Ścieżki bezrobotnego inteligenta, niezbadane są i basta

Ładna interpunkcja, inteligencie.

Ta wstrętna biurokracja!

Nie rozumiem, dlaczego ludzie są takimi zapiekłymi przeciwnikami reguł, zasad i przepisów. Zwłaszcza, że dziś można bardzo łatwo (zomg, internets; also: telefon) uzyskać informację o tym jakie papiery, jakie wymagania, jakie procedury (hint: wykluczenie cyfrowe przecież nie w tym jest wredne, że ktoś nie poczyta, co tam rozbrzmiewa na salonie24 a na tym, że się człowiek nie będzie mógł dobić do ważnych informacji, które go dotyczą).
Znaczy, rozumiem bardzo dobrze.

#dramatyinteligencji

Udałem się do Urzędu Pracy celem zarejestrowania się. Urzędniczka Krystyna P., która poprzedniego dnia pognała mnie na cztery wiatry ze względu na niedoskonałości biurokratyczne trawiące bezwzględnie moją dokumentację, tym razem przyjęła mnie zapraszającym mruknięciem

Och, ze drama. Przyszedłem bez kompletu papierów i dziwię się, że usłyszałem: soraski, ale nie bardzo. Ale nie o to przecież chodzi. Język. Po kimś, kto w miarę poprawnie posługuje się językiem można spodziewać się, że będzie również posługiwał się deklem. Ktoś taki przecież w pierwszy dzień przyszedłby z pytaniem: jakie dokumenty muszę mieć, co muszę wypełnić, ile to potrwa. Zawsze można też zerknąć do Google i trafić na kompletną informację, dowiesz się też jakie warunki musisz spełnić.

Wiecie, to nie jest żaden dramat nie wiedzieć. Zwłaszcza, kiedy robisz coś pierwszy raz. Dramat leży oczywiście nieopodal: ja jestem inteligent, ja nie muszę wiedzieć jak jest, ja wiem, jak powinno być.

„Pozostaje pan bez pracy dłużej niż sześć miesięcy, więc zasiłek panu nie przysługuje”
To niesprawiedliwe – mruknąłem pod nosem zgodnie ze swym sumieniem oraz głębokim przekonaniem, graniczącym z pewnością.

Cry me a fucking river.

Następnie zadała jedyne w jej opinii słuszne pytanie – „A dlaczego?”
A dlatego – odrzekłem całkiem spokojnie – że przez poprzednich kilka miesięcy zajmowałem się szukaniem pracy. W wolnych chwilach, spółkując z pewną dwudziestopięciolatką dla relaksu, tudzież z miłości, miałem jednocześnie wizję obciążania budżetu naszego pięknego państwa swoim zasiłkiem jako ostateczną.

Wiecie jak niezawodnie rozpoznać buca? Będzie opowiadał pierdoły, które wydają mu się zabawne, zupełnie pomijając to, że takich „dowcipnisiów” obsługujący go urzędnik słyszy w ciągu dnia od cholery. I to, srsly, nie jest zabawne.

Mając świadomość, że ów budżet jest i bez mojego udziału napięty jak sytuacja na Bliskim Wschodzie i dziurawy niczym portki pięciolatka. Sytuacja stała się jednak na tyle beznadziejna, że nie mając innego wyjścia, postanowiłem na tę suchą gałąź budżetową usiąść i ja.

A, więc koleś po prostu opowiada o „borze, co ja bym jej powiedział, jak jak bym się jej odgryzł, jak ja bym jej dał do zrozumienia”. Ale, ale: na co się liczy taką głupią opowiastką? Że urzędnik się uśmiechnie i powie: a, wie pan, jest pan tak dowcipny, że ja panu ten zasiłek przyznam?

Po raz kolejny okazało się, że wystarczy mieć marzenia – moje akurat zawsze dotyczyły podróży – wystarczy bardzo chcieć, a cały wszechświat skupia się na tym, by w spełnieniu owych marzeń dopomóc. Wiedział to Budda, Chrystus, Newton, Lincoln, Einstein, a teraz wiem ja, i pani Krystyna z Urzędu Pracy przy ul. Ciołka 10a.

