Zez rozbieżny

KoLiber to licealiści, studenci i przedsiębiorcy – młode pokolenie, któremu bliskie są wartości takie jak: ochrona własności, rządy prawa, wolność gospodarcza, odpowiedzialność za własny los oraz silne i bezpieczne państwo.

Połączyliśmy siły, by przygotować się do pełnienia funkcji publicznych w państwie poczynając od samorządów terytorialnych, a na najwyższych urzędach Rzeczpospolitej Polskiej – w niedalekiej przyszłości – kończąc.

Współrządząc weźmiemy na siebie odpowiedzialność za losy Polski, i dążyć jednocześnie będziemy do urzeczywistnienia wyznawanych przez nas wartości.

Warszawa, 13 maja 2000 roku

Jako mały skwaszeniec (co w’ogle jest powodem, dla którego nadciąga notka pt. dlaczego mój następny laptop będzie pecetem z Windows) po przeczytaniu takiego stanowiska zrobię tylko hihi, hihi.

Załóżmy, że przez chwilę mogę być poważny, poukładany i zaradny. Zdeterminowany i konkretny. Celowy. Produktywny. Że będę wykorzystywał sytuacje. Że będę korzystał z kontaktów, że nie będę miał oporów przed ładowaniem ludzi w dyskomfort, że w końcu – będzie mnie stać na zupełnie niegrzeczną presję. Dodajmy, że będzie za mną stał jakiś pieniądz. I to taki bliżej kapitału niż zasobu.

I teraz jechane: co mnie licealiści, studenci i przedsiębiorcy mają obchodzić? Serio, serio: co ci ludzie mają w głowach? Że ktoś, kto korzysta z przywileju posiadania możliwości ucieczki z każdego upierdolonego interesu będzie miał skrupuły? Że będzie ich traktował na równych zasadach tylko dlatego, że będziemy funkcjonować na wspólnym, wolnym, konkurencyjnym, nieuregulowanym rynku? Że jak, że swoją gołodupną innowacyjnością – serio, widział ktoś z was innowacyjność bez grosza w kieszeni – przekonają konsumentów do przerzucenia się na ich usługi i produkty? Że będą w stanie wytrzymać konkurencję z kimś, kto ma otwartą linię kredytową tak grubą, że ich cały biznes nie będzie tyle warty w ciągu najbliższych 20 lat? Na co liczą wolnorynkowi licealiści? Na co liczą wolnorynkowi studenci? To bym jeszcze mógł sobie wytłumaczyć, ale – na litość boską – na co liczą przedsiębiorcy zrzeszeni wokół kolibrystycznych kółek wzajemnego habilitowania docenta?!

Jedynym elementem korwinizmu jaki udało mi się zaliczyć w młodości, to wiara, że wszystko zależy ode mnie – co z kolei, po moich doświadczeniach z prowadzeniem działalności gospodarczej skłania mnie do smutnego wniosku, że jednak trzeba raczej niegrzecznie i za twarz (albo raczej po prostu byłem zbyt młody i überniedoświadczony). Dziś oczywiście bardzo dobrze wiem, jak należało uniknąć tamtych problemów. I kosztów. Pointa jest prosta: jak nie masz za sobą kogoś, kto dorzuci hajs do pieca, to nie ma opcji, by kiwnąć palcem w bucie. Stąd autentycznie żal mi korwinoidalnej i kolibrystycznej młodzieży: za ich wyobrażeniami, czym powinien być wolny rynek nie stoi żadna rzeczywistość.

Jeden krok w przód i dwa kroki w tył

ochrona własności

Nie trzeba kończyć liceum, by rozumieć, że ochrona własności kosztuje. Oczywiście, można korzystać z usług firm windykacyjnych (z tego miejsca chciałbym serdecznie pozdrowić, szkoda że nie pamiętam jak się nazywali, biedaspółkę windykacyjną, która jeszcze dwa miesiące po momencie w którym poinformowali o spłacie zadłużenia przysyłała mi anonimowe listy z prośbą o kontakt). Ale to bardzo proste ujęcie ochrony własności: przecież chodzi o takie rzeczy jak pewność i bezpieczeństwo umów, jak pewność przepływu środków. Oczywiście świetnie sobie wyobrażam świat, w którym te wszystkie rzeczy gwarantowane są przez prywatne firmy. I podejrzewam, że w tym już głowa ludzi, dla których pracuję, że chcieliby użreć jakiś kawałek tego tortu. Poważnie mówiąc: kogo byłoby stać na prywatną ochronę własności?

rządy prawa

Jak rozumiem, kolibrystom wydaje się, że dzisiejsze rządy nie są rządami prawa, bo żrą z zaradnych i przedsiębiorczych zbyt dużo hajsu. O’rly? Biedadziewiętnaście. Procent. Cit. Może niezbyt proste, ale dosyć (dostatecznie, widzę przecież) spójne prawo podatkowe. Bo wiecie: jak słyszę rządy prawa to mniej obchodzi mnie jakie to prawo jest, bardziej obchodzi mnie, czy jest przestrzegane jak należy. Skończyły się już czasy (widzę przecież, wiem, słyszę), w których urzędnik skarbówki miał pełną władzę. To oni dziś dzwonią, proszą o kontakt, o dokumenty, o spotkania.

