Urwało od wolności

Skąd się wziął durny mem, że jak coś wymaga rejestracji to od razu urywa od wolności? Like, na przykład, dziennikarz, który – żeby być dziennikarzem as is – musi zarejestrować blogaska w rejestrze dzienników i czasopism.

Akcja jest taka, żebyś wrzucił czterdziestaka. Opłaty, jak się spodziewam, skarbowej (osiem znaczków opłaty skarbowej po pięć zyka; w biedaprzypadku: pięć piw).

Bo w’ogle linia dramy biegnie tak: zomg-chcom nam odebrać od bycia dziennikarzami! Noale, langsam, langsam: przede wszystkim to, co sobie ubzduraliście jako fajnie-fajnie-jestem-dziennikarzem jest zespołem różnych bajerów: przede wszystkim: jest wydawca, jest naczelny i jest dziennikarz.

Funkcjonujemy sobie w dosyć sensownym porządku prawnym. Serio, kurwa, ludzie: ja wiem, że przepisy administracyjne, że wykonawcze, że czasem opieszałość urzędników, ale to nie jest tak, że się zmieni z dnia na dzień, bo ktoś nagle stwierdzi: aaa, to teraz olejemy (pozdrawiawm tow-nikto; niezakoniecznie) porządek i puśćmy na żywioł, niech się prawo wykuwa w orzecznictwie.

Ohnoes, chcą mi odebrać dziennikarzostwo

Czy jeśli przepcham rury sobie i sąsiadce to staję się hydraulikiem? Czy jeśli zreperuję sąsiadowi karburator stanę się mechanikiem samochodowym? Czy jeśli zainstaluję Windowsa kuzynce stanę się informatykiem? Czy jeśli policzę sobie PIT to stanę się księgowym?

Dlaczego więc od napisania i opublikowania tekstu ktokolwiek ma się stać dziennikarzem? I, serio, odpowiedź: bo mam do przekazania PRAWDĘ mnie słabo zachwyca.

Najpierw przyjemność, potem obowiązki

Jak sobie zerknąłem w ustawę o prawie prasowym (1984 rok) to jest ona prawie cycuś. Pomijając drobny problem, że zasadniczo każdy opublikowany kontent (a więc i blogaski) traktuje jako prasę – nie widzę znaczącej potrzeby zmiany.

Co więcej: bardzo podobają mi się obowiązki nałożone na wydawców, naczelnych i dziennikarzy (ale, nalitośćboskom zerknijcie sobie do ustawy, nie będę ich przeklejał). W skrócie ustawodawca założył, że jeśli chcesz być dziennikarzem (a w szczególności wydawcą, a więc nie możesz być głupim naczelnym) nie możesz być bucem. Musisz dbać o poziom kontentu, o jego zgodność z rzeczywistością, dbać o język i – coś, czego nie zniesie większość blogasków z psychiatryka24 – nie wolno bezczelnie kłamać.

Jak to w dobrych rodzinach bywa

Drama zaczęła się od „wysokich kosztów rejestracji” blogaska jako czasopisma. Jak już wyjaśniłem, że bzdura i kłamstwo, to się okazało, że przecież ZUS, a co ma zrobić biedny doktorant, albo matka z dzieckiem, która chce opublikować swój reportaż z wakacji. I tu było bardzo prosto: nie ma ani obowiązku rejestrowania czasopisma jako działalności gospodarczej, ani istnienia relacji cywilnoprawnej pomiędzy wydawcą a redaktorem naczelnym. I to jest pewnie rzecz, której żaden zwolennik wolnego rynku nie doczytał: możesz być jednocześnie: naczelnym (odpowiadać jak naczelny) i wydawcą (odpowiadać jak wydawca) oraz dziennikarzem (i korzystać z całego zakresu wolności jakim cieszy się etatowy dziennikarz).

