Nieczynne z powodu że zamknięte.

Wejście skategoryzowane jako ‘#ttdkn’

Panikpolitik

18 grudzień 2009 · 14 komentarzy

czy policja prowadzi działania rozpoznawcze
“polegające na identyfikacji i monitoringu lokali rozrywkowych, klubów, melin odwiedzanych przez homoseksualistów”.

Chce wiedzieć PiS.

Bo: Mamy bowiem do czynienia z propagowaniem przez niektóre środowiska homoseksualne tzw. pozytywnej pedofilii – mówi w rozmowie z “Rz” autor interpelacji Stanisław Pięta.

Oczywiście smutne jest to, że mamy do czynienia z propagowaniem przez niektóre środowiska heteroseksualne tzw. pozytywnej pedofilii. Ale nikt nie postuluje obserwacji heteroseksualnych klubów.

Love is a danger
Of a different kind
To take you away
And leave you far behind

Namiętność PiS-u do pedrylopedofili jest idiotyczna: zamiast zajmować się faktycznym problemem wykorzystywania seksualnego dzieci budują sobie jakiegoś chochoła tylko po to, żeby z jednej strony obrazić homoseksualistów a z drugiej – przypomnieć swojemu elektoratowi, że tylko oni zapewniają bezpardonową walkę z prawdziwą przyczyną problemu.

Bo prawdziwą przyczyną problemu pedofilii jest homoseksualizm? Amirajt? Skoro tak jest, to oczywiście słusznie PiS postuluje, by obserwować gejowskie knajpy i meliny (serio? gejowskie meliny? istnieje coś takiego?). Może faktycznie kręcą się w tych miejscach pedofile, którzy spotykają się aby wymieniać się materiałami i ustalać metody zdobywania kolejnych ofiar?

Obawiam się tylko, że nawet jeśli pedofile wykorzystują gejowskie knajpy do spotkań to po komunikacie “będziemy was tam obserwować” – po prostu się wyniosą.

Obywatelu, czy chcesz żeby PEDAŁY MIESZKAŁY NA TWOIM OSIEDLU!?

Żałuję, że PiS nie chce zacząć dyskryminować gejów i lesbijek jak należy. Dlaczego nie nawołuje do obserwowania, śledzenia, podsłuchiwania? Dlaczego nie domaga się, by zwalniać nas z pracy (a zwłaszcza tam, gdzie możemy mieć kontakt z dziećmi)? Dlaczego skoro widzi w homoseksualistach takie zagrożenie tak słabo z nami walczy? To przecież tylko kolejne dowody na ich nieudolność.

Drogi wyborco PiS – wierzysz w partię, która nie potrafi sobie poradzić nawet z problemem rozhisteryzowanych, przegiętych ciotek-pedofilek, co to latają z torebkami i myślą tylko o ruchaniu.

Drogie Bravo

Mam nadzieję, że przeczytają moje marudzenie i zaczną wreszcie prześwietlać nasze życie by wykazać nasze pedofilskie skłonności i izolować nas od społeczeństwa. Niekoniecznie od razu więzienie – może obozy internowania albo getta?

Kategorie: #ttdkn

O niemożliwości ideologii gejowskiej

7 grudzień 2009 · 13 komentarzy

- Miasto nie powinno propagować ideologii gejowskiej – uważa wiceprezydent Olsztyna z PiS.

O, tutaj

Łoł, to fantastyczna wiadomość że jakieś miasto propaguje ideologię gejowską (zwłaszcza, że uważa się, że nie powinno). Najwyraźniej Olsztynowi udało się zrobić to, czego nie udało się zrobić ruchowi gejowskiemu: stworzyć ideę bycia gejem.

Mam oczywiście nadzieję, że Olsztyn podzieli się z nami informacją o tym jaki pomysł stoi za homoseksualizmem – pomoże nam to skuteczniej realizować swoje prawa.

Jestem gejem więc propaguję gejostwo

Rozpropagowanie memu o istnieniu jakiegoś spójnego celu gejów (srsly, kolejnym ~dowodem na to, że kobiety dyskryminowane jest to, że nikt nie traktuje serio lesbijek) to duży sukces zwolenników tradycyjnego modelu rodziny. A przecież dla każdego, kto choć raz przeszedł przez grupę, która z pozoru wydaje się wyrażać wspólne poglądy (to się dzieje gdzieś w okolicy liceum) oczywiste jest, że nic tak nie dzieli jak pozornie wspólna sprawa (patrz: salon24).

