Kłamstwo socjalne (1)

Siedzicie na tej samej ławce, co kłamcy oświęcimscy. Powtarzane przez was bzdury można zweryfikować podczas jednej wycieczki do biblioteki. Ale to wam nie przeszkadza łazić po internetsach i łgać, łgać, łgać, w żywe oczy, nawet wtedy, kiedy wytknie się wam błąd, niewiedzę i zwyczajne nieuctwo.

Szczęśliwie – my lewacy mamy dostęp do broni. Zamierzam z tego skorzystać. Jestem w miejscu, w którym znajduje się wielki, czerwony guzik. Za oknem grają cyganie, w sercu mam żar, w oku błysk i coś we mnie krzyczy “nuke it from orbit”. Zasłużyliście, chuje.

Mam nadzieję, że za każdym razem, kiedy wstukacie na klawiaturach swoich Compali słowo “socjal”, pojawi się wam przed oczami to, czym za chwilę oberwiecie w ryj.

Jeszcze jedno zastrzeżenie: kapitalizm jest od kapitału. Podobno najlepszym jest wiedza, prawda? No więc tym właśnie się różnimy. Ja się jej nie boję: was zmiecie z powierzchni ziemi. A teraz popatrzcie w niebo i przygotujcie się na powiew neutronowej bryzy.

Miłe złego początki

Bum. Szybko. Jesteście teraz w ateistycznym, zlewaczczonym niebie. Nim jednak przejdziecie przez bramę: musicie pokumać kilka rzeczy.

Zaczniemy od idei, która jest wam kompletnie obca: godność człowieka. Wiecie, to, co ustalono ponad wszelką wątpliwość, że każdemu należy się jak psu zupa. Wasze prawo do smętnego pierdolenia i rozsiewania kłamstw i bzdur też wynika z tej koncepcji. W innych okolicznościach można by wam po prostu strzelić w łeb. Niestety.
Jeśli nie kumacie i wyobrażacie sobie, że człowiek może się wyzbyć godności – zbuduję wam poprawną analogię (to to, z czym też macie gigantyczny problem): autorskie prawa osobowe. Niezbywalne. Godność ludzka. Niezbywalna. Jeśli napisałeś jakiś tekst, narysowałeś obrazek, zrobiłeś zdjęcie (to fajnie, że masz lustrzankę, ale fotograf z ciebie chujowy) – nie ma opcji, żebyś w jakiś magiczny sposób przestał być jego autorem. Jeśli się urodziłeś – masz przyrodzoną godność. Zrozumiałe?

Stacja II, korwinista upada pod koncepcją subsydiarności

Oddajmy głos Wojciechowi Maciejko: »Umożliwienie osobom i rodzinom korzystania ze świadczeń pomocy społecznej (…) nie jest obowiązkiem bezwarunkowym. Właściwe w sprawach pomocy społecznej organy władzy publicznej nie mogą odczytywać nakazu “umożliwienia” jako mechanizmu otwierającego drogę do zaspokajania życiowych potrzeb każdemu, komu nieprzychylne okoliczności życiowe stanęły na przeszkodzie w ich zaspokojeniu. Od osoby zainteresowanej uzyskaniem pomocy społecznej wymaga się czynienia starań o należyty byt własny i najbliższych. Dopiero jeżeli te rozsądne starania nie przynoszą związanych z nimi skutków z racji nieprzewidywalnych lub trudnych do przewidzenia zdarzeń, organy władzy publicznej mają obowiązek “umożliwić” przetrwanie w czasie, w którym te niekorzystne okoliczności osiągają swoje ekstremum.« – str. 22, Instytucje Pomocy Społecznej, Lexis Nexis.

W imię zasady wyczerpania obiektywnych samopomocowych środków zaradczych, skurwysynu

Posłuchajcie jeszcze chwilę Wojciecha Maciejko – wy nigdy nie osiągniecie jego poziomu kumania systemu pomocy społecznej. A teraz wprowadzi wam rozróżnienie, od którego oko wam zbieleje:
»Aktualna definicja pomocy społecznej jest kształtowana przez zasadę subsydiarności oraz przez dozwolenie na kooperację właściwych w sprawach pomocy społecznej organów władzy publicznej z organizacjami i związkami prywatnoprawnymi, a także z osobami, które można nazwać podmiotami zorganizowanego społeczeństwa. Tak szerokie otwarcie instytucjonalne systemu pomocy społeczne potwierdza tendencję prawodawczą odzwierciedloną w tytule ustawy o pomocy społecznej. Przedmiotem normowania tego aktu jest bowiem “pomoc społeczna”, która w pewnym sensie przeciwstawia się systemowi opieki społecznej. Przedmiotem regulacji u.o.p. (ustawy o opiece społecznej – przyp. mój) była “opieka społeczna”, stanowiąca instytucję zakładającą bezwzględność (bezwarunkowość) niesionego wsparcia publicznego, a także kompleksowość tego wsparcia.« – str. 37, Instytucje Pomocy Społecznej, Lexis Nexis; tu na chwilę przerwę i zadam wam pytanie: czy pisząc “socjal” mieliście na myśli opiekę społeczną czy pomoc społeczną. Potraficie już rozróżnić? Pewnie nie, pozwolę więc jeszcze Wojtkowi nakłaść wam pod dekiel: »W przypadku, gdy rolą państwa jest zapewnienie opieki społecznej, organy ponoszą odpowiedzialność za byt obywatela; są rozliczane ze standardu jego życia. Skoro się nim opiekują, to od organów państwa zależy sytuacja socjalna podopiecznych państwa. Z natury opiekun jest obarczony odpowiedzialnością za sytuację podopiecznego. (…) Pojęcie “opieka” z natury uchyla dopuszczalność badania winy osoby poddanej opiece w doprowadzeniu do własnego niedostatku.« – str. 37-38, Instytucje Pomocy Społecznej, Lexis Nexis.

Im więcej literek – tym wasze smętne pieprzenie o socjalu wygląda durniej i durniej, prawda? No to jeszcze łyknijcie to: »Ustawodawca, decydując się na kształt systemu pomocy społecznej kosztem rezygnacji z systemu opieki społecznej, traktuje obywatela jako świadomego interesanta, jako partnera znającego podstawowe mechanizmy demokratycznego państwa prawnego. Zakłada, że obywatel jest świadomy, iż rolą państwa jest prowadzenie polityki społecznej ukierunkowanej na zwalczanie zarówno przyczyn, jak i skutków zjawisk społecznych prowadzących do patologii socjalnych.« str. 38-39, Wojciech Maciejko, Instytucje Pomocy Społecznej, Lexis Nexis.

