawą. Praktycznie się nie odzywał, starał się zachować spokój. Policjanci poprosili o blokujących o rozejście się. Anarchiści tłumaczyli policjantom, że według nich eksmisja jest nielegalna. Jakaś kobieta z organizacji lokatorskich tłumaczyła, że odwołanie od wyroku eksmisji nie zostało jeszcze rozpatrzone. Policjanci ruszyli i zaczęli wyrywać ludzi. Jeśli mnie pamięć nie myli – pierwszy, w kajdankach, został wyprowadzony Rafał Górski. W odpowiedzi anarchiści zaczęli skandować “gestapo”. Potem poszło jak po sznurku. Wyciągali jedną osobę za drugą i wynosili. W międzyczasie właścicielka mieszkania zasłabła. Przyjechało pogotowie, chcieli zabrać ją do szpitala, ale wyrwała się i wróciła. Kiedy wynosili chłopaka, zdaje się białorusina, jedna z działaczek lokatorskich nie wytrzymała i krzyknęła “co robicie, przecież to dziecko” i kilkukrotnie uderzyła policjanta otwartą dłonią w plecy. Policjant odpowiedział jej dosyć buracko: “dzieci to w szkole siedzą”. Ale to był w sumie jedyny taki przypadek niewłaściwego zachowania policjantów.

    Ja rozumiem, że z punktu widzenia kogoś, kogo bydlak z pałą targa za bary ciężko jest uznać, że zachował się jak należy. Z mojej strony wyglądało to inaczej. Widziałem to w zmieszanych oczach policjantów kiedy słyszeli okrzyki “a gdyby to była pana matka”, widziałem kiedy wynieśli członka śląskiej antify (na moje oko kawał ciała) i grzecznie zapytali, czy dalej pójdzie sam, czy mają go wynieść. Nie było w nich agresji, chęci dokopania, wyżycia się, przeniesienia wkurwu i frustracji. I to jest punkt, w którym moje porozumienie z anarchistami zaczyna pękać.

    HWDP JP na 100%

    Kiedy wynieśli ostatniego anarchistę ślusarz wynajęty przez komornika mógł bez problemu przewiercić zamki. Przed kamienicą jedna z przedstawicielek organizacji lokatorskich pyszczyła o tym, że Pani Marii komornik ukradnie co lepsze rzeczy, buc z wąsem i w wędkarskiej kamizelce mówił coś o SB i o tym, że mejnstrimowe media dogadały się z gangsterami, dlatego jest w nich ban na informowanie o sprawach lokatorskich. Nie mogłem znieść tej żenady, wybadałem więc gdzie wiozą zatrzymanych. Komenda na Zamoyskiego, dosłownie kawałek z buta. Tam spędziłem jakąś godzinę, może więcej – czekając na jakąkolwiek informację. Kobieta od lokatorów dostarczyła zatrzymanym drożdżówki. Było już po akcji. Staliśmy w kilka osób czekając na to, czy ich przesłuchają, zatrzymają i przewiozą do aresztu na Mogilską. Anarchista z masy krytycznej, stażysta w Gazecie Krakowskiej, przywiózł niusa od rzecznika policji: zostaną postawione zarzuty utrudniania czynności służbowych. Kilkanaście minut później zwolnili pierwsze osoby. Z budynku wyszedł młody policjant i poprosił nas, żeby się rozejść, bo inaczej nie wypuści kolejnych osób. Wtedy mnie to zdziwiło i pomyślałem sobie, że to w sumie grube buractwo – ale na chłodno podejrzewam, że się koleś po prostu obawiał, czy to przypadkowe spotkanie prawie 40 osób nie przerodzi się w jakąś manifestację a wrażenie anonimowości tłumu w połączeniu z bliskością komendy nie doprowadzi do jakiejś krzywej akcji.

    W końcu wyszli wszyscy. Początkowy plan był taki, żeby iść do pobliskiego parku pogadać, ale skończyło się tym, że wróciliśmy pod kamienicę. Tam jeden z policjantów (zdaje mi się, że on w jakiś sposób ogarniał całą akcję) sprzedał niusa o tym, że rodzina eksmitowanej – konkretnie jej córka – jest w bardzo dobrej sytuacji materialnej. Przez moment miałem wrażenie, że ci, którzy to słyszeli poczuli się jak przekłuty balon. Ale zaraz przyszła szybka racjonalizacja: no i co z tego, przecież tu chodzi o nierespektowanie prawa a nie o to, że jej córka jest dziana.