Boję się, ale się boję

No więc sprawa jest prosta. Mamy serdeczną opcję równości wobec prawa. I z tej równości uważamy, że jak chcesz być dziennikarzem-blogerem, to muszą cię dotyczyć takie prawa i obowiązki jak zwykłego dziennikarza. Nie masz etatu? Nikt cię nie chce? Odpalasz więc swój własny wpisik w rejestrze (za jedyne czterdzieści złotych) i cieszysz się radością bycia na swoim (jak to nie jest ucieleśnienie korwinistycznych marzeń w ciasnej przestrzeni polskiego prawodawstwa to ja już nie wiem co). Po pierwsze: z Twojego własnego czasopisma nikt Cię nie wywali za pisanie pierdół, nie na temat i w taki sposób, że nikt nie chce czytać. Po drugie: nie musisz się martwić, że będzie nad tobą dyszał spocony naczelny z „gdzie jest kurwa artykuł o problemach z wywozem szamba”. Po trzecie: korektor nie powie ci „paaaanie, przecież to się, nalitoścboskom, nie nadaje do druku”. Po czwarte: nie będziesz się musiał mieścić w limicie znaków, przycinać własnych myśli do określonego miejsca w papierze.

Aleocodrama

Fajnie jest mieć przywileje (np. niekonieczność ujawniania źródeł) bez konieczności odpowiadania za kontent (dramat wydawcy i naczelnego). Ale ja nie chcę, żeby to tak działało: chcę, żeby każdy wannabe-dziennikarz, który chcę się brać za dziennikarstwo (a nie za, zazwyczaj nudne, blogopisarstwo) miał nad sobą bat w postaci: jeśli skłamiesz, wiesz jakie są konsekwencje – urwiemy ci od bloga.

Drama jest bardzo żadna: Państwo wymaga ode mnie prostego działania (srsly, jeden wniosek, oświadczenie – nawet nie trzeba brać papieru o niekaralności! – cztery dychy i załatwione), więc Państwo występuje przeciwko mojej wolności do bycia Dziennikarzem. Dostarczycielem Prawdy.

Smutno mi, borze

Drama pt. tak trudno jest rozpocząć działalność gospodarczą w tym kraju, odcinek II. Tak trudno jest rozpocząć wydawanie czasopisma (w jakiejkolwiek formie):
– trzeba przygotować wniosek
— i to jest straszna trudność, bo nie ma nigdzie wzoru
– trzeba zanieść do sądu
— i to jest straszna trudność, bo nie ma nigdzie sądów
– trzeba złożyć opłatę
— i to jest straszna trudność, bo nigdzie nie ma znaczków opłaty skarbowej po 40 zł
– trzeba odczekać 30 dni
— i to jest straszna trudność, bo nigdzie nie ma 30 dni
– a jak odrzucą
— to nie można złożyć ponownego wniosku
— a jak można
—- to trzeba złożyć raz jeszcze
—– ale trzeba znów zapłacić
—— tak, ale tylko dlatego, że nie chciało ci się przygotować pierwszego
——- a jak odrzucą
——– to znaczy, że może powinieneś dać sobie spokój z dziennikarstwem i wydawaniem prasy; auch: jest jakiś powód dla którego nikt nie zatrudnił cię jako dziennikarza

Drogie bravo,

czy to jest aż tak skomplikowane? Czy to jest coś, z czym nie poradzi sobie szesnastolatka?

Reklamy

15 myśli na temat “Urwało od wolności

  1. Eli, ogólnie założenie jakiejkolwiek podstawowej działalności gospodarczej jest banalne (u mnie w Mieście to jedna wizyta w miłym miejscu, gdzie wszystko wytłumaczą, pokażą, dadzą stos porządnie przygotowanych poradników pt. „Jak nie ochujeć wybierając PKD, jak wybrać formę rozliczeń z US i na chuja mi ZUS” – po czym wypełniony papier zanosisz im z powrotem i za trzy dni masz działającą firmę. Drama jest potem – jak skarbówka z ZUSem dobierają Ci się do dupy.
    A co do tematu Twojej notki – jakoś dramy nie zauważyłem. OIDP nikt nikomu nie kazał obowiązkowo rejestrować za te 40 zeta każdego bloga, więc o co cho?
    Pozdrawiam.