Ach, jaki wystudiowany żarcik. Bo dostał darmowe przejazdy do Urzędu Pracy.

Duma i uprzedzenie

Gdybym był upadłym inteligentem (pewnie gdzieś z granicy LMC wpadającej w LC), to wizyta w pośredniaku byłaby dla mnie (not really), rzeco, przecież ja nie jestem jak ci wszyscy ludzie, którzy zamiast dbać o edukację mieli wszystko w dupie. Patrzcie, jestem mądrzejszy, potrafię skonstruować dowcip, nie muszę silić się na sarkazm. OMIGOD, powiem wszystko i zrobię wiele, ale nie klasyfikujcie mnie jako zwykłego nieroba, obiboka, lenia i debila, który nie potrafi znaleźć pracy. Przecież nie jestem taki jak oni, patrzcie, patrzcie: wiem, że bycie bezrobotnym kosztuje. A z drugiej strony chciałbym przechytrzyć system: przychodzę i od strzału załatwiam wszystko. Nie jestem jak ci, co muszą pytać.

Naszego inteligenta w zetknięciu z urzędem boli procedura. A boli go, bo udowadnia, że nie jest różny od ludzi, którymi do tej pory gardził.

Idą lulzy

Niezawodny blip (dzięks ^szwedzki) dostarczył list, w którym autorka żali się, że mężczyźni nie zwracają uwagi na inteligentne okularnice.

Srsly, czy inteligent to ktoś, kto rozsyła swoje dramy po gazetach?

A, jeszcze, inteligencie – znak, którego szukasz to średnik.

Advertisements

50 thoughts on “Ścieżki bezrobotnego inteligenta, niezbadane są i basta

  1. No dobrze, ale czemu pani urzędniczka obsmarowała mu dokumentację? (Jedyne, do czego mogę się przyczepić. Aha, interpunkcja inteligenta nie jest idealna, a poza tym ma głupi błąd, bo nazad, nie nazat.)

    A list od okularnicy nadinterpretujesz, bo ona się upomina o każdą kobietę w okularach i nic nie mówi, że „inteligentną”.

  2. Jeju jak fajnie być człowiekiem który nigdy nie ma dramy w urzędach. Srsly, mówi się dzień dobry, przepraszam, pyta się, dziękuję, dopełnia się wszystkich formalności. Jest bardzo miło, obustronnie uprzejmie i owocnie. I jajako fobik społeczny się nawet specjalnie tym wszystkim nie stresuję.

    BTW, nie dość że inteligent to korwinista: ‚ja płaciłem podatki 18 lat mnie się należy opieka zdrowotna, a nie wy mi ją łaskawie opłacacie !!!1’

  3. @A list od okularnicy nadinterpretujesz, bo ona się upomina o każdą kobietę w okularach i nic nie mówi, że “inteligentną”.

    Kurwaco, przecież jest 2010, a nie 1985, okulary od dawna są sexy, tylko pewnie sierota ma niedobrane oprawki #ludziebezstylisty #wykluczenieestetyczne

  4. @albo ma nadreprezentację buców w najbliższym otoczeniu

    No to tym bardziej nie rozumiem w czym problem, kto by chciał być z bucem?

    Ale srsl, nie znam nikogo, komu by przeszkadzały okulary u laski. Ale może znam za mało buców; i faktycznie ten mem „ściąga okulary i pięknieje” lata w bucowej popkulturze.

  5. Jak ktoś jest antypatyczny i szpetny, to zrzuca problem na okulary. U mnie na zakładzie panny noszą zerówki, żeby wyglądać inteligentniej i seksowniej (a jak zdjęłam okulary, to mi kołorkerzy powiedzieli, że wyglądam jak żółwik bez skorupki, a nie że zawiał wiatr i z kopciuszka księżniczka; foch).

  6. @pierwszylist
    100% racji
    A list mógł się zakończyć na jego pierwszym zdaniu. Już po „celem” można sobie samemu dopowiedzieć, jaki to rodzaj gościa.

