Jak daleko sięga odpowiedzialność dewelopera i podmiotu odpowiedzialnego za aplikację.

Albo inaczej, jak sprawdzić, czy twoi klienci nie używają haseł, które ktoś im już podjebał, kont, które im już ktoś przejął.

Bardzo jara mnie cały GDPR i uważam, że jest to absokurwalutnie słuszna sprawa, że klient po pierwsze ma wiedzieć –  skąd, po co, gdzie, jakie i kto – o swoich danych w całym procesie obrabiania go przez aplikację/proces biznesowy (oh hai, pożegnajmy się z data hoardingiem, prawie 100% danych o klientach, ich zachowaniach, patternach – to śmieci), a po drugie ma prawo, żeby wszystko co nie jest super-istotne (lajk, faktura, deliwerka, posprzedaż) – szło do śmieci, po trzecie, ma prawo, żebyśmy dawali faka na takie sprawy jak – hm, a jak ktoś mi przejmie konto, i np. w ten sposób wyczai mój adres, telefon, i zacznie mi robić jakieś niesympatyczne rzeczy.

No i stąd moje zastanowienie, jakie inne metody poza np. sprawdzamie haveibeenpwned.com i np. opóźnianiem, deautomatyzowaniem, wymaganiem dodatkowych (co się jednak kłóci z ideą giedepeeryzmu) potwierdzeń tożsamości: należy stosować, żeby z jednej strony dać klientowi/użytkownikowi możliwość korzystania z przysługujących praw, a z drugiej, zabezpieczyć go przed tym, na co się pewnie już naraził milion razy.

I nie satysfakcjonuje mnie odpowiedź: dud, to nie jest deweloperska czy biznesowa odpowiedzialność. Bo jest.

nie mogę uwierzyć, że to nie jest masło!

jest taka marka margaryny, która się literalnie nazywa tak jak w tytule;

nie ma takiej opcji, żeby pomylić margarynę z masłem; a jednak, są ludzie, którzy wybierają margarynę;

tak samo jest z liberalizmem: to co teraz mamy i uważamy za liberalizm to liberalna margaryna, którą się handluje jako ekwiwalentem liberalnego masła;

jeśli nie masło, to co?

mamy ten zwiędły, bezpłodny, intelektualnie nieuczciwy margarynizm, który służy cholera wie komu (no, kapitałowi służy), ale czy maślany liberalizm jest o byciu na służbie kapitału?

bo przecież mówi się, że liberalizm to robienie laski bogolom, ma to przecież tyle samo sensu jak to, że lewica chce znieść własność prywatną i stworzyć społeczeństwo bezklasowe (nie chce, bo wie, że nie ma takiego);

a skoro jesteśmy przy klasach społecznych, to zauważmy o czym jest prawica i konserwatyzm: to są przecież durne rojenia o społeczeństwie dwuklasowym – my, robole; i oni – elita; dlaczego, jak pisze majorek, kaczyński uważa nas za głupich? dlatego, że w jego widzeniu świata jesteśmy po prostu mięsem do realizacji celów;

komu to jest potrzebne?

oczywiście, nie wiem dokładnie jakie te cele polityczne, społeczne, gospodarcze, militarne, tożsamościowe – są; ale wiem, że się zajebiście szybko zdegenerują do robienia laski wąskiej grupie posiadających to i owo (czy władzę, czy kapitał, czy się wymiesza, czy to ważne);

stąd też pytanie, komu jest potrzebny maślany liberalizm ma taką opowieść:

lewica nie jest wystarczająca do odpowiedzi na gruby przewał, jakim jest prawicowa degeneracja; częścią tej odpowiedzi, wynikającą z tego, że, duh, ludzie są różni, mają różne idee, potrzeby, wartości, wierzenia, przekonania, strachy; a jak są różni, to może najlepiej nawet, najsensowniej, najrozsądniej, najszerzej skrojony program lewicy zawsze przegra z tym, że ludzie nie będą mieć lewicowej tożsamości;

czekaj, chcesz powiedzieć, że

że np. są ludzie, którzy mają tożsamość liberalną, tylko że nie bardzo wiedzą co to oznacza, bo bardziej ją czują niż wiedzą, bo wiedzieć nie mogą, skąd się mają dowiedzieć, czym jest liberalna tożsamość, skoro dostają tylko wolnorynkowy szuryzm, albo jezukomuniz od gadomskiego, wielowieyskiej, lisa, kto tam jeszcze jest takim bzdura-libearłem;

