rzeczy za którymi stoję

czytam sobie dziś, tak wyszło, stare wpisy na blogasku i wiele rzeczy muszę uściślić z dzisiejszego punktu widzenia:

  1. zbyt optymistycznie zakładałem warunki prowadzenia działalności gospodarczej przez małe podmioty; jest zdecydowanie gorzej i są zdecydowanie bliżej sytuacji pracowników na śmieciówkach (na co wychodzi ze stanu gospodarki późne 2018 – nie jest już problemem); więc może nawet przeciwne jest prawdą, są w gorszej sytuacji;
  2. czytam stare notki blogdebart.pl i myślę sobie, jezu, nie mamy już tej całej bandy zjeba która opowiadała, że geje jedzo kupe, albo że będziemy wyjebywać pedalskich nauczycieli ze szkół; zalewska jest oczywiście specyficzna, jakby jej wyjąć oko – to widać pajęczyny, ale nie pozwoliła sobie nigdy na tak hardkorowe homofobiczne pierdolenia jak jej poprzednicy. nawet marian piłka spoważniał i sadzi już tylko smutne pierdolety;
  3. chcemy być bardziej wyrozumiali. nie dlatego, że chcemy, nie dlatego że powinniśmy. ludzie się zmieniają. zmienia się nasze doświadczenie, to co robimy; to co kiedyś dawało nam moralny high-ground jest dziś oczywistością, albo po prostu najebaliśmy głupot w życiu (zdarza się, czemu miałoby nie);
  4. po nas i po naszej walce o prawa i równość zostało coś absolutnie pięknego; dzisiejsze pokolenie lgbtq co prawda wciąż nie może się ohajtać, ale identyfikuje jako homofobię rzeczy, które nam by nie przyszły do głowy (to się dopiero w następnym pokoleniu okaże, czy dobrze, czy źle);
  5. mamy dokładnie taki przypływ problemów wynikających z denializmu naukowego jaki przewidywaliśmy (hej, co prawda wszyscy umrzemy, ale umrzemy MAJĄC RACJĘ!);
  6. rafał woś okazał się moją największą pomyłką, a poświęciłem mu całą jedną, znaczącą, notkę;
  7. jeśli lewica ma gdzieś szukać ratunku to w ożenieniu się z liberalizmem (z którym w kwestii poglądów na sprawy społeczne może się spierać o jakieś duperele, albo o uznanie że coś było ważniejsze albo nie było), ale jeśli lewica dziś nie zacznie wspierać oddolnej przedsiębiorczości, to pogrzebie nasze szanse na dywersyfikację rynku (hej, kto ma podzielić wielkie korpo jak nie liberałowie z ich obsesją na punkcie monopoli!)
  8. nie ma żadnych wskazań na przyszłość: jeśli 5 lat temu mogliśmy myśleć o nowych aplikacjach, o nowych sposobach komunikacji, o budowaniu społeczności, o technologii, która znajdzie nam miejsce do organizacji: blokczejn jest do kitu (co tam jest za tp, 4 transakcje na sekundę?), pojawienie się kryptowalut, mimo mojego autentycznego strachu (który wciąż się trochę mnie trzyma) nie spowodowały, że podzieliliśmy gospodarkę pod wpływy różnych wydawców kryptowalut;
  9. zagrożenia wynikające z rekognicji osób to tylko wierzchołek; idziemy w stronę systemów, które będą nie tylko identyfikować, ale od razu karać rzekomych sprawców chuj wie czego (czyli nas wszystkich) [dystopia as fuck];
  10. piwot z aktualnego życia w jakieś inne jest trudny jak pierwsze rozwiązywanie całki oznaczonej, dlatego powinniście brać (włączając mnie samego) wszystko co napisałem jedynie jako obserwację

[chciałbym przeczytać tę notkę za pięć lat i mylić się w każdym z tych punktów pomijając czwarty]

czego sobie i wam.