    @drugi list
    Na „pochłania ją kino autorskie, a w czasie wolnym zaczytuje się kryminałami skandynawskimi” się zawiesiłem i mi trochę zeszło, zanim przez to przebrnąłem. A dramy w ogóle nie rozumiem, ale tak totalnie. Równie dobrze mogłaby podmienić okluary na skarpetki albo różowy język i identyczny poziom abstrakcji dla mnie by to miało. Jakaś drama, bo miała przygodę z kilkoma bucami u siebie na kwadracie czy w fabryce or what. A w ogóle listy czytelników AAAaA

  7. „Nie rozumiem, dlaczego ludzie są takimi zapiekłymi przeciwnikami reguł, zasad i przepisów.”
    Nie musiałeś nigdy składać tony niepotrzebnych nikomu papierów, podpisywać się kilkanaście razy, i tracić absurdalnie długi czas w kolejkach tylko po to, by spełnić biurokratyczny wymóg?

  8. Ja nie łapię, czemu tak bronisz ciągle urzędników, a jedziesz po lekarzach. I nie mów, że zdrowie ważniejsze, bo bieda to chyba jeden z najczęstszych powodów depresji a decyzja urzędu często ma poważniejsze konsekwencje niż zaniedbanie *przeciętnego* pacjenta.
    Mówiłeś, że ludzie czasem są głupi, więc lekarz musi im pomóc. Dlaczego urzędnik już nie?
    Nie mam zbyt wielu przejść z urzędami za sobą i raczej załatwiam sprawy bez problemu (nawet potrafię sobie załatwić, żeby bank anulował mi opłaty, które w zasadzie legalnie naliczył!), ale spotkałem się z takimi przykładami niekompetencji, że nic, tylko płakać. Jeśli jest potrzeba, opiszę.

  9. @grzesie2k
    „Mówiłeś, że ludzie czasem są głupi, więc lekarz musi im pomóc. Dlaczego urzędnik już nie?”

    Ależ przecież urzędnicy pomagają. Ale tylko do momentu, kiedy:
    a) mają to w zakresie obowiązków;
    b) nie koliduje to z wykonywaniem innych obowiązków;
    c) nie zaburza pracy instytucji, nie jest uciążliwe dla współpracowników i innych klientów.

    „ale spotkałem się z takimi przykładami niekompetencji, że nic, tylko płakać”

    W tym lepsza jest procedura w urzędzie, że jest jakakolwiek ścieżka odwoławcza, a nie czyjeś uznaniowe: nie bo nie.

  10. @”W tym lepsza jest procedura w urzędzie, że jest jakakolwiek ścieżka odwoławcza, a nie czyjeś uznaniowe: nie bo nie.”

    Akurat nie bardzo w przypadku moich spraw. Powiedzmy, że problemy były na wcześniejszym etapie, niż podejmowanie decyzji.

  11. Miałem pecha i na poczcie trafiłem na biurwę. Nie pomogło dzień dobry, proszę, przepraszam. Zajęta była problemami koleżanki siedzącej przy zamkniętym okienku. To, przy którym stałem było jedyne, kolejka liczyła kilkanaście osób. Nie wiem czy to mój pech, ale w UK jakoś nigdy nie trafiłem na biurwy. Gorzej z agentami nieruchomości – złodzieje i oszuści ukryci za ładnymi uśmiechami.

  12. Tak w ogóle to całą argumentację za polską biurokracją obalają statystyki, według których w socjalistycznej Danii założenie firmy trwa kilka razy krócej niż u nas. Więc jednak nie wszystkie te papierki są potrzebne.

  13. @mrw
    A inaczej się nie umiesz wyrażać?
    Umiem, ale listów o tym do GW nie piszę.
    U nas w UK?
    No przecież nie u was w Polsce.

