idą zmiany

może nie wszystko w moim życiu jest zjebane.

może radość i szczęście jest bliżej niż myślałem.

rozgrzewka przed rozpadem, część pierwsza

serdeczny mój kolega, esbek, współpracownik GRU, smoleński manipulant napisał dziś na twitterze, że jego rodzice, lekarze, zupełnie nie rozumieją ryzyka wynikającego z koronawirusa. i zaraz też znana warszawska miłośniczka zwierząt wszystkich – że jej mama – też lekarka, nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia;

i czemu tak jest?

z tego samego powodu dla którego ćwiczy się wszystkie procedury ratunkowe. z tego samego powodu dla którego powtarza się milion razy te same czynności, czy się jest pilotem, chirurgiem, czy kładzie się flizy;

racjonalność istnieje tylko w ramach rutyny;

i teraz, jak wytłumaczyć ludziom, którzy są poza rutyną, że muszą nabyć nową; inną;

no nie da się.

ćwiczenia z przerażenia

prawie całe dzieciństwo, całą nastoletniość i jakieś 87% dorosłości spędziłem w strachu. bałem się przeróżnych rzeczy. wojny atomowej bałem się najbardziej, ale też przerażała mnie myśl, że może mnie zamieszkiwać jakaś istota, która w dowolnym momencie może przejąć nade mną kontrolę i zabić moich bliskich. zawsze wizualizowałem sobie to jako rzecz z filmu coś, co bardziej trafiało do wyobraźni, no ale – miałem tu jakąś intuicję;

bałem się chorób. śmierci. wypadków. cierpiałem na hipochondrię, ciężką, stany lękowe, które skutecznie wyłączyły mnie na wiele lat z życia, przez co straciłem wszystko, co miało dla mnie wartość. nie pogodziłem się z tym do dziś.

areszt tymczasowy

życie w strachu to coś jak przebywanie bez końca w areszcie tymczasowym. wypuszczą, nie wypuszczą, uzupełnią zarzuty, może ktoś się zlituje, może prasa, radio, telewizja, ktoś wreszcie pójdzie po rozum do głowy. ale nie, nic takiego się nie dzieje – każdy dzień wygląda tak samo; jest pobudka, okruch nadziei i ocean rozczarowania; sobą, światem; i przerażenie; że to już będzie tak zawsze, że nigdy się nie skończy, że nigdy nic się nie okaże, że to wszystko zmierza jedynie donikąd;

zawsze o tym opowiadałem jako o byciu ekspatem, emigrantem z tego co dookoła, ale to gówno prawda; to był wynik moich lęków;

co się dzieje, kiedy nic się nie dzieje

jedną z najbardziej przejebanych rzeczy, jaka wynika z lęku – jest strach przed ruchem; a co jeśli zrobię coś, i to coś sprawi, że to, czego się boję – zmaterializuje się; więc się człowiek szkoli w bezruchu;

w bezruchu, jedna po drugiej, znikają rzeczy ważne; znika dbałość o samego siebie, o otoczenie;

jeśli nic się nie zmienia – nie ma się do czego odnieść, nie odbija się człowiek w innych lustrach, może mniej, może bardziej krzywych; i tak się właśnie człowiek skazuje, na wieczny tymczas; z ostrożności, ze strachu, z braku kontroli, z braku wpływu, z braku sprawczości;

luksus, rzekomo polega na tym, że nie muszę go podnosić

w takim nic-się-dzianiu trzeba sobie przecież znaleźć jakieś zajęcie, bo jak nie, to można dostać do łba jeszcze bardziej niż jak się zajęcia nie ma; ale to trudne, trudno wyrobić sobie dyscyplinę, wewnętrzną, do działania – w ukryciu przed wszystkimi i samym sobą;

a co jeśli trafi na mnie
(na mnie nie, na mnie już trafiło, teraz kolej na ciebie)

rozumiem i bardzo współczuję wszystkim, których przeraża pełzająca epidemia; strach każdego z tych, których dopada panika, którzy kupują wiadra kaszy i makaronu, obkupują się w papier toaletowy, mydło i żele do dezynfekcji – to legitny, autentyczny strach;

wiem, znam, miałem; w innych czasach, w innych okolicznościach, niby o czym innym; ale strach, przerażenie – są zawsze o tym samym;

jeśli mogę coś doradzić, to przede wszystkim bać się rozsądnie; korzystać ze strachu, żeby dbać o mycie rąk, żeby być super ostrożnym, żeby odpuścić sobie dojazdy do pracy, żeby zrobić każdą z rzeczy, która, choć i z zewnątrz wydaje się kompletnie szurnięta – daje jakieś poczucie kontroli i ukojenia;