Reklamy

O drganiu bryły świata

Jakieś dziesięć lat temu nieistniejący już szczęśliwie(?) #ttdkn miał taką opcję, która nazywała się trollpolitik – była to polityka realna, tylko trollska. I to się wtedy wydawało rozsądne z punktu widzenia możliwości radzenia sobie z tym przed czym stoimy: ukrawatowanymi debilami, pełnymi powagi, ustyma wzdętymi od wzniosłego pierdololo.

Okazało się, że ówczesna lewica kompletnie nie potrafiła zutylizować, a na nową – trzeba było czekać wiele lat. Trollpolitik przejęli prawicowcy,

Gdyby dziś.

Nim staje się jakiekolwiek dziś – jest wiele wczoraj. Te wczoraj to nasze osobiste doświadczenia przeszłości. Oschle potraktuje je wszystkie jako doświadczenia odrzucenia. Doświadczenia strachu, obcości, nieprzystawania. Jeszcze raz strachu.

Gdyby to było dziś – to wszyscy byśmy sobie z tym świetnie poradzili. Znając swoją wartość, doświadczenia, mając praktykę w tym i tamtym. Ale.

To nie jest dziś. To jest wczoraj. I w tym wczoraj jesteśmy.

Co ja mogę na wczoraj?

Na wczoraj to możemy dokładnie to, co mieliśmy wtedy: mieliśmy kulturę, muzykę, sztukę, piękno. Dobro. Współczucie. Troskę. Wzajemność. Solidarność.

Jeśli szukamy odpowiedzi na to, jak mamy iść w świat, w którym przeważającą wartością jest wartość dodana dla uczestników systemu politycznego – nie mamy nic więcej do odpowiedzenia niż: będziemy dobrzy, będziemy współczujący, będziemy solidarni. Będziemy ludzcy.

III Rzesza byłaby tysiącletnia gdyby nie to, że napotkała na wiele punktów oporu. Nie znam się na militariach ani na taktykach wojennych – więc nie napiszę o tym elemencie. Wiem, że bez ludzi, którzy ukrywali żydów, którzy dostarczali do obozów żywność, którzy ryzykowali zdrowie i życie, bo ich podstawowym odruchem była przyzwoitości i dobroć – holocaust mógł się udać dużo lepiej.

To jest nasze wczoraj, którego nie wolno nam zapomnieć. I jeśli myślimy o tym co możemy w przyszłości.

Zaczyna się niewinnie

Pierwsze anse wobec kultury, sztuki, muzyki – już mieliśmy. Były one nieporadne, bo nie były priorytetem. Być może nie będą nigdy. Być może nie ma takiej potrzeby, może domorośli kutafoniarze zadowalają się zakresem władzy jaki mają. Może ich krytyka artystyczna nie boli. Ale nie musi to być stan trwały. Może przyjdzie taki dzień, kiedy zaczną się ograniczenia. Od kogo się zaczną? Od tych, którzy pompują element obcy.

Radzimy sobie z tym, że jesteśmy elementem antypolskim, antypaństwowym. Choć to bzdura, bo to nam najbardziej zależy na państwie gwarantującym wolności i bezpieczeństwo. Bo to my jesteśmy najbardziej narażeni na brak wolności. I fizyczne ataki.

Dyskretnie i powoli odbiorą nam środki wyrazu, spychając nas do getta, w którym być nie chcemy. Chcemy być na równych prawach i w równych obowiązkach.

Niewiele mamy w odpowiedzi. Jedyne co nam pozostaje to to co sami możemy dać – człowieczeństwo, radość, wzajemny szacunek, zrozumienie, wybaczenie.

Jeśli możemy cokolwiek zrobić, by zawrócić świat z kierunku w którym nieuchronnie zmierza – konfliktu, złości, zawiści, nienawiści, przemocy: to tylko w ten sposób.

Tak. Jesteśmy zgubieni.

Przepiszemy naszej babci żywot cały

I majątek, i wspomnienia-ideały.

Jeszcze dziś, jeszcze dziś. Jeszcze dziś.

 

Paręnaście lat temu w liceum, w którym niezbyt lotna uczennica (potem premierka dogadana na całą kadencję) zrobiła maturę był sobie nauczyciel historii, którego stylówa jasno nawiązywała do skrajnie prawicowych organizacji.