    Moja znajoma która mnie tam przytargała chciała się już zwijać a ja sam nie miałem ochoty pchać się w miejsce do którego miała nastąpić eksmisja. Dowiedziałem się tylko, że teren należy do Huty, jest magazynem i nie nadaje się do zamieszkania, Huta nie ma zamiaru wydać kluczy oraz zdecydowanie zamierza rozwiązać umowę najmu.

    Punkty styczne

    Umiarkowanie popieram postulaty decentralizacji; lubię duży zakres wolności osobistej i swobód obyczajowych. Uważam, że to ważne, żeby dbać o wykluczonych. Ale w przeciwieństwie do anarchistów – nie udaję, że da się to zapewnić bez rozwiązań systemowych. Bardzo podoba mi się ich wiara w samoorganizowanie się; widać, że to dla nich działa – ale nie ma się co łudzić: takie widzenie świata kształtuje się w bardzo specyficznych warunkach (co w sumie potwierdza się dowodem z anegdoty: wszyscy ludzie których poznałem mają ciekawą historię, są odszczepieni) i raczej nie sprawdzi się dla większości obywateli. Nie leżą mi pomysły dalszego wzmacniania związków zawodowych: to prosta droga do wykluczania coraz większych rzesz ludzi z przywileju jakim jest równoprawny dostęp do ochrony swoich praw pracowniczych (z jednej strony klasę średnią, z drugiej pracowników zatrudnionych na “elastycznych zasadach”; ostatnio mi zarzucono że “praca czasowa” odnosi się do tego co jest zapisane w ustawie i mam se znaleźć inne określenie); nie widzę powodu dla którego policja jest tylko i wyłącznie zła – ja mam dobre doświadczenia (nawet jeśli skuteczność nie zawsze jest wysoka). Idee kompletnej decentralizacji państwa są durne; przecież wszystkim nam zależy na transferze środków z miejsc bogatszych do biedniejszych (nazywamy to solidarnością społeczną i jesteśmy z tego dumni). Moje obawy o odloty anty-GMO i przeciw energii atomowej potwierdziły się. O ile energia atomowa nie nawilża, bo wygląda na straszliwie drogą to do GMO nie mam nic. No – prawie nic. Cały bajer rozchodzi się o to, by uniemożliwić korporacjom przejęcie całej rodziny jakiegoś pożywienia (co pewnie da się uzyskać przez obowiązek utrzymywania niezmodyfikowanej wersji danej rośliny na licencji Open Source).

    Koniec końców, po kilku dniach w okolicach anarchii pozwolę sobie pozostać nienawilżony ideami i mile zaskoczony ludźmi. Jak na Kraków to faktycznie rewelacja!

    Kiedy wrócę za jakiś czas – będę miał nowe pytania, więc mój proces grepowania jeszcze się nie skończył. Choć oczywiście można mnie naprostować w komciach, jeśli walnąłem gdzieś jakąś durnotkę.

    Kategorie: #ttdkn · moje porno

    W linuksie zbawienie, w linuksie cierpienie

    9 wrzesień 2009 · Dodaj komentarz

    Moje netbookowe porno daje o sobie znać po raz kolejny. Po pierwsze – premiera Windows 7 się zbliża, pokażą wreszcie jakieś cywilizowane netbooki na platformie ION. Jest też szansa że pokażą coś w rodzaju subenotebooków, może niektóre z nich będą w okolicach cywilizowanego grosza (gdzieś czytałem ssanie z palucha że linkowany Vaio X z ekranem 11,1 i procesorem Atom ma być droższy niż MacBook Air).

    Hold the press

    A przynajmniej wstrzymajcie zakupy. Za chwilę dostaniemy wreszcie cienkie laptopy za normalne pieniądze (Dell wrzucił Inspirony na ostrą dietę, Acer mocno wchodzi z serią Timeline), dopicowane pod Windows 7, pewnie coraz więcej będzie miało wbudowane baterie (a dzięki temu dłuższy czas pracy), odnowiona platforma Centrino, nowe procesory Core i3, i5, i7 – generalnie postęp.
    Niusy o tablecie od Apple ciągle krążą, choć są raczej ssane z palucha; dużo bardziej prawdopodobne jest, że linia plastikowych MacBooków zostanie odnowiona (nowy wygląd obudowy? 15” plastikowy macbook bez napędu?). Najbliższe miesiące mogą przynieść parę zmian, więc tego roku pod choinką może się znaleźć sporo ciekawego sprzętu.