i to nie jest jeszcze rzecz najgorsza;
panika oczywiście rośnie w miarę presji, ale szybko odpuszcza; ale tu czai się rzecz dużo straszniejsza – odwołane zajęcia, koncerty, zamknięte biura, uczelnie, szkoły; to wszystko sprawi, że bardzo szybko nasze życia będą wyglądały zupełnie nie jak do tej pory; że może niektórzy z nas będą zatrzaśnięci z rodziną, której nie znosimy; kto inny ratował się przed myślami o samobóju codziennym rytuałem związanym z wyjściem do pracy czy na siłownię; i nagle co, jajco? nic się nie dzieje, trzeba zostać samemu ze sobą i zmierzyć się z brakiem kontroli, strachem, poczuciem małości? poczuciem, że nigdzie nie ma siły, która może przyjść i powstrzymać to, co się dzieje?

i to jest właśnie najbardziej okropna rzecz, jaka może się przytrafić z okazji tej epidemii; wszystko, co było znane, wypracowane, rutyna, codzienność – zniknie;

poświęciłem wiele lat swojego życia, żeby wreszcie mieć codzienność; bardzo współczuję wszystkim tym, którzy ją niedługo stracą;

ale za to wycieczki zagraniczne potaniały

mam już notkę o tym, że polska to sojusz dupy z batem, ale okazuje się, że niektórzy lubią się do bata wdzięczyć

po co są podatki

to jest pytanie na które, jak pokazuje wieloletnia praktyka, nie potrafią odpowiedzieć ani przygłupi liberałowie zafiksowani na krzywej laffera i zupełnie nie po liberalnemu zamknięci na, jak najbardziej liberalny czy nawet i neoliberalny problem koncentracji kapitału; ani prawicowo-libertariańskie szury od podatku jako kradzieży;

co mnie trochę boli, nie potrafią też na to pytanie odpowiedzieć podskakiwacze pod lewicę

no dobra, to po co są podatki;

podatki to jest takie narzędzie do kształtowania wielu rzeczy, np. oczekiwanych zachowań (stąd akcyza na gorzałę i szlugi); można też podatkami kształtować rynek, premiując jakieś rodzaje aktywności, dzięki czemu np. można sprawić, że się bardziej będzie opłacać coś produkować, niż tylko robić handel czy, ja wiem, głównie obracać tak czy inaczej nazwanym, ale jakimś papierem (czy to bilety płatnicze, czy ubezpieczenia, czy psi chuj wie co jeszcze);

i teraz na to wszystko przychodzi taki neuropek, który, przypominam – koń === zwalony, i widzi daninę solidarnościową, zero testosteronu, i myśli, że to jest jakieś rozwiązanie czegokolwiek;

jak masz cztery zęby do leczenia kanałowego, to nie idziesz robić licówek.

po prostu nie; i tak samo jest z polskim systemem podatkowym, którego mordem założycielskim (rdzeń balceronu) jest to, że obciążenia podatkowe dla pracujących zaczynają się bardzo, bardzo wcześnie;

stąd też odpowiedź na pytanie, czy chwalić: no spoko, tylko co tu chwalić, skoro wciąż nie sięgnięto po rzeczy, które należy zmienić w pierwszej kolejności, żeby ulżyć najbiedniejszym; ci, których dosięgnie danina solidarnościowa (jak to, dkn, brzmi) – nie zbiednieją od tego;

rozwarstwienie społeczne, spadająca mobilność (zwłaszcza mężczyzn, niech ktoś dobry poratuje linkiem w komciach) – żadna z tych rzeczy się nie zmieni;

wzrasta tempo spadku wzrostu tempa spadku wzrostu

u nas na lewicy jest taki radykalny pogląd, że żeby coś docenić, to coś musi np. działać; i mamy też jakieś takie głupawe idee, że np. możemy zwracać uwagę na takie rzeczy, czy się komuś poprawiło, czy się komuś pogorszyło; więc detalicznie jest tak, że od tego podatku nikomu się nie poprawi i nikomu się nie pogorszy;

i stąd wynika krytyka,

co jest trudne do zmieszczenia w głowie u neuropka, bo jest tak zafiksowany na prostej reakcji na bodźce (yay, wprowadzili podatek DLA MILJONERUW), że nie jest w stanie dostrzec całej pięknej złożoności tego, po co są podatki, i komu mają służyć

#wolnykończący:
obraża mnie w chuj, że taki przygłup sugeruje, że np. ja – miałbym chcieć obalać pis razem z po; to się nazywa błąd atrybucji, i u nas na lewicy takie błędy w myśleniu się eliminuje; no ale neuropek to prawak, więc nie musi

W wózku, obok krzysztopy

jedzie neuropek. Wyżerajo se *cićki zmiędzy kopyt.

