Wszystkie dzieci nasze są

Drogi Panie Bronisławie, jeśli syn będzie miał taki sam zapał do nauki jak Pan, proponuję mu powiedzieć tak: „synu, bierz przykład z ojca: kolokwia i egzaminy są dla lewaków. Nie magisterium lecz kaprys Kaczora zrobi z ciebie pana redaktora”

i

@piroko
„ha, miałem wątpliwą przyjemność uczęszczać z synem Bronisława Wildsteina do szkoły i muszę przyznać, że fragment o durniu szczególnie mnie rozbawił, bowiem był to chłopiec o wybitnie niewielkim zamiłowaniu do edukacji wszelkiego pokroju :) ”

Świetnie rozumiem, że gdy Wildstein robi jechane swoim emo w przestrzeni publicznej wystawia siebie i swoją rodzinę na ostrzał/obstrzał/odstrzał. Świetnie też rozumiem okoliczności, w których nabijanie się z postępów edukacji syna Wildsteina jest uzasadnione. Boli mnie w tym wszystkim coś zupełnie innego.

Jakiś czas temu, w Gospodzie pod Młynem stukałem sobie w klawiaturę rozoranego ale-kto-kupuje-białego-Macbooka1,1 (patrz ostatnie emo pryszczersów: Apple naprawi pęknięte Macbooki – choć robi to od dawna) ku uciesze salda na rachunku gdy moim oczom ukazał się on. A tak naprawdę nie-działa-mi-strona-On: buc z wąsem, Artur Zawisza (Lublin! KUL! a stereotypy tyją). Najpierw mozolnie jak żółw ociężale odpalił swojego laptopa Lenovo. Uff, jak gorąco, puff, jak gorąco. Wystartowało mu Aero, coś tam klikał czas jakiś – przyplątały się jego dzieci, które zbywał czymś, co z oddalenia widziałem jako „ale dajcie tatusiowi pracować”, „a może chcecie soczku”. Niedługo jednak starczyło mu, lub raczej jemu laptopu – sił: na jego twarzy pojawił się grymas i rozpaczliwa próba odszukania gniazdka. Nie wyszło, więc przez chwilę zajął się rozmową z dziećmi, jednocześnie wołając kelnerkę by przyniosła rachunek. Zmył się chwile potem. .

Sprawowanie funkcji publicznej sprawia, że dzieci cierpią. Patrz Kazimierz Marcinkiewicz, patrz Anna Streżyńska:

zytka: Jak na pani pracę reagują dzieci?

Anna Streżyńska: Moje dzieci mają bardzo mieszane uczucia, bo one podnoszą konsekwencje mojej wiecznej nieobecności. Czasami bywają ze mnie dumne.

W tej całej polit-przepychance, tych jazdach w stronę „a my prawica mamy rację mojszą, bo mamy rodziny i patrzcie jakie! (Putra, Cymański)” tak naprawdę najbardziej poszkodowane są dzieci. Czy Marcie Kaczyńskiej pasuje to, jak jest oceniana przez pryzmat działań swojego ojca? Czy Monika Jaruzelska lubi czuć na sobie paranoiczną niechęć do decyzji podjętych przez jej ojca? Czy syn Kaczmarka winny jest protekcji ojca (nawet, jeśli jest świadomy korzyści, jaką ze sobą taka protekcja niesie)?

I teraz czas na moje emo. Mam ziomów. Różnych, pokręconych. Mam takiego jednego, który jest synem pani prokurator. Od zawsze pokładano w nim arcywybujałe nadzieje. Że skoro rodzina taka, ojciec pan lekarz, matka taka znamienita (no na mieście mówią że szacun, szycha) – to i on sam powinien reprezentować sobą niewiadomo co. Kiedy on, od dziecka upychany w ramy przyszłego niewiadomoczego okazał się być człowiekiem, który sobie nie radzi, którego to zabolało to, co rodzice z nim robili. Wystarczająco, żeby spieprzyć sobie codzienność (durny ślub, upierdolone życie, upokarzająca praca, utrata przyjaciół, dziecko przy okazji). Inny – syn właściciela sieci zakładów fotograficznych – uciekł w rejony bliskie swojemu ojcu (blues, muzyka, 7 rano to dla mnie noc, pracować nie chciałem, włóczyłem się). Ziom miał w domu od zawsze motyw: nie możesz nas zawieść, przecież liczymy na Ciebie, musisz być lepszy, w końcu wiesz, co Twój ojciec reprezentuje w naszej lokalnej społeczności. Mam też ziomów wykształconych do ogólnego szacunu w stronę ludzi. Innych, ale tylko bliskich jedynym słusznym, staropolskim poglądom. Choć odlecieli już dawno w stronę „mam na to wyjebane” to wciąż nie radzą sobie w życiu z bucami, na których trafiają, bo „przecież nie wolno drugiego człowieka tak traktować”. I zamiast korzystać z prawa do powiedzenia „wypierdalać” męczą się, bo przecież wychowani w kulturze. Wysokiej. Bo trzeba aspirować. I to jest ich gównoprawda.

Sam też mam grube halo i odjechaną przeszłość, różną teraźniejszość i rozmaitą przyszłość: dlatego jest mi po ludzku przykro, kiedy czytam, o tym na co piroko wskazuje: co Wildstein zrobił ze swoim synem. I to, że Wildstein zupełnie nie okazuje swojemu synowi szacunku w momencie, kiedy powinien siedzieć cicho i co najwyżej stwierdzić popełniłem błędy wychowawcze, miałem przykrą przeszłość, zdaję sobie z tego sprawę, chciałbym żeby było inaczej. Wildstein pisze:

Nie mogę więc nie tylko nazwać swojego potomka durniem, ale nawet kpić z niego, że brak postępów w nauce oraz złe sprawowanie zepchnie go na margines i zamknie przed nim przyszłość

-15 do szacunu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s