    Oczywista oczywistość

    Wracam do netbookowego porno dlatego, że oberwałem systemem Moblin w wersji 2.0 (choć po cichu uważam, że to wersja 0.2.0).

    System Moblin ma ciekawy interfejs (zdecydowanie ciekawszy niż Ubuntu Netbook Remix) ale nie jest “fajny” – animacje ikon i okien sprawiają “glutowate” wrażenie, wszystko drży, przesuwa się, dostosowuje – trochę przekombinowane:

    Scrolowanie nadal jest wrzodem na tyłku, choć odtwarzanie filmów na youtube zdecydowanie się poprawiło w porównaniu do UNR.

    Jeśli kogoś interesują wyniki benchmarków, to Moblin ma w geekbenchu 990 punktów, nieco mniej niż UNR, oczywiście więcej niż W7 i OSX:

    Na uwagę zasługują takie bajery jak dropdown menu “status”, gdzie można sobie updateować twittera i zarządzać statusami komunikatorów, wygląda wygodnie; menu “pasteboard” też pewnie się okaże przydatne – ułatwi kopiowanie linków, ogarnianie fragmentów, itd; fajnie działają “zony” – coś jak wirtualne pulpity, ale odpalenie nowej aplikacji wymusza decyzję, czy odpalić w już istniejącej przestrzeni czy lepiej stworzyć nową; wymaga porządku. “Brakuje” OpenOffice, choć rozumiem, że jak netbook to internet, jak internet to Google docs.

    Cały system wydaje się być gigantycznym postępem w porównaniu do przaśności linuksa z EeePC czy Aspireowego Linpusa. Ale i tak pozwolę sobie pozostać nienawilżonym.

    Kategorie: moje porno · pryszczeryzm

    Rzeczy piękne

    14 sierpień 2009 · 2 komentarzy

    Ze dwa miesiące będzie od kiedy moim ulubionym kanałem telewizyjnym stało się ITV. Mnóstwo pięknych rzeczy się tam dzieje: a na przykład wróżki wróżą w paśmie EZO TV i ponadto odpowiadają także na dręczące nas wszystkich pytania: Czy śmierć jest przejściem na drugą stronę świata, co jest później, czy można rozmawiać ze zmarłymi.. jak odnaleźć szczęście w miłości, pracy….
    Ale to nie wszystko! Oto co mają nam jeszcze do zaoferowania:

    wróżki mają do rozdania wyjątkowy talizman, kartę SIM EZO MOBILE do telefonów komórkowych, która oprócz roli talizmanu, spełnia funkcję telefonu, dzięki któremu można porozumieć się z całą rodziną, a dodatkowo z wróżką… o każdej porze dnia czy nocy..

    Cudownie – praktycznie i magicznie (no, że odpowiednio zaawansowana technologia nierozróżnialna od magii?). Szacun dla ziomalii która na to wpadła!
    Auch: Jakie. Piękne. Wielokropki.

    ITV proponuje nam również porady “mecenasa” (zwróćcie uwagę jak doskonale dobrali czcionki!). Mają też swoje Niusy (Michał Piróg poleca). Jeśli traficie na prognozę pogody – przełączcie, bo żena wam pójdzie nosem. Inny ich program – Hot Aerobic to softkorowy fapkontent dla heteryków.

    Ale to co w ITV najlepsze to program Discostacja. Prowadzi go dziewczyna która ma więcej wdzięku i radości niż Magda Mołek, Dorota Gardias, Kinga Rusin, Jolanta Pieńkowska, Iwona Schymalla, Agnieszka Szulim-Badziak i Paulina Chylewska zderzone w akceleratorze LHC. A muzyka? Polska, skoczna i radosna.

    Nowa fala disco polo.

    Bo disco polo nie umarło, choć wszyscy zauważyliśmy, że z Polsatu zniknęły Disco Polo Live i Disco Relax. Smutne, że te programy nie doczekały się nawet krótkiej wzmianki w Wikipedii – nie wiem nawet kiedy zdjęli je z anteny. I – zupełnie jak w tej opowiastce – kiedy zamknęli DPL I DR nie protestowałem, nie byłem discopolowcem. Kiedy przyszli zaorać MTV nikt już nie protestował.

    Dziś disco polo odrodziło się, znalazło swoje miejsce w TV i ma nam do przekazania to, co zawsze.

    Hej, hej, bawmy się.