To co jest ich sukcesem jest dużym problemem ruchów, organizacji, a przede wszystkim gejów jako takich. Bo jak tu się ujawniać przed ludźmi, kiedy ma się świadomość, że jest się wyrazicielem jakiejś ideologii? Ideologii jasno określonej przecież – generał publiczny wie, że gejom chodzi o ruchanie i o dostęp do młodego mięsa.

Radykalne wróżki

Najpopularniejsza linia podziału wśród gejów biegnie oczywiście po linii dyskretni męscy konkreci / ciotki z miękkimi nadgarstkami. Kawałek dalej podziały są jeszcze większe: podejście do związków (czy w ogóle się wiązać, czy być singlem), kwestii rejestracji związków (mi to nie potrzebne, chciałbym związków rejestrowanych, zrównajmy prawa związków gejowskich z małżeństwami, dopuśćmy małżeństwa gejowskie), problemu adopcji dzieci (na co komu dzieci, dziecko musi mieć normalną rodzinę, dopuścić adopcję dziecka partnera, dopuścić adopcję tak po prostu), obecności w sferze publicznej (nie potrzebne parady / nie trzeba się obnosić, parady są ok, dawanie świadectwa że geje są normalni, zupełne wyparcie problemu nietolerancji / gejkorwinizm).

Homoseksualizm to lajfstajl

Głupio mówić o tym, że homoseksualizm to świadomy wybór. Trudno byłoby bronić poglądu, że jest to jakikolwiek rodzaj wyboru (choć oczywiście zwolennicy tradycyjnego modelu rodziny twierdzą, że przyczyna homoseksualizmu leży w uległej matce/dominującym ojcu, dominującej matce/uległym ojcu). Jednak kwestią wyboru powinno pozostawać jakie podejście wobec swojego homoseksualizmu chce się prezentować. Nie ma miejsca na taki wybór w społeczeństwie, w którym bycie homoseksualistą od razu związane jest z wyrażaniem ideologii gejowskiej. Nie ma zbyt wielu możliwości wyboru w społeczeństwie w którym od swoich – teoretycznie tolerancyjnych – znajomych słyszysz gdyby wszyscy geje byli tacy jak ty. Dla porządku tylko wspomnę, że nie ma zbyt wielu możliwości wyboru w społeczeństwie które gejami się po prostu brzydzi.

Być człowiekiem to dramat
Być pedałem to dramat osobny

Pod choinką w tym roku – oprócz lewicy 2.0 – chciałbym znaleźć generała publicznego, który widzi różnorodność wśród gejów. I gejów, którzy – mimo rozbieżnych interesów – chcą wyrażać wspólną ideę: społeczeństwa, w którym ma się możliwość podejmowania decyzji i wyboru swojego stylu życia.

Kategorie: #ttdkn · z okazji weltszmercu

Przezorny zawsze ubezpieczony

24 listopad 2009 · 7 komentarzy

Ja się srsly słabo znam na prawie (auch: prawnicy których pytam o kwestie okołohomo też się słabo znają) ale wydaje mi się, że jeśli firma udostępnia ekstra ubezpieczenia żonom (also: mężom) powinna zadbać o to, żeby udostępnić tego rodzaju ubezpieczenie (NFZ to luz, AFAIR jeśli pozostajesz w związku i w danym momencie jesteś na utrzymaniu czy tam stanowisz jedno gospodarstwo domowe to możesz skorzystać z ubezpieczenia partnera) pracownikom którzy niekoniecznie żyją z płcią przeciwną.

Wstawać i pra-
cować i mieć

Nie mam pretensji do nazywania mojego związku małżeństwem. Trwa sobie po prostu jakieś sześć lat – i w tym jest zdaje się najdłuższym związkiem jaki funkcjonuje w firmie mojego chłopaka. W tym czasie opiekowałem się moim chłopakiem przy różnych chorobach (także takich, które wymagały opieki całodobowej). Zastanawia mnie tylko grubo dlaczego trzymiesięczne małżeństwo jego współpracownika zapewnia dużo większy poziom przywilejów.