    @grzesie2k
    Często jest tak, że papierki sobie a szybkość załatwienia sprawy sobie. Chociaż mrw się czepia, mogę dodać kolejne anegdotyczne zeznanie z UK – papierków często miałem sporo, zwłaszcza podczas spraw związanych z samochodem, ale przez 2 lata tylko raz musiałem iść na pocztę, bo termin gonił a sieć mi w domu nie działała. Mnóstwo rzeczy można załatwić przez internet/telefon, do tego nie ma tu dowodów osobistych a samochodem można jeździć bez żadnych dokumentów. OK, zamykam się z tom brytyjskom argumentacjom.

  14. @grzesie2k
    Otóż bzdura. Trudność (srsly, łatwość) założenia działalności gospodarczej to nie jest dobra rzecz. Mam nadzieję, że wielu ludziom, których przed założeniem działalności gospodarczej odstraszyło „panie, tyle papierów, cały miesiąc czekania” – ochroniło również przed wpakowaniem się w jakąś straszną życiową tragedię w stylu ZOMG, zalegam z ZUS, nie zgłosiłem pracowników, źle policzyłem CIT, popierdoliłem coś z VAT i na dodatek interes idzie kulawo a termin czynszu leasingowego zbliża się nieubłaganie.

    @ekolog
    „Mnóstwo rzeczy można załatwić przez internet/telefon”

    Znaczy np. co? I czy da się to załatwić telefonicznie w Polsce, czy nie?

    „do tego nie ma tu dowodów osobistych”

    Ale będą.

  15. @Eli
    Znaczy np. co? I czy da się to załatwić telefonicznie w Polsce, czy nie?
    Mam 5 lat laga co w Polsce się da załatwić, więc mogę nie być na czasie, ale wszystkie podatki (lokalny, samochodowy) mam bez papierów i płacone przez internet. Nie mam ani jednego rachunku (prąd, telefon, gaz, woda, internet, telewizja) na papierze – wszystko przez neta. Podatki rozlicza pracodawca (więc to dla niego obciążenie) więc przynajmniej znacznie mniej ludzi się męczy z PIT. Ubezpieczenie samochodu przez internet, zapisanie się do tutejszego NFZ telefon żeby się umówić na rozmowę i 20 minutowe spotkanie. Karta i numer na całe życie.

    Ale będą.

    Wahają się między odnowieniem Tridenta i dowodami. Nie wiem co gorsze. Zagłosuję więc pewnie za Lib-Dem, oni nie chcą ani jednego ani drugiego.

  16. @mrw
    Co jest złego w dowodach?

    Raczej co jest fajnego w niemaniu – jedna rzecz mniej do mania, zgubienia, wyrabiania i zmieniania. Przy mobilności tego narodu i liczbie przeprowadzek, liczba kawałków plastiku z wydrukowanym na stałe adresem byłaby/będzie spora.

  17. @ekolog
    „iczba kawałków plastiku z wydrukowanym na stałe adresem byłaby/będzie spora.”

    No ale dlaczego do dowodu osobistego od razu wprowadzasz obowiązek meldunkowy?

    „jedna rzecz mniej do mania”

    Bo urwało od plecaków, toreb, portfeli, torebek, saszetek, kieszeni, łorewa. I oczywiście dowód to coś, co jest niestandardowego wymiaru, więc trudno będzie nosić z kartami kredytowymi. Pff.

  18. @Że musiałbym brać paszport jadąc po skarpety? Pff.

    Sęk w tym, że próbujesz dosłownie tłumaczyć idiomy: a kto by cie w UK pytał o toższamość przy skarpetach, co?

    Mógłby cię zapytać o jakikolwiek list z banku przy otwieraniu pierwszego konta bankowego, ale to znowu na polski nie brzmi.

  19. @Sęk w tym, że próbujesz dosłownie tłumaczyć idiomy: a kto by cie w UK pytał o toższamość przy skarpetach, co?

    To może wyjaśnię: po skarpety jadę za granicę.

  20. @To może wyjaśnię: po skarpety jadę za granicę.

    Nie rozumiem dramy. Przecież i tak wszędzie są te same. Chińskie.