I co? I jajco.

[Wybaczcie moją słabość w kalendarz, ale nie przykładam wagi] Potem był aktualny ulubieniec konserwatywnych liberałów Roman Giertych, który wprowadził paru jawnych faszystów. [Ten od rybołówstwa – stadionowy bandyta, ten co go postawili w tefałpe i oczywiście nasz ulubiony monobrwista, który przestałby wreszcie cudować i znalazł se chłopaka].

Brzydzi mnie to do dziś.

Tu disklejmer: dawno temu już straciłem jakąkolwiek możliwość mówienia rzeczy z punktu moralnej wyższości, bo życie jednak jest więcej trudne niż se zakładamy. Ale coś powiedzieć przecież trzeba.

Jestem z rodziny, która wszystkie ideały w modelu tuczu przemysłowego gęsi odrzucała. Przynajmniej ta bliska. Reszty nie znam, więc pewnie u nich mogło być inaczej, ale trudno mi za to brać odpowiedzialność, tym bardziej tłumaczyć okoliczności, w jakich przyjęli te prawdy objawione.

Dowiedziałem się dziś, mimo absolutnego bana na wszelkie kanały informacyjne (poza twitterem, gdzie chętnie banuję i wyciszam, bo nie mam zdrowia na te wszystkie bzdety), że oto krok po kroku, w modelu Agile, apdejtujemy historię. Teraz od samego przebywania można zostać bohaterem.

Mam oczywisty problem z bohaterstwem, bo to nie jest tak, że ktoś postanawia, że zostanie zbawcą narodu. Bo jak postanawia, to znaczy, że mu to jest za fasadę ku realizacji interesów. Taki zwykły bohateryzm, który dopiero po czasie ujawnia swoją wartość, swoje znaczenie, być może nawet heroizm – często wynikający np. z niemożliwości racjonalnej oceny ryzyka – zdaje się być jakoś bardziej szczery.

Czy człowiek co się rzuca do wody ratując dziecko kalkuluje sobie soszjalmediowe punkty, zasięgi, ego-boost? Nie sądzę.

 

A jednak: okazuje się, że to przebywanie, natchnienie, kimdzongulowatość Lecha i Jarosława w hali stoczni doprowadziło do tego co mamy. Do wolności.

Trochę mnie to oczywiście obraża, bo: ideały sierpnia, lewackie postulaty, duperele, potem – nie będę tu oceniał, bo mi się nie chce – przetransformowane przez stężony balceoron: chodziło o coś innego.

Czy wyszło bardzo źle? No nie. Żyjemy w kraju w którym pracownicy zza wschodniej granicy zachwyceni są naszym porządkiem, praworządnością, bezpieczeństwem, kulturą, przyjaznością, otwartością. Jasne – zdarzają się ataki na tle narodowościowym, są okropne. Mamy ogromny wzrost postaw antyimigranckich (zabierajo pracę!), ale: ze ~20 lat temu w Warszawie częsty był sentyment, że przyjeżdżajo z tych swoich bruzd w ziemi i zabierają im-natywnym pracę. Było-minęło. Nie słyszałem tego argumentu już z dobrych 5 lat. Trochę się ucywilizowaliśmy.

Mamy też inne sukcesy cywilizacyjne. Jednym z tych sukcesów jest – powoli bo powoli, ale jednak – rosnąca zamożność nawet najbiedniejszych warstw społecznych.

Dalej: dziś bycie homoseksualistą w większości przypadków nie niesie za sobą ryzyka ostracyzmu, wykluczenia ze społeczności. Czy zdarzają się obelgi? Ataki słowne lub fizyczne? Pewnie. I będą się zdarzać.

Problem z jakim dziś się borykamy jest zupełnie inny: polega on wprost na próbie przepisania i zakłamania faktów. O tym jak doszliśmy do miejsca, w którym jesteśmy. O tym kto i za jaką cenę – osobistą, finansową, zdrowotną – doprowadził do tego, że wciąż żyjemy w całkiem wolnym kraju.