Każdemu podług zasług

Ze skutków opieki jaką świadczyłem mojemu chłopakowi korzysta dziś także jego firma. Jest przecież sprawnym specjalistą od swojego poletka, który dla swojego korpo zarabia hajs. Być może byłoby OK gdyby firma zadbała o poziom zdrowia naszej rodziny, bo przecież zdrowa rodzina lepiej wspiera i dzięki temu radzi sobie lepiej na rynku, amirajt?

Piosenka porównania piosenką jest równości

Przeciwnicy zrównania praw związków homoseksualnych argumentują, że są nienaturalne i generalnie polegają na tym, że pedały to się chcą tylko ruchać. Cóż, jestem tylko dowodem anegdotycznym, który mówi: Twoja stara chce się ruchać. Mnie w zupełności robi to, że opiekuję się osobą którą kocham. Nie potrzebuję, żeby ktokolwiek nazywał to małżeństwem, ale chciałbym żeby ktoś docenił mój wysiłek włożony w funkcjonowanie rodziny którą tworzę. Bo tworzę ją nie po to by drażnić ortodoksyjnych katolików – ale z potrzeby serca. Jestem z kimś kogo kocham i poświęcę mu tyle swoich możliwości, chęci i działań ile jest potrzebnych by był zdrowym. On to ma w pakiecie, które funduje mu korpo. Ja muszę zapłacić ekstra, bo nie jestem trzymiesięczną żoną.

Kategorie: #ttdkn · moje porno

Przewaga memetyczna

24 listopad 2009 · 2 komentarzy

Hardkorowi ateiści odtrąbili sukces i nawilżyli się nadzieją, że może i w kraju będzie można wyjąć krzyże ze szkół i urzędów. Szkoda tylko że w swojej hardkoroateistości nie zauważyli, że samo zdjęcie krzyży nie daje absolutnie żadnej przewagi.

W Rosji Radzieckiej ziarno dziobie kury

W publicznej telewizji zarżnięto wszystkie programy dla dzieci i młodzieży – zostało w praktyce tylko Ziarno. Jako że programy młodzieżowe produkują późniejsze gwiazdy i gwiazdki telewizji sprawa jest taka: za parę lat będziemy mieli deficyt normalnych prezenterów bo wszystko będzie pochodziło z jednej grupy.

Tym bardziej rozsądne wydaje się zaoranie mediów publicznych: po co mamy ładować hajs w ludzi których w przyszłości nie będziemy chcieli oglądać.

Tajna misja telewizji publicznej

Misyjność TVP jest tak tajna, że od jakiegoś czasu nikt jej nie widział. Obok Ziarna mamy jeszcze Raj (hej, zgadnijcie o czym jest) – kontent przygotowywany tylko i wyłącznie dla osób wierzących.

Srsly, publiczna? Auch: Grzegorzu Napieralski, skoro już przytuliłeś miejsca w TVP to może zmuś swoich ziomów, żeby zreaktywowali dział produkcji świeckiego kontentu dla dzieci i młodzieży.

Kategorie: #ttdkn · lol-ćwoki

Eksmisja (2)

10 wrzesień 2009 · 9 komentarzy

Ci, którzy dają faka pewnie wiedzą, 2 września zrobiłem bliprelację z eksmisji mieszkanki kamienicy w Krakowie [ctrl+f anyone]. Tym, którzy nie wiedzą – wyjaśniam.

Miałem tak, że zupełnie nie rozumiałem o co chodzi ludziom z ruchu anarchistycznego. Moje wyobrażenia na ich temat można przeczytać tutaj.

Dlatego, kiedy usłyszałem, że będą blokować – ich zdaniem nielegalną – eksmisję wybrałem się tam z komórką w dłoni i laptopem w plecaku, żeby blipować rozwój wypadków. No i oczywiście przyjrzeć się samym anarchistom.

Historia się rozwija

Na imprezę wpadłem z zaledwie garścią informacji. W zasadzie byłem zwykłym gapiem, z tą różnicą, że historia mnie wciągnęła i – tak jak się rozwijała, w miarę jak docierały do mnie kolejne informacje – wrzucałem na blipa.

