Jak nie być bucem, odcinek pierwszy

Jeśli Joanna Jabłczyńska (również: zdjęcie robione przez zioma w pulowerku) może napisać poradnik savoir-vivreu dla nastolatków, to ja, koleś, który ma na wiele rzeczy wyjebane, homemade tropiciel obciachu mogę napisać poradnik jak nie być bucem. Konkretniej „Jak nie być bucem – poradnik dla posiadaczy legitymacji studenckiej”.

Jak sobie grepuję moje wyobrażenie o idealnym świecie, to zawiera ono taki element: Ci, którzy posiadają dobrowolnie godzą się na ponoszenie wyższych kosztów życia niż Ci, którzy nie posiadają. Dlatego jak awkuję sobie rzeczy i dołączam takie treści to robi mi się nieopodal-kurwaco.

Jako że żyję sobie w oderwaniu, które według Quasiego zwiększa moje szanse na weekendowe zamoczenie (empiria nie potwierdza) wyjdę w pierwszej części mojego poradnika od spraw okołofinansowych: jak nie być bucem, poradnik dla wannabe członków klasy wyższej średniej, wciąż posiadających uprawnienia do zniżki studenckiej:

– jeśli lubisz korzystać z komunikacji miejskiej kup normalny, pełnopłatny bilet;
– jeśli wracasz do domu (zwłaszcza w okresie świątecznym!) a korzystasz z usług PKP – kup pełnopłatny bilet w pierwszej klasie: umożliwisz swoim mniej zamożnym kolegom i koleżankom podróż w komfortowych warunkach, bez ścisku jaki wywołujesz swoim wypasionym, siedemnastocalowym kraptopem (z biedną baterią na godzinę pracy);
– jeśli wracasz do domu a mieszkasz w miejscu, w którym nieopodal jest lotnisko: nie wahaj się, skorzystaj z usług naszych linii lotniczych – podbijesz sobie cool-faktor i zapełnisz puste miejsca w połączeniach regionalnych;
– jeśli możesz – korzystaj z taksówek, najlepiej codziennie: dzięki temu umożliwisz wygodne przejazdy tym, którzy zmuszeni są korzystać z komunikacji miejskiej;
– wynajmij dom pod miastem – w ten sposób uwolnisz rynek mieszkań i przyczynisz się do spadku cen najmu.

W takiej sytuacji możemy pogadać o zwiększeniu ulgi studenckiej. Ale nie wtedy, kiedy głównymi beneficjentami grubych zniżek będą Ci, którym i tak nie robi większej różnicy ile zapłacą za bilet.

Reklamy

6 myśli na temat “Jak nie być bucem, odcinek pierwszy

  1. Hmmm… jak obserwuję moją okolicę i okolice uniwerków różnorakich w tejże, to odnoszę wrażenie, że przynajmniej część z tych aspirujących do Higher Middle Class, przesiadła się już z PKP i MPK na samochody, co z kolei sprowadza w pytę innych problemów, jak choćby brak miejsca do zaparkowania dla normalnego, mieszkającego i pracującego „przeciętnego obywatela”, o parkowaniu w okolicach uniwerków, to nawet nie chce mi się myśleć. Oczywiście również i korki rosną. Przyznam, że trochę mi się marzy, żeby ktoś kiedyś zapoczątkował na przykład modę na chodzenie na piechotkę…

  2. Wiem, ze nie wypada odgrzebywac przedwiecznych postow, ale pozwole sobie wrzucic troche pedalskiej propagandy w zakresie komunikacji miejskiej: rower, kurde zez bele, jest wysoce parkowny i wygodny, i w pewnych wersjach nawet lanserski. A jesli mlodzi srednioklasni poznaja na wlasnej skorze, jak chujowo jezdzi sie rowerem po m. st. W-wie, to moze rusza zady i zaczna lobbowac na rzecz poprawy stanu rzeczy.

    szapoba,

    wielbiciel klimatow okolo-WO/Bartowo/Kallipygosowych

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s