Praca klasowa

Niby trzymam się daleko od korwinistów, ale czasem od kogoś z mojej ziomalii oberwę w pysk czymś takim,że zaczynam się zastanawiać, czy aby nie uczęszczają na tajne komplety UPR.

Zaczęło się od tego, że Niemcy rozpuszczeni przez socjal nie chcą pracować. Zrobiło mi się wtedy wszystko na raz, bo przecież nie, bezrobocie 7,4% (dane na grudzień 2008, u nas w tym czasie 9,5%). Na to, że bezrobocie jest tam na cywilizowanym poziomie oberwałem z drugiej strony: aleboprzecież gdyby obciąć socjal, zmotywowałoby to ludzi do pracy. Wszystko na raz zrobiło mi się już wcześniej, więc nie wiedziałem co odpowiedzieć.

Na szczęście chwilę później z pomocą przyszła Barbara Ehrenreich (tu możecie poczytać jej blogaska, chyba że wolicie tłumaczenia w Krytyce Politycznej) na którą wpadłem dzięki TVP Info które rzuciło The American Ruling Class, autorka książki Nickle and Dimed (polski tytuł Za grosze). Książka opowiada o tym, o czym kilkanaście lat temu śpiewała Donna Summer:

Ehrenreich porzuciła swoje wygodne życie w upper middle class i postanowiła zobaczyć jak się żyje za hajs nieco powyżej płacy minimalnej. Nie żyje się (więcej info w artykule GW).

Teraz ziomowi który tylnymi drzwiami próbuje wprowadzać korwinistyczne rozwiązania mogę powiedzieć: żryj to – w krajach które sobie beztrosko eksperymentują z brakiem prawa pracy pracownicy jeszcze kilkanaście lat temu mogli nie mieć pozwolenia na korzystanie z łazienki, mimo że pracowali nie mieli opieki medycznej (niezbędnej do pracy, przecież!), mieszkali w koszmarnych miejscach albo i nawet byli bezdomnymi; nie mieli szans na luksus jakim jest bycie europejską lower middle class.

Za każdym razem kiedy nie dajesz napiwku bóg obraża twoją starą

Siedziałem w sieciowej restauracji casual dining nad talerzem jakiegoś makaronu i zastanawiałem się czy życie kelnerów, kucharzy, pomywaczy, sprzątaczy tutaj jest tak samo wredne jak w USA. Ziom Buc z którym byłem nie uznawał napiwków (przecież pracują, wystarczy im, że tu przychodzę i daję im pracę, mnie nikt nie daje napiwków, jest kryzys). Rzuciłem zwyczajowe 10% a potem sprawdziłem firmę – rotacja duża, stawki żałosne choć korpo w zeszłym roku miało zysku netto lekko ponad 20 mln zł. To, że przyszedłeś i zjadłeś wcale nie oznacza, że firma dzieli się z pracownikiem hajsem który zostawiłeś.

Sprawdziłem również inne spółki działające w tym obszarze – obie za rok 2008 wykazały straty przy około 8% wzroście przychodów, choć rok wcześniej obie wykazały zysk.

Przypomniałem sobie jak na głupie kilka euro napiwku zareagowała tajska kelnerka w jakimś barze, dopiero potem Ciocia mnie uświadomił, że ona za te drobne może przeżyć cały dzień a Niemcy coraz rzadziej chodzą do knajp i coraz częściej po prostu nie dają napiwków.

U nas póki co luz, boom na knajpy i jedzenie na mieście to motyw kilku ostatnich lat, więc kelnerzy i obsługa to zazwyczaj ludzie młodzi. Ale przecież będą się starzeć, nie wszyscy będą kończyć studia i lądować w „normalnej” pracy. A i wiek zatrudnianych też się zmienia. Jeszcze kilka lat temu w Makdonaldzie niemożliwym było spotkać kogoś w wieku 40+, dziś to częsty widok.