Od jakiegoś czasu czytam teksty o śmierci tradycyjnego dziennikarstwa (*ostatni wpis WO), o tym jak coraz większe znaczenie będzie miała informacja przesyłana na bieżąco, niepotwierdzona ale zupełnie świeża, o przewidywaniach jak serwisy mikroblogingowe i zwykli ludzie rejestrujący wydarzenia będą produkować informacje. Przewijają się głosy, że w przyszłości Jacek Hugo-Bader nie będzie miał racji bytu: po co komuś reportaż za kilkadziesiąt tysięcy złotych z jakiegoś zadupia, skoro zwykły ziom na wycieczce dzięki komórce również może oddać w jakiś sposób to, co widzi: nie ma miejsca na profesjonalne, dobrze zriserczowane treści w ciasnej przestrzeni potrzeby monetyzacji.

Taka też była moja relacja. Zupełnie amatorska, podejrzewam, że dla czytających – niezbyt sensowna, trudna do zrekognizowania o co chodzi, pozbawiona szczegółów.

W skrócie

Pokrycie tematu chyba jest niezłe, napisała krakowska Wyborcza, było radio, telewizje (TVP, TVN24, krak.tv), różne serwisy wolnościowe obrodziły w info (indymedia, centralna informacja anarchistyczna, blogasek ekipy FA). Widziałem dokumentalistkę z tefałenowskiej Uwagi. Każdy, kto chciałby zgrepować o co biega prawdopodobnie dostanie w tych miejscach bardziej rzetelną informację na temat wydarzeń i okoliczności niż ta, którą jestem w stanie udostępnić. Nie znam nazwisk, okoliczności wydarzeń – tylko to, co widziałem na własne oczy i co wpadło mi w uszy.

Jako poboczny obserwator wydarzeń nie odczuwałem jakichś specjalnych emocji: nawet kiedy widziałem, jak policja wynosi moją znajomą (pomachała mi) – po prostu patrzyłem co się dzieje, mając grube przeświadczenie, że nic złego się nie może stać.

Tego dnia spotkaliśmy się rano nad brzegiem Wisły, by po jakimś czasie przejść pod kamienicę w której mieszkała Maria Michta. Budynek odnowiony, czysta klatka schodowa – tak różna od tego, jak powszechnie wyobraża się kamienicę z której eksmituje się ludzi.

Zaczęło się od pikiety. Piknikowa atmosfera, dochodzą kolejne osoby, a to ktoś z FA, a to starsi ludzie z organizacji lokatorskich. O ile kojarzyłem już osobliwe emo ludzi z Federacji Anarchistycznej – zszokowało mnie, co i jakim tonem mówili ludzie związani z organizacjami lokatorskimi: zbrodnicza UE, esbecja która dogadała się z Solidarnością, media ganiające na pasku gangsterów, żydowska finansjera. Poczułem się bardzo nie na miejscu – z jednej strony daleko mi do poglądów anarchistycznych, ale to co mówili ci starsi ludzie, źle ukierunkowany żal jaki z nich wypływał – budził mój wewnętrzny sprzeciw.

FA oczywiście odcina się od tego o czym mówili członkowie organizacji lokatorskich. Ale dla postronnego obserwatora zupełnie bez problemu może się to zlać w jeden bełkot o tym, jak za łapówki przekazywano gangsterom kamienice. I jak w każdym krakowskim sądzie leży nakaz, żeby żydom oddawać nieruchomości nawet na podstawie “10 kserokopii aktu własności”.

Anonimowe łosie z internetu komciując wrzuty o blokadzie w zasadzie widzą to tak: anarchiści szukają okazji do zadymy. Obserwowałem ich i widziałem coś zupełnie innego: zaangażowanie, wiarę w to, że pewnych rzeczy nie wolno robić, pełną świadomość konsekwencji.

Anarchiści rozłożyli namioty pod drzwiami mieszkania na 2 piętrze, reszta usiadła na schodach. O ile teraz dobrze sobie przypominam – właściciel kamienicy domagał się od nich przedstawienia papierów, które dają im prawo do przebywania na prywatnym terenie. Wywiązała się krótka pyskówka. Chwilę potem wodzirej z organizacji lokatorskich przyszedł by wyraźnie odciąć się od akcji anarchistów, którzy wyśmiali jego prośbę, by przepuścić komornika.