  2. Ale jest dużo.

    Pierwsze „ale”: gdzie się kończy blogopisanie, a zaczyna dziennikarstwo?
    Drugie „ale”: w czyjej, przepraszam, gestii będzie leżeć decydowanie o powyższym?
    Trzecie „ale”: jaką skuteczność posiadają lokalne przepisy w regulowaniu zjawiska wymykającego się (całkowicie) narodowej kontroli.
    Czwarte „ale”: po co? I nie mów, że wiarygodność contentu się po opłaceniu czterdziestaka poprawi.

    A tak wogle: wierzysz w to co napisałeś? BTW: nie przystające do rozwoju wypadków badziewie legislacyjne nie czyni jeszcze z tych, którym się ono nie podoba korwinistów. A radosny (zasadniczo) pogląd, że:

    „Musisz dbać o poziom kontentu, o jego zgodność z rzeczywistością, dbać o język i – coś, czego nie zniesie większość blogasków z psychiatryka24 – nie wolno bezczelnie kłamać.”

    możesz sobie o kant. Nie przekłada się. Zastosuj go do zarejestrowanych Nowego Dziennika i Gazety Polskiej.

  3. @telemach
    „I nie mów, że wiarygodność contentu się po opłaceniu czterdziestaka poprawi.”

    W moich oczach poprawi się o tyle, że przynajmniej będę wiedział, że mam do czynienia z redakcją (choćby jednoosobową) zobowiązaną do druku sprostowań oraz wyznaczającą choć jednego faceta w razie czego ponoszącego odpowiedzialność w sądzie za to, co opublikował. Nie mówię, że to bardzo wiele, nie mówię, że to od razu gwarantuje pełną wiarygodność – ale defaultowo startują u mnie z lepszej powieści niż byle blog byle anonimowego łosia.

  4. @WO:
    OK, chętnie przyznam Ci rację – jeśli na konkretnym przykładzie pokażesz mi jak to ma funkcjonować. Ot, weźmy pierwszy z brzegu:
    http://marucha.wordpress.com/

    Blog jest publicystyczny. Nader popularny. Po polsku. Dla polskiego odbiorcy i z niewątpliwą misją. Jeden z bardziej (niestety) znanych. Serwer w USA. Autor nie wiadomo gdzie. Załóżmy, że ustawa przejdzie. Co się stanie?

    Moja teza jest taka, że:

    a) content się nie poprawi, demagogiczne, obłąkane z nienawiści badziewie pozostanie tym czym jest, a autor oleje ciepłym strumieniem ustawę.
    b) Jego popularność (wśród tych wśród których jest popularny) nie ucierpi.
    c) Sankcji nie będzie, bo nie ma (poza wariantem chińskim) takiej możliwości.

    Ale chętnie zapoznam się z alternatywnym scenariuszem i dam się przekonać, że będzie całkiem inaczej.

    Dopóki to nie nastąpi, pozostanę przy swoim: legislacyjne badziewie – bo prawo martwe, nieskuteczne i utrudniające życie praworządnym. Anonimowemu dresiarzowi dziennikarstwa sieciowego i zwisa i nie szkodzi. Przekonanie, że z faktu wybulenia czterdziestaka automatycznie wyniknie poprawa obyczajów i opłata przełoży się na jakość i odpowiedzialność – rozwesela.

  5. @telemach
    „Ale chętnie zapoznam się z alternatywnym scenariuszem i dam się przekonać, że będzie całkiem inaczej.”

    Ale dlaczego w ogóle ma być inaczej? Nie rejestrując się bloger będzie po prostu dawać swoim czytelnikom sygnał: proszę nie traktować tego jako poważnego źródła informacji, to tylko blog, to tylko for teh lulz. Ja swojego rejestrować na pewno nie będę, bo swojego też prowadzę for teh lulz.

    Ktoś inny jakiś bardziej amitny serwis będzie mógł zarejestrować i tym samym da czytelnikom sygnał: na tyle serio twierdzę to co twierdzę, że zgadzam się na rozmaite rygory prawa prasowego (typu formalne sprostowania itd.).