Teraz czas na oświecenie, po którym nic w waszych smutnych życiach nie będzie takie samo: »Po pierwsze, system pomocy społecznej zakłada udzielanie publicznego wsparcia tylko w tych przypadkach, w których nieszczęśliwe zrządzenie losu, nieprzewidywalne zmiany społeczne, bądź zbieg niepomyślnych przypadków wykraczają poza granice zwykłej ludzkiej przewidywalności. Państwo oraz jednostki samorządu terytorialnego wspomagają swoich obywateli (mieszkańców) tylko wówczas, gdy stosowne postępowanie przed odpowiednią władzą publiczną, przy zachowaniu wymaganych gwarancji praworządności, wykaże, iż w sytuacji, w jakiej znalazł się zainteresowany pomocą społeczną, realnie nie mógł on – jak każdy inny postawiony na jego miejscu – własnym staraniem i własną zapobiegliwością przeciwstawić się wyzwaniom niesionym przez życie. Udzielanie pomocy społecznej jest uprawnione tylko wówczas, gdy kumulacja wydarzeń, jakie mogą spotkać człowieka, wykracza poza normalne możliwości korzystania z własnych środków zaradczych.« str. 39, Wojciech Maciejko, Instytucje Pomocy Społecznej, Lexis Nexis.

Wspomnę jeszcze tylko krótko o zasadzie urzędowej adekwatności pomocy społecznej. Jej następstwem jest nakaz powściągliwości w wydatkowaniu przez organy pomocy społecznej środków publicznych ponad poziom nieodzowny, konieczny do zażegnania trudnej sytuacji życiowej zainteresowanego.

I co z tego

Ach, no tak, słyszę, jak marudzicie, że to tylko taka lewacka propaganda, a rzeczywistość jest zupełnie inna, wszyscy żrą ten socjal, leniwe ciule, co to nie chce im się robić, uczyć, i w’ogle mają wszystko w dupie.

Przywitamy się teraz z moim serdecznym ziomem, profesorem Abrahamem Maslowem (widzę, jak kręcicie nosem, że przecież żyd, i to jeszcze z Ukrainy!):

Skoro wiecie już, jakie są idee systemu pomocy społecznej, to teraz czas na ćwiczenia praktyczne. Melina. Obleśny współdzielony kibel. Brak bieżącej wody. Chłód, głód, strach. Jest brzydko, smutno, nic nie da się zrobić; dookoła rozpad. Po nocach krzyki, bójki, odgłosy libacji. Posiniaczone kobiety, interwencje policji, smród. O ile jeszcze spojrzymy z naszej perspektywy – ludzi czystych, z pachnącymi ubraniami, drobnymi w portfelu i wypłatą na koncie – perspektywy ludzi z jakiejś klasy średniej: wygląda na to, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby iść do pracy, poodkładać pieniądze, wynająć gdzieś z kimś mieszkanie i starać się składać życie w jakąś przyjemną całość. Tyle, że to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością tego świata. Wyobraź sobie, że nie jesteś nauczony, nigdy nie obserwowałeś, że myć się należy codziennie. Śmierdzisz więc. Ludzie to czują. Widzisz, że coś jest nie tak, ale nie bardzo możesz połapać, o co im chodzi; kupno dezodorantu – to jest poważny wydatek. Dodatkowo: prawdopodobnie od dziecka jesteś głodny. Zasypiasz i budzisz się z myślą, żeby coś zjeść. Głód to zły stan zdrowia, zły stan zdrowia to kolejne problemy.

Wiesz w jakim miejscu piramidy jesteśmy? Brawo! Na samym dole: niezrealizowane potrzeby fizjologiczne. Nieprzyjazne środowisko. Jeśli jesteś w takim świecie, jeśli urodziłeś się w takim miejscu, jedyne co możesz zrobić, to pokiwać palcem w bucie.

Jednak żeby trafić do waszych dekli zbuduję wam kolejną analogię (również poprawną, dwie pod rząd, a nie można im nic zarzucić; też kiedyś spróbujcie): to jak z prędkościami kosmicznymi – przebywanie na orbicie nie wymaga jakiś znaczących wydatków energetycznych. Natomiast by się na niej znaleźć – trzeba ich od pyty. Podobnie jest z ludźmi, którzy są klientami pomocy społecznej: aby znaleźć się w naszym świecie, w którym możemy sobie bez większego wysiłku przebywać – muszą zdobyć się na ogromny wysiłek. Podobny wysiłek, który my musielibyśmy zrobić, żeby stać się klasą wyższą. Cóż nam stoi na przeszkodzie, żeby zostać milionerami (i nie, nie są to podatki, w końcu wielu ludziom się to udaje!)? Właśnie: musielibyśmy zdobyć się na niewyobrażalny dla nas wysiłek oraz mieć mnóstwo szczęścia.

Ten przykład, nawet bez patologii w rodzaju alkoholizmu obrazuje tylko jeden z elementów problemu. Inny przykład to bezradność. Nie tylko ta wyuczona (serio, jeśli wychowujesz się w rodzinie, w której cokolwiek jest problemem, to możesz przyjąć dwie postawy: albo kompletną bierność, albo być tym zaradnym dzieciakiem, co to go wszyscy chwalą; a chwalą, bo bardzo stara się, żeby ukryć prawdziwy obraz swojego domu – domu w którym niczego się nie nauczył, i podstawowe rzeczy, takie jak wspomniane już codzienne mycie się będą stanowiły problem), ale i bezradność spowodowana przez choroby, kalectwo i przede wszystkim przez niedostatki umysłowe. Wiem, że wam, korwinistom, trudno zrozumieć, że nie wszyscy są tacy jak wy, ale chodzi po ziemi mnóstwo ludzi, którzy z różnych względów nie są w stanie kumać rzeczywistości na tyle, żeby radzić sobie z codzienną pracą, wykonywaniem swoich obowiązków. I ktoś w tym musi im pomóc. Wiemy dlaczego musi? Brawo! Bo godność. Bo nie chcemy, żeby ci ludzie mieszkali pod mostem; wystarczy im trochę pomóc, dopłacić do mieszkania, pomóc w zakupach i już jakoś mogą kulać swoje życie do przodu. W ten sposób można znacząco poprawić jakość ich życia. Trzeba być złamanym chujem, żeby im takiej pomocy odmawiać.

W następnej notce: dlaczego korwiniści kłamią, że pomoc i opieka społeczna to wymysł naszych czasów.

Advertisements

127 thoughts on “Kłamstwo socjalne (1)

  1. I ktoś w tym musi im pomóc. Wiemy dlaczego musi? Brawo! Bo godność. Bo nie chcemy, żeby ci ludzie mieszkali pod mostem; wystarczy im trochę pomóc, dopłacić do mieszkania, pomóc w zakupach i już jakoś mogą kulać swoje życie do przodu. W ten sposób można znacząco poprawić jakość ich życia. Trzeba być złamanym chujem, żeby im takiej pomocy odmawiać.

    Eli, ale true korwinista jest wyznawcą społecznego pseudodarwinizmu: skoro ktoś nie jest w stanie żyć jak człowiek, niech lepiej zdechnie. Dlaczego społeczeństwo – wróć – JA mam ponosić koszty utrzymania niepożytecznego stwora, który potrafi tylko śmierdzieć i okradać stragany? Godność? Że co? Utracił ją bezpowrotnie ten, którego locum jest pod mostem. Nie było pytania.
    True korwinista stoi w miejscu, w którym stało SS, jedyna różnica polega na obiekcie nienawiści. Dla true SS powodem całego zła na świecie byli żydzi. Dla true korwinisty powodem całego zła jest cała ludzkość – jest nie taka, jaką w swym niewątpliwie genialnym umyśle wymodelował Geniusz. Niedoskonała, upośledzona, oszukana. True korwinista is a New Kind of Overman, dziwi tylko trochę że wszyscy znani mi osobiście true korwiniści regularnie zaliczają epickie wtopy finansowe, porażki pożycia małżeńskiego i w ogóle, materia stawia opór duchowi.
    PS. jedź dalej, to jest #pięknoidobro

  2. Walisz w strawmana; true korwinizm to nie „nie należy pomagać, niech zdychają” tylko „nie powinien pomagać aparat państwowy”. Albo nie jestem trukorwinistą i życiowa porażka jeszcze przede mną. Ale widowiskowo leci słoma: #popcorn i czekam na część II.