    Na ten przykład – jest sobie koleś, Tomasz Niecik, który ma kawałek idealny na potupaję; dosyć grzecznie śpiewa że lubi ruchać wspólnie z ziomami i jest zafascynowany możliwościami swojego wacka (choć obstawiam, że się po prostu przechwala):


    Tomasz Niecik – Kawalerzy

    Po drugiej stronie stoi sobie zespół Masters, gdzie uroczy chłoptaś, Paweł (Jakie. Szerokie. Usta! Również: odstające uszy, jest za co chwycić) deklaruje, że kocha żonę (nieśmiertelny motyw, fantastyczne na wesele):


    Masters – Żono Moja

    Jeśli jesteśmy przy fakabilnych wykonawcach disco polo – nie można zapomnieć o tym byczku: Lukash. Dodatkowo – koleś jest w skarpetkach. Białych. Jak bardzo zajebiście? W klipie jest jeszcze smaczek dla Apple-fanbojów: okno Quick Time w jakiejś pre-Intel-era wersji.


    Lukash – Chciałbym Ci Powiedzieć

    Dawno dawno temu żenua-hitem był kawałek ziomali Ciemna Strona Miasta – 100% dziewczyna. Dziś chłopaki z zespołu 4Ever postanowili przypomnieć na czym polega bycie prawdziwym heteroseksualnym jebaką:


    4Ever – Następna Laska

    Trudno powiedzieć która wersja jest bardziej żenująca.

    Królowa jest tylko jedna.

    Shazza abdykowała – jej ostatnia płyta to wydana w 1998 Historia pewnej miłości. Przez długi czas nie było na rynku nikogo, kto wyznaczałby sufit. Ale nie drżyjcie, szalikowcy disco polo – oto zjawiła się Etna.


    Etna – Niewolnica

    I teraz czas na moje emo: jeśli mainstreamowe stacje radiowe nie czują jak im lepki kisiel żenady i obciachu spływa po kostkach kiedy grają Szymona Wydrę czy Gosię Andrzejewicz a olewają zwykłe kawałki disco to jest mi z tego powodu serdecznie wszystko jedno.
    Jeśli posiadanie wyjebanego na jest jakimś wskaźnikiem dojrzałości społeczeństwa – to wzrost zainteresowania, drugi oddech nurtu disco polo jest dobrym znakiem. To nie może być tak, że się rozwija tylko kultura wysoka. Bez prostych rozrywek nie będzie rynku. Jak nie będzie rynku to będzie jak jest. Auch: Edyto Bartosiewicz, wracaj.

    Kategorie: emo-post · moje porno

    Absolutnie, fantastycznie

    16 maj 2009 · 10 komentarzy

    Windows 7, oczywiście.

    Ludzie pokroju mojego ulubionego bułgarskiego bota uwielbiają jak rzeczy są czymś więcej niż są (as in oscillo to coś więcej niż cukierek – to lek!) – dla nich siódemka w nazwie będzie miała znaczenie szczególne, magiczne. Bo wiecie-rozumiecie: za siedmioma lasami, siedmioma górami, siedem krasnoludków, siedem grzechów głównych.

    Dla mnie siódemka będzie symbolem dużej zmiany. Do tej pory Microsoft zdawał się postępować w sposób, który celnie wytknięto podczas prezentacji Tigera.

    43356340_36deb98522

    Teraz dla odmiany nagrali narzekania jakie codziennie mogli usłyszeć pracownicy wsparcia technicznego. Dzięki temu zadbali o cywilizowany tryb zgodności: Windows 7 będzie wirtualizował XP w sposób niezauważalny dla użytkownika. Przerobili i ucywilizowali GUI – Aero w Viście było tylko rozwinięciem koncepcji znanej od czasów Windows 95 – przy dużej liczbie otwartych aplikacji próba odnalezienia właściwego okna doprowadzała do szału; teraz da się całkiem wygodnie pracować z dużą liczbą okien nawet w ciasnej przestrzeni netbookowego wyświetlacza. UAC nie jest już takie upierdliwe, indeksowanie działa bardzo sprawnie (pamiętam z pierwszych kontaktów z Vistą, że był to koszmar).

    Jak to działa?

    Jeśli masz Vistę prawdopodobnie kojarzysz Windows Experience Index. Oto jakie wyniki daje odpalenie WEI pod Windows 7 na Aspire ONE i na MacBooku Pro (wirtualizacja Parallels).