    „Przekonanie, że z faktu wybulenia czterdziestaka automatycznie wyniknie poprawa obyczajów i opłata przełoży się na jakość i odpowiedzialność – rozwesela.”

    Przecież nie chodzi o „automatyczną poprawę obyczajów”, tylko o przywileje i obowiązki związane z prawem prasowym. Nie ma sensu, żeby obejmować nimi z automatu wszystkie możliwe sieciowe serwisy – ale ma sens, by obejmować niektóre. Te, których autorom na tym zależy. Proste?

  6. @WO:
    „Nie ma sensu, żeby obejmować nimi z automatu wszystkie możliwe sieciowe serwisy – ale ma sens, by obejmować niektóre. Te, których autorom na tym zależy. Proste?”

    Nie wiem. Mam takie dziwne przeczucie że Eli miał jednak coś innego na myśli pisząc:

    „(…) chcę, żeby każdy wannabe-dziennikarz, który chcę się brać za dziennikarstwo (a nie za, zazwyczaj nudne, blogopisarstwo) miał nad sobą bat w postaci: jeśli skłamiesz, wiesz jakie są konsekwencje – urwiemy ci od bloga.”

    niż tylko konieczność zarejstrowania się Terlikowskiego jako Terlikowski albo Ziemkiewicza jako Ziemkiewicz. Bo jak im nie zależy – to co?

  7. @niż tylko konieczność zarejstrowania się Terlikowskiego jako Terlikowski albo Ziemkiewicza jako Ziemkiewicz. Bo jak im nie zależy – to co?

    Oczywiście – wyobrażam to sobie tak: Terlikowski, który napisał to, co napisał o Alicji Tysiąc nie może się bronić, że zrobił to ze względu na ważny interes społeczny bo on jest Media, tylko – skoro prowadzi tylko blogaska – zrobił to jako osoba prywatna i jest to prywatne pomówienie. I tyle.

  8. @telemach
    Ziemkiewicz i Terlikowski ustawową definicję spełniają i tak, ze względu na oldskulową współpracę z papierową gazetą. Możemy nad tym ubolewać, ale żadnego z nich nie dotyczy pojęcie „WANNABE-dziennikarza”, tak jak pewien miły pan, do którego dzwonię gdy mi się coś zapcha, nie jest już WANNABE hydraulikiem.

    Chodzi więc raczej o przypadki typu Kataryna – czy obejmować jej bloga prawem prasowym czy nie. Projekt rządowy idzie w sensownym kierunku zostawiając to woli samego blogera: czy chce swojego bloga obejmować przywilejami i obowiązkami prawa prasowego czy nie. Ja na przykład swojego nie chcę.

  9. @Terlikowski, który napisał to, co napisał o Alicji Tysiąc nie może się bronić, że zrobił to ze względu na ważny interes społeczny bo on jest Media, tylko – skoro prowadzi tylko blogaska – zrobił to jako osoba prywatna i jest to prywatne pomówienie.

    Na jakiej podstawie może to zrobić teraz?

  10. @WO: to już bardziej zrozumiałe. Chociaż:

    „Chodzi więc raczej o przypadki typu Kataryna – (…): czy chce swojego bloga obejmować przywilejami i obowiązkami prawa prasowego czy nie.”

    To żeby odpowiedzieć na to trudne pytanie potrzebna jest ustawa? Z nieodłącznym aparatem administracyjno-wykonawczym?

    Nadal mam pewne wątpliwości i dziwne przeczucie, że (o ile nie wybierzemy wariantu opresyjnego) nic, ale to zupełnie nic się nie zmieni.

    „Ja na przykład swojego nie chcę.”

    Znasz może kogoś osobiście, kto jest zainteresowany nabyciem (za 40 PZN) przywilejów wynikających z prawa prasowego? Pytam z czystej ciekawości.

  11. @telemach
    „To żeby odpowiedzieć na to trudne pytanie potrzebna jest ustawa? ”

    Generalnie ustawa pt. „prawo prasowe” potrzebna jest do odpowiedzi na pytanie o to, co obejmuje ustawa pt. „prawo prasowe”.

