W czasie weltszmercu nerdy się nudzą

Marudziłem już, że uogólniony weltszmerc (nie daj borze z hertzklekotem!) powoduje, że zamiast korzystać z pięknej pogody czy socjalizować się z ziomami odwiedza się straszne miejsca w internetach, na które na co dzień nie daje się złamanego faka. Tym razem moje obchody weltszmercu znalazły sobie inną okoliczność: oto przede mną Acer Aspire ONE (AOA 150), netbook i pytanie: czy jest jakiś system, który sprawi, że to coś zacznie mieć cokolwiek wspólnego z komfortem pracy.

Wydajność, głupku.

Kiedy mam na myśli wydajność nie chodzi mi o spektakularne wyniki w geekbenchu umożliwiające znaczny wkład w Folding@home. Moje wymagana są dosyć proste, na pierwszym miejscu stoi płynne przewijanie stron WWW, niekoniecznie naładowanych pod sam dekiel flashem. W dalszej kolejności byłoby mi bardzo miło gdyby przełączanie okien aplikacji również nie trwało zbyt długo, a wyświetlanie menu kontekstowego odbywało się natychmiast.

Hare netbook, Apple hare, z OS X-em, hare hare.

Internety od dawna dymią plotkami o netbooku od Apple, niektórzy spodziewają się urządzenia tabletopodobnego, czegoś w rodzaju powiększonego iPhone’a, innym kompletnie robi pomysł przycięcia MacBooka Air do rozmiaru 9-10 cali. Tym drugim Tim Cook, zastępujący aktualnie Steve’a Jobsa, nie ma nic przyjemnego do powiedzenia:

When I’m looking at what’s sold in the netbook market, I see cramped keyboards, junky hardware, very small screen, bad software. Not a consumer experience that we would put the Mac brand on.

oraz

If we find a way we can deliver an innovative product that really makes a contribution, then we’ll do that. And we have some interesting ideas in this space.

Z tego, co mówi Tim Cook możemy się spodziewać dwóch rzeczy: Apple pracuje nad urządzeniem, które wpisałoby się w ten segment rynku, oraz – nie będzie to urządzenie, które wyglądem będzie przypominać dzisiejsze netbooki.

Doświadczenie użytkownika.

Pierwszym netbookiem z jakim się zetknąłem był ASUS EeePC 701 z systemem Xandros (mówi wam coś Corel Desktop Linux?). Całe siedem cali wyświetlacza o rozdzielczości 800×480, wydajność poniżej krytyki, Celeron 900 MHz i 256 MB RAM. Gdyby nie zmieniony interfejs użytkownika (o, tak wyglądał) system byłby całkowicie nie do użytku, choć w czasie kiedy używałem EeePC (końcówka 2007 albo początek 2008, nie pamiętam dokładnie) wydawało mi się, że świetnym pomysłem będzie po prostu zainstalowanie Windows XP.

Dziś mam przed sobą netbooka Acer Aspire ONE z Windows XP. 1 GB RAM, 3 porty USB, czytnik kart SD, brak Bluetooth, procesor Intel Atom N270 1.6 GHz. Od ASUSa różni się przede wszystkim ekranem (8,9 cala, 1024×600, GMA950 w porównaniu do 7 cali i 800×480, GMA900), ilością ramu i pojemnością dysku (w ASUSie 4 GB flash, tu zwykły dysk 80 GB). Nie ma natomiast znaczącej różnicy jeśli chodzi o wydajność procesora, a są okoliczności w których Celeron-M ULV 353 bije Atom N270 na głowę (tu wyjaśnienie, łatwe do skumania, dlaczego tak się dzieje, i gdzie jest wyższość procesora Atom nad Celeronem-M). Celeron-M ULV 353 został wypuszczony na rynek we wrześniu 2004 r., Atom to czerwiec 2008 r.

Trudno oczekiwać zadowalających osiągów od komputera z procesorem, którego wydajność jest porównywalna do wykastrowanego procesora sprzed 5 lat.

Linux moim zbawicielem.

Kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z netbookiem myślałem, że wystarczy zainstalować Windows XP i wszystko będzie dobrze: mam długą historię pracy z systemem Windows. Począwszy od wersji 3.0, przez 3.11 for Workgroup, Windows 95 z którego szybko przesiadłem się na NT 4.0 a potem Windows 2000. Na XP przesiadłem się z końcem 2003 roku i korzystałem z niego przez długi czas. Próbowałem kilkukrotnie w tamtym czasie linuksa – dystrybucje Red Hat i Mandrake, oraz SCO UNIX (był dodatkiem dla PC World Komputer lub Chipa) – jednak nigdy nie przypadł mi do gustu. Zdarzyło mi się nawet kupić komercyjną Mandrivę 10.2, ale bez przerwy pojawiały się jakieś błędy i uciekłem do zapyziałego już wtedy Windowsa 2000 który, w przeciwieństwie do Mandrivy – działał bez przerwy. W zasadzie jedynym desktopowym linuksem z którego byłem zadowolony był OpenSUSE.

Dlatego OpenSUSE był pierwszym system w którego stronę zwróciłem się szukając odpowiedzi na pytanie: czy Aspire ONE można przystosować do normalnego użytku. Rozczarowałem się: podobnie jak na XP – wydajność ssie, okna rysują się sekundami a czasami wystają poza ekran, przewijanie zawartości okna to dramat, zwykłe wpisywanie komentarza pod postem na blogu jest kompletnie żółwiowate (nie mówiąc już o takich duperelach jak korzystanie ze sprawdzania pisowni). Do wyboru zostały: dedykowany Aspire ONE Linpus Lite oraz Ubuntu Netbook Remix.

