Terroryzm racjonalny

Wstałem wyjątkowo rano jak na moje standardy i przewinęły mi się przez twittera obrazki oszalałego Jarosława Kaczyńskiego. I że tak naprawdę to z niego wyłazi jakaś mityczna nieutulona drama o śmierć brata.

Wołam na to bullszit.

Czy Jarosław Kaczyński był już oszalały z żalu po śmierci Lecha Kaczyńskiego jak współorganizował atak terrorystyczny w Warszawie przed wyborami prezydenckimi? Pewnie mało kto pamięta gejbombera. Sprawa nigdy nie została wyjaśniona, a biorąc pod uwagę kto w Polsce może zorganizować atak terrorystyczny z atrapami bomb – to przychodzą mi do głowy albo ruskie służby, albo nasze, tutaj, piękne, patriotyczne, oszalałe w miłości do ojczyzny.

Jak sprawa się skończyła (oprócz targania pewnie bogu ducha winnego Romana W.)? Nijak: o, tak.

Więc może powstrzymajcie galopujące konie aktu łaski nad Jarosławem Kaczyńskim. To nie jest tak, że to dziś wyjątkowo z niego wyszło, że jest człowiekiem, któremu chodzi tylko o pełnię władzy. Już raz mu się zdarzyło sparaliżować Warszawę aktem terroru. Teraz po prostu chce sparaliżować cały kraj.

Uwspólnienie narracji

Zerkałem w telewizor, w którym mądrzy i doświadczeni ludzie przekonywali, że teraz czas na szeroki front jedności narodowej / ocalenia tego i owego.

I co? I śmigło.

Wszystkim którym się wydaje że pis wygrał pierdoletami Pereiry, tego brodacza co foci ajfonem prezydenta i narracją o Polsce w ruinie i o czym oni tam jeszcze (niestety, nie kolekcjonuję ulotek wyborczych) – być może też. Ale nie.

Bo: pis to tylko wisienka na torcie całego układu biznesowego i medialnego, i tu trzeba przyznać, zdecentralizowanego, a jednak natychmiast replikującego oficjalną linię.

To przede wszystkim zwycięstwo które zostało zbudowane na bazie sieci powiązań prywatnych, zależności, należności i doktryny wzajemnego zniszczenia.

Wszystko to pod opieką i ze wsparciem różnych urzędników publicznych, którzy pisowskiej wizji świata sprzyjali (bóg, honor, ojczyzna, wielkie pieniądze z szemranych źródeł).

Więc jeśli ktoś wam powie, że teraz to trzeba zakopać spory i iść wspólnym frontem, bo Ojczyzna wzywa – to soraski, ale to nic nie da. Żadna z partii politycznych nie ma takiego zaplecza finansowego i tak szeroko zbudowanej sieci wpływów, żeby móc zorganizować przewrót w IV RP.

Supersymetryzm zbastardyzowany

Była taka ładna prezka na tubie (ale coś nie mogę znaleźć, jak mi się link rzuci na oczy to wstawię), jakies national science foundation albo coś podobnego o tym dlaczego mimo tylu lat wysiłków ludzie wciąż przekonani są o tym ze ewolucja to tylko teoria*, że czemu ruchy antyszczepionkowe, skoro wiadomo, że szczepionki są bezpieczne i że spełniają swoje zadanie.

Odpowiedz byla nastepujaca: zwykli ludzie nie znają naukowców, osobiście, ich kontakt z nauką konczy się po szkole, nie rozumieją jak działa nauka i są nią wystraszeni.

W ten sam sposób w Polsce mamy problem z szeroko pojetym prawem i prawnikami; i pis wykorzystuje tu te same mechanizmy podważania zaufania.

Temu wszystkiemu przyklaskują pożyteczni symetryści, którzy – podobnie jak dziennikarze w sprawach naukowych zrównujący głosy 999 naukowców z jednym oszołomem – radośnie stawiają znak równości pomiędzy rzeczami o tym samym, ale nie takich samych.

Symetryści więc nie różnią się niczym od oszołomów wołających TEACH THE CONTROVERSY.

Wysłuchajmy obu stron sporu w sytuacji kiedy nie ma sporu. To na pewno zadziała, przecież raz już się udało [tu ostatnie doniesienia o pojawianiu się ognisk dawno zapomnianych chorób].

for/if/else-poczta

Gejowskie community i gejowska pornografia – przynajmniej na zachodzie – zawsze były prędkie do korzystania z technologii, które są

a) proste w użyciu,
b) relatywnie tanie;

więc jeśli myślę o sukcesie AR – to wyobrażam że mierzenie go powinno zacząć się od zmierzenia wykorzystania AR w pornografii. Widzę takie zastosowania jak – zamiast oglądać porno na telewizorze/laptopie/tablecie/telefonie/zegarku/ramce kusznierewicza – oglądasz sceny, które są bezpośrednio dostępne, dzieją się na twoim łóżku/kanapie/podłodze/łazience (i to jest prawdziwe wyzwanie dla maszynlerningu), możesz się dowolnie przemieszczać przybliżać, zerkać w każde miejsce, w każde ujęcie, z każdej pozycji, z każdego zbliżenia, jak tylko ci się podoba.

Było tak, że nim powstał fejsbuk i nasza klasa – to pedalskie portale miały absolutnie wszystkie z (no, nie wszystkie na raz) funkcji, jakie oferuje dzisiejszy fb (może poza filmami live). Jak wyszły smartfony z geolokalizacją, to nic dziwnego, że potem niektórzy mówili na to gejolokalizacja.