*kiciki dla szurów z zawodzia

No dobrze, Wurmak, ale czego on jest niby rzekomo tak głupi jak Krzysztopa?

Najbardziej turbokapitalistyczny rząd po upadku PRL. Rząd, którego główną rolą jest dostosowywanie kraju do zapewnienia taniej siły roboczej, przy minimalnym nakładzie środków. I ten cymbał, czy ta cymbałka, mówi, że jeśli koń != zwalony to znaczy że nie jesteś lewakiem.

Pozwólcie proszę, że się trochę powtórzę:

  • Tato, potrzebuję pomocy przy lekcjach z matematyki, bo sobie nie radzę
  • Masz tu 50 zł, Tadeuszku

To jest idea 500+ (które teraz jest warte jakieś ~426.9 zeta, wyliczone na podstawie różnicy średniej ceny metra kwadratowego wg gus IV kwartał 2015 do IV 2019, albo mniej). My, lewacy, bardzo doceniamy ideę transferów bezpośrednich. No jo, ale: nawet taki przygłup jak neuropek jest w stanie sprawdzić jak wygląda rozkład 500+ z podziałem na grupy dochodowe (a jak nie, to niech się #skasujkonto). Nie wygląda tak, że jest transferem do najbardziej potrzebujących, ale co ja tam wiem.

To może tak: patrzysz w kwity gusu i widzisz, że ubóstwo w różnych grupach se rośnie. No jak to rośnie, skoro ludzią żyje się dostatniej. No nie żyje się. Ale przecież neuropek musiałby coś, dla odmiany, przeczytać, zamiast tylko, przypominam koń === zwalony.

Dla takich ludzi jak neuropek – nigdy nie będą miały znaczenia takie bzdury jak np. kwota subwencji oświatowej. I to nie będzie mierzyło, dla krzysztopa-lewel-intelektualistów, jakiegoś postępu, bo nie jest on prosto wyrażany w biletach płatniczych narodowego banku polskiego per głowa obywatela. Trzeba by było mieć jakiś aparat intelektualny do rozważania zależności w długim terminie. No ale neuropek, zorka pięć, zrobił snapszot znad względnej a krótkoterminowej poprawy płynności finansowej – i, przypominam, koń === zwalony.

Zacznę od wsparcia dla niepełnosprawnych. Ty skurwysynu, albo ty skurwysynko, zchujasynu, zchujasynko. Mendo, człowieku który powinien zapaść się pod ziemię. Sposób finansowania osób niepełnosprawnych w Polsce wygląda tak, że jak jesteś bogaty, to sobie finansujesz, a jak nie jesteś, to cóż, zdychaj, razem z rodzicami, którzy są chorzy, bo przekraczasz kryterium dochodowe. I, wybaczcie, nie będę googlał, ale prawdopobnie to kryterium dochodowe to jest tyle, że więcej wydajecie na żarcie w knajpach w ciągu miesiąca.

Ograniczenie śmieciówek, no jo, brzmi jak dobra idea, tylko, że: wcale się to nie zaczęło za tej władzy, wcale nie doprowadziło do ograniczenia śmieciówek (odsyłam do kwitów z gusu), przeciwnie: idea, turbokapitalistyczna idea, jaka stoi za tym rządem – brzmi tak: nawet jeśli duże organizmy będą ponosić pełnię kosztów związanych z zatrudnieniem – to nadal: są to koszty poniżej odtworzenia siły pracowniczej (mam trochę o tym notkę, ale to jest z drugiej strony). Więc nie, nie ograniczono.

Stawka godzinowa. To fajnie. Ale nic nie funkcjonuje w próżni, nie zrobiono nic, żeby relacja stawki godzinowej do siły nabywczej wzrosła. Więc równie dobrze można było po prostu poczekać aż inflacja zeżre, ohwait.

Cierpienia Rzeplińskiego. Ja w przeciwieństwie do tego kiepa neuropka miałem zajęcia z Rzeplińskim i wiem przynajmniej z 10 lat że to osioł. I trudno. Tylko właśnie to jest coś, co wiemy na lewicy. Od dawna. Że to osioł. I że nie słuchamy go, lajk, w niczym.