  3. @eli
    „. ….chodzi po ziemi mnóstwo ludzi, którzy z różnych względów nie są w stanie kumać rzeczywistości na tyle, żeby radzić sobie z codzienną pracą, wykonywaniem swoich obowiązków. ”

    Śledziłem pewien nabór do urzędu. Fragment rzeczywistości:
    „W odpowiedzi na ogłoszenie o naborze kandydatów na ww. wolne stanowisko urzędnicze wpłynęło 66 ofert, w tym 3 po terminie. Wymogów formalnych nie spełniły 24 oferty”

    Czyli ponad 35% nie potrafiło załączyć klauzuli o”przetwarzaniu danych osobowych” i załączyć podpisanego oświadczenia ( o niekaralności i obywatelstwie), wzór był linkowany w BIPie wraz z ogłoszeniem.

  4. @yzek

    Jeśli nie państwo to kto? W świecie Zwariowanego Wujka Janusza, to w ogóle ma jakieś znaczenie

    @eli

    Składam pokłon. Znakomita notka.

  5. I jeszcze jedno:

    Pracuje od kilku lat z klientami pomocy społecznej i krwią zaświadczę, że jest właśnie tak, jak opisuje to Eli. Jeżeli prześledzić historię rodzinną większości tych, którymi zajmują się GOPS, MOPSy, PCPRy czy inne MOPRy to znaleźć można całe pokolenia w morzu bezradności.

    Niestety to nie do końca jest tak (a przynajmniej nie zawsze), że ta pomoc im jest potrzebna w minimalnym zakresie. Czasem jest tak, że to jest długa i ciężka praca nad zmianą postaw, żeby ci ludzie zobaczyli, że można, że mają zasoby, umiejętności i kompetencje i mogą nauczyć się je dostrzegać i z nich korzystać.

    Tylko czy korwinista, w człowieku stojącym w kolejce po zasiłek w wysokości 250 złotych, dostrzeże cokolwiek wartościowego?

    Przy okazji pojawił mi się w głowie pomysł, na wyjaśnienie tego, jak to się dzieje, że większość fanów Zwariowanego Wujka Janusza opuszcza go w okolicach osiągania samodzielności ekonomicznej i emocjonalnej. Bo widzą, że życie, to jednak często, nie bułka z masłem.

  6. „piszę o systemie pomocy społecznej”

    Czekam, aż do tego dojdziesz: niezmiernie ciekawym jakie aprioryczne stwierdzenia chcesz przemycić pod grubą warstwą czarnych barw, którymi sprawnie odmalowałeś tego arcykorwinistę bez serca i pojęcia o godności ludzkiej, już o rozróżnieniach między opieką i pomocą nie wspominając (szacun, normalnie drania bym powiesił)

  7. @yzek
    Przecież nie bez serca i pojęcia o godności ludzkiej, tylko kolesia, który żyje w świecie wyobrażeń: mylnych założeń o tym, jak wygląda rzeczywistość klientów pomocy społecznej. Nie zakładam złej woli tam, gdzie dostatecznym wytłumaczeniem jest głupota i utrudniony dostęp do biblioteki.

  8. @yzek:

    normalnie drania bym powiesił

    Najpierw: durnia. Drania – potem, za to nieuchronnie, bo gdy dureń bierze się za sprawy wykraczające poza jego własny mały interesik (np. urządzanie świata innym), staje się draniem, łazi po internecie na ten przykład i „łże, łże, łże, w żywe oczy”. I nabiera innych durniów-gimnazjalistów.

  9. W pewnym sensie jestem dumny z posiadania na fejsie kolegów korwinistów, których, hm, nieprzesadna i ekspresywna umysłowość ^^J stała się katalizatorem powstania tej notki.

  10. Bardzo ładna notka, gratsy! Cieszę się bardzo, że Ci wiosna przyszła.
    A co do korwinistów – na szczęście to zwykle mija z wiekiem, albo przynajmniej znacznie się osłabia (the more you know..). Oczywiście, można zmutować z JKM-pacana w PiS-pacana, ale co zrobić, co zrobić.

  11. Średnio fortunny początek pierwszego komcia, ale: (1) mieszasz dwa tematy, i/albo (2) wykluczasz i paternalizujesz.

    (1) Dwa tematy: (a) ludzie, którzy mają najgorzej, (b) ludzie, którzy mają źle.
    Konieczności wsparcia (1a) nikt nie kwestionuje (korwinista nie istnieje; nie wierzę, że ktoś odmawia rent niepełnosprawnym itp.). Maciejko daje ujęcie ogólne, zostawiając luz na dookreślenie „normalności”, „nieprzewidywalności”, „niepomyślności” poprzez zrelatywizowanie do całości. Ty dookreślasz to w taki sposób (złe warunki mieszkaniowe, głód, alkoholizm, choroby), że wpada tu większość Polaków, bo życie w tym kraju generalnie nie spełnia standardów. (Wyborcza znów niedawno odgrzewała temat niedożywienia dzieci, ubóstwa młodych itd., nowość: duży odsetek zatrudnionych wśród korzystających z opieki społecznej; szukać danych?).
    Być może tego nie wiesz, bo („Wiem, że wam, korwinistom, trudno zrozumieć, że nie wszyscy są tacy jak wy”) jest Ci trudno zrozumieć, że nie wszyscy są tacy jak Ty, „ale chodzi po ziemi mnóstwo ludzi, którzy z różnych względów nie są w stanie kumać rzeczywistości na tyle, żeby radzić sobie z codzienną pracą, wykonywaniem swoich obowiązków” – mnóstwo ludzi, w tym korwiniści; widzicie, a nie wierzycie (RobertP: „ponad 35% nie potrafiło załączyć klauzuli”, vauban: „znani mi osobiście true korwiniści regularnie zaliczają epickie wtopy finansowe, porażki pożycia małżeńskiego i w ogóle”).
    Twoi modelowi odbiorcy pomocy, „ci ludzie”, którym „wystarczy trochę pomóc, dopłacić do mieszkania, pomóc w zakupach i już jakoś mogą kulać swoje życie do przodu”) to pewnie gdzieś czwarty decyl od góry. Tym z niższych trzeba zbudować mieszkania i zrobić zakupy.

    W polskich warunkach albo zakwalifikuje się to, czym chcesz wzruszyć korwinistę jako (1b) (czyli tylko: mieć źle w granicach normy nieobjętej Maciejką), albo okaże się, że grupa (1a) to większość i tej większości „ktoś musi pomóc”, „bo godność”.