i może, skoro mamy tych ludzi, co mają takie poczucie, że w środku to oni są za tym, żeby se każdy mógł w duchu decydować o sobie, żeby mógł maksymalizować swoje szczęście, żeby mógł sobie wypracować awans społeczny, samorealizację se zrealizować – to należy im dać jakiś

haha, neoliberalizm

aroganccy zakłódkowicze [hermetyczne]

prawdopodobnie nic ci nie przyjdzie z przeczytania tej notki, ale śmiało, kontynuuj;

dawno, dawno temu (no 10 lat w internecie to jest jak 70 lat temu), kiedy jeszcze świat wyglądał zupełnie inaczej, a wyobraźnie rozpalały idee digital transformation, startapów, serwisów społecznościowych i aplikacji mobilnych odzierających nas z prywatności – była sobie grupa ludzi na blipie; część tej grupy uformowała się poprzez komciowanie na blogach (tak przecież powstał, świeć panie nad jego duszą, #ttdkn), część po prostu siłą jakiejś dziwnej grawitacji do (wielu, niektórych; wspólnych(?)) idei, albo ku czystej zabawie, albo dlatego, że sprawiało im przyjemność flejmowanie, albo dla zabicia czasu;

istniał już przecież i miał się doskonale termin TWA – towarzystwo wzajemnej adoracji, ale był zbyt mało obraźliwy, więc to, co w ramach tej grupy robiliśmy, często porównywalne było do wspólnej masturbacji (por. circle fap, w kółeczku, wszyscy razem w jednym tempie); i to nas może nawet lepiej określało, bo przecież robiliśmy to z i dla przyjemności;

tak powstał termin: fapcyrkiel

blip, decyzją gadu-gadu został zamordowany i wcielony w mikroblog wykopu. i tak też powinien skończyć fapcyrkiel – rozpadło się przecież skupiające (nas, was, ich) medium;

ale, ale – tak się nie stało; coś-jakby-członkowie rozpierzchli się po miejscach w internecie, niektórzy wylądowali na blablerze, niektórzy poszli na twittera, inni przenieśli się na fb, jeszcze inni czaili się jak szpak na jebanie po slackach, hipczatach i innych dziwnych miejscach;

mamy 2020 i rzeczy są jakie są, nie ma się co obrażać, natomiast fapcyrkiel zaczyna wzbudzać niezdrowe emocje. skąd się biorą niezdrowe emocje? zazwyczaj z niezrozumienia; tak jest, życzę sobie sądzić, w tym wypadku;

oto fapcyrkiel to nie są grupy, czasem na siebie zachodzących, czasem się wykluczających, ale zawsze wolnych w swoim osądzie – ludzi; są jakimiś ludźmi, tu, na twitterze, którzy przekonani są o czymś; elita; z agendą;

co mnie, jako (współ?)twórcę terminu fapcyrkiel wcale nie dotyka, ale mnie dziwi;

niezrozumienie pierwsze: po co są kłódki na twitterze

kłódki na twitterze są po to, żeby sobie zapewnić bezpieczeństwo i higienę; bezpieczeństwo, przed kripami, którzy skrinują twity, głównie kobiet, a potem wykorzystują je do jakichś pojebanych gównoburz, do odzierania z godności, do wyśmiewania i bullyingu;

dla higieny, żeby można oddzielić się od niechcianego kontentu ludzi, którzy chcą zatruwać dyskusje; wrzucać treści, których nie chcemy, bo są głupie, bo są irytujące, bo są depresyjne;

kłódki nie są, jak chcą zwolennicy terminu „aroganccy zakłódkowicze” metodą segregacji na jakąś, przepraszam, muszę powstrzymać nerwowy śmiech, elitę, ludzi lepszych, intelektualnie dominujących i resztę; kłódki nie są o nich, one są o nas;