  21. @Eli

    Otóż bzdura. Trudność (srsly, łatwość) założenia działalności gospodarczej to nie jest dobra rzecz. Mam nadzieję, że wielu ludziom, których przed założeniem działalności gospodarczej odstraszyło “panie, tyle papierów, cały miesiąc czekania” – ochroniło również przed wpakowaniem się w jakąś straszną życiową tragedię w stylu ZOMG, zalegam z ZUS, nie zgłosiłem pracowników, źle policzyłem CIT, popierdoliłem coś z VAT i na dodatek interes idzie kulawo a termin czynszu leasingowego zbliża się nieubłaganie.

    Lubię gdy jesteś taki paternalistyczny, Ptysiu. Tyle, paternalistyczny Ptyś jest paternalistyczny. Oczywiście, że jak się daje dorosłemu widelec/kosiarkę/samochód/piwo/nożyczki/w to miejsce wstaw każdą inną swobodę to może się skrzywdzić. Ale całkiem spokojnie możemy się wtedy zawsze martwić o to, czy ludzie się nie skrzywdzą. I nawet wtedy można postulować zapomogi dla uzależnionych/pokaleczonych/spłukanych. A nie utrudnienia na starcie.

    Nie przekonałeś mnie więc.

  22. @A nie utrudnienia na starcie.

    No ale jak zaniesienie paru kwitów do urzędu jest utrudnieniem, to serio – może niech się taki człowiek zajmie czymś mniej trudnym?

    „Oczywiście, że jak się daje dorosłemu widelec/kosiarkę/samochód/piwo/nożyczki/w to miejsce wstaw każdą inną swobodę to może się skrzywdzić.”

    I dlatego np. prawo jazdy. Albo znak CE.

    @Nie przekonałeś mnie więc.

    Nie przekonuje mnie Twój brak przekonania.

  23. @Eli

    No ale jak zaniesienie paru kwitów do urzędu jest utrudnieniem, to serio – może niech się taki człowiek zajmie czymś mniej trudnym?

    Może, a może nie. To naprawdę twoja sprawa? Dlaczego?

    I dlatego np. prawo jazdy. Albo znak CE.

    Prawo jazdy ma strzec MNIE przed debilem, który nie potrafi jeździć zupełnie, bo się nie nauczył – w sensie, że chcę trwać w naiwnym przekonaniu, że ludzie, którzy jeżdżą bezpieczniej zdają egzaminy, a Ci co nie – nie zdają. Oczywiście na potrzeby tej dyskusji.

    Rozumiem, że możesz martwić się o kontrahentów idioty – no ok. Ale zastanawiam się, czy wtedy sytuacja jest naprawdę analogiczna i potrzeba korzystania z samochodu jest ta sama, co potrzeba bycia kontrahentem określonej osoby bez pozwolenia na działalność (oraz: ja nie dyskutuje, czy takie pozwolenia są. Ja dyskutuje z twoim PaTerNaLizmem. Tatusiowaniem. Mamczeniem)

    A znak CE nie uprawnia do prowadzenia działalności, tylko do twierdzenia czegoś tam o niej. Nigga pliz.

    Nie przekonuje mnie Twój brak przekonania.

    Ale to Ty coś twierdzisz i dlatego na Tobie leży ciężar dowodu.

  24. @Może, a może nie. To naprawdę twoja sprawa? Dlaczego?

    Z tego samego powodu, dla którego nie widzi mi się kierowca zbyt głupi, żeby zdać egzamin na prawo jazdy.

    @w sensie, że chcę trwać w naiwnym przekonaniu, że ludzie, którzy jeżdżą bezpieczniej zdają egzaminy, a Ci co nie – nie zdają.

    O, mnie też o to chodzi: porządkuje mi to pod deklem.

    @Rozumiem, że możesz martwić się o kontrahentów idioty – no ok.”

    Przede wszystkim będę się martwił o to, że mogę na takiego idiotę trafić jako klient.

    @oraz: ja nie dyskutuje, czy takie pozwolenia są. Ja dyskutuje z twoim PaTerNaLizmem. Tatusiowaniem. Mamczeniem”

    Ale ja nie chcę mamczyć i tatusić. Po prostu raduje mnie takie spojrzenie: o, przy okazji uratujemy kogoś od strzału w stopę.