Kilka minut po 10 rano zjawił się komornik wraz z obstawą. Praktycznie się nie odzywał, starał się zachować spokój. Policjanci poprosili o blokujących o rozejście się. Anarchiści tłumaczyli policjantom, że według nich eksmisja jest nielegalna. Jakaś kobieta z organizacji lokatorskich tłumaczyła, że odwołanie od wyroku eksmisji nie zostało jeszcze rozpatrzone. Policjanci ruszyli i zaczęli wyrywać ludzi. Jeśli mnie pamięć nie myli – pierwszy, w kajdankach, został wyprowadzony Rafał Górski. W odpowiedzi anarchiści zaczęli skandować “gestapo”. Potem poszło jak po sznurku. Wyciągali jedną osobę za drugą i wynosili. W międzyczasie właścicielka mieszkania zasłabła. Przyjechało pogotowie, chcieli zabrać ją do szpitala, ale wyrwała się i wróciła. Kiedy wynosili chłopaka, zdaje się białorusina, jedna z działaczek lokatorskich nie wytrzymała i krzyknęła “co robicie, przecież to dziecko” i kilkukrotnie uderzyła policjanta otwartą dłonią w plecy. Policjant odpowiedział jej dosyć buracko: “dzieci to w szkole siedzą”. Ale to był w sumie jedyny taki przypadek niewłaściwego zachowania policjantów.

Ja rozumiem, że z punktu widzenia kogoś, kogo bydlak z pałą targa za bary ciężko jest uznać, że zachował się jak należy. Z mojej strony wyglądało to inaczej. Widziałem to w zmieszanych oczach policjantów kiedy słyszeli okrzyki “a gdyby to była pana matka”, widziałem kiedy wynieśli członka śląskiej antify (na moje oko kawał ciała) i grzecznie zapytali, czy dalej pójdzie sam, czy mają go wynieść. Nie było w nich agresji, chęci dokopania, wyżycia się, przeniesienia wkurwu i frustracji. I to jest punkt, w którym moje porozumienie z anarchistami zaczyna pękać.

HWDP JP na 100%

Kiedy wynieśli ostatniego anarchistę ślusarz wynajęty przez komornika mógł bez problemu przewiercić zamki. Przed kamienicą jedna z przedstawicielek organizacji lokatorskich pyszczyła o tym, że Pani Marii komornik ukradnie co lepsze rzeczy, buc z wąsem i w wędkarskiej kamizelce mówił coś o SB i o tym, że mejnstrimowe media dogadały się z gangsterami, dlatego jest w nich ban na informowanie o sprawach lokatorskich. Nie mogłem znieść tej żenady, wybadałem więc gdzie wiozą zatrzymanych. Komenda na Zamoyskiego, dosłownie kawałek z buta. Tam spędziłem jakąś godzinę, może więcej – czekając na jakąkolwiek informację. Kobieta od lokatorów dostarczyła zatrzymanym drożdżówki. Było już po akcji. Staliśmy w kilka osób czekając na to, czy ich przesłuchają, zatrzymają i przewiozą do aresztu na Mogilską. Anarchista z masy krytycznej, stażysta w Gazecie Krakowskiej, przywiózł niusa od rzecznika policji: zostaną postawione zarzuty utrudniania czynności służbowych. Kilkanaście minut później zwolnili pierwsze osoby. Z budynku wyszedł młody policjant i poprosił nas, żeby się rozejść, bo inaczej nie wypuści kolejnych osób. Wtedy mnie to zdziwiło i pomyślałem sobie, że to w sumie grube buractwo – ale na chłodno podejrzewam, że się koleś po prostu obawiał, czy to przypadkowe spotkanie prawie 40 osób nie przerodzi się w jakąś manifestację a wrażenie anonimowości tłumu w połączeniu z bliskością komendy nie doprowadzi do jakiejś krzywej akcji.

W końcu wyszli wszyscy. Początkowy plan był taki, żeby iść do pobliskiego parku pogadać, ale skończyło się tym, że wróciliśmy pod kamienicę. Tam jeden z policjantów (zdaje mi się, że on w jakiś sposób ogarniał całą akcję) sprzedał niusa o tym, że rodzina eksmitowanej – konkretnie jej córka – jest w bardzo dobrej sytuacji materialnej. Przez moment miałem wrażenie, że ci, którzy to słyszeli poczuli się jak przekłuty balon. Ale zaraz przyszła szybka racjonalizacja: no i co z tego, przecież tu chodzi o nierespektowanie prawa a nie o to, że jej córka jest dziana.