niezrozumienie drugie: medium nie jest masażem

przeciwnie do tego, w jakiej pozycji aroganckich zakłódkowiczów, fapcyrklowiczów, chce postawić – to nie chodzi o twittera; twitter wykorzystywany jest tu jako protokół; organizuje nam wymianę treści, obrazków, archiwum, tych, których chcemy mieć, tych których chcemy widzieć, tych, których widzieć absolutnie nie chcemy; mogłaby to być lista mailingowa, kanał na ircu. no ale wyszło tak (z samoorganizacyjnych zdolności grup, które jakoś składają się na to, co z zewnątrz bierze się za fapcyrkiel), że jest twitter; ale to, że jesteśmy na twitterze nie jest o twitterze, jest o nas;

niezrozumienie trzecie: homo znaczy człowiek a genicznie to genicznie

jedną z w chuj ważnych rzeczy, która umożliwiła fapcyrklowi (ktokolwiek się na niego składa) przetrwanie utraty medium, które skupiało go ~10 lat temu – to to, że nie jesteśmy jakąś konkretną grupą ludzi; ktokolwiek stanowi fapcyrkiel nie jest przedmiotem debat czy decyzji jakichś komitetów, ale wyborów każdego, kto gdzieś tam się jakoś, z różnych powodów, przyplątał; stąd nie istnieje jakiś jeden, wspólny, powszechny, apostolski fapcyrkiel; nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sobie mieć różne, swoje; nikt nikomu nie nakazuje się lubić, obserwować, blokować; bo, co już wiemy, nie jest to homogeniczne, zorganizowane, ustrukturyzowane środowisko;

niezrozumienie czwarte: twoje granice to moje granice, ale moje granice to moje granice

nikt kto jest w jakiś sposób w tym czymś, co dla uproszczenia, nazywam tu fapcyrklem, czymś, co nie pojawia się jako poważna idea, tylko jest w zasadzie żartem ze wspólnej masturbacji na blipie, czymś, co zupełnie poważnie nazywane jest fapcyrklem przez ludzi, którzy mają jakiś, dobry borze, wybacz mi że to napiszę – ból dupy, że się nie znaleźli po rzekomo właściwej stronie kłódki – nikt, powtarzam to raz jeszcze: nie jest winny nikomu nic; to, że jesteś na twitterze nie oznacza, że jesteś winny dawać innym osobom dostęp do treści, które tworzysz; nic wam się nie należy od nas i od innych, którzy, z różnych powodów, wybrali, że jednak kłódka;

wolne wnioski:

jedyne, co mnie w [raczej smutnej konieczności zakłódkowania się przez tak wiele osób] drażni, to to, że dla wielu osób system kłódek stanowi barierę, zrozumiale trudną albo jakoś-niemożliwą do przejścia, i to sprawia, że izolujemy się od ludzi, z którymi jednak moglibyśmy się podzielić;

to nie jest nic przyjemnego czytać dyskusję, która mogłaby być ciekawa, albo zabawna, kogoś, kogo lubisz, kogo obserwujesz, tylko po to, żeby większość takiej rozmowy wyglądała jak [redacted]

ale nie mam tu dobrego rozwiązania i jest mi przykro

zaburzenia lękowe, gdzie indziej niesklasyfikowane

jeśli chcecie wiedzieć jak się nazywa ustrój, w którym obecnie żyjemy – to już wiecie, żyjemy w zaburzeniach lękowych;

mamy trzy wyraźne punkty, pierwszy brzmi tak:

mój serdeczny współtwitternauta napisał dziś o słowach tej prokurator, co teraz wszyscy o niej, że „nie powinna była tak powiedzieć”. a co powiedziała tak ogólnie? nie wiem i nawet nie będę sprawdzał, ale tu się rzecz rozchodzi detalicznie o „nasi posłowie”; nasi, tj. opozycji;

i ten mój serdeczny mówi, że tak nie można, bo powinniśmy być od nich lepsi; ale przecież, tadeuszku, jesteśmy od nich lepsi;

wiecie jak to jest jak macie zaniżone poczucie własnej wartości i wydaje się wam, że jesteście brzydcy i chujowi? że się do niczego nie nadajecie? no to właśnie jest to samo, „powinniśmy być lepsi” to jest dokładnie to samo samodopierdalanie sobie samemu co „nie jestem wystarczająco dobry”.

jesteśmy lepsi, ale daliśmy sobie wmówić, że po pierwsze, my wszyscy, różni, niewspólni, osobni, odlegli, dalecy i sprzeczni – jesteśmy jakimś jednym wielkim organizmem ONYCH, którzy czyhają na dobrostan odradzającego się narodu polskiego.