Ukryte bezrobocie

Bezrobocie ukrywa się w pracy tymczasowej (choć to tylko 0,3% ogółu zatrudnionych, gdzie europejska „norma” to 2,5%), wiecznym zatrudnieniu na umowę-zlecenie (choć charakter pracy wskazuje, że należy się umowa o pracę), przesuwaniu kolejnych stanowisk w stronę śmieciowej pracy. Dla przykładu – prace biurowe, które dziś pozwalają się jakoś zmieścić w biurowej klasie średniej stają się coraz mniej opłacalne ze względu na rosnące koszty dojazdów i coraz wyższe koszty wynajmu/utrzymania; co więcej – znam przynajmniej dwa przypadki, gdzie trwają przymiarki do zastąpienia etatowych pracowników biurowych pracownikami tymczasowymi. I dalej: stanowiska które jeszcze 2-3 lata temu cieszyły się prestiżem a pracownicy mieli dostęp do różnych bonusów (służbowy samochód do prywatnego użytku, karnet na basen/siłownię, ekstra opieka medyczna) dziś po prostu są ich pozbawieni; słyszałem o tym na przykładzie kierowników marketów (oraz: ledwo godziny mijają od kiedy w jednym z dużych miast jedna duża sieć handlowa wywaliła ich coś koło kilkunastu). Jakbym miał gdybać, to powiedziałbym, że niekoniecznie z powodów ekonomicznych, a dla zmniejszenia prestiżu i obniżenia wymagań płacowych.

Zwolnienia z okazji kryzysu będą kolejną okazją do zwiększenia ilości pracowników tymczasowych. Mój dobry ziom z upper middle class, który niedawno zrobił sobie wycieczkę by wywalić połowę etatowej załogi zapowiedział, że jak znów trzeba będzie zatrudniać, to właśnie pracowników tymczasowych. Dodam, że koleś ostatnio (kryzys) kupił nową furę, która kosztuje 13 lat a na 100 km pali jakieś 4-5 godzin pracy zwalnianego robotnika.

Czasem słyszę o korzyściach pracy tymczasowej dla pracowników; że elastyczność, że można dostosować godziny, że w razie jak się kończy zapotrzebowanie na pracę w jednym miejscu to nie ma problemu z szybkim transferem tam, gdzie zapotrzebowanie się pojawiło, że, tłuczona do znudzenia, „mobilność” jest tak pożądana na „dynamicznym” rynku pracy. Niech mnie ktoś oświeci, ale jaka jest korzyść – oprócz tego że nie trzeba stać w kolejce do pośredniaka – z pracy, która w zasadzie uniemożliwia zorganizowanie sobie życia, czyni go nieregularnym, utrudnia jakiekolwiek planowanie przyszłości, zmusza do życia tu-i-teraz, jedzenia byle czego, w pośpiechu? Trzeba dodać, że taki rodzaj pracy również generuje koszty: a to opieki zdrowotnej, a to związane z problemami wychowawczymi, przestępczością, itd.
A rozwiązanie w postaci sprawiedliwego podziału hajsu jest w zasięgu ręki.

Oczywiście, słyszę już chór ekonomistów straszących inflacją (i, niestety, będą mieli trochę racji). Oraz tych, którzy mówią, że koleś kupujący furę za około 100k $ napędza interes. Owszem, napędza. Ale przede wszystkim ładuje w kieszeń ziomom z jego klasy.

Idę tam, gdzie idę

Ilość śmieciowej pracy będzie rosła, bo – jak wychodzi z tabelek w Excelu – będzie się to podobało szerholderom (tych będzie coraz więcej w Polsce; oraz: sam widziałem jak jedna mała firma w przeciągu kilku lat rozrosła się do czegoś, gdzie powstaje „kultura korporacyjna”, też będzie ich więcej). A ludzie, rozpuszczeni zdemoralizowani łatwością dostania jej, utrzymania i zmiany w razie się nie będzie podobać będą ją chętnie wybierać. Tyle tylko, że ta praca będzie kosztowała średnią klasę średnią – bo to trzeba będzie dorzucić becikowe, albo zapomogę na książki dla dzieci, dopłaty do obiadów, do mieszkań, itd.

Szedł Grześ przez wieś

Szkoda tylko że niewiele widział bo był zajęty mizianiem się ze związkami zawodowymi.

Wybory do Parlamentu Europejskiego pokazały, że po lewej stronie sceny politycznej jest jeden lider – SLD – wraz ze swoim partnerem – związkami zawodowymi – i wokół tego środowiska powinno dojść do współpracy całej polskiej lewicy, i tej społecznej, i tej politycznej

Nie zapomniał też o podpimpowaniu swojego ugrupowania. Grzegorz Napieralski, nadzieja lewicy zamarudził ostatnio że trzeba zorganizować „okrągły stół lewicy„. Jestem jak pfffffff – trzeba było to już dawno zrobić (a przede wszystkim nie stawiać na target który z równym skutkiem może sobie przytulić PiS).
Wolałbym, żeby lewica spróbowała współpracy również z postępowym mmc, bo przecież klasa pracująca sama, wsparta mało lewicową lewicą się nie obroni. I jeszcze co do związków: znam kolesia, który wyleciał za próbę założenia związku zawodowego (umowa-zlecenie w sytuacji kiedy należy się umowa o pracę). Nie dostał praktycznie żadnej konkretnej pomocy, a chyba taki jest cel istnienia takich organizacji?

