W dniu dzisiejszym mam szczególnie wyjebane na:

Ploty jakoby Apple pracował nad swoim netbookiem, a co więcej – miał go ujawnić światu 24 marca zupełnie mi oblatują. Nawet jeśli pokażą swojego netbooka podejrzewam, że będzie to coś w okolicach Newtona-bis. Newton był zajebistą ideą która potrzebowała 14 lat rozwoju zanim objawiła się jako iPhone; w przypadku netbooków jednak nie mam takich nadziei.

Sama koncepcja netbooka jest starsza od węgla, ale żeby to wiedzieć trzeba było kumać coś z końcówki XX wieku. Z jednej strony mieliśmy Psiona, który już w 1996 roku zaklepał sobie trejdmark „netbook”, z całą serią mini-komputerów opartych o system EPOC którego spin-offem jest Symbian, Casio z łała-łiła Cassiopeią A-10 wypuszczoną także w 1996, HP [OMFG, jak ja chciałem ją mięć] Jornadę, oparte o Windows CE; z drugiej strony Toshiba, która w obudowę o wymiarach 21 x 15 cm (mniej niż ASUS EeePC) wcisnęła całkiem przyzwoity jak na tamte czasy sprzęt – pierwsza wersja, pochodząca również z 1996 roku, Libretto 20, wyposażony w procesor AMD 486 DX4 75 MHz, 8 MB RAM i dysk twardy o pojemności 270 MB i sześciocalowy ekran TFT. Windows 95 działał na tym przyzwoicie.

Ważnym elementem netbookowego hajpu jest cloud computing, co na polski podobno się tłumaczy jako „przetwarzanie w chmurze”, a oznacza to, co Oracle z SUN-em wykminili w połowie lat 90: hasło dopiero sieć to komputer i bezdyskowe Network Computers miały zawojować rynek. Odpowiedzią Microsoftu i Intela było NetPC (pomysł tak pomylony, że w Wiki doczekał się jedynie computer hardware-related stuba). Przyczyny porażki były różne: od okopania się w obozie proprietary-technologii poprzez wyjątkową żadność łącz (dial-up 33.6 kbits) aż po sam rdzeń błędu, żałosną miskoncepcję według której użytkowanie komputera składa się z odpytywania i zapisywania do baz danych.

Dziś, jak w jedynej niepytującej piosence Celine Dion: it’s all coming back to me now – ktoś znów popycha, że aplikacje zawieszone w internecie będą robić wszystkim dobrze, bo przecież, omigod, mogę zrobić prezentację w googledocs, a wykastrowane z funkcjonalności, estetyki a przede wszystkim ergonomii pół-laptopy, pół-handheldy wypełnią niszę pomiędzy cywilizowanym smartfonem a przyzwoitym subnotebookiem. Nie wypełnią.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s