    @A znak CE nie uprawnia do prowadzenia działalności, tylko do twierdzenia czegoś tam o niej.

    No pewnie, wymagania co do np. bezpieczeństwa. Więc traktuję zezwolenie na działalność gospodarczą (która dla głupich korwinistów jest barierą) jako taki wstępny wymóg.

    @Ale to Ty coś twierdzisz i dlatego na Tobie leży ciężar dowodu.

    Ale tylko wtedy, gdybym chciał coś udowadniać. Mnie zadowala, że sobie powiem, że mnie takie spojrzenie w zupełności nawilża.

  25. @Eli

    O, mnie też o to chodzi: porządkuje mi to pod deklem.

    No nie chodzi Ci tylko o to przecież. Ani mnie. I nam o różne rzeczy chodzi

    Przede wszystkim będę się martwił o to, że mogę na takiego idiotę trafić jako klient.

    Bessemsu, to by Ci wystarczył certyfikat jakości, od którego mienia wcale nie zależałoby prawo do prowadzenia działalności. I to oczywiście nie to samo, co w przypadku tym, jak wchodzisz do ruchu.

    Ale ja nie chcę mamczyć i tatusić. Po prostu raduje mnie takie spojrzenie: o, przy okazji uratujemy kogoś od strzału w stopę.

    Do mnie trzeba prosto.

    Ale tylko wtedy, gdybym chciał coś udowadniać. Mnie zadowala, że sobie powiem, że mnie takie spojrzenie w zupełności nawilża.

    No dobsz, ale ja stwierdziłem, że Ciebie może nawilżać i spoko, ale chciałem sprawdzić, dlaczego i czy na pewno dlatego, dlaczego myślę i wciąż mam wątpliwości. No i chciałem podkreśli, że mnie to raczej uwiera, bo jakże.

  26. @Eli

    Więc traktuję zezwolenie na działalność gospodarczą (która dla głupich korwinistów jest barierą) jako taki wstępny wymóg.

    Wybacz, ale jest różnica między barierą dla oznakowania towaru jakośtam, a barierą w rozpoczęciu działalności w ogóle.

  27. @Wybacz, ale jest różnica między barierą dla oznakowania towaru jakośtam, a barierą w rozpoczęciu działalności w ogóle.

    To taka bariera, jak egzamin z umiejętności czytania.

  28. @Jasiu
    „od którego mienia wcale nie zależałoby prawo do prowadzenia działalności”

    Na litośćboskom, ale przecież prawo do prowadzenia działalności ma każdy, kto tego prawa nie jest pozbawiony. Cała rzecz to re-je-stra-cja. Rozumisz, nadanie NIP-u, REGONU i uzyskanie wpisu do ewidencji działalności gospodarczej. To naprawdę nie jest żadne halo.

  29. @Eli

    Na litośćboskom, ale przecież prawo do prowadzenia działalności ma każdy, kto tego prawa nie jest pozbawiony. Cała rzecz to re-je-stra-cja. Rozumisz, nadanie NIP-u, REGONU i uzyskanie wpisu do ewidencji działalności gospodarczej. To naprawdę nie jest żadne halo.

    A mnie to interesuje? Przecież ja nie uprawiam tu uprowienia, tylko stwierdzam, że jest różnica między tymatamty, a nie, że to lub tamto jest – tyż żeś zasugerowałeś byłeś, że jest.

    Rozmawiasz z filozofem o rzeczywistości? Co mnie rzeczywistość obchodzi? Ja kompletnie zlewam, czy jest jakaś bariera, czy nie ma jej, napisałeś – dobrze, że jest, to ja powiedziałem nichuja (znaczy, ekhm, veto). Pf. Pffffffffffffffffffffffffffffffffffffffff.

