W linuksie zbawienie, w linuksie cierpienie

Moje netbookowe porno daje o sobie znać po raz kolejny. Po pierwsze – premiera Windows 7 się zbliża, pokażą wreszcie jakieś cywilizowane netbooki na platformie ION. Jest też szansa że pokażą coś w rodzaju subenotebooków, może niektóre z nich będą w okolicach cywilizowanego grosza (gdzieś czytałem ssanie z palucha że linkowany Vaio X z ekranem 11,1 i procesorem Atom ma być droższy niż MacBook Air).

Hold the press

A przynajmniej wstrzymajcie zakupy. Za chwilę dostaniemy wreszcie cienkie laptopy za normalne pieniądze (Dell wrzucił Inspirony na ostrą dietę, Acer mocno wchodzi z serią Timeline), dopicowane pod Windows 7, pewnie coraz więcej będzie miało wbudowane baterie (a dzięki temu dłuższy czas pracy), odnowiona platforma Centrino, nowe procesory Core i3, i5, i7 – generalnie postęp.
Niusy o tablecie od Apple ciągle krążą, choć są raczej ssane z palucha; dużo bardziej prawdopodobne jest, że linia plastikowych MacBooków zostanie odnowiona (nowy wygląd obudowy? 15” plastikowy macbook bez napędu?). Najbliższe miesiące mogą przynieść parę zmian, więc tego roku pod choinką może się znaleźć sporo ciekawego sprzętu.

Oczywista oczywistość

Wracam do netbookowego porno dlatego, że oberwałem systemem Moblin w wersji 2.0 (choć po cichu uważam, że to wersja 0.2.0).

System Moblin ma ciekawy interfejs (zdecydowanie ciekawszy niż Ubuntu Netbook Remix) ale nie jest „fajny” – animacje ikon i okien sprawiają „glutowate” wrażenie, wszystko drży, przesuwa się, dostosowuje – trochę przekombinowane:

Scrolowanie nadal jest wrzodem na tyłku, choć odtwarzanie filmów na youtube zdecydowanie się poprawiło w porównaniu do UNR.

Jeśli kogoś interesują wyniki benchmarków, to Moblin ma w geekbenchu 990 punktów, nieco mniej niż UNR, oczywiście więcej niż W7 i OSX:

Na uwagę zasługują takie bajery jak dropdown menu „status”, gdzie można sobie updateować twittera i zarządzać statusami komunikatorów, wygląda wygodnie; menu „pasteboard” też pewnie się okaże przydatne – ułatwi kopiowanie linków, ogarnianie fragmentów, itd; fajnie działają „zony” – coś jak wirtualne pulpity, ale odpalenie nowej aplikacji wymusza decyzję, czy odpalić w już istniejącej przestrzeni czy lepiej stworzyć nową; wymaga porządku. „Brakuje” OpenOffice, choć rozumiem, że jak netbook to internet, jak internet to Google docs.

Cały system wydaje się być gigantycznym postępem w porównaniu do przaśności linuksa z EeePC czy Aspireowego Linpusa. Ale i tak pozwolę sobie pozostać nienawilżonym.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s