Moja znajoma która mnie tam przytargała chciała się już zwijać a ja sam nie miałem ochoty pchać się w miejsce do którego miała nastąpić eksmisja. Dowiedziałem się tylko, że teren należy do Huty, jest magazynem i nie nadaje się do zamieszkania, Huta nie ma zamiaru wydać kluczy oraz zdecydowanie zamierza rozwiązać umowę najmu.

Punkty styczne

Umiarkowanie popieram postulaty decentralizacji; lubię duży zakres wolności osobistej i swobód obyczajowych. Uważam, że to ważne, żeby dbać o wykluczonych. Ale w przeciwieństwie do anarchistów – nie udaję, że da się to zapewnić bez rozwiązań systemowych. Bardzo podoba mi się ich wiara w samoorganizowanie się; widać, że to dla nich działa – ale nie ma się co łudzić: takie widzenie świata kształtuje się w bardzo specyficznych warunkach (co w sumie potwierdza się dowodem z anegdoty: wszyscy ludzie których poznałem mają ciekawą historię, są odszczepieni) i raczej nie sprawdzi się dla większości obywateli. Nie leżą mi pomysły dalszego wzmacniania związków zawodowych: to prosta droga do wykluczania coraz większych rzesz ludzi z przywileju jakim jest równoprawny dostęp do ochrony swoich praw pracowniczych (z jednej strony klasę średnią, z drugiej pracowników zatrudnionych na “elastycznych zasadach”; ostatnio mi zarzucono że “praca czasowa” odnosi się do tego co jest zapisane w ustawie i mam se znaleźć inne określenie); nie widzę powodu dla którego policja jest tylko i wyłącznie zła – ja mam dobre doświadczenia (nawet jeśli skuteczność nie zawsze jest wysoka). Idee kompletnej decentralizacji państwa są durne; przecież wszystkim nam zależy na transferze środków z miejsc bogatszych do biedniejszych (nazywamy to solidarnością społeczną i jesteśmy z tego dumni). Moje obawy o odloty anty-GMO i przeciw energii atomowej potwierdziły się. O ile energia atomowa nie nawilża, bo wygląda na straszliwie drogą to do GMO nie mam nic. No – prawie nic. Cały bajer rozchodzi się o to, by uniemożliwić korporacjom przejęcie całej rodziny jakiegoś pożywienia (co pewnie da się uzyskać przez obowiązek utrzymywania niezmodyfikowanej wersji danej rośliny na licencji Open Source).

Koniec końców, po kilku dniach w okolicach anarchii pozwolę sobie pozostać nienawilżony ideami i mile zaskoczony ludźmi. Jak na Kraków to faktycznie rewelacja!

Kiedy wrócę za jakiś czas – będę miał nowe pytania, więc mój proces grepowania jeszcze się nie skończył. Choć oczywiście można mnie naprostować w komciach, jeśli walnąłem gdzieś jakąś durnotkę.

Kategorie: #ttdkn · moje porno

Praca klasowa

28 sierpień 2009 · 4 komentarzy

Niby trzymam się daleko od korwinistów, ale czasem od kogoś z mojej ziomalii oberwę w pysk czymś takim,że zaczynam się zastanawiać, czy aby nie uczęszczają na tajne komplety UPR.

Zaczęło się od tego, że Niemcy rozpuszczeni przez socjal nie chcą pracować. Zrobiło mi się wtedy wszystko na raz, bo przecież nie, bezrobocie 7,4% (dane na grudzień 2008, u nas w tym czasie 9,5%). Na to, że bezrobocie jest tam na cywilizowanym poziomie oberwałem z drugiej strony: aleboprzecież gdyby obciąć socjal, zmotywowałoby to ludzi do pracy. Wszystko na raz zrobiło mi się już wcześniej, więc nie wiedziałem co odpowiedzieć.

Na szczęście chwilę później z pomocą przyszła Barbara Ehrenreich (tu możecie poczytać jej blogaska, chyba że wolicie tłumaczenia w Krytyce Politycznej) na którą wpadłem dzięki TVP Info które rzuciło The American Ruling Class, autorka książki Nickle and Dimed (polski tytuł Za grosze). Książka opowiada o tym, o czym kilkanaście lat temu śpiewała Donna Summer:

Ehrenreich porzuciła swoje wygodne życie w upper middle class i postanowiła zobaczyć jak się żyje za hajs nieco powyżej płacy minimalnej. Nie żyje się (więcej info w artykule GW).