  30. @Jasiu

    Jasiu, nieszczęście Ty moje, jak ja mam Ci wytłumaczyć, że to nie bariera i że bariera u korwinistów i ja co najwyżej lekko racjonalizuję im tę barierę, że to może kogoś tam przed strzałem w stopę i że mnie się taki świat podoba. Ale wciąż, owszem, nie ma bariery, bo nie ma problemu braku dostępności prowadzenia działalności gospodarczej. Ba! Przecież od biedy zawsze można prowadzić działalność gospodarczą nielegalnie. Nikt przecież nikomu nie zabrania zrobienia rzeczy nielegalnej, amirajt?

  31. @eLI

    Nikt przecież nikomu nie zabrania zrobienia rzeczy nielegalnej, amirajt?

    Na tej zasadzie w zasadzie problemu nie ma zasadniczo z niczym.

    Co do reszty: napisałeś, że to fajnie, że jest. Gorzej dla mnie już tego nie mogłeś ująć, no chyba, że brzmiałoby to tak: jest zakaz x i dobrze, że jest, bo jest zakazem. Libertarianinem tez jestem. I anarchistą. :*

    Tak, wiem, nie ma bariery. Ale żeś napisał, ŻE JAK FAJNIE, ŻE JEST, LUDZIE SE DUPY NIE STRZASKAJO, CHOĆBY CHCIELI i mi oderwało od ludzie rodzą równi się z prawem do wolności, poszukiwania szczęścia i darmowej pizzy.

  32. @Jasiu
    Jaki tartak?

    Ale żeś napisał, ŻE JAK FAJNIE, ŻE JEST, LUDZIE SE DUPY NIE STRZASKAJO, CHOĆBY CHCIELI i mi oderwało od ludzie rodzą równi się z prawem do wolności, poszukiwania szczęścia i darmowej pizzy.

    No przecież sobie strzaskają. Tylko jeśli ktoś jest za głupi na zarejestrowanie działalności (i faktycznie nie jest w stanie przejść tego kroku), to jest to coś, co go chroni przed na 100% se strzaskaniem tyłka.

    Ludzie się nie rodzą równi. Ludzie się rodzą nierówni. W’ogle koncepcja prawa do jest głupia. Człowiek ma co najwyżej prawo od.

  33. @Eli

    No przecież sobie strzaskają. Tylko jeśli ktoś jest za głupi na zarejestrowanie działalności (i faktycznie nie jest w stanie przejść tego kroku), to jest to coś, co go chroni przed na 100% se strzaskaniem tyłka.

    No i właśnie mi to przeszkadza. Znaczy, nie to, że chroni, tylko, że Tobie się to podoba. Normalnie. A Ty mi zacząłeś, że wcale nie, że to nie tak, że nienienie.

    Ludzie się nie rodzą równi. Ludzie się rodzą nierówni. W’ogle koncepcja prawa do jest głupia. Człowiek ma co najwyżej prawo od.

    Dobra, a prawo do swobody działalności gospodarczej (wiem, to nie bariera, po prostu wreszcie spełzliśmy z rzeczywistości na moją działkę, dobrze?) nie jest prawem wolności od wpierdalania się kogoś w coś? Ewentualnie, żeby słaby troll nie był za słaby – jedyny sensowny sposób rozróżnienia praw do od praw od jest kryterium działania lub zaniechania – prawa od wymagają zaniechania, do – działania, od kogoś. Ale co za różnica, tak patrząc na czyjeś zyski i straty, czy ktoś działa czy nie działa?

  34. @Jasiu
    „Dobra, a prawo do swobody działalności gospodarczej”

    Nie. Prawo do działalności gospodarczej a prawo do swobody działalności gospodarczej a prawo do swobodnej działalności gospodarczej to będą różne rzeczy.

    „a prawo do swobody działalności gospodarczej nie jest prawem wolności od wpierdalania się kogoś w coś?”

    Broń borze! W’ogle trzeba zacząć od tego, że w swobodzie gospodarowania chodzi jednak o gospodarowanie, a więc o Działalność ta polega na porównywaniu korzyści oraz kosztów i jest połączona z wyborem najlepszej dostępnej możliwości. – sama konieczność bycia racjonalnym wymaga, żeby wpierdalanie się w cokolwiek stało wbrew idei gospodarowania.