    (2) Odezwy („Wiemy dlaczego musi? Brawo! Bo godność. Bo nie chcemy”) o pomoc dla dolnej większości kierujesz albo do (a) lepiej ustawionej mniejszości, albo do (b) wszystkich.

    Jeśli chcesz tym obciążać (2a), czyli siebie i swojego sąsiada, to czemu adresujesz to do korwinisty – są wśród Was jacyś? To korwiniści nagle nie są pozbawionymi perspektyw gimnazjalistami z Polski B?
    Paternalizm, bo „ci ludzie” (po prostu ubożsi od Ciebie), zasługują według Ciebie na pomoc finansową, ale nie na przynależność do domyślnej wspólnoty zwanej „my”. Na pewno wierzysz, że godność jest niezbywalna?

    A jeśli nikogo (2b) nie wykluczasz (i niechcący odpodmiotawiasz innych „nie chcemy, żeby ci ludzie mieszkali pod mostem; wystarczy im trochę pomóc”), to („Trzeba być złamanym chujem, żeby im takiej pomocy odmawiać”) czemu uważasz za chuja oszczędnego ubogiego – „oni” też nie chcą z sąsiadami mieszkać pod mostem, ale niekoniecznie uważają za dobry pomysł dopłacanie do siebie nawzajem za pośrednictwem strony trzeciej? (Miejsce na korwinistyczne argumenty o stratach na wymuszonym pośrednictwie).

    W świetle Twojej notki korwinizm wydaje się sympatyczny.

  12. Jedno teoretyzowanie zwalczasz drugim. Miałeś kiedyś w praktyce do czynienia z ludźmi, o których jest ta notka? Mieszkałeś z nimi, obserwowałeś ich życie, byli twoimi kolegami, gadałeś z nimi? Wiesz, nie wszystko można dostrzec z foteliku w bibliotece.

  13. @eli

    A że za oknem grają cyganie małą literą, a nie Romowie, to taka licencja poetika? Bo jak na lewaka, to niezbyt ładnie.

  14. @chybaty

    A teraz powiemy Wam jak się powinniście zachowywać i co pisać, żebyście spełniali nasze oczekiwania co do bycia lewakiem (w domyśle przebrzydłym)

  15. @chybaty
    „A że za oknem grają cyganie”

    No w sensie, że tacy gypsy; jak to się mówi w tym bolandzkim języku, żeby oddać to, co się kryje za tym słowem?

    @dr Kinbote
    „Jedno teoretyzowanie zwalczasz drugim.”

    No bo ta notka powstała jako wkurw na pierdololo, z którym korwiniści chodzą po internetach: piszą socjal, nie rozróżniają opieki społecznej od pomocy społecznej, i całej reszty rzeczy o których w następnych notkach.

    „Wiesz, nie wszystko można dostrzec z foteliku w bibliotece.”

    Doskonale o tym wiem. I to nie fotelik, tylko krzesło od którego drętwieje mi tyłek. Ale i tak jest fajnie.

    „Mieszkałeś z nimi, obserwowałeś ich życie, byli twoimi kolegami, gadałeś z nimi?”

    Mieszkałem przez płot, chodziłem do szkół, z niektórymi do dziś przecież się spotykam. No i – smutne lata 90 – sam mam doświadczenia z biedą finansową. Nie są to takie doświadczenia jak Sophersa – to on pracuje z takimi ludźmi.

  16. @ dr Charles Kinbote
    Tak- obserwowałam życie takich ludzi, gadałam z nimi, byli moimi kumplami. Odwiedzałam ich również w domach. Mieliśmy wtedy wszyscy około 16-17 lat i wiesz co, doszłam do wniosku, że gdybym znalazła się w takiej sytuacji życiowej jak oni, zupełnie nie wiedziałabym, od której strony zacząć, żeby to jakoś ogarnąć. Symulacja ich życia dokonana przez Gospodarza była naprawdę bardzo trafna i pierdolę, czy wziął ją z obserwacji uczestniczącej, książek czy zwykłej ludzkiej empatii.

  17. @random
    „W świetle Twojej notki korwinizm wydaje się sympatyczny.”

    W jaki sposób?

    „1) Dwa tematy: (a) ludzie, którzy mają najgorzej, (b) ludzie, którzy mają źle.”

    Ojej, relatywne ujęcie biedy, doprawdy nowość w naukach społecznych.

    „Ty dookreślasz to w taki sposób (złe warunki mieszkaniowe, głód, alkoholizm, choroby), że wpada tu większość Polaków, bo życie w tym kraju generalnie nie spełnia standardów.”

    No to witamy w rzeczywistości. Jest jednak tak, że większość ludzi, pomimo tego, że ich życie nie spełnia standardów „jakoś” sobie radzi. Pomoc społeczna, wychodząc z założeń, które wspominam w notce – przeznaczona jest dla tych, którzy sobie nie radzą.

    Poza tym – dookreślenie, które poczyniłem jest tylko obrazowe i z pewnością nie ma być „całkowite”. Kto tak naprawdę zastanawia się nad tym, że np. człowiek wychowany w domu dziecka może mieć trudność ze zrozumieniem takiej zależności, że herbatę, żeby była słodka, trzeba posłodzić cukrem?

    „Tym z niższych trzeba zbudować mieszkania i zrobić zakupy.”

    No więc trzeba to robić; ale o tym, jak to robić, jak się z takimi ludźmi pracuje, jak zmienia się ich postawy i próbuje włączyć w społeczeństwo pewnie może opowiedzieć więcej Sophers. Ja jestem tylko małym żuczkiem, którego wkurwia, jak jeden z drugim średnioklasośredniowy mądrala pierdoli, że wszyscy tak chętnie na ten socjal, bo są leniwi, a tak dostaną pieniądze i im się fajnie i przyjemnie żyje. I stąd notka.

    „albo okaże się, że grupa (1a) to większość i tej większości „ktoś musi pomóc”, „bo godność””

    Nie. I m.in. o tym jest ta notka.

    „to czemu adresujesz to do korwinisty”

    Bo głupio kłamią o „socjalu”, nie wiedząc, jaką jest ideą.

    „To korwiniści nagle nie są pozbawionymi perspektyw gimnazjalistami z Polski B?”

    A nie zdarzyło Ci się nigdy, że u jakiejś ciotki na imieninach ktoś nagle zaczyna ssać brudnego palucha i pieprzyć trzy po trzy o pomocy społecznej? Takich ludzi jest, zdaje się – dowód anegdotyczny, cała masa.

    „Paternalizm, bo „ci ludzie” (po prostu ubożsi od Ciebie), zasługują według Ciebie na pomoc finansową, ale nie na przynależność do domyślnej wspólnoty zwanej „my”.”

    Bo to nie jesteśmy „my”. Kiedy ja zasypiam głodny – to robię to dlatego, że nie chciało mi się ruszyć tyłka do sklepu. Kiedy wychodzę z domu i marznę to dlatego, że założyłem złe ciuchy, a nie dlatego, że nie mam nic ciepłego. To nie jesteśmy my, codzienne problemy tych ludzi są zupełnie inne; ich model życia, spędzania wolnego czasu, kapitał kulturowy, cokolwiek – wszystko inaczej. I to nie jest paternalizm, to jest po prostu przyzwoitość, żeby ich zauważać, szanować, myśleć o nich i starać się cokolwiek dla nich zrobić. Choćby np. przez przekonanie jednego korwinisty, że to są ludzie.