Ludzie się zastanawiają po jaki wał kłócić się z UE, KE, USA, Izraelem, Niemcami, NATO, Francją, Ukrainą, i z resztą, którą pominąłem bo taka jej obfitość. Odpowiedź jest jedna i prosta. Obecna władza, IV RP-bis ma do zrealizowania prosty cel:

  • podział społeczeństwa na klasy
    • prawica w jej obecnym stanie gardzi zwykłym człowiekiem, całe to pierdolenie że rodzina bogiem silna, że honor, ojczyzna, że żałosny erzac zabezpieczeń socjalnych – to jest zapchajdziura, która nie będzie trwać wiecznie, bo nie będzie wiecznie potrzebna;
    • klasa średnia jest akceptowalna tak długo, jak długo jej dobrobyt jest silnie związany towarzysko, zawodowo (np. pozycję zawdzięcza relacjom publiczno-prywatnym związanym z władzą);
      • dla całej reszty mamy KAS który przez prywatną spółkę KIR S.A. na podstawie analizy ryzyka który oparty jest na algorytmach stanowiących tajemnicę handlową KIR S.A. monitoruje jej każdy ruch finansowy, i w ramach kaprysu se może zająć rachunki bankowe na 72 godziny do 3 miesięcy; na byle wniosek dyrektora KAS;
      • mamy też konfiskatę rozszerzoną dla tych, których się będzie chciało upierdolić w sposób kompletny;
    • budujemy też zupełnie nową klasę wyższą, wyjętą zupełnie spod kontroli (por. Morawiecki i jego Santanderowskie opusdeistowskie pierdololo, SKOK/Bierecki/kto tam jeszcze, słabo śledzę);
  • zapewnienie źródeł finansowania na wypadek jakiegokolwiek fakapu, w taki sposób, aby układ biznesowo-towarzyski przetrwał każdą zawieruchę polityczną, jaka w nieuchronnie nastąpi;
  • zabezpieczenie na wypadek rozmaitych roszczeń, kar, wyroków, itd. – po to jest TK, po to jest SN, po to się popycha sędziów w różne miejsca;
  • pewnie jeszcze jakieś rzeczy o których zapomniałem.

Sojusz kościoła i państwa też nie wynika z jakiegoś głębokiego przekonania, że ewangelia jest źródłem prawdy i dobra. To chłodna kalkulacja. Wymiana dóbr, wzajemne dbanie o interesy. Kolejny element przetrwania – my wam dziś zapewnimy bezpieczeństwo finansowe i prawne – będziemy oczekiwać wzajemności w przypadku fakapu.

Czemu jednak przepisują historię? Czemu wplatają Smoleńsk jako zamach, czy co oni tam teraz uważają? Czemu sondują opcję polexitu? Czemu chcą wymazać Wałęsę i całą resztę, przepraszam za moją ignorancję, ludzi, którzy swoim zaangażowaniem przyczynili się do obalenia systemu, który był skrajnie niewydolny i szkodliwy. Nie tylko dla proletariatu, ale tak samo ograniczał tzw. inicjatywę prywatną jak i partyjnych aparatczyków?

Bo ludzie, którzy to pamietają, którzy dają za to faka – wciąż jest ich mniej i mniej. I to jest ich zabezpieczenie na przyszłość. Będą mogli się odwoływać do ideałów Lecha i Jarosława przebywających. I nikt nie zwróci na to uwagi.

Najpierw była zła komuszo-Kwaśniewska konstytucja, która nam odbierała, chuj wie co mogła odebrać po erzacu w postaci małej konstytucji. Potem była ZŁA Unia, która miała wykupić całą ziemię od polskich rolników i nas wpędzić do kołchozu (oh hai Roman, ty zjebie). Ale chłodna kalkulacja mówiła co innego: i tak wejdziemy. Ustawili się na tym, mając bezpośredni dostęp do wszelkich informacji, do faktycznych pracowników różnych instytucji – jak mało kto (hej, a ekrany Szyszki!). Potem było relatywizm moralny, który nam zagrażał, bo miał nas, polaków, wyprać z tożsamości narodowej. I chuja wyprał. Następnie przyszło gejowskie lobby, które finansowane przez Sorosa miało sprowadzić na nas kataklizm i moralną degrengoladę. Potem był już tylko gender i gender. Ach, przepraszam, traktat „LESBOŃSKI” (paru świrów co twierdziło że Lech Kaczyński zdradził Polskę i polaków, widziałem na własne oczy na jakiejś blokadzie marszu 11 listopada).