Ale neuropka to nie przekonuje. Dlaczego? Dlatego że to debil.

stałość w uczuciach

w listach do redakcji pytają mnie państwo czasem o diagnozę polskości i chyba kurwa wreszcie trafiłem

wyobraźmy sobie sytuacje modelową: dochodzi do tragedii, komunikat jakiego można oczekiwać od instytucji publicznej brzmi tak:

stała się rzecz, prokuratura zabezpieczyła miejsce, osoby, które ponoszą bezpośrednią odpowiedzialność złożyły wyjaśnienia i wyraziły wolę dobrowolnego poddania się karze; osoba bezpośrednio nadzorująca dany obszar uznała, że zawiodła zaufanie i postanowiła złożyć rezygnację, która niezwłocznie została przyjęta;

gdzieniegdzie pojawiają się głosy oburzenia, że jednak dogadanie się z prokuraturą to i tak próba uniknięcia odpowiedzialności, ale uznajemy od prawa do lewa, że przyczyna była jednak trochę losowa i ten rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2, 8000 godzin prac społecznych, zakaz pełnienia podobnych funkcji przez pięć lat – jest akceptowalny;

ale jesteśmy w polsce

i co się dzieje? dzieją się z waszego powodu rzeczy straszne, z jednej strony będę tłumaczył czemu, z drugiej co się stało, a z trzeciej, dlaczego i tak nic z tym nie zrobicie:

polska policja ugotowała sześć psów

co robią polacy?

JEZU SMUKTE PIESKI UMRZYŁY CIERPIENIE MOCNO, PRZYKROŚĆ

bo, i tu trzeba wam powiedzieć wreszcie wprost, jesteście pierdolnięci na punkcie znikania rzeczywistości kiedykolwiek i gdziekolwiek gdzie pojawia się styk siły, władzy i autorytetu; wystarczająco głupie jest oczywiście, że robią to matoły po prawej stronie sceny politycznej, ale przecież, bo wszyscy polacy to jedna rodzina, nie jesteśmy od tego w żaden sposób wolni ani w rachitycznym centrum, ani na lewicy (już tym bardziej komunistycznej, czyli u wszystkich trzech)

rozumiecie, ludzie, których zadaniem jest stać na straży praw, obowiązków, integralności, nieść swoją obecnością światło i nadzieje, że jesteśmy i samorządni, i wolni, i jeszcze przy okazji równi – kompletnie mają w chuju takie duperele jak np. wzięcie się za odpowiedzialność samych siebie. co oczywiście po igorze stachowiaku dziwi kompletnie nikogo, ale to wam w niczym nie pomaga, bo, przecież, nikt nie widzi, że problemem jest to, że policja w osobach (można wskazać w komciach kto tam odpowiadał) – doprowadziła do zaniedbań, które skutkowały okurwieńczym cierpieniem;

i jeśli cierpienie psów, was-polaków, nie skłania do refleksji nad autorytetem, władzą, siłą, swoim stosunkiem do praw, obowiązków, idei winy i kary, to nic wam nie pomoże

Uncertainty principle

Nigdy nie byłem prezesem zarządu banku, działającym na polecenia i wbrew interesowi. Zrobiłem, oczywiście, mnóstwo głupot, i lista rzeczy za które się wstydzę jest tak długa, że powstrzyma mnie na zawsze przed szukaniem jakiegokolwiek publicznego stanowiska.

No ale starałem się nie być świnią. Z różnym skutkiem. To jest pierwsza rzecz, która stawia mnie w trochę lepszym świetle.

A w takiej zwykłej codzienności? No raczej staram się nie dzielić, tylko łączyć (hej, o tym była cała idea nieistnienia ttdk, o tym jest idea wszystkich nieformalnych sieci w których funkcjonuję dziś). Jedyne co mogę sobie z tego tytułu wystawić – laurkę z gratulacjami za to, że nie poszukiwałem relacji z ludźmi w celu realizowania własnego, a tym bardziej, cudzego interesu.

Nie wszyscy tak mają, wiemy o tym, że życie jest złożone i czasem trzeba zrobić co trzeba zrobić, bo przecież to i owo się nie spłaci.

I ślubuję

Do samego końca, najchętniej. Czego jestem pozbawiony. Ale im więcej o tym myślę, tym bardziej małżeństwo jest dla mnie etapem, który reguluje zobowiązanie do bycia razem w celu stworzenia rodziny.

Polska rodziną silna

I to stworzenie rodziny, dla kogoś, kto jest tak rodzinny jak ja, kto taką radość znajduje w przebywaniu z bliskimi, kto tak dobrze się z nimi dogaduje – oznacza dzieci. Im więcej – tym lepiej.