    „czemu uważasz za chuja oszczędnego ubogiego – „oni” też nie chcą z sąsiadami mieszkać pod mostem, ale niekoniecznie uważają za dobry pomysł dopłacanie do siebie nawzajem za pośrednictwem strony trzeciej”

    Bo może oszczędny ubogi w’ogle nie powinien płacić podatków, nie powinno występować dopłacanie jednych ubogich do drugich.

  18. Notka spoko, łojenie buców jest zawsze godne pochwały.

    Widzę dwa drobniejsze kłopoty:

    a) Z punktu widzenia psych. behawioralnej, Maslow był trochę podgryzany, choćby przez Zimbardo. Ale takie niuanse to już ponad rozumek gimbusów, nie ma sensu hejt-potencjału rozmieniać na drobne.
    b) Kłopot z socjalem polega nie tylko na pomaganiu ludziom poniżej minimum. Kłopot stanowi również kategoryzacja wykluczenia, bo sporej części wykluczonych nie jesteśmy w stanie trwale pomóc.

    Pytanie brzmi czy powinniśmy (jako podatnicy i współobywatele)
    a) Umożliwiać egzystencję trwale wykluczonym, bo szansę na trwałą zmianę sytuacji jest niewielka.
    b) Raczej pomagać szerszej grupie lżejszych przypadków, gdzie skuteczność pomocy jest większa.

    Niestety środków na wszystko nie wystarcza, więc trzeba wybierać.

    @ Random
    Przecież istnieje cały system klasyfikacji problemów rodzinnych, pracownicy socjalni też potrafią odróżniać osoby pomagalne od niepomagalnych.

    Modelowo byłoby, gdyby transfery socjalne szły z klasy wyższej i średniej w dół. Klasy niższe powinny być beneficjentami. Problem (jak wskazywali Trystero i Eli) polega na tym, że klasom niższym brakuje kompetencji do korzystania z pomocy, więc transfery nie zawsze trafiają do adresata.

    Co do selekcji na poziomie osobistym: przecież po to są rozmaite warsztaty NGO, lokalne imprezy w domach kultury itp., aby zwiększyć kapitał kulturowy LC do poziomu LMC.

    Jedną z najfajniejszych rzeczy w UE są programy edukacyjne skierowane do dzieciaków zagrożonych wykluczeniem – zabawa fizyką lub łamigłówkami w wakacje lub ferie sprawia, że dzieciaki mniej odstają od rówieśników i mają szansę na ciut lepszą przyszłość. I właśnie przy okazji rozmaitych festiwali nauki, imprez NGO czy programów unijnych MC ma szansę zobaczyć, że LC nie zawsze gryzie.

    @Charles Kinbote
    Tak, miałem. Współpracowałem z MOPSem gdyńskim i łódzkim. Żona pracuje w NGOsie, jako mediator / pomoc psychologiczna.

  19. @ Eli

    Pytałem, czy miałeś bezpośrednio do czynienia, bo to jest istotne, czy wiesz i widziałeś jak w praktyce działa system opieki społecznej. Ja ponad 30 lat mieszkałem z ludźmi z twojej notki w jednej kamienicy, na jednej ulicy, drzwi w drzwi, w jednym z najgorszych miejsc w Łodzi. Drzwi obok miałem taka oto sytuację. Matka i 3 synów, 10, 14, 16 lat. Bez pracy, bez związku małżeńskiego, wiec oficjalnie jako matka samotnie wychowująca, choć z ojcem ostatniego z nich przemieszkiwała i to intensywnie. I każda kasę – czy to z opieki, czy z banku alimentacyjnego – w pierwszej kolejności wydawała na siebie. Tipsy, komórka, fajki. Co zostało – a zostawało niewiele – szło na dzieci, które biegały po sąsiadach i prosiły o jajko, czy trochę mąki, żeby sobie zrobić chociaż naleśnika. Jakie zatem proponujesz filtry, metody, systemy, które uniemożliwią rodzicom przepierdzielanie kasy, jaką otrzymują na swoje dzieci?

    „Od osoby zainteresowanej uzyskaniem pomocy społecznej wymaga się czynienia starań o należyty byt własny i najbliższych. Dopiero jeżeli te rozsądne starania […]”

    Dookreśl, co oznaczają w praktyce „rozsądne starania”? Mój kolega pracował 4 miesiące w pobliskiej odlewni, rzucił pracę, pierdoli, za ciężko, gorąco, brudno. To było grubo ponad 10 lat temu. Od tej pory nie poszedł do pracy i jej nie szuka. Ma 2 dzieci, za które płaci bank alimentacyjny. Różni ludzie – jego ojciec, znajomi – próbowali go namówić do pracy, oferowali mu jakieś możliwości zarobku (fakt, że większość na czarno) typu budowlanka, ryneczek, remonty, ale nie – zawsze w odpowiedzi było, eee, nie, chyba nie dam rady, albo pójście na 1 dzień i ucieczka jeszcze przed jego końcem.

    Generalnie – jakie proponujesz narzędzia, które w praktyce będą pracowały tak wydajnie jak ładnie i sensownie wyglądają postulaty Wojciecha Maciejko? Jak wyliczysz „adekwatność pomocy społecznej”? Jak zorganizujesz i z udziałem jakich ekspertów, którzy będą oceniali jakie dane „stosowne postępowanie przed odpowiednią władzą publiczną, przy zachowaniu wymaganych gwarancji praworządności, wykaże, iż w sytuacji, w jakiej znalazł się zainteresowany pomocą społeczną, realnie nie mógł on – jak każdy inny postawiony na jego miejscu – własnym staraniem i własną zapobiegliwością przeciwstawić się wyzwaniom niesionym przez życie.

    Jak odróżnisz matkę samotnie wychowującą dzieci, która jest w potrzebie i potrzebuje wsparcia od pani, która celowo nie zawiera ślubu, żeby móc się takim statusem wykazać, i ukrywa fakt, że ojciec dzieci przebywa u niej w mieszkaniu incognito i że oboje trwonią pieniądze przeznaczone na zapewnienie choćby minimum dzieciom i korzystają z mieszkania socjalnego, które też było przeznaczone z myślą o spokojnym dzieciństwie i miejscu do nauki dla dzieci? Na mojej ulicy takie związki były normą – dzieci jako myk, na który można dostać kasę i mieszkanie. Mieszkanie socjalne przemienione w imprezownię, kasa przeputywana na komórkę i alko.

    Czemu nie piszesz o tym, że najniższe warstwy w dużych miastach są zainfekowane mentalem z kryminału? Jakoś nikt o tym nie wspomina, a ja to widziałem u siebie na każdym kroku. Autorytetem jest wujek, co siedział 10 lat, trzeba tępić konfidentów i praca jest dobra dla frajerów. Dzieciaki nasiąkają filozofią, że po co chodzić do pracy, wstawać co rano i być sumiennym, skoro różne dobra można przejąć od gościa, którego się stuknie w parku.