Żyjemy dziś w kraju, którego generalna idea polega na tworzeniu tylu konfliktów i takim zarządzaniu konfliktami, żeby im się jak najmniej finansowo oberwało – szkody wizerunkowe: jebać. Cel jest prosty. Zapewnienie finansowego i towarzysko-biznesowego przetrwania na lata.

 

Być może jeden Ziobro jest na tyle jebnięty i jest tak ogarnięty żądzą władzy, że faktycznie chce kompletnie rozkurwić system sądowniczy (który obsysa, jak każdy, to nie jest tak, że tak delikatna materia zawsze będzie działać idealnie, znam z własnego doświadczenia; niektóre z tych trendów rozpoczęły się już za rządów PO, a że mam złą pamięć – to pewnie i wcześniej).

 

Ale jedyne i najważniejsze co należy mieć na uwadze patrząc na gry i zabawy w IV RP – to zmasowane działania, które mają im dać przetrwanie przez długie lata na wypadek, gdyby jednak ich rządy miały trwać krócej. No i metody inwigilacji. Jak wspomniany już STIR.

Dlatego też cała masa działań prowadzonych przez IV RP-bis to zasłona dymna. Część to oczywiście czysta głupota, ale skuteczna na tyle, że ludzie dyskutują o jakichś kompletnych dyrdymałach, zamiast skupić się na tym, że przepisanie historii zapewni im stabilność finansową.

I tego powinniśmy się bać najbardziej. Bo nawet jak padną dziś – to te chuje wrócą.

Hipoteza robocza – sieć jako struktura danych

Wiemy że można być elementem struktury danych (por. bazy nierelacyjne). Znaczy że tymczasowość, relacja (dana, miejscowa, w czasie, ograniczona lub nie) jest lub nie jest, i to nie ma w tym niczego złego, as in szkodliwego dla jakości, danych.

Nie ma języka opisu dla z-potrzeby lub z-czasu lub też z-okoliczności tworzonych nieformalnych, rozproszonych lokalnych centrów danych o: z/mimo-z/przeciw-z/zamiast-z.

Podejrzewam, że tego typu nieformalne sieci danych będą się częściej i chętniej tworzyć wszędzie tam, gdzie nie istnieje konieczność potwierdzenia danych, ich źródeł, jakości, itd.

Stąd sieć jako struktura danych zawsze będzie przeważać w pierwszym przejawie swoją antynaukową treść. Jest ona łatwiejsza w produkcji, a więc bardziej powszechna.

Natomiast inną sprawą pozostają subsieci, skupione na przejawach antynaukowości.

Sieć jako struktura danych ma – jeśli ma mieć – formę poznawczą, jest to struktura odwrócona: rzeczy rzadsze (co nie znaczy że najrzadsze) prawdopodobnie będą miały lepszą jakość niż te, które są powszechne.

Rozszerzona decyzja samobójcza

To jest szkic, więc proszę o niewszczynanie alarmów i pobłażliwość względem naukawości.

  1. Definiuje się depresję nabytą jako regularny obniżony nastrój wynikający ze zobiektywizowanych, faktycznych okoliczności.
  2. Definiuje się depresję pierwotną jako taki stan, że niezależnie od okoliczności, podejmowanych lub zaniechanych działań i okoliczności nawraca stan obniżonego nastroju.

Noenc, rozszerzona decyzja samobójcza to jest jeden z momentów w depresji tak pierwszego jak i drugiego typu zmierzająca do uzyskania odpowiednich okoliczności do skutecznego i w miarę bezproblemowego podjęcia próby samobójczej.