I teraz jest tak, że zwykła świnia jaką jest Morawiecki może adoptować dzieci, a mi odmawia się prawa (za którym idzie formalizacja i ustrukturyzowanie zobowiązań, wzajemności, co jest nawet bardziej potrzebne związkom homoseksualnym niż hetero) do urzędowego zadeklarowania chęci, potrzeby, odpowiedzialności i trwałości zawiązania rodziny. Ja nie mogę się hajtnąć. Morawiecki może, choć wiemy, że jego działania i decyzje były krzywdzące i pewnie doprowadziły do głębokich życiowych dramatów wielu ludzi. Nie oceniamy jego moralności, bo jest hetero. I jemu wolno. Tak samo w kwestii adopcji dzieci. Nie oceniamy tego, że jest świnią. Jest ważnym, poważnym człowiekiem i mu wolno. Ludzki pan, stworzył rodzinę biednym sierotom. Dajcie mu medal.

Tu nic się nie zmieni

Tu się nic nie zmieni.

rzeczy za którymi stoję

czytam sobie dziś, tak wyszło, stare wpisy na blogasku i wiele rzeczy muszę uściślić z dzisiejszego punktu widzenia:

  1. zbyt optymistycznie zakładałem warunki prowadzenia działalności gospodarczej przez małe podmioty; jest zdecydowanie gorzej i są zdecydowanie bliżej sytuacji pracowników na śmieciówkach (na co wychodzi ze stanu gospodarki późne 2018 – nie jest już problemem); więc może nawet przeciwne jest prawdą, są w gorszej sytuacji;
  2. czytam stare notki blogdebart.pl i myślę sobie, jezu, nie mamy już tej całej bandy zjeba która opowiadała, że geje jedzo kupe, albo że będziemy wyjebywać pedalskich nauczycieli ze szkół; zalewska jest oczywiście specyficzna, jakby jej wyjąć oko – to widać pajęczyny, ale nie pozwoliła sobie nigdy na tak hardkorowe homofobiczne pierdolenia jak jej poprzednicy. nawet marian piłka spoważniał i sadzi już tylko smutne pierdolety;
  3. chcemy być bardziej wyrozumiali. nie dlatego, że chcemy, nie dlatego że powinniśmy. ludzie się zmieniają. zmienia się nasze doświadczenie, to co robimy; to co kiedyś dawało nam moralny high-ground jest dziś oczywistością, albo po prostu najebaliśmy głupot w życiu (zdarza się, czemu miałoby nie);
  4. po nas i po naszej walce o prawa i równość zostało coś absolutnie pięknego; dzisiejsze pokolenie lgbtq co prawda wciąż nie może się ohajtać, ale identyfikuje jako homofobię rzeczy, które nam by nie przyszły do głowy (to się dopiero w następnym pokoleniu okaże, czy dobrze, czy źle);
  5. mamy dokładnie taki przypływ problemów wynikających z denializmu naukowego jaki przewidywaliśmy (hej, co prawda wszyscy umrzemy, ale umrzemy MAJĄC RACJĘ!);
  6. rafał woś okazał się moją największą pomyłką, a poświęciłem mu całą jedną, znaczącą, notkę;
  7. jeśli lewica ma gdzieś szukać ratunku to w ożenieniu się z liberalizmem (z którym w kwestii poglądów na sprawy społeczne może się spierać o jakieś duperele, albo o uznanie że coś było ważniejsze albo nie było), ale jeśli lewica dziś nie zacznie wspierać oddolnej przedsiębiorczości, to pogrzebie nasze szanse na dywersyfikację rynku (hej, kto ma podzielić wielkie korpo jak nie liberałowie z ich obsesją na punkcie monopoli!)
  8. nie ma żadnych wskazań na przyszłość: jeśli 5 lat temu mogliśmy myśleć o nowych aplikacjach, o nowych sposobach komunikacji, o budowaniu społeczności, o technologii, która znajdzie nam miejsce do organizacji: blokczejn jest do kitu (co tam jest za tp, 4 transakcje na sekundę?), pojawienie się kryptowalut, mimo mojego autentycznego strachu (który wciąż się trochę mnie trzyma) nie spowodowały, że podzieliliśmy gospodarkę pod wpływy różnych wydawców kryptowalut;
  9. zagrożenia wynikające z rekognicji osób to tylko wierzchołek; idziemy w stronę systemów, które będą nie tylko identyfikować, ale od razu karać rzekomych sprawców chuj wie czego (czyli nas wszystkich) [dystopia as fuck];
  10. piwot z aktualnego życia w jakieś inne jest trudny jak pierwsze rozwiązywanie całki oznaczonej, dlatego powinniście brać (włączając mnie samego) wszystko co napisałem jedynie jako obserwację

[chciałbym przeczytać tę notkę za pięć lat i mylić się w każdym z tych punktów pomijając czwarty]

czego sobie i wam.

O drganiu bryły świata

Jakieś dziesięć lat temu nieistniejący już szczęśliwie(?) #ttdkn miał taką opcję, która nazywała się trollpolitik – była to polityka realna, tylko trollska. I to się wtedy wydawało rozsądne z punktu widzenia możliwości radzenia sobie z tym przed czym stoimy: ukrawatowanymi debilami, pełnymi powagi, ustyma wzdętymi od wzniosłego pierdololo.