    @ Redezi

    Ale to trochę nie tak. Pytałem czy Eli wie, co się dzieje w nieciekawych miejscach, kiedy taki pracownik MOPS-u jak ty skończy wizytę i wróci do siebie. Jako pracownik MOPS-u/mediator/pomoc psychologiczna zawsze jesteś skazany na interpretację tego, co ta druga strona ci powie, pokaże i jakim opatrzy komentarzem. Ale to nie zawsze oznacza pełnej zgodności ze stanem faktycznym.

    @ Wiedźma

    Symulacja dokonana przez Gospodarza jest ekstremalna. Moim zdaniem, aż nazbyt. Brak bieżącej wody? Ten kawałek rzeczywistości, który zasymulował Eli wygląda jak wyjęty z „Ziemi obiecanej” albo z „Lalki” i wędrówki Wokulskiego przez Nalewki. Tam gdzie mieszkałem nie było ładnie, schludnie i nowocześnie, ale no wybacz, na winklach czy w bramach nie stały dziewczynki z zapałkami, ale o wiele częściej grupki obrotnych ziomków, którzy „orientowali się” i „dawali sobie radę”.

  20. @ Charles Kinbote

    1. Narzędzia (na szybko, bo nie jestem specem od konkretnych metod):
    – Asystent rodzinny, mający wpływ na dystrybucję pomocy. Solidnie opłacany i mający wsparcie policji i NGO. Taki „pracownik socjalny” pierwszego kontaktu, który będzie kierował do specjalistycznych terapeutów, poradni itp. Żadne procedury, ani formalizmy nie zastąpią dobrego urzędnika pracującego lokalnie.

    – Standaryzacja dokumentów (to co proponowane jest w nowej umowie o pomocy socjalnej), aby asystent rodzinny miał dostęp do odpowiednich danych. W ten sposób zyska pełniejsze spojrzenie na sprawę. Inaczej wygląda decydowanie o zasiłku, gdy się wie, że na dany adres w zeszłym tygodniu przyjechała policja.

    – Łatwiejsze procedury adopcyjne, aby zluzować instytucje opiekuńcze.

    2. Konkretne miejsca: Łódź, okolice ul Żeglarskiej. Woda dostarczana pompą, piece opalane węglem.
    Łódź, okolice ul. Limanowskiego. Brak kanalizacji w mieszkaniach, toalety dostępne na klatkę lub na bramę.
    Łódź, okolice Piotrkowskiej (w części deptakowej). W niektórych bramach duch Nalewek ciągle żywy.

    Stan, w którym ojcowie i bracia robią jakieś dile na lewo to zupełny luz. W Łodzi, w okolicy ulicy Gdańskiej (vis-a-vis Andel’s) jest dużo gorzej. Faceci pijani leżą w bramach, tylko kobiety próbują coś zarobić na rynku Bałucki.

  21. @ Redezi

    Nie no, węgiel w Łodzi to norma. Sam go nosiłem do siebie w zimę 2009/2010. Nikt nie będzie prowadził centralnego do kamienic na przedmieściach, które maja po 100 i więcej lat. Fakt, że zdarzają się miejsca, w których wodę czerpie się ze studzienki na ulicy, ale to są wyjątki. Toalety są przenoszone, chyba jakaś dyrektywa unijna, bo bardzo się spieszą, z podwórek do kamienic. Twoje propozycje są ciekawe i zapewne słuszne – ale jak się mają, czy będa miały, do polskiej rzeczywistości urzędniczej i finansowej?

  22. @Karolek
    Dzieciaki nasiąkają filozofią, że po co chodzić do pracy, wstawać co rano i być sumiennym, skoro różne dobra można przejąć od gościa, którego się stuknie w parku.

    Czyli co z tym mitycznym socjalem, skoro – jak sam twierdzisz – żyją ze stukania? Takie samo pierdolenie, jakbyś narzekał na socjal w XIV wieku, bo potem w lesie czaił się zbój Madej i czesał kupców.

    @Eli
    Bardzo dobry tekst, ale po co ta za ppr. godność? Nie ma tam godność, nie istnieje nic takiego. Bo jeśli istnieje, to niby co to i co z tego czegoś wynika?

  23. „Brak bieżącej wody? Ten kawałek rzeczywistości, który zasymulował Eli wygląda jak wyjęty z „Ziemi obiecanej” albo z „Lalki” i wędrówki Wokulskiego przez Nalewki.”

    Litości. Węgiel, brak bieżącej wody, brak ciepłej wody, brak kanalizy, wspólny kibel na piętro, brak kibla wcale. Codzienność.

  24. ” Nikt nie będzie prowadził centralnego do kamienic na przedmieściach, które maja po 100 i więcej lat. ”

    Ani gazu. Ani do prądu nie dopłaci. Po co, niech se hołota biega z wiadrami.

  25. @ dr Charles Kinbote
    Może sytuacja w Łodzi wygląda lepiej- ja pochodzę z małego miasteczka (ok 30 tys. mieszkańców), a ludzie, o których pisałam, dojeżdżali do szkoły z pobliskich wiosek. Mieszkali w slumsach, bo inaczej się tego nie da nazwać, bez bieżącej wody, kanalizacji, z wychodkiem na podwórku.
    A taki typ życia, jaki twoim zdaniem pochodzi z dziewiętnastowiecznej literatury, był udziałem mojego Dziadka jeszcze w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Też ciężko mi w to uwierzyć, ale takie są fakty.
    I gdzie ja napisałam, że moi znajomi to był typ Janka Muzykanta, czy innej Sierotki Marysi? To były twarde, wyszczekane punczory, które wypracowały sobie wprawdzie strategie przetrwania z dnia na dzień, ale wykazywały przerażającą bezradność, jeśli chodzi o jakieś sensowne plany na przyszłość, które mogłyby pchnąć ich życie na jakiś lepszy poziom. I to miałam na myśli, mówiąc że nie potrafiłabym takiego życia ogarnąć. Naprawdę chciałam im coś po przyjacielsku doradzić, ale wtedy jako nastoletnia smarkula żywcem nie wiedziałam co.

  26. »W przypadku, gdy rolą państwa jest zapewnienie opieki społecznej, organy ponoszą odpowiedzialność za byt obywatela; są rozliczane ze standardu jego życia. Skoro się nim opiekują, to od organów państwa zależy sytuacja socjalna podopiecznych państwa. Z natury opiekun jest obarczony odpowiedzialnością za sytuację podopiecznego. (…) Pojęcie “opieka” z natury uchyla dopuszczalność badania winy osoby poddanej opiece w doprowadzeniu do własnego niedostatku.«

    No ale jakieś konkrety co do owego rozliczenia z czasów obowiązywania „opieki społecznej”? Podejrzewam, iż się pokapowali, że skoro i tak nie dają rady z opieką, to sobie teraz wpiszą pomoc.

  27. @Gammon
    „Bardzo dobry tekst, ale po co ta za ppr. godność?”

    Ideały Zjednoczonej Federacji Planet.

    „Nie ma tam godność, nie istnieje nic takiego.”