Niezależnie od źródeł – ta rozszerzona decyzja samobójcza jest podjęta na długo przed jej faktyczną realizacją. Staje się elementem konstrukcji psychofizycznej, bezpiecznikiem, odwołaniem, która jest stale dostępna, niezależnie od okoliczności. Tu jest ważne wyjaśnienie:

myśli samobójcze, rozważanie samobójstwa – dają faktyczne poczucie ulgi i ukojenia niektórych oznak, objawów czy i powikłań depresji.

Istnieją conajmniej trzy poziomy na których funkcjonują myśli samobójcze:

  1. Wyparcie myśli samobójczych (pojawiają się, spełniają funkcję ulgi i ukojenia i są usuwane z aktualnego kontekstu poznawczego, myślowego, osobistego, itd.)
  2. Aktywne rozważanie samobójstwa (w tej formie rozważa się mechanizm i cele samobójstwa, sortakinda WarGames, only winning move is not to play)
  3. Nad, -, pod – świadome podjęcie decyzji o pozbawieniu się życia. Wiadomo, że niosą ze sobą rozmaite ryzyka, ale ich sensem jest, że zamiast przenosić je na wyższe warstwy świadomości (czy bo ja wiem czego), lub po prostu aktywnie czy pasywnie je mieć w świadomości, decyzja o samobójstwie staje się decyzją podjętą i konstytuuje człowieka który tę decyzję podjął; następuje albo oczekiwanie na trigger, albo na dostateczne znużenie (czymś) czy po prostu na odpowiednie okoliczności.

No dobrze, fajno, powiedziałeś nam tutej jakieś dyrdymały, ale co z tego wynika?

Ano: jest to niepoznany teren (albo moje google-fu jest za słabe), bo odpowiedzią na takie zachowania (tj podjęcie decyzji w warunkach prekognicji, co zasługuje wogle na osobne notké) może być jedynie mechanizm zastąpienia. Bo co innego.

rozmowa dupy z batem

Mam spory baklożeg w publicystyce politycznej, bo mam szczerze wyjebane na publicystkę polityczną, bo jest ona, żeby ująć to grzecznie, dętym pierdoleniem.

Ominęły mnie więc fale zachwytu, przerażenia oraz paru innych emocji, które ktoś gdzieś pewnie potrafi odczuwać względem publicystyki politycznej, nad ideą symetryzmu.

Dla porządku, raz jeszcze, przypomnę, symetryzm jest tylko bastardyzacją idei supersymetryzmu: że rzeczy są do siebie podobne i że są po różnych stronach, nie znaczy że są symetryczne. Co pewnie jest jasne dla każdego człowieka, który tych siedem czy ile lat temu wyśmiewał niezbyt lotne stojaki pod mikrofon relacjonujące każdą najdurniejszą bzdurę wiedzione zasadą, że prawda w końcu musi wylądować po środku. Jedna taka prawda z powodzeniem wylądowała w Smoleńsku.
[miałem o supersymetryzmie notkę w okolicach listopada 2011, więc se chętni znajdą]

Grzeję czasem rubina i patrzę co mówią eksperci z #krótkaławka, dziś  np. w telewizorze była Róża Thun, człowiek-meleks i opiekun prawny psa Saby. Niby słuchałem co mówią, ale nie usłyszałem co mówią, ponad to, że człowiek-meleks przerywa, Róża Thun nie bardzo odnajduje się w świecie w którym nie istnieje porządek a Ludwik Dorn wciąż, dzięki swojej gibkości, mógłby zasilić jakąś sekcję akrobatyki sportowej.

Wiecie kiedy ostatni raz słyszałem w mediach politykę? Nie pamiętam już czy była to Kolenda-Zaleska czy Pochanke, ale pamiętam, że wiedziała, że jej rozmówca czy rozmówczyni powiedziała po prostu kłamstwo i to wypunktowała. Sprawa dotyczyła czarnego protestu.

To ostatni raz kiedy w telewizorze była polityka.