      Aspire ONE Parallels MBP
    Procesor 2,2 5,7
    RAM 4,5 4,5
    Grafika 2,1 1,9
    Grafika gier 2,0 1,0
    HDD 4,7 6,4

    Ale nie dajmy się zwieść głupim cyferkom – według nich najlepiej sprawuje się Ubuntu Netbook Remix; porównanie wyników Geekbencha 2 dla Ubuntu, OS X i Windows 7 wygląda następująco.

    geekbench1

    Jeśli to was jeszcze nie przekonało, że Ubuntu Netbook Remix jest najlepszym wyborem dla netbooka – mam jeszcze jeden wykres.

    geekbench2

    Dla tych, którzy w dalszym ciągu nie są przekonani co do słuszności wyboru Ubuntu Netbook Remix mam takiego pedeefa.

    Już tak serio-serio. Działa całkiem nieźle. Na poprzednich filmach można było zobaczyć jak działa Ubuntu oraz OS X, teraz, tadam – Windows 7:

    more about “windows 7 on Vimeo“, posted with vodpod

    Obsługa drugiego ekranu działa bez zarzutu – ekran wykrywany jest natychmiast. Windows 7 na Aspire ONE bez problemu odtwarza film w rozdzielczości PAL na ekranie 720p.

    more about “windows 7, tv on Vimeo“, posted with vodpod

    Podsumowanie.

    Jest nieźle. Microsoft poszedł po rozum do głowy i zrobił system, który nadaje się do używania. Wersję RC 1 można bez wahania zainstalować na domowym komputerze (znaczy takim, który nie służy do pracy) – i bez problemu, legalnie, używać aż do połowy 2010 roku.

    W razie kłopotów z instalacją chętnie służę pomocą.

    Kategorie: moje porno · pryszczeryzm

    Notka w pół drogi

    8 maj 2009 · 4 komentarzy

    Oczywiście w pół drogi do mojego fap-posta o zajebistości Windows 7.

    Nim jednak – chciałem wam coś opowiedzieć o systemie gOS, który wygląda tak i teoretycznie powinien idealnie nadawać się do użycia na netbooku. Niestety – jedynym komputerem na którym udało mi się uruchomić ten system był MacBook, w milusim środowisku Parallelsowej wirtualizacji. gOS zrobił wielkie WOW w 2007 roku przy okazji Wal-Martowego Everex gPC – komputera za 199$ (z klawirem&mousem). Cały jego bajer polegał na tym, że był zielony – żarł strasznie mało prądu dzięki użyciu procesora VIA c7 i pasywnemu chłodzeniu.

    Sam gOS jest oparty na Ubuntu 8.04, który jest oparty na Debianie, który jest oparty na ego Torvaldsa (jądro Linux) i odlotach Stallmana (duperele GNU).

    W ciepłej przestrzeni wirtualizacji działa rewelacyjnie (co mnie specjalnie nie dziwi: pod Parallels każdy linuks jakiego testowałem sprawował się lepiej niż zainstalowany na rzeczywistym komputerze), od razu ma zainstalowanego flesza i sympatycznie małpuje OS X-owego Docka. Tak gOS-owy dock wygląda z bliska:

    dock-gos

    Niestety nie działa na Aspire ONE.

    Kategorie: moje porno · pryszczeryzm

    Netbook ilustrated

    29 kwiecień 2009 · 2 komentarzy

    Jeśli komukolwiek po przeczytaniu moich wcześniejszych narzekań przyszło do głowy by jak najszybciej pozbyć się netbooka – radzę się chwilę wstrzymać.

    Dużymi krokami zbliża się premiera Windows 7 (wersja release candidate 1 dostępna od 5 maja) – systemu, który świetnie radzi sobie na niewydajnych komputerach.

    Windows na który czekałeś.

    Dla zwykłego użytkownika wyniki geekbencha nie mają znaczenia, zwłaszcza jeśli nie przekładają się na user experience.
    Czego możemy się spodziewać po Windows 7 na netbooku? Przede wszystkim płynnego przełączania okien, bezproblemowego odtwarzania filmów z youtube, wygodnego korzystania ze stron napakowanych flashem czy pracy z kilkoma aplikacjami na raz. Możemy oczekiwać również sprawnego działania usługi Instant Search – każdy kto przyzwyczaił się do wygody jaką daje OS X-owy Spotlight wie, że jest to ten element systemu, który na zawsze zmienia podejście do organizowania swoich danych.
    Duże zmiany szykują się w interfejsie – Microsoftowi spece od GUI skumali wreszcie, że przeciętny użytkownik ma otwartych od cholery okien a psim obowiązkiem systemu jest pomóc użytkownikowi odnaleźć się w tym bałaganie. Wygląda to tak i daje nadzieję że w ciasnej przestrzeni netbookowego wyświetlacza będzie miejsce na przyjaźń pomiędzy otwartymi oknami.