    Godność będzie wynikać z rozumnego i świadomego doświadczania cierpienia. I w’ogle paru koncepcji od Platona, Arystotelesa i kogoś tam jeszcze. Chcesz się z nimi kłócić – proszę bardzo.

    @galopujący major
    „No ale jakieś konkrety co do owego rozliczenia z czasów obowiązywania „opieki społecznej”? Podejrzewam, iż się pokapowali, że skoro i tak nie dają rady z opieką, to sobie teraz wpiszą pomoc.”

    Ale ta notka nie traktuje za bardzo o praktyce instytucji – wcześniej opieki – a teraz pomocy społecznej. Ta – jak wiadomo – jest dosyć trudna. I to nie tylko „nie da rady z opieką”, ale przede wszystkim chodzi o to, że samo finansowanie ludzi na granicy egzystencji w żaden sposób nie poprawia jakości życia.

  28. @Eli
    @Gammon
    od Platona, Arystotelesa i kogoś tam jeszcze

    Też mi autorytety.

    Chcesz się z nimi kłócić – proszę bardzo.

    Przecież robię to od lat.

  29. @dr Kinbote
    „Pytałem, czy miałeś bezpośrednio do czynienia, bo to jest istotne, czy wiesz i widziałeś jak w praktyce działa system opieki społecznej.”

    Widziałem, jak moi koledzy, zostawieni sami sobie, zamiast móc wchodzić w jakieś życie, uczyć się czegokolwiek byli skazani na łaskę swoich rodzin. Jak uciekali z domów, jak przychodzili brudni i posiniaczeni. Jak myślisz, czy w takich okolicznościach (gdzie dodatkowo policja olewała, bo nie było „niebieskiej karty”; olewali nauczyciele, bo przecież jesteś głupi i się nie uczysz, co to kogo obchodzi, że spałeś na klatce schodowej, bo w domu miałeś całonocną libację z mordobiciem) da się jakoś wychodzić z biedy? Można to zrobić przez edukację, oczywiście. Ale jak jesteś głodny, brudny i niewyspany, do tego przerażony, i jedyne o czym myślisz, to przetrwanie następnego dnia – to jak chcesz to osiągnąć? W’ogle to jest trochę tak, że nie bardzo jest szansa dla rodziców. Jest natomiast szansa dla dzieci. Stąd pomoc społeczna, kontrakty socjalne i wszystkie programy, które się robi.

    „I każda kasę – czy to z opieki, czy z banku alimentacyjnego – w pierwszej kolejności wydawała na siebie.”

    No bo to jest brak kontroli. To, jak urzędnicy systemu pomocy społecznej potrafią być olewczy to temat na zupełnie inną notkę. Teraz mamy kontrakty socjalne, których celem jest rozliczanie ludzi z tego, w jaki sposób wykorzystują przyznaną im pomoc.

    „Mój kolega pracował 4 miesiące w pobliskiej odlewni, rzucił pracę, pierdoli, za ciężko, gorąco, brudno. To było grubo ponad 10 lat temu. Od tej pory nie poszedł do pracy i jej nie szuka.”

    Są tacy ludzie, którym się nie pomoże. Ale są tam dzieci, którymi trzeba się zająć. Trudno w’ogle powiedzieć cokolwiek o kimś takim bez jakiejś diagnozy; to jest robota dla Sophersa, ja się na tym nie znam.

    „Czemu nie piszesz o tym, że najniższe warstwy w dużych miastach są zainfekowane mentalem z kryminału? Jakoś nikt o tym nie wspomina, a ja to widziałem u siebie na każdym kroku. Autorytetem jest wujek, co siedział 10 lat, trzeba tępić konfidentów i praca jest dobra dla frajerów. Dzieciaki nasiąkają filozofią, że po co chodzić do pracy, wstawać co rano i być sumiennym, skoro różne dobra można przejąć od gościa, którego się stuknie w parku.”

    Oczywiście, że są. To jest przecież gigantyczny problem, którym zajmuje się i profilaktyka społeczna i resocjalizacja i pomoc społeczna. M.in. to kolejny powód, dla którego przekazywanie dzieciom jakichkolwiek pozytywnych wzorców jest takie kurewsko trudne. Kryminalizacja biedy to w’ogle też jest temat na osobną notkę.

  30. @Gammon
    Taką mamy cywilizację. Możesz pokręcić głową i powiedzieć „nie zgadzam się”, ale żeby to zmienić, trzeba by było zaorać Europę i postawić ją od nowa.

    „Przecież robię to od lat.”

    Każdemu jego porno. Oczywiście i jeden i drugi są bardzo przejęci.

  31. słowa nowości brak, bo w sumie nie piszesz nic czego już swiadomi(/a) nie jesteśmy(/m)
    brak wyraźnego przesłania ( tak jakbyś pisał by po pisać o czymś o czym właśnie się sam dowiedziałeś i uznałeś za temat ważny i dobry do rozwinięcia/podzielenia się nim )
    strasznie dużo posiłkowania się ( chyba tylko wyjdzie na plus gdy ktoś chce naprawdę dowiedzieć się więcej i szuka punktu zaczepienia )
    dość mało profesjonalne przykłady przy wcześniej podjętym stylu ( bardzo „łopatologiczne” coś tam wyjaśniające )
    co do języka masz potencjał musisz jednak uważać ( w tym wypadku wygląda to tak jakbyś przygotowywał się do rozmowy z aspirującymi do wiedzy plastikami/pustakami a sam wkraczał na poziom belfra/profesury )

  32. @Eli
    Taką mamy cywilizację.

    Może kiedyś obgadamy to pozasieciowo?

    Oczywiście i jeden i drugi są bardzo przejęci.

    Przecież aż umarli z wrażenia. A w ogóle to nie Platon z Arystotelesem tylko Kant i Pico della Mirandola.

  33. @Gammon
    „Może kiedyś obgadamy to pozasieciowo?”

    Z największą przyjemnością!

    „Przecież aż umarli z wrażenia. A w ogóle to nie Platon z Arystotelesem tylko Kant i Pico della Mirandola.”

    Jestem cioranistą, ja widzę świat w assemblerze.

  34. @eli – „Ale ta notka nie traktuje za bardzo o praktyce instytucji – wcześniej opieki – a teraz pomocy społecznej. Ta – jak wiadomo – jest dosyć trudna. I to nie tylko „nie da rady z opieką”, ale przede wszystkim chodzi o to, że samo finansowanie ludzi na granicy egzystencji w żaden sposób nie poprawia jakości życia.”

    Ok, ja nie mam nic do notki, bo się zgadzam. Tylko teoria, że przy opiece społecznej „organy ponoszą odpowiedzialność za byt obywatela; są rozliczane ze standardu jego życia” uważam za błędną. Bo w Polsce nikt nie rozliczał organów i nie ponosiły one żadnej odpowiedzialności. Więc z punktu widzenia ewentualnej sankcji za brak opieki/pomocy nic się imho nie zmieniło. Zmieniło się natomiast samo podejście, co, jak zauważyłeś, trafia w korwinistyczne bredzenie o nany state.

  35. @galopujący major
    „Tylko teoria, że przy opiece społecznej „organy ponoszą odpowiedzialność za byt obywatela; są rozliczane ze standardu jego życia” uważam za błędną. Bo w Polsce nikt nie rozliczał organów i nie ponosiły one żadnej odpowiedzialności.”