    „dziwne przeczucie, że (o ile nie wybierzemy wariantu opresyjnego) nic, ale to zupełnie nic się nie zmieni.”

    Istniejąca w tej chwili ustawa pochodzi z 1984 roku, z czym wiąże się wiele problemów, którymi nie chcę Cię tutaj zanudzać. Wśród nich jest pytanie – „a co z dziennikarstwem internetowym?”. I przydałoby się jakieś w miarę jednoznaczne rozstrzygnięcie, żeby się nie miotać od jednego wyroku do drugiego (sąd w Przeciszowie uznał, że blogi to czasopisma a sąd w Myciskach, że niekoniecznie, itd.).

    „Znasz może kogoś osobiście, kto jest zainteresowany nabyciem (za 40 PZN) przywilejów wynikających z prawa prasowego? ”

    Nie chcę się wypowiadać za chłopaków z Esensji, ale oni mi wyglądają na zainteresowanych. W każdym razie, poziom zażyłości określiłbym już jako „znam osobiście”.

  12. @WO:
    „I przydałoby się jakieś w miarę jednoznaczne rozstrzygnięcie, żeby się nie miotać od jednego wyroku do drugiego (sąd w Przeciszowie uznał, że blogi to czasopisma a sąd w Myciskach, że niekoniecznie, itd.)”
    Faktycznie – jednoznaczne rozstrzygnięcie by się przydało. Ale czy akurat w stronę rejestracyjno-40-złotówkowego? Przeszukałem sieć i nigdzie w żadnym kraju nie znalazłem podobnego rozwiązania. To mnie zastanawia.
    .
    W takim razie jeszcze ten drobiazg. Trochę obok tematu.
    Nie chcę mędzić – ale naszła mnie zaskakująca myśl, że można by zrezygnować z tej opłaty i poprawić przez to akceptację? . Kto chce – niech się (elektronicznie) rejestruje. Skąd ten przedziwny opłatowy odruch bezwarunkowy? Piszę (akurat) z kraju, w którym obywatelowi przysługuje dowód i paszport „z urzędu”. Bez opłat. Mnie niestety jako poddanemu polskiemu – nie. Co najzwyczajniej wkurwia.

  13. @telemach
    „Piszę (akurat) z kraju, w którym obywatelowi przysługuje dowód i paszport “z urzędu”. Bez opłat.”

    Trudno jest mi uwierzyć w kraj, w którym tego typu dokumenty wydawane są całkowicie za friko – wtedy opłacałoby się ogrzewać mieszkanie paszportami, regularnie otrzymywanymi za friko po zawiadomieniu o zagubieniu. Deklaracje typu „tutaj to jest całkowicie za darmo” często wygłaszają Polacy niekoniecznie dobrze zorientowani w miejscowych przepisach, u mnie na blogu też przed chwilą ktoś – najprawdopodobniej fałszywie – zadeklarował, że pisze z kraju, w którym działalności gastronomii nie krępują żadne przepisy san-epid. Pozwolisz więc, że dopóki nie rozwiniesz i nie uzasadnisz swojej tezy, potraktuję ją jako typowe korwinistyczne sranie w banię.

    Co się zaś tyczy zawrotnej kwoty 40 PLN, to zawsze jest tak, że za pracę jakiegoś urzędnika albo płaci petent jako petent, albo petent jako podatnik. Jak mawiają socjaliści, nie ma czegoś takiego jak darmowy posiłek w stołówce zakładowej.

  14. „Pozwolisz więc, że dopóki nie rozwiniesz i nie uzasadnisz swojej tezy, potraktuję ją jako typowe korwinistyczne sranie w banię.”

    Sprawdziłem. Z przykrością stwierdzam, że masz rację. Za nowy (biometryczny) dowód wprowadzono horrendalną opłatę 8 Euro. Rabunek w biały dzień, dokąd zmierza ten kraj? I już zapowiadają kolejną podwyżkę od następnego roku. Socjaliści znów mają rację.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s