Teraz ziomowi który tylnymi drzwiami próbuje wprowadzać korwinistyczne rozwiązania mogę powiedzieć: żryj to – w krajach które sobie beztrosko eksperymentują z brakiem prawa pracy pracownicy jeszcze kilkanaście lat temu mogli nie mieć pozwolenia na korzystanie z łazienki, mimo że pracowali nie mieli opieki medycznej (niezbędnej do pracy, przecież!), mieszkali w koszmarnych miejscach albo i nawet byli bezdomnymi; nie mieli szans na luksus jakim jest bycie europejską lower middle class.

Za każdym razem kiedy nie dajesz napiwku bóg obraża twoją starą

Siedziałem w sieciowej restauracji casual dining nad talerzem jakiegoś makaronu i zastanawiałem się czy życie kelnerów, kucharzy, pomywaczy, sprzątaczy tutaj jest tak samo wredne jak w USA. Ziom Buc z którym byłem nie uznawał napiwków (przecież pracują, wystarczy im, że tu przychodzę i daję im pracę, mnie nikt nie daje napiwków, jest kryzys). Rzuciłem zwyczajowe 10% a potem sprawdziłem firmę – rotacja duża, stawki żałosne choć korpo w zeszłym roku miało zysku netto lekko ponad 20 mln zł. To, że przyszedłeś i zjadłeś wcale nie oznacza, że firma dzieli się z pracownikiem hajsem który zostawiłeś.

Sprawdziłem również inne spółki działające w tym obszarze – obie za rok 2008 wykazały straty przy około 8% wzroście przychodów, choć rok wcześniej obie wykazały zysk.

Przypomniałem sobie jak na głupie kilka euro napiwku zareagowała tajska kelnerka w jakimś barze, dopiero potem Ciocia mnie uświadomił, że ona za te drobne może przeżyć cały dzień a Niemcy coraz rzadziej chodzą do knajp i coraz częściej po prostu nie dają napiwków.

U nas póki co luz, boom na knajpy i jedzenie na mieście to motyw kilku ostatnich lat, więc kelnerzy i obsługa to zazwyczaj ludzie młodzi. Ale przecież będą się starzeć, nie wszyscy będą kończyć studia i lądować w “normalnej” pracy. A i wiek zatrudnianych też się zmienia. Jeszcze kilka lat temu w Makdonaldzie niemożliwym było spotkać kogoś w wieku 40+, dziś to częsty widok.

Ukryte bezrobocie

Bezrobocie ukrywa się w pracy tymczasowej (choć to tylko 0,3% ogółu zatrudnionych, gdzie europejska “norma” to 2,5%), wiecznym zatrudnieniu na umowę-zlecenie (choć charakter pracy wskazuje, że należy się umowa o pracę), przesuwaniu kolejnych stanowisk w stronę śmieciowej pracy. Dla przykładu – prace biurowe, które dziś pozwalają się jakoś zmieścić w biurowej klasie średniej stają się coraz mniej opłacalne ze względu na rosnące koszty dojazdów i coraz wyższe koszty wynajmu/utrzymania; co więcej – znam przynajmniej dwa przypadki, gdzie trwają przymiarki do zastąpienia etatowych pracowników biurowych pracownikami tymczasowymi. I dalej: stanowiska które jeszcze 2-3 lata temu cieszyły się prestiżem a pracownicy mieli dostęp do różnych bonusów (służbowy samochód do prywatnego użytku, karnet na basen/siłownię, ekstra opieka medyczna) dziś po prostu są ich pozbawieni; słyszałem o tym na przykładzie kierowników marketów (oraz: ledwo godziny mijają od kiedy w jednym z dużych miast jedna duża sieć handlowa wywaliła ich coś koło kilkunastu). Jakbym miał gdybać, to powiedziałbym, że niekoniecznie z powodów ekonomicznych, a dla zmniejszenia prestiżu i obniżenia wymagań płacowych.

Zwolnienia z okazji kryzysu będą kolejną okazją do zwiększenia ilości pracowników tymczasowych. Mój dobry ziom z upper middle class, który niedawno zrobił sobie wycieczkę by wywalić połowę etatowej załogi zapowiedział, że jak znów trzeba będzie zatrudniać, to właśnie pracowników tymczasowych. Dodam, że koleś ostatnio (kryzys) kupił nową furę, która kosztuje 13 lat a na 100 km pali jakieś 4-5 godzin pracy zwalnianego robotnika.

Czasem słyszę o korzyściach pracy tymczasowej dla pracowników; że elastyczność, że można dostosować godziny, że w razie jak się kończy zapotrzebowanie na pracę w jednym miejscu to nie ma problemu z szybkim transferem tam, gdzie zapotrzebowanie się pojawiło, że, tłuczona do znudzenia, “mobilność” jest tak pożądana na “dynamicznym” rynku pracy. Niech mnie ktoś oświeci, ale jaka jest korzyść – oprócz tego że nie trzeba stać w kolejce do pośredniaka – z pracy, która w zasadzie uniemożliwia zorganizowanie sobie życia, czyni go nieregularnym, utrudnia jakiekolwiek planowanie przyszłości, zmusza do życia tu-i-teraz, jedzenia byle czego, w pośpiechu? Trzeba dodać, że taki rodzaj pracy również generuje koszty: a to opieki zdrowotnej, a to związane z problemami wychowawczymi, przestępczością, itd.
A rozwiązanie w postaci sprawiedliwego podziału hajsu jest w zasięgu ręki.

Oczywiście, słyszę już chór ekonomistów straszących inflacją (i, niestety, będą mieli trochę racji). Oraz tych, którzy mówią, że koleś kupujący furę za około 100k $ napędza interes. Owszem, napędza. Ale przede wszystkim ładuje w kieszeń ziomom z jego klasy.

Idę tam, gdzie idę

Ilość śmieciowej pracy będzie rosła, bo – jak wychodzi z tabelek w Excelu – będzie się to podobało szerholderom (tych będzie coraz więcej w Polsce; oraz: sam widziałem jak jedna mała firma w przeciągu kilku lat rozrosła się do czegoś, gdzie powstaje “kultura korporacyjna”, też będzie ich więcej). A ludzie, rozpuszczeni zdemoralizowani łatwością dostania jej, utrzymania i zmiany w razie się nie będzie podobać będą ją chętnie wybierać. Tyle tylko, że ta praca będzie kosztowała średnią klasę średnią – bo to trzeba będzie dorzucić becikowe, albo zapomogę na książki dla dzieci, dopłaty do obiadów, do mieszkań, itd.

Szedł Grześ przez wieś

Szkoda tylko że niewiele widział bo był zajęty mizianiem się ze związkami zawodowymi.

Wybory do Parlamentu Europejskiego pokazały, że po lewej stronie sceny politycznej jest jeden lider – SLD – wraz ze swoim partnerem – związkami zawodowymi – i wokół tego środowiska powinno dojść do współpracy całej polskiej lewicy, i tej społecznej, i tej politycznej

Nie zapomniał też o podpimpowaniu swojego ugrupowania. Grzegorz Napieralski, nadzieja lewicy zamarudził ostatnio że trzeba zorganizować “okrągły stół lewicy“. Jestem jak pfffffff – trzeba było to już dawno zrobić (a przede wszystkim nie stawiać na target który z równym skutkiem może sobie przytulić PiS).
Wolałbym, żeby lewica spróbowała współpracy również z postępowym mmc, bo przecież klasa pracująca sama, wsparta mało lewicową lewicą się nie obroni. I jeszcze co do związków: znam kolesia, który wyleciał za próbę założenia związku zawodowego (umowa-zlecenie w sytuacji kiedy należy się umowa o pracę). Nie dostał praktycznie żadnej konkretnej pomocy, a chyba taki jest cel istnienia takich organizacji?

Związki zawodowe to nie jest odpowiedź, odpowiedzią będzie próba zmontowania jakiegoś systemu, w którym dystrybucja hajsu będzie choćby nieco bardziej sprawiedliwa a ludzie, którzy sami nie są w stanie zapewnić sobie stabilizacji otrzymają poczucie bezpieczeństwa.

Kategorie: #ttdkn