ten mój serdeczny jest oczywiście liberałem (ale wiecie, liberałem, a nie konserwatywną popłuczyną po centrum adam smitha), więc dla niego istnieje taki obraz, w którym co inne niż liberalne budzi trochę obawę; no bo przecież mamy już prokuratora krajowego, który zaangażowany jest przecież politycznie jak najbardziej; no i co jeśli sytuacja byłaby w drugą stronę, polityczna prokurator na miejscu ziobry, co z tego że nam bliższa, ale problem byłby taki sam!

daliśmy sobie (my, liberałowie) wżenić lęk symetryzmu; że po obu stronach jest to samo; nie jest

po drugie, daliśmy się przekonać, że polityczne jest złe; że nie można mieć poglądów politycznych, bo jak masz poglądy polityczne, to stają się one jedyną siłą napędową działania, i tym poglądom podporządkowana jest cała nasza działalność; ale kto w zasadzie tak robi? bardzo niewielu, i nie robią tego z samych tylko przekonań, ale z fruktów płynących z przekonań;

stąd przecież obawa, że jak przyjdzie lewica, to od razu wszystko spedali, uspołeczni, odbierze dzieci i zaprowadzi komuniz;

trzeci punkt idzie tak: „pozwólcie nam pracować”, jako hasło mówiące o tym, że krytyka nie służy nikomu, bo jest tylko tanim pierdoleniem, które nic nie kosztuje; zniknięto nam przestrzeń do krytyki wynikającej nie tylko z pozycji politycznych (bo to tylko atak wiadomych sił), ale też krytyki z pozycji racjonalnych; wystarczy se zerknąć na pinkasa przed komisją, który zapewniał, że jesteśmy gotowi na pandemię; racjonalne pytania o to, jaki jest stan przygotowań, co mamy, czego nie mamy, co należy zrobić żeby – zostały przebite we wściekły atak opozycji; protesty przeciw całemu bajzlowi z systemem (chujowym) sądownictwa? że coś jest niekonstytucyjne? że można działać w oparciu o ustawę, co ma być? każdy z racjonalnych argumentów, dlaczego to jest złe, dlaczego tak nie można – nie jest krytyką wypływającą z racjonalnych źródeł, staje się krytyką zmierzającą do rozbicia wielkiego dzieła, jakim jest ten ustrój, co go wreszcie wyrwaliśmy ze szponów sorosa, komisji trójstronnej, kondominium, kulczyka i genderowej międzynarodówki; to się oczywiście zaczęło już dawno, od kiedy fizyka przestała tłumaczyć to, co potrzebne było do realizacji celu politycznego i powołano fizykę smoleńską; im bardziej oskarżają nas (nas w sensie tych, co jeszcze by chcieli jakiś racjonalizm, oparcie w faktach, potwierdzalność; nas, niezależnie od naszych, różnych, odległych, poglądów) o realizację jakichś celów politycznych – tym bardziej chodzi im o to, żeby przykryć swoje;
wiecie, to się nazywa gaslighting, idea jest taka, żeby doprowadzić ofiarę do tego, żeby zaczęła kwestionować racjonalność własnych decyzji, żeby przestała ufać w swój osąd rzeczywistości; żeby przekonała się, że może to my nie mamy racji; brawo, udało się;

Ustrój, w którym:

jesteśmy zakładnikami lęku, że nasza tożsamość nie jest dostatecznie dobra, żeby wyjść z nią na ulicę

jesteśmy zakładnikami lęku, że nasza tożsamość będzie dla nas ryzykiem, przysporzy nam kłopotów, dostaniemy za nią w ryj, staniemy się obiektem kpin, że prześwietlą nasze rodziny, wywloką wszystko, czego się wstydzimy

jesteśmy zakładnikami lęku, że nasza tożsamość nieuchronnie prowadzi nas do konfliktu z tymi, których tożsamość jest inna, i lęku, że konflikt tożsamościowy jest konfliktem totalnym, który musi doprowadzić do wyniszczenia ich albo nas

łamiąca: jezu, co znowu

mialem taka teorie, ze neuropek to samuel, ale szybko mnie poprawiono, ze co prawda glupi tak samo, ale neuropek dla odmiany cos czyta;

to, co nie miesci sie w mozgu tego pajaca, to idea, ze jedyne co mamy to dane, a dane sa niedokladne, a dane sa polityczne, i dlatego nawet przy najwiekszej pilnosci, mozna byc lewica i podjac decyzje zla i szkodliwa, tylko ze nie kurwa w tym wypadku;

co jest nie tak z tym fascynatem chujowych cytatow z glupich filozofow, zeby nie rozumiec, ze lewica w 2020 musi byc naukowa, oparta na danych, i ze parcie do wyborow to nie jest jakas wartosc, tylko kalkulacja, ktora zreszta jest jak jebac wszystkie rzeczy mile i drogie sercu lewaka; ile jeszcze bedziemy znosic zenujace bzdury, szkodliwe dla lewicy, szkodliwe tak po prostu, bo przychlast mysli ze on jest prawdziwy socjaliz;

neuropek, nie jestes. wypierdalaj

[ćwiczenia z odzyskiwania sprawczości, cz. 1]

co robimy w ukryciu?

typowym pakietem samopomocowym w stanie, w którym nie da się zrobić nic (ale inaczej niż przy depresji, nie nic dlatego, że cały świat jest bez sensu i nie mamy fizycznie siły na cokolwiek, tylko że coś się popsuło i nie było mnie słychać na linii decyzja – realizacja) są: gry wideo, bindżowanie seriali, gotowanie, czytanie, czyli tzw. robienie niczego.

co ma wspólnego napierdalanie w uncharted i gotowanie? jedno i drugie prowadzi nas przez jakąś opowieść i jasno wskazuje nam, jakie czynności i kiedy wykonywać. i to jest dobrze, to jest bardzo dobrze, bo jak nie potrafimy zrobić czegokolwiek, to może dobrze będzie, jak nas ktoś poprowadzi za rękę, sprzeda nam złudę, że to my przeszliśmy grę, a nie, że ktoś ją tak napisał, żebyśmy ją przeszli. i że ktoś po to zrobił przepis na cośtam – żebyśmy mogli go krok po kroku wykonać, bez głębszych zastanowień. hej, to przecież ja zrobiłem. zrobiłem, a wydawało mi się, że nie mogłem.

tak się trochę odzyskuje poczucie, że można mieć sprawczość. że ten uwiąd funkcji wykonawczych to nie my, tylko jakieś warunki, okoliczności;

szkoda, że działa tylko na chwilę.

dziesiec w skali neuropka

albo jest taka sprawa, ze ludzi jara przemoc

undefined

jak myslicie, jaka jest wlasciwa odpowiedz na tak postawione pytanie?

undefined

albo i taka ze roszczeniowy gowniarz

undefined

ja nie wiem co ja uwazam, ale zazwyczaj wiem, ze nie istnieje jakies obiektywne dobro wynikajace z wpakowania zawartosci magazynka (magazynku?) w obywatela, bo sie np. przekroczylo uprawnienia;

rozumiem za to doskonale te fascynacje przemoca; wynika ona z fantazji o tym, ze my sami nigdy nie bedziemy jej ofiara, bo nie robimy nic zlego; co oczywiscie jest tylko fantazja o tym, ze nalezy posegregowac swiat na nas, lepszych, a reszte traktowac jak bydlo; to jest, prosze plenititulo, wstep do nazizmu, faszyzmu, rasizmu, homofobii i co ino;

wasz roszczeniowy gowniarz

rozgrzewka przed rozpadem, część pierwsza

serdeczny mój kolega, esbek, współpracownik GRU, smoleński manipulant napisał dziś na twitterze, że jego rodzice, lekarze, zupełnie nie rozumieją ryzyka wynikającego z koronawirusa. i zaraz też znana warszawska miłośniczka zwierząt wszystkich – że jej mama – też lekarka, nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia;

i czemu tak jest?

z tego samego powodu dla którego ćwiczy się wszystkie procedury ratunkowe. z tego samego powodu dla którego powtarza się milion razy te same czynności, czy się jest pilotem, chirurgiem, czy kładzie się flizy;

racjonalność istnieje tylko w ramach rutyny;

i teraz, jak wytłumaczyć ludziom, którzy są poza rutyną, że muszą nabyć nową; inną;

no nie da się.