It’s better to be a pirate than to join the Navy.
Steve Jobs, 1987

Z racji uogólnionego weltszmercu i poczucia – powoli zmieniającego się w pewność – że jak bym nie kombinował Aspire ONE będzie po prostu krapbookiem, urządzeniem, które nie spełnia w zadowalający sposób żadnej z obiecywanych funkcji (ani nie jest specjalnie lekki, ani nie jest poręczny – koszmarny rozkład masy; nie nadaje się również do „zastosowań sieciowych”, bo co to za zastosowania sieciowe, kiedy przy kilku otwartych zakładkach youtube aktualnie odtwarzany film tnie jak cholera?): postanowiłem spróbować zainstalować Mac OS X Leopard.

A bag of hurt
osxinstall
Dis is not da seedees U R lookin’ fow.

Niestety, jeśli chcesz zainstalować OS X na Aspire ONE a nie jesteś kozackim hakrem *nixowych kerneli, musisz zwrócić się w stronę radosnej, torrentowej jumy – i nic nie pomogą oryginalne płyty z OS X-em (choć ze względu na konieczność użycia dysku USB z pecetowym MBR’em ale z partycją w formacie Mac OS Extended, Journaled i wgranie bootloadera EFI jakiś Mac będzie niezbędny). Odpierając zarzut o piractwo powiem że sam proces instalacji przypomina żucie piasku a spodziewane efekty (takie jak brak funkcji uśpienia czy praktycznie niedziałające wifi) są dalekie od jakiegokolwiek znośnego user experience (nie wspominając jak dalekie są od tego, o czym mówił Tim Cook) – taki system nie nadaje się do codziennego użytku; choć jego instalacja jako lekarstwo na uogólniony weltszmerc sprawdza się lepiej niż homeopatyczne cukierki.

Step by step, bit by bit.

Ostatnio zarzucono mi, że jestem kryptolinuksiarzem: po prostu byłem kiedyś blacharą – a to jest jak jazda na rowerze, tego się nie zapomina. Dlatego nie przeraziło mnie ani flashowanie BIOS-u, ani googlanie obejścia błędu installera bootloadera EFI. To, co mnie przeraziło to konieczność podpięcia klawiatury. Przegrzebałem się przez prywatne muzeum techniki: procesory Pentium III, II, pierwsze Celerony – gdzieś w okolicy Cyrixa 6×86 znalazłem klawiaturę, razem z przejściówką PS/2 do USB. Niestety – nie zadziałało i stałem się posiadaczem krapiszitowej klawiatury USB (i to jest jakiś argument przeciwko zakazowi handlu w niedziele).

Po odprawieniu krótkiego voodoo (podmiana kernela, kopiowanie rozszerzeń kernela w odpowiedniej kolejności, rebooty) system odpala. O właśnie, voodoo – tak się nazywa przerobiony kernel XNU, który umożliwia wykorzystanie Hyper-Threadingu.

Yeee-haaaaw!

To, jak dobrze (mimo wspomnianych już problemów, jak brak wifi, uśpienia) działa Mac OS X 10.5.6 na Aspire ONE zaskoczyło mnie zupełnie.

To, co dotychczas było wrzodem na tyłku – czyli odtwarzanie wideo na zewnętrznym ekranie (szału nie ma, Samsung z rozdzielczością 720p) – stało się nie tylko łatwe (ile razy trzeba było wetknąć i wyjąć kabel by intelowskie sterowniki do Windows chwyciły, że coś się podpięło), ale i działa w pełnej rozdzielczości oraz płynnie.

Więcej filmów tutaj. A tu są wyniki geekbencha dla Aspire ONE, a tu, dla porównania wyniki dla MacBook Pro (początek 2008).

Czas pracy na baterii, pomimo braku możliwości ustawienia opcji oszczędzania energii jest zadowalający (nieco ponad 4 godziny, nawet przy mocnym wykorzystaniu procesora – czas kompresji 19 minutowego filmu pochodzącego ze Snapz Pro X, w rozdzielczości 1024×600, 24 klatki/s to godzina, w tym czasie bateria straciła tylko ok. 40%).

Podsumowanie
OS X w zasadzie spełnił moje podstawowe wymagania: płynne przewijanie stron, szybkie przełączanie okien, płynne odtwarzanie filmów z youtube. A więc da się, wydajność netbooka jest wystarczająca do „zastosowań sieciowych”.

Cała nadzieja w zbliżającym się Windows 7 – jak tylko upublicznią wersję RC 1 (5 maja zdaje się) z przyjemnością zobaczę, czy jest lepiej. Jest jednak jedna rzecz której nawet najlepszy system nie zmieni: karłowaty, nieczuły trackpad, niewygodna klawiatura (palm! rest! area!), malutki ekran i interfejsy – nieprzystosowane do pracy przy tak niskich rozdzielczościach.

Dlatego jeśli chcesz koniecznie już natychmiast wydać nieco ponad 1000 zł na jakiś elektroniczny gadżet – olej kupno netbooka. Zamiast tego spraw sobie iPod Touch.

UPDATE: O, tu i tu podobnie.

Reklamy

2 myśli na temat “W czasie weltszmercu nerdy się nudzą

  1. „Dlatego jeśli chcesz koniecznie już natychmiast wydać nieco ponad 1000 zł na jakiś elektroniczny gadżet – olej kupno netbooka. Zamiast tego spraw sobie iPod Touch.”

    O, i to jest podsumowanie, które przemawia do moich skrytych i silnie zwalczanych potrzeb.

  2. Impressive, ziom.

    Ja wszakże szukam czegoś do zastąpienia czytnika e-booków (do tej pory – palm) i taki netbook byłby akuratny, sądzę. Próbowałem w sklepie i nie pisało mi się na nim źle.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s