    Spodziewam się opcji upgrade’u do wersji Home Premium dla posiadaczy Windows XP w okolicach 130$ (czyli tyle co dziś upgrade z Windows 2000 czy XP do Visty).

    Jonizacja.

    Tym, którzy napalili się na netbooka jak szczerbaci na suchary i pomimo ogólnej krapowatości zdecydowani są wydać coś pomiędzy 1000 a 2000 zł również radzę się wstrzymać – jeśli nie do premiery Windows 7 to przynajmniej do czasu, kiedy pojawią się netbooki oparte o platformę ION której głównym elementem jest GPU nVidia 9400M, montowany również we wszystkich laptopach Apple.

    Na stronie nVidii jest całkiem przyjemny film prezentujący różnicę pomiędzy komputerem z procesorem Atom i GMA950 a 9400M. A tutaj można sobie zerknąć jak działa Windows 7 +Left4Dead (OMG, Zombiees!) na platformie ION.

    Listy do redakcji

    Gdybym miał kupić netbooka zdecydowanie wybrałbym wersję z 10-calowym wyświetlaczem. Asus eeePC 1002H jest niewiele większy od Aspire ONE, ma większe klawisze, a 1 cal różnicy w wielkości ekranu – mimo że rozdzielczość ta sama – umożliwi czytanie z ekranu z “rozsądnej odległości”.

    aspire-eee1002h

    Więcej obrazków poglądowych Aspire ONE i eeePC 1002h tu i tu, ogólne porównanie tu, tu, tu, tu i tu.

    Netbook od Apple.

    Nim oficjalnie pokazano MacBooka Air informacje o takim komputerze pojawiły się w statystykach najpopularniejszego (dla tych, którzy nie używają iChat) makowego komunikatora – Adium. Teraz w tych samych statystykach [ctrl+f macbookmini] pojawiła się informacja o komputerze MacBook Mini.

    Przyznam, że będę bardzo rozczarowany, jeśli urządzenie, które ma się wpisać w netbookowy klimat będzie tylko wykastrowanym, karłowatym MacBookiem Air. No chyba, że wymyślą coś takiego, jak IBM dla ThinkPada 701 – klawiaturę “motylek”.

    W następnym odcinku mojego netbookowego porno: Windows 7 na Aspire ONE.

    Kategorie: moje porno · pryszczeryzm

    Srsly, guys

    27 kwiecień 2009 · Dodaj komentarz

    Albo ja mam krzywe nogi i daleko do łba, albo to, że Acer Aspire ONE ma lepsze wyniki w geekbenchu pod linuxem niż pod OS X-em nie ma kompletnie żadnego znaczenia?

    Tak wyglądał Leopard z kilkoma otwartymi stronami, iTunes, odtwarzaniem filmu z vimeo.com oraz przeglądaniem strony gazeta.pl – działał więcej niż sprawnie:

    Tak wygląda Ubuntu Netbook Remix z tymi samymi otwartymi stronami, Rythmboxem, odtwarzaniem tego samego filmu oraz przeglądaniem strony gazeta.pl – praktycznie nie działa:

    Jasne, bardzo możliwe, że całkowity-brak-możliwości-użycia to wina obsysającego Flasha od Adobe i że gdzieś w linuksowym wszechświecie istnieje taka wersja flasha, która sobie radzi z tak prostą rzeczą jak odtwarzanie filmów z vimeo czy youtube’a – jednak słabo daję faka. Zwłaszcza jeśli na stronie producenta (tajest, freetardzi, producenta) systemu mogę przeczytać:

    Ubuntu Netbook Remix is optimised to run on a new category of affordable Internet-centric devices called netbooks. It includes a new consumer-friendly interface that allows users to quickly and easily get on-line and use their favourite applications.

    oraz

    Optimised for netbook components – built from the ground up to take advantage of speed and power capabilities of the chip set

    E? Znaczy chcecie mi powiedzieć, że stworzyliście system dostosowany do ograniczonych możliwości netbooków który radzi sobie gorzej niż system który netbooków zupełnie nie wspiera i działa dzięki tajemnemu mambo-dżambo tureckich haxorów?

    Kategorie: moje porno · pryszczeryzm