wolność gospodarcza

Rozwala mnie to na cyce. Na czym miałaby polegać wolność gospodarowania, która byłaby bardziej wolnościowa, niż wolność, która gwarantowana jest przez ustawę o wolności działalności gospodarczej. Na prostszych procedurach rejestracji działalności gospodarczej? Hihi, hihi.

odpowiedzialność za własny los

Kiedy słyszę, że należy brać los we własne ręce i działać na własny rachunek to wszystko we mnie krzyczy: okurwości, ile to będzie kosztować! I jakie ryzyko, w razie się sprawa rypnie. Odpowiedzialność za własny los to zdolność do współpracy. Do współodpowiedzialności, do dzielenia ryzyka. To zdolność do rozkładania ewentualnych strat w taki sposób, aby były jak najmniej uciążliwe. Wiadomo, lewacka zasada solidarności.

silne i bezpieczne państwo

Zaraz, zaraz. Czy ja tu widzę rozbieżnego zeza? Lewym okiem na państwo, a prawym do własnej kieszeni. No jak państwo ma być silne i bezpieczne, to musi mieć skądś hajs. I mechanizmy kontroli. I możliwości działania. I wpływ na kształtowanie rynku, wpływ na zasady współpracy pomiędzy podmiotami gospodarczymi. Bo jak inaczej ma stanowić bezpieczeństwo? I w czym ma się przejawiać jego siła? W reprezentowaniu interesów dzikich, nieuregulowanych kapitałów na międzynarodowych rynkach? No ale wiemy, że pieniądz wtedy jest coś warty, kiedy można go wymienić. Na co można by wymienić pieniądz dzikiego kraju, w którym nikt nie odważy się inwestować, bo brak jest pewności, co do relacji pomiędzy podmiotami gospodarczymi? Brak jest pewności co do interpretacji zasad podatkowych (nawet jeśli te miałyby być minimalne)? Proponuję zerknąć na zasady (i koszty!) rejestrowania i prowadzenia spółek w krajach, które przez kolibrystów uznawane są za raje podatkowe. Wiadomo, kogo stać: kapitał. I to bieda-kapitał. Póki co nie słyszałem, żeby Buffet albo Jobs przenieśli swoje pieniądze i interesy na Kajmany. Albo choćby Orlen. Czy jedna z -nastu spółek PKP.

Rewolucja korpotariatu

Kiedy słyszę nawoływania by młodym, zdolnym, importowanym do dużych miast dać szansę, by nie ograniczać ich kreatywności: słyszę tylko „będziemy kłamać, że to dla ich dobra, bo bardzo nam się to opłaca”. Pokażcie mi jakiś mały startup, który ma szansę zaczepić się w jakiejś wolnej strefie ekonomicznej. Pokażcie mi tych wszystkich młodych ludzi, którzy stracili swoją szansę na prowadzenie sensownego biznesu, bo zeżarłyby ich koncesje i pozwolenia. Pokażcie mi poszkodowanych przez system. A pokażę wam, gdzie zabrakło im zasobów finansowych. Albo kapitału.

Advertisements

22 thoughts on “Zez rozbieżny

  1. studentką pracującą dla startupu marzącego o byciu przytulonym przez kapitał będąc, znajduję, iż twoje pisanie budzi radość w sercu mym.

    jeśli kiedyś zawitasz do wro, stawiam dowolną substancję psychoaktywną (legalną, bom boidupa ;)).

  2. > „serio, widział ktoś z was innowacyjność bez grosza w kieszeni”

    objection!

    możesz sobie takich innowacyjności rozkręconych przez gołodupców z pomysłem poszukać, zapewne używając wyszukiwarki stworzonej przez dwóch takowych, na komputerze lub telefonie firmy założonej przez dwóch innych startujących z tej samej pozycji. potem możesz podać linki na portalu społecznościowym, rozkręconym przez jednego studenta-gołodupca (twofer!).
    mam pisać dalej?

    znaczy, nie kręci mnie amerykański model rozkręcania startupów („zapierdalamy 16h na dobę, 7 dni w tygodniu, bez pomysłu biznesowego — może ktoś nas wykupi”), ale nie można zaprzeczać, że kilku z nich się udało.

    oczywiście ironią losu akurat tym, którzy nie startowali z takim dupnym założeniem (marzyć o byciu wykupionym i z tego cały model biznesowy, japierdole), tylko rozpoczęli produkt na zasadzie eksperymentu naukowego (google), socjalnego (facebook) czy po prostu garażowej firemki robiącej z dostępnych każdemu na rynku elementów komputery (apple) czy druarki (hp).

    to jest właściwie największe cudo internetu, że można być innowacyjnym bez grosza w kieszeni na rozkręcenie. oczywiście wciąż są potrzebne pomysł, ciężka praca oraz dobra realizacja, ale nie ma twardych wymagań finansowych obecnych w innych dziedzinach (materiały, maszyny itd.). z jedynych twardych wymagań pod internetowy startup to hosting pod serwis kosztuje kilka $ miesięcznie.