    „jedyny sensowny sposób rozróżnienia praw do od praw od jest kryterium działania lub zaniechania – prawa od wymagają zaniechania, do – działania, od kogoś”

    No to wyobraź sobie działania zmierzające do zaniechania działania.

  35. @Eli

    No to wyobraź sobie działania zmierzające do zaniechania działania.

    Nie na temat. Eli, Ty ciągle kombinujesz z rozmyciem granic – no tak, granice zawsze są rozmyte. Ale są.

    Broń borze! W’ogle trzeba zacząć od tego, że w swobodzie gospodarowania chodzi jednak o gospodarowanie, a więc o Działalność ta polega na porównywaniu korzyści oraz kosztów i jest połączona z wyborem najlepszej dostępnej możliwości. – sama konieczność bycia racjonalnym wymaga, żeby wpierdalanie się w cokolwiek stało wbrew idei gospodarowania.

    Ale to się zgadzasz, czy nie, czy trzecia bramka?

    Co do tej swobody cośtamcośtam prawa czy jakoś tak, chodziło mi o wewogle możliwość podjęcia działania bez łachy niczyjej. Twierdzę, że to jest też prawo od.

  36. @A tak BTW to chyba żyjesz w Matriksie, zajmując się bezrobotnymi inteligentami zamiast

    zajmować się lewicą, której nagle się przypomniało? Generalnie: prawdziwi artyści dostarczają; niech sobie to wreszcie wezmą głęboko do swoich po-lewej-stronie serduszek.

  37. Hej dziewczyny. Mam tę przewagę, że nie czytałem całej dyskusji, więc łatwo mi dorzucić jakieś korwinistyczne trzy grosze.

    Życzę nam i wam, żeby w Polsce też dało się po prostu zacząć „działalności gospodarczej” poprzez zaczęcie działalności gospodarczej. I żeby na wszystkie rejestracje i inne mecyje były trzy miesiące po rozpoczęciu tej działalności.

    I żeby formalności można było załatwić w jeden dzień, albo nawet w dwie godziny przez internet. I żeby nie było żadnego ZUSu, KRUSu, NIPu i REGONu. I żeby ekwiwalent ZUSu był niski i płatny wyłącznie od realnego zarobku. I żeby Urząd Skarbowy wysyłał wam miłe ulotki, objaśniające jak co wypełnić. I żebyście mogli działać a nie zeznawać.

    Są kraje gdzie tak jest. Srsly. A ten kto twierdzi inaczej, jest trollem i stoi po stronie ZOMO – za co ja go bardzo lubię, ale niekoniecznie biorę na poważnie.

  38. @”Tylko jeśli ktoś jest za głupi na zarejestrowanie działalności”

    Ale skąd pomysł, że za głupi i w ogóle, że mu się to nie uda. Głupiemu też się uda. Tylko pochuj załatwiać tygodniami coś, co można by zrobić w dwa dni.

    @”W’ogle koncepcja prawa do jest głupia.”

    Odpierdol się od lewicy.

  39. Co prawda temat już wygasł, ale dorzucę słowo: trudność/łatwość zarejestrowania działalności nie chroni przed niczym, bo to jest pikuś w porównaniu z problemami, jakie się pojawiają już w toku prowadzenia DG (pomijam zakładanie działalności, na którą trzeba mieć specjalne pozwolenie, koncesję albo gdy wymagane jest np. sporządzenie raportu oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko – to już nie jest pikuś). Zarejestrowałeś DG, nie zaliczyłeś żadnego testu. Sprawdzianem są dopiero przepisy o rachunkowości lub podatku dochodowym, usiane bezlikiem pułapek, a nie każdego stać na biuro rachunkowe. Przykład: http://bubleprawne.gazeta.pl/Bubleprawne/1,87549,5411296,Koszty_remontu_firmowego_auta_bez_AC_nie_sa_kosztami.html
    Ciekawe, ile osób fiz. prowadzących DG ma świadomość, że warto mieć AC?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s