    Hm, tu trzeba by do ustawy o u.o.p. albo poczytać jakieś opracowanie; nie znam się na tym, ale konstrukcja chyba była taka, że nie można odmówić pomocy finansowej człowiekowi, który ją po prostu przepije. #ssampaluch #doczytam i powiem.

  36. @Eli.Wurman

    „„W świetle Twojej notki korwinizm wydaje się sympatyczny.”

    W jaki sposób?”

    Nie posługuje się szantażem moralnym żeby uniemożliwić względnie ubogim zdefiniowanie własnego interesu w pełni, czyli również w opozycji do najuboższych. Ty krzyczysz ratuj tonącego chuju do kogoś, kto sam prawie tonie, ale się złapał jakiejś deski, podczas gdy Tobie nic nie zagraża.

    „większość ludzi, pomimo tego, że ich życie nie spełnia standardów „jakoś” sobie radzi.”

    Większość ludzi radzi sobie lepiej niż dolne 49%, ale to nie wyklucza bidy z nędzą.

    „Pomoc społeczna, wychodząc z założeń, które wspominam w notce – przeznaczona jest dla tych, którzy sobie nie radzą.”
    „„albo okaże się, że grupa (1a) to większość i tej większości „ktoś musi pomóc”, „bo godność””
    Nie. I m.in. o tym jest ta notka.”

    Znowu: jeśli „nie radzą sobie” zrelatywizowane do społeczeństwa znaczy „margines mający najgorzej”, to wymagasz, żeby średniacy im pomagali niezależnie od tego, jak bardzo źle mają sami – i stąd się biorą korwiniści. Jeśli „nie radzą sobie” miałoby znaczyć „mają źle poniżej akceptowalnych standardów”, to powitaj mnie w Polsce jak sam do niej zawitasz. Te dwie grupy nie są tożsame, cała masa ludzi ma bardzo źle, a nie „jakoś”.

    „Ja jestem tylko małym żuczkiem, którego wkurwia, jak jeden z drugim średnioklasośredniowy mądrala pierdoli”

    Ale czemu średnioklasowy? imho raczej dzieciak z patologicznym sąsiedztwem, rozgoryczony, że ma się zrzucać na alkohol sąsiada i zestresowany, że mu podatki uniemożliwią awans.

    „że wszyscy tak chętnie na ten socjal, bo są leniwi, a tak dostaną pieniądze i im się fajnie i przyjemnie żyje.”

    Zwalczasz korwinistę z lat 90.

    „A nie zdarzyło Ci się nigdy, że u jakiejś ciotki na imieninach ktoś nagle zaczyna ssać brudnego palucha i pieprzyć trzy po trzy o pomocy społecznej?”

    No właśnie nie, bo

    „przebywanie na orbicie nie wymaga jakiś znaczących wydatków energetycznych […] w naszym świecie, w którym możemy sobie bez większego wysiłku przebywać”

    korwinizm nie jest ofertą dla ludzi, którzy mają gwarancję stabilizacji, czy to wysoko (dzięki sukcesowi), czy to nisko (dzięki opiece społecznej), tylko dla ludzi, którzy walczą o awans do/niezdeklasowanie z „naszego”/Twojego świata.

    „Bo to nie jesteśmy „my”.”

    Trochę danych (spisuję od Majmurka):

    „dane GUS za 2009 rok: poniżej minimum socjalnego (dochody umożliwiające pełną partycypację w życiu społecznym, osiągane w pracy, który nie pochłania całkowicie, zostawiając czas jedynie na konieczny odpoczynek fizyczny) żyło 42,9% Polaków.”

    „15,3% Polaków doświadczało w 2009 roku ubóstwa absolutnego – czyli nie byli w stanie zaspokoić najbardziej podstawowych, biologicznych potrzeb.”

    „Spośród 1,1 miliona gospodarstw domowych (ponad 3 miliony osób), które w ostatnim roku otrzymały pomoc społeczną, 27% należało do osób pracujących. Według raportu CBOS z 2008 roku liczbę „pracujących ubogich” w Polsce można szacować na 2,1 miliona osób – 6,6% populacji.”

    „Prawie 6,5 miliona osób (17,1% populacji) zamieszkuje mieszkania substandardowe, a ponad jedna trzecia Polaków (35%) mieszka w złych lub bardzo złych warunkach.”

    Dla mnie takie liczby to nie jest margines, tylko „my”.

    „Kiedy ja zasypiam głodny – to robię to dlatego, że nie chciało mi się ruszyć tyłka do sklepu. Kiedy wychodzę z domu i marznę to dlatego, że założyłem złe ciuchy, a nie dlatego, że nie mam nic ciepłego. To nie jesteśmy my, codzienne problemy tych ludzi są zupełnie inne”

    Dla mnie to „my”; te codzienne problemy wczoraj miał sąsiad, jutro mogą być moje

    „ich model życia, spędzania wolnego czasu, kapitał kulturowy, cokolwiek – wszystko inaczej”

    a kapitał kulturowy nie znika od zubożenia. (I nie pojawia się automatycznie wraz z zapomogą).

    Jak jesteś taki pewny, że tak wiele Cię od „nich” dzieli, to albo nie wyglądasz przez okno, albo jesteś klasą wyższą.

    „może oszczędny ubogi w’ogle nie powinien płacić podatków, nie powinno występować dopłacanie jednych ubogich do drugich”

    No to przecież o to chodzi korwiniście. Żeby nie musiał dawać państwu na czyjś dżem kosztem zdejmowania go z własnego chleba (bo to są tego rzędu podatki). Zgaduję, że gdyby rzeczywiście na „socjal” (czymkolwiek on jest) miał się zrzucać Kulczyk z Krauzem, to korwinista by przyklasnął – czyli nie odmawia nikomu godności, tylko nie uważa za sensowną przymusowej zbiórki wśród ludzi w takiej jak on sytuacji. Czasem ujmuje się za milionerem, ale to retoryka, bo 1) chce zneutralizować spodziewany zarzut, że walczy tylko o własny interes, udając (może nawet przed sobą), że kieruje się sprawiedliwością i obchodzi go interes każdego, 2) jak na dzień dobry zewsząd słyszy ci ludzie i nie chcesz łożyć, jesteś chujem, to nie jest zbyt skory tłumaczyć, że jest tymi ludźmi na dorobku, woli fantazjować o Billu Gatesie.

    @Redezi

    Wiem, że są i się da, to na pewno do mnie? Problemy widzę gdzie indziej niż te rzekome braki kompetencji potrzebujących, ale nie chcę odbijać w bok dyskusji.

  37. @random
    „a kapitał kulturowy nie znika od zubożenia. (I nie pojawia się automatycznie wraz z zapomogą).”

    Tu jest o pomocy społecznej, nie profilaktyce społecznej.

    „Ty krzyczysz ratuj tonącego chuju do kogoś, kto sam prawie tonie, ale się złapał jakiejś deski, podczas gdy Tobie nic nie zagraża.”

    Nie. Do ludzi pazernych. Taki właśnie człowiek mnie sprowokował do powstania tