Urok zerości

Gdybym miał wskazać kawałek, który überoddaje moje wrażenia z początku XXI wieku – bezakurwapelacyjnie:

Absolutne każde CGI (i filtry) jakie pojawia się na tym teledysku jest dziś do wyrenderowania na najprostszym netbooku, w czasie rzeczywistym.

W 1999 roku nie było to takie proste. Najbardziej wycmokana wersja PowerMac G4 z tamtego okresu (kosztująca w biedawersji z procesorem 450 MHz 3.5 k $) robiła ledwo 353 punkty geekbencha.

Jasne, mieliśmy już wtedy akceleratory 3D i dyski twarde po 20 GB, ale obróbka materiału wideo w przyzwoitej rozdzielczości (gdzie tam do dzisiejszej RED Epic 617 z rozdzielczością 28000 x 9334, czy nawet zwykłego HDTV), z elementami 3D była wciąż jątrzącą się raną. Ale,

zawsze wiedziałem

Było to jeszcze przed internetem, więc pewnie w 1995-1996. Jeździłem z moimi ziomami na rowerach w pobliżu cmentarza poległych radzieckich żołnierzy, niedaleko miejsca, w którym stała pierwsza komora gazowa i opowiadałem im o przyszłości komputerów. Opowiadałem im, że będzie można nałożyć jakiekolwiek włosy na obrys twarzy- w trybie rzeczywistym. I, co nietrudno sprawdzić – byle kamerka internetowa ma dziś takie opcje.

Geekizm

Nie był geekizm mikkizmem. Sam zachwyt nad technologią był dostatecznie dużym źródłem podniety. Dziś brzmi to nieprawdopodobnie, ale w roku 1994 połączenie dwóch komputerów samodzielnie zrobionym kablem (thx. to śp. Tomek Musialik, niegooglalny, zmarł przed internetem, na białaczkę) RS-232 i przesłanie czegokolwiek było arcyfantastycznym przeżyciem. Potem oczywiście napieprzaliśmy w DOOM II.

Wracając do

Wracając do teledysku – jest w nim spokój i mnóstwo przestrzeni, tak charakterystyczne dla czasu dotcomowego bąbla. Czasu kiedy, przynajmniej mnie i moim ziomom, wydawało się, że w relacjach internetowych znikają wszelkie bariery klasowe, społeczne, płciowe, seksualne, kulturowe. Zupełnie na serio, od jakiegoś 1997 roku – kupiliśmy bajkę o cyberprzestrzeni, która znosi różnice, i w tej bajce się wychowywaliśmy.

Trochę jest mi żal mojej młodej i jej ziomali – nie zostało im nic do odkrycia (oprócz oczywistych spisków, tak łatwych do zdemaskowania dzięki waldkom1984 i prawdom2); ich świat jest już dostatecznie zagospodarowany przez fejsbuka, nasze-klasy, mikroblogi, last.fm-y.

Kiedy zakładałem pierwszego blogaska (mam go do dziś!) w 2003 roku – robiłem to jako „drogi pamiętniczku”. Dziś blogasek ma inne cele. Co, oczywiście, nie jest złe. Tak naprawdę jest fantastyczne – moje i moich ziomów marzenia o nieskrępowanej wymianie myśli stały się rzeczywistością. Że nie jest ta wymiana myśli taka, jaką sobie wyobrażaliśmy? Przetestowaliśmy gdzie indziej, że życie jest wredne i nie mamy pretensji.

Szkoda, favorite

Trochę mi żal tych wszystkich dzisiejszych dzieciaków – będą musieli sobie wyszukiwać niszowe nisze do odkrywania rzeczy nieznanych. Ale z drugiej strony: za chwilę przyjdą dzieciaki, które będą odkrywały świat o którym w moich rowerowych wycieczkach wokół obozu koncentracyjnego nam się nie śniło. Trochę im zazdroszczę. Mam nadzieję, że będą się tak cieszyć swoją ziemią obiecaną jak ja się cieszyłem. I że – dzięki jakiejś nagłej nowości – będą mieli takie same fajne kawałki do potańczenia jak i ja miałem.

Reklamy

2 myśli na temat “Urok zerości

  1. No, to sie poczułem dinozaurem :) Moje wejście w nowy piękny świat wyznaczała Paranomia, a geekizm godził się z myśla, że trzeba będzie czekać choćby i tydzień na koniec renderingu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s