  3. Tomash, nie powielaj głupich memów, tylko poczytaj coś o tym z jakich rodzin wywodzą się William Henry Gates III et consortes oraz za ile kasy rozkręcili swój biznes.

  4. @tomash
    „zapewne używając wyszukiwarki stworzonej przez dwóch takowych, na komputerze lub telefonie firmy założonej przez dwóch innych startujących z tej samej pozycji”

    No właśnie nie wydaje mi się, żeby oni byli gołodupcami w sensie korwinistycznego gołodupca.

  5. @Barts
    Akurat William Henry jest idealnym przykładem do czego prowadzi nadmierna wolność gospodarcza – facet miał kasę, a mimo to na uczelnianym kompie wyprodukował (nie płacąc za time-share jak pamiętam) z kumplem którego zrobił w bambuko soft, który sprzedał jakiś czas *wcześniej*…
    Ot, nigeryjski model biznesu…
    Plus moralność Kalego – skoro Pan W Czarnym Golfie zajumał pomysł Xeroxowi, to ja też mogę i każdy może. Ale każdy kto uruchomi mój BASIC bez licencji to p* złodziej i do kamieniołomów go.

  6. Bo też i one przypominają tych kolesi z piwa, co to nonstopkolor opowiadają jakie to ostatnio dupencje mieli „że-o-ho-ho” [czyli w internetach].
    Chłopcy są wirtualnymi kapitalistami, może czasem pstrykną partyjkę w Monopol i tyle.

  7. Dobrze, z Twojego postu wiemy już, że nie masz pomysłu jak być przydatny dla reszty społeczeństwa. Nie ma się co denerwować, nie wszyscy zaraz muszą być przedsiębiorcami, potrzebujemy sporą rzeszę robotników którym się powie co mają robić.
    Tylko nie bardzo rozumiem na jakiej podstawie twierdzisz, że urzędnik będzie lepiej wiedział w którym kierunku rozwijać biznes niż osoba ryzykująca własnymi pieniędzmi? Jeszcze za Stalinizmu to może się i przykładali ci urzędnicy bo zawsze jakby coś spartolili było widmo łagrów ale dziś? Nawet więzienie im nie grozi.
    Dziś to jest radosna twórczość. Nam potrzeba coś bardziej konkretnego bo długi już mamy takie, że bez hiperinflacji ich nie spłacimy.

  8. @Chmielewski

    będzie krótko, bo nie mam przy sobie niczego z fizyczną klawiaturą:
    skąd taka dramatyczna potrzeba widzenia w moim tekście rzeczy, których tam nie ma?

  9. Bo uważam, że jednak tam są.
    Ukrywane, być może nie do końca uświadomione ale taka jest właśnie moja diagnoza po Twoim tekście. Możesz się nie zgodzić, wykazać w czym się mylę, coś udowodnić albo po prostu powiedzieć, że jestem brzydki i głupi.
    Wybór należy do Ciebie.
    PS. pozostaje jeszcze kwestia Twoich intencji tym się w ogóle nie zajmowałem, i nie mam pewności czy warto.

  10. @chmielewski
    „Bo uważam, że jednak tam są.”

    To jest podobnie jak z ludźmi, którzy uważają, że wykorzystujemy tylko 10% potencjału mózgu.

    „Ukrywane”

    Jeszcze zerknij se do kodu strony, to zobaczysz, że tło to tak naprawdę animowany gif z przekazem podprogowym.

    „być może nie do końca uświadomione”

    Mój Ty psychologu.

    „ale taka jest właśnie moja diagnoza po Twoim tekście”

    Co jest oczywiście waszym, prawicowo-korwinoidalno-wolnorynkowym problemem tak w’ogle.

    „wykazać w czym się mylę”

    Koszty transformacji.

    „Pozostaje jeszcze kwestia Twoich intencji tym się w ogóle nie zajmowałem”

    Moje intencje są bardzo proste: lulzy.

  11. @Tomash

    „The first funding for Google as a company was secured on August 1998 in the form of a $100,000USD contribution from Andy Bechtolsheim, co-founder of Sun Microsystems, given to a corporation which did not yet exist.[27]

    On June 7, 1999, a round of equity funding totalling $25 million was announced;[28] the major investors being rival venture capital firms Kleiner Perkins Caufield & Byers and Sequoia Capital.[27]”

    http://en.wikipedia.org/wiki/History_of_Google

  12. Dopiero teraz przeczytałem, ale dorzucę się ze swoim: 100% racji, panie redaktorze.
    Że ze wszystkich korwinoidów mnie ten koliber też jakoś najbardziej wkurwia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s