Okażą się dwie rzeczy: albo rynek pedrylski jest nasycony i mu styka, co ma dziś; albo się okaże, że AR jest magia, która będzie pięknie wyglądać podczas porannej masturbacji.

Populistyczne rozdawnictwo klasy politycznej

Trudno jest mi sobie wyobrazic bardziej populistyczny argument polityczny niz „obnizanie podatkow”. Haslo to ojawia sie oczywiscie najczesciej w kampanii wyborczej i jest traktowane jako cudowne remedium na problemy wszystkich, niezaleznie od klasy spolecznej, niezaleznie od pogladow politycznych. Niski podatek, najchetniej znaczaco nizszy, zwlaszcza dla grupy docelowej, do ktorej polityk czy partia kieruje swoj przekaz ma byc czyms, co magicznie stworzy a to miejsca pracy, a to mozliwosci inwestycji i rozwoju, a w dlugim terminie ma przyniesc wszystkim obywatelom powszechna szczesliwosc i prawdziwa wolnosc do decydowania o tym, co zrobic ze swoimi ciezko zarobionymi pieniedzmi.

Obnizanie podatkow to jest oczywiscie najprostszy rodzaj rozdawnictwa, bo nie trzeba tutaj zastanawiac sie nad metodami redystrybucji; powodami, dla ktorych akurat grupa docelowa powinna byc faworyzowana (przeciez istnieje dogmat o tym, ze wysokie podatki dlawia gospodarke, wiec automatycznie niskie tej gospodarce musza pomagac); przede wszystkim istnieje dogmat o pozytywnym, dlugofalowym skutku niskich podatkow.

Ale to nie jest podstawowy powod, dla ktorego haslo obnizki podatkow jest populistyczne – za obnizke ktos w koncu musi zaplacic: wiec albo zadluzamy panstwo, albo poszukujemy zrodel dochodow w innych miejscach; populisci nawolujacy do obnizki podatkow kompletnie znikaja fakt, ze zbudowanie systemu, ta zdobycz cywilizacyjna, jakim jest system zabezpieczen spolecznych – kosztowalo mase hajsu, jego utrzymanie nie stanie sie tansze dzieki obnizeniu podatkow, po prostu trzeba bedzie koszty przerzucic gdzie indziej. Jest na to wszystko az za duzo danych, a ze notke klikam na telefonie w pociagu – nie chce mi sie ich mozolnie przeklejac, zreszta sa to rzeczy przywolywane w poprzednich wpisach na blogasku.

Za kazdym razem, kiedy ktos bedzie nawolywal do obnizania podatkow – mozecie smialo nazwac go populista i porownac do Leppera (mimo, ze to obrazliwe w stosunku do niego bedzie, w wiekszosci przypadkow).

W dniu dzisiejszym

mam do powiedzenia tylko tyle: mało co bawi mnie równie mocno jak postulat rozmontowywania systemu zabezpieczeń społecznych w odpowiedzi na problemy wynikające z rozmontowywania systemu zabezpieczeń społecznych.

 

__
Na pocieszenie: idźcie i kupcie Dziennik Gazetę Prawną. Momentami czułem się, jakbym czytał papierowy organ TTDKN.

Poleca się również uwadze tego kolesia: https://twitter.com/RafalWos

stan internetu 2014

stan internetu w 2014 jest taki, ze jest zepsuty;

przede wszystkim wyraznie widac, ze uzytkownik troche przeszkadza w zarabianu hajsu: widac to po ostatnich zmianach u cukiera (zalajkuj cokolwiek, zaraz zacznie ci podpowiadac lajkowanie podobnych tematycznie tekstow w jakichs portalach; interfejs, ktory jest zoptymalizowany pod wyswietlanie reklam; taki dobor tresci do feeda, ze nie wyswietla sie polowa aktywnosci twoich ziomow, a pchane sa strony, na ktorych cos skomentowali/zalajkowali) i pchaniu niesczesnego i brzydkiego jak noc paperu (okropna jest ta aplikacja: zarowno jako beautyfikacja fejsbuka jak i appka do odkrywania tresci);

widac to u twitteru, ktory we wlasnej appce popycha jakies dzikie watkowanie, do ktorego wciaz nie przywyklem, gdzie popycha tresci reklamowe (nie wiem, czy po prostu pakuje tematy z tzw. techu jako difoltowe, czy moze troche lepiej obczaja niz fejsbuk zainteresowania swoich uzytkownikow) jak szalony; a przede wszystkim: stawia na odkrywanie tresci, nowych uzytkownikow do sledzenia, itd.; a przede wszystkim: przebakuja cos o usunieciu opcji cytowania jaka znamy (w porownaniu z jak najlepszej pamieci blipem – biedacytowaniu), watpie, zeby nie bylo to pochujowienie;

google plus jest nieuzywalny; zreszta – wszystko u googla wyglada jak nieudany projekt na konkurs dla studentow politechniki;

nie ma juz w internetach zbyt wielu uslug, ktore by tworzyly jakas spolecznosc, ale najsmutniejsze jest to, ze koncza sie miejsca, w ktorych ziomale mogli sobie siedziec w znanych okolicznosciach interfejsow; rok 2014 jest rokiem pochujowienia do tego stopnia, ze mi ten caly soszjalmedia internet zbrzydl;

szkoda