Okazało się, że ówczesna lewica kompletnie nie potrafiła zutylizować, a na nową – trzeba było czekać wiele lat. Trollpolitik przejęli prawicowcy,

Gdyby dziś.

Nim staje się jakiekolwiek dziś – jest wiele wczoraj. Te wczoraj to nasze osobiste doświadczenia przeszłości. Oschle potraktuje je wszystkie jako doświadczenia odrzucenia. Doświadczenia strachu, obcości, nieprzystawania. Jeszcze raz strachu.

Gdyby to było dziś – to wszyscy byśmy sobie z tym świetnie poradzili. Znając swoją wartość, doświadczenia, mając praktykę w tym i tamtym. Ale.

To nie jest dziś. To jest wczoraj. I w tym wczoraj jesteśmy.

Co ja mogę na wczoraj?

Na wczoraj to możemy dokładnie to, co mieliśmy wtedy: mieliśmy kulturę, muzykę, sztukę, piękno. Dobro. Współczucie. Troskę. Wzajemność. Solidarność.

Jeśli szukamy odpowiedzi na to, jak mamy iść w świat, w którym przeważającą wartością jest wartość dodana dla uczestników systemu politycznego – nie mamy nic więcej do odpowiedzenia niż: będziemy dobrzy, będziemy współczujący, będziemy solidarni. Będziemy ludzcy.

III Rzesza byłaby tysiącletnia gdyby nie to, że napotkała na wiele punktów oporu. Nie znam się na militariach ani na taktykach wojennych – więc nie napiszę o tym elemencie. Wiem, że bez ludzi, którzy ukrywali żydów, którzy dostarczali do obozów żywność, którzy ryzykowali zdrowie i życie, bo ich podstawowym odruchem była przyzwoitości i dobroć – holocaust mógł się udać dużo lepiej.

To jest nasze wczoraj, którego nie wolno nam zapomnieć. I jeśli myślimy o tym co możemy w przyszłości.

Zaczyna się niewinnie

Pierwsze anse wobec kultury, sztuki, muzyki – już mieliśmy. Były one nieporadne, bo nie były priorytetem. Być może nie będą nigdy. Być może nie ma takiej potrzeby, może domorośli kutafoniarze zadowalają się zakresem władzy jaki mają. Może ich krytyka artystyczna nie boli. Ale nie musi to być stan trwały. Może przyjdzie taki dzień, kiedy zaczną się ograniczenia. Od kogo się zaczną? Od tych, którzy pompują element obcy.

Radzimy sobie z tym, że jesteśmy elementem antypolskim, antypaństwowym. Choć to bzdura, bo to nam najbardziej zależy na państwie gwarantującym wolności i bezpieczeństwo. Bo to my jesteśmy najbardziej narażeni na brak wolności. I fizyczne ataki.

Dyskretnie i powoli odbiorą nam środki wyrazu, spychając nas do getta, w którym być nie chcemy. Chcemy być na równych prawach i w równych obowiązkach.

Niewiele mamy w odpowiedzi. Jedyne co nam pozostaje to to co sami możemy dać – człowieczeństwo, radość, wzajemny szacunek, zrozumienie, wybaczenie.

Jeśli możemy cokolwiek zrobić, by zawrócić świat z kierunku w którym nieuchronnie zmierza – konfliktu, złości, zawiści, nienawiści, przemocy: to tylko w ten sposób.

Tak. Jesteśmy zgubieni.

Przepiszemy naszej babci żywot cały

I majątek, i wspomnienia-ideały.

Jeszcze dziś, jeszcze dziś. Jeszcze dziś.

 

Paręnaście lat temu w liceum, w którym niezbyt lotna uczennica (potem premierka dogadana na całą kadencję) zrobiła maturę był sobie nauczyciel historii, którego stylówa jasno nawiązywała do skrajnie prawicowych organizacji.

I co? I jajco.

[Wybaczcie moją słabość w kalendarz, ale nie przykładam wagi] Potem był aktualny ulubieniec konserwatywnych liberałów Roman Giertych, który wprowadził paru jawnych faszystów. [Ten od rybołówstwa – stadionowy bandyta, ten co go postawili w tefałpe i oczywiście nasz ulubiony monobrwista, który przestałby wreszcie cudować i znalazł se chłopaka].

Brzydzi mnie to do dziś.

Tu disklejmer: dawno temu już straciłem jakąkolwiek możliwość mówienia rzeczy z punktu moralnej wyższości, bo życie jednak jest więcej trudne niż se zakładamy. Ale coś powiedzieć przecież trzeba.