Związki zawodowe to nie jest odpowiedź, odpowiedzią będzie próba zmontowania jakiegoś systemu, w którym dystrybucja hajsu będzie choćby nieco bardziej sprawiedliwa a ludzie, którzy sami nie są w stanie zapewnić sobie stabilizacji otrzymają poczucie bezpieczeństwa.

Reklamy

5 myśli na temat “Praca klasowa

  1. „Dystrybucja będzie choćby nieco bardziej sprawiedliwa” — sama z siebie? „Ludzie… otrzymają poczucie bezpieczeństwa” — od kogo? No więc w takim kontekście jeśli nie związki zawodowe, to co?

  2. @nameste
    „sama z siebie?”

    Oczywiście, że nie. Mówisz: sprawiedliwa dystrybucja – myślisz – podatki, sztywniejsze regulacje rynku pracy dla tych na granicy ubóstwa, skoro mogą być dopłaty do rolnictwa – niech będą do gównianej pracy.

    „od kogo?”

    Począwszy od instytucji państwowych po pracodawców.

    „No więc w takim kontekście jeśli nie związki zawodowe, to co?”

    W tym kontekście to jedynie solidarność międzyklasowa – o ile poprawnie grepuję co się dzieję w USA: nas kryzys tak bardzo nie dotyka, ale teraz okazało się, że średnia klasa średnia jest tak samo narażona na jego efekty jak klasa robotnicza/wyrobnicza/LC-LMC.

  3. Miałem się już nie odzywać, ale gdy z notki zawierającej zdanie:

    W Brazylii, jednym z najmniej egalitarnych państw na świecie, udało się ostatnio nieco zredukować nierówności dochodowe

    trafiłem po linku tutaj:

    Brazylia po raz pierwszy w ostatnich latach uczyniła krok w kierunku zmniejszenia ogromnych nierówności społecznych. Obecnie realizowanych jest w Brazylii około 60 programów adresowanych do różnych grup społecznych (np. w celu zwalczania przestępczości, poprawy bezpieczeństwa i warunków życia w favelach). Nie są to tradycyjne programy pomocowe dla biednych, lecz wszechstronny program wspierania rodzin, dzieci, studentów z najbiedniejszych grup w celu umożliwienia im trwałego wychodzenia z biedy, zdobycia wykształcenia i możliwości uzyskania lepszej pracy oraz poprawy warunków życia. W ten sposób korzyści z globalizacji będą odczuwały grupy dotychczas z nich wykluczone. Brazylia stawiana jest dzisiaj za przykład dla innych krajów, które chcą skutecznie walczyć z biedą i wykluczeniem. [jest więcej szczegółów]

    to pomyślałem, że co prawda w Polsce favele jeszcze nie istnieją na skalę masową, ale może to tylko kwestia czasu? A na rozmiar underclass w USA, której sytuację przedstawia np. Ehrenreich, istnienie silnych & zoligarchizowanych central zwiazkowych ma wpływ –rzeczywiście żaden. Co oczywiście nie znaczy, że popieram dążenia Lewiatana, aby jeszcze bardziej ograniczyć rolę zw.zaw.

  4. @underclass

    No właśnie nie underclass. Underclass to są ci, którzy są trwale wyłączeni z rynku. Auch: na wiki pod „underclass” wieje korwinizmem: Jedną z przyczyn jej powstawania jest uzależnienie się od pomocy socjalnej – skutek uboczny działania państwa dobrobytu

  5. wiem ze notka stara, ale dopiero poznałem twórczość kolegi, może odpowie

    chodzi mi o przykład o kierownikach marketów – czy masz jakiś dowód na to co napisałeś czy dowód pt „słyszałem od dobrego zioma”? bo powiało mi trochę fałszem, to wywalenie kilkunastu kierowników marketów. to kto niby tym szajsem teraz zarządza, rada pracownicza i POP? management być musi.

    generalnie – trochę jedziesz po stereotypach, chociaż milo się czyta

    pozdro

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s