Nawet w kwestii sądownictwa, przyznać należy, że bardzo sensowne, i Stępnia, Strzembosza, Gersdorf, Rzeplińskiego (których każdy normalny człowiek musi uznać za betonowych prawicowców, których np. koncepcje praw człowieka i obywatela nie przeszły jeszcze przez okres rewolucji seksualnej), kto tam jeszcze wygłaszał, że wszystko to tyczyło się tylko postrzeganego kształtu rzeczy, a więc ich kształtu, który jest publicystyką polityczną. Nie dotyczył samej polityki w sobie. Polityki jako kształtowania, edukacji, wskazywania, nakreślania, dawania wzorców. Mówiły o tym, ale nie były tym.

To coś jak w przykładzie (mi się zdaje że przypisywali to Markowi Aureliuszowi, ale co ja tam pamiętam): powiedziano mi że mnie obraził, ale nie powiedziano mi, że mnie obraziło, że on mnie obraził [czy jakoś tak].

Jednym z powodów dla którego polityka jest taka trudna, to to, że są to luźne dowiązania symboliczne i dowiadujemy się o nich dopiero gdy dowiązania znikną, a coś co do tej poray działało – nagle działać przestaje.

Stąd też wiem czemu symetryzm zdobył taką popularność (i czemu ona nie przeminie) – symetryzm tworzy silne powiązania: przybić obiektowi po drugiej stronie A-prim i już chuj, tak będzie, aż nie spędzimy iluś tam lat, z marnym zazwyczaj skutkiem (por. proepidemicy zwani antyszczepionkowcami) debunkując podstawy, okoliczności, zasadność i co tam jeszcze se będziemy debunkować do usranej śmierci, bo jakiemuś ćwokowi uznało się, że coś jest lustrzanym odbiciem innego obiektu czy procesu.

Zupełnie, ale zupełnie bym o tym nie pisał gdyby nie piękny splot okoliczności: z jednej strony jest ciepło, więc chce mi się cokolwiek, a z drugiej – w przeciwieństwie do symetrystów, czy innych osłów chwilowo przekonanych że stoją po jakiejś innej stronie barykady niż ja – wiem, że to my wszyscy jesteśmy dupą.

ten dowcip ze studentem i aniołem stróżem

ma w płęcie, że przychodzi egzamin, student patrzy w pytania i mówi „o cholera”, a anioł na to „o ja pierdolę”.

Do działaczy (por. Kręcina, Zdzisław) komitetu obrony demokracji doszło, co znać po artykule w Polityce wystukanego pieczołowicie w, zakładam-dalibóg, świętym oburzeniu przez Krzysztofa Burnetko (Burnetkę, pan się deklinuje?) pt. Policja nagina prawo, by utrudnić antypisowskie protesty. 8 najczęściej stosowanych chwytów

Każdy, kto kiedykolwiek miał kontakt z policją wie, że policja bardzo, bardzo rzadko przestrzega własnych procedur, bo na jaki męski narząd ma ich przestrzegać, skoro nawet jeśli policjant spuści ci wpierdol, to jest to atak na funkcjonariusza [bt;dt, złożyłem zeznania przed sądem jako świadek].

Albo że zatrzyma cię przed stacją metra pod pozorem, że niby tutej kontrola o narkotyki nam się rozchodzi i, że nie masz nic do ukrycia, pokazujesz zawartość, bo na co se robić problemy, znajduje leki psychiatryczne i sporządza na tej podstawie notatkę służbową wraz z nazwą przepisanego przez lekarza leku i twoimi danymi.

To nie jest tak, tępaki z kodu, że dopiero teraz policja ma wyjebane na prawa człowieka i obywatela, wartości wywiedzione z konstytucji i ochronę praw przewidzianą odrębnymi przepisami.

Policja jest aparatem przemocy. Mieliście wyjebane jak ta przemoc była skierowana wobec słabszych, w sytuacjach skrajnych (np. eksmisja bez tytułu) bo byliście przekonani, że was taka niesprawiedliwość nigdy nie dotknie.

A tu taki chuj, pani Basiu.

 

[uwaga, apdejt: 21:19, dnia tego co notka]
Agencje PR nie śpio i już pojawiły się pierwsze „oświadczenia”

[tu link dla ułatwienia czytania]