Jestem z rodziny, która wszystkie ideały w modelu tuczu przemysłowego gęsi odrzucała. Przynajmniej ta bliska. Reszty nie znam, więc pewnie u nich mogło być inaczej, ale trudno mi za to brać odpowiedzialność, tym bardziej tłumaczyć okoliczności, w jakich przyjęli te prawdy objawione.

Dowiedziałem się dziś, mimo absolutnego bana na wszelkie kanały informacyjne (poza twitterem, gdzie chętnie banuję i wyciszam, bo nie mam zdrowia na te wszystkie bzdety), że oto krok po kroku, w modelu Agile, apdejtujemy historię. Teraz od samego przebywania można zostać bohaterem.

Mam oczywisty problem z bohaterstwem, bo to nie jest tak, że ktoś postanawia, że zostanie zbawcą narodu. Bo jak postanawia, to znaczy, że mu to jest za fasadę ku realizacji interesów. Taki zwykły bohateryzm, który dopiero po czasie ujawnia swoją wartość, swoje znaczenie, być może nawet heroizm – często wynikający np. z niemożliwości racjonalnej oceny ryzyka – zdaje się być jakoś bardziej szczery.

Czy człowiek co się rzuca do wody ratując dziecko kalkuluje sobie soszjalmediowe punkty, zasięgi, ego-boost? Nie sądzę.

 

A jednak: okazuje się, że to przebywanie, natchnienie, kimdzongulowatość Lecha i Jarosława w hali stoczni doprowadziło do tego co mamy. Do wolności.

Trochę mnie to oczywiście obraża, bo: ideały sierpnia, lewackie postulaty, duperele, potem – nie będę tu oceniał, bo mi się nie chce – przetransformowane przez stężony balceoron: chodziło o coś innego.

Czy wyszło bardzo źle? No nie. Żyjemy w kraju w którym pracownicy zza wschodniej granicy zachwyceni są naszym porządkiem, praworządnością, bezpieczeństwem, kulturą, przyjaznością, otwartością. Jasne – zdarzają się ataki na tle narodowościowym, są okropne. Mamy ogromny wzrost postaw antyimigranckich (zabierajo pracę!), ale: ze ~20 lat temu w Warszawie częsty był sentyment, że przyjeżdżajo z tych swoich bruzd w ziemi i zabierają im-natywnym pracę. Było-minęło. Nie słyszałem tego argumentu już z dobrych 5 lat. Trochę się ucywilizowaliśmy.

Mamy też inne sukcesy cywilizacyjne. Jednym z tych sukcesów jest – powoli bo powoli, ale jednak – rosnąca zamożność nawet najbiedniejszych warstw społecznych.

Dalej: dziś bycie homoseksualistą w większości przypadków nie niesie za sobą ryzyka ostracyzmu, wykluczenia ze społeczności. Czy zdarzają się obelgi? Ataki słowne lub fizyczne? Pewnie. I będą się zdarzać.

Problem z jakim dziś się borykamy jest zupełnie inny: polega on wprost na próbie przepisania i zakłamania faktów. O tym jak doszliśmy do miejsca, w którym jesteśmy. O tym kto i za jaką cenę – osobistą, finansową, zdrowotną – doprowadził do tego, że wciąż żyjemy w całkiem wolnym kraju.

Ludzie się zastanawiają po jaki wał kłócić się z UE, KE, USA, Izraelem, Niemcami, NATO, Francją, Ukrainą, i z resztą, którą pominąłem bo taka jej obfitość. Odpowiedź jest jedna i prosta. Obecna władza, IV RP-bis ma do zrealizowania prosty cel:

  • podział społeczeństwa na klasy
    • prawica w jej obecnym stanie gardzi zwykłym człowiekiem, całe to pierdolenie że rodzina bogiem silna, że honor, ojczyzna, że żałosny erzac zabezpieczeń socjalnych – to jest zapchajdziura, która nie będzie trwać wiecznie, bo nie będzie wiecznie potrzebna;
    • klasa średnia jest akceptowalna tak długo, jak długo jej dobrobyt jest silnie związany towarzysko, zawodowo (np. pozycję zawdzięcza relacjom publiczno-prywatnym związanym z władzą);
      • dla całej reszty mamy KAS który przez prywatną spółkę KIR S.A. na podstawie analizy ryzyka który oparty jest na algorytmach stanowiących tajemnicę handlową KIR S.A. monitoruje jej każdy ruch finansowy, i w ramach kaprysu se może zająć rachunki bankowe na 72 godziny do 3 miesięcy; na byle wniosek dyrektora KAS;
      • mamy też konfiskatę rozszerzoną dla tych, których się będzie chciało upierdolić w sposób kompletny;
    • budujemy też zupełnie nową klasę wyższą, wyjętą zupełnie spod kontroli (por. Morawiecki i jego Santanderowskie opusdeistowskie pierdololo, SKOK/Bierecki/kto tam jeszcze, słabo śledzę);
  • zapewnienie źródeł finansowania na wypadek jakiegokolwiek fakapu, w taki sposób, aby układ biznesowo-towarzyski przetrwał każdą zawieruchę polityczną, jaka w nieuchronnie nastąpi;
  • zabezpieczenie na wypadek rozmaitych roszczeń, kar, wyroków, itd. – po to jest TK, po to jest SN, po to się popycha sędziów w różne miejsca;
  • pewnie jeszcze jakieś rzeczy o których zapomniałem.

Sojusz kościoła i państwa też nie wynika z jakiegoś głębokiego przekonania, że ewangelia jest źródłem prawdy i dobra. To chłodna kalkulacja. Wymiana dóbr, wzajemne dbanie o interesy. Kolejny element przetrwania – my wam dziś zapewnimy bezpieczeństwo finansowe i prawne – będziemy oczekiwać wzajemności w przypadku fakapu.

Czemu jednak przepisują historię? Czemu wplatają Smoleńsk jako zamach, czy co oni tam teraz uważają? Czemu sondują opcję polexitu? Czemu chcą wymazać Wałęsę i całą resztę, przepraszam za moją ignorancję, ludzi, którzy swoim zaangażowaniem przyczynili się do obalenia systemu, który był skrajnie niewydolny i szkodliwy. Nie tylko dla proletariatu, ale tak samo ograniczał tzw. inicjatywę prywatną jak i partyjnych aparatczyków?

Bo ludzie, którzy to pamietają, którzy dają za to faka – wciąż jest ich mniej i mniej. I to jest ich zabezpieczenie na przyszłość. Będą mogli się odwoływać do ideałów Lecha i Jarosława przebywających. I nikt nie zwróci na to uwagi.

Najpierw była zła komuszo-Kwaśniewska konstytucja, która nam odbierała, chuj wie co mogła odebrać po erzacu w postaci małej konstytucji. Potem była ZŁA Unia, która miała wykupić całą ziemię od polskich rolników i nas wpędzić do kołchozu (oh hai Roman, ty zjebie). Ale chłodna kalkulacja mówiła co innego: i tak wejdziemy. Ustawili się na tym, mając bezpośredni dostęp do wszelkich informacji, do faktycznych pracowników różnych instytucji – jak mało kto (hej, a ekrany Szyszki!). Potem było relatywizm moralny, który nam zagrażał, bo miał nas, polaków, wyprać z tożsamości narodowej. I chuja wyprał. Następnie przyszło gejowskie lobby, które finansowane przez Sorosa miało sprowadzić na nas kataklizm i moralną degrengoladę. Potem był już tylko gender i gender. Ach, przepraszam, traktat „LESBOŃSKI” (paru świrów co twierdziło że Lech Kaczyński zdradził Polskę i polaków, widziałem na własne oczy na jakiejś blokadzie marszu 11 listopada).

Żyjemy dziś w kraju, którego generalna idea polega na tworzeniu tylu konfliktów i takim zarządzaniu konfliktami, żeby im się jak najmniej finansowo oberwało – szkody wizerunkowe: jebać. Cel jest prosty. Zapewnienie finansowego i towarzysko-biznesowego przetrwania na lata.

 

Być może jeden Ziobro jest na tyle jebnięty i jest tak ogarnięty żądzą władzy, że faktycznie chce kompletnie rozkurwić system sądowniczy (który obsysa, jak każdy, to nie jest tak, że tak delikatna materia zawsze będzie działać idealnie, znam z własnego doświadczenia; niektóre z tych trendów rozpoczęły się już za rządów PO, a że mam złą pamięć – to pewnie i wcześniej).

 

Ale jedyne i najważniejsze co należy mieć na uwadze patrząc na gry i zabawy w IV RP – to zmasowane działania, które mają im dać przetrwanie przez długie lata na wypadek, gdyby jednak ich rządy miały trwać krócej. No i metody inwigilacji. Jak wspomniany już STIR.

Dlatego też cała masa działań prowadzonych przez IV RP-bis to zasłona dymna. Część to oczywiście czysta głupota, ale skuteczna na tyle, że ludzie dyskutują o jakichś kompletnych dyrdymałach, zamiast skupić się na tym, że przepisanie historii zapewni im stabilność finansową.

I tego powinniśmy się bać najbardziej. Bo nawet jak padną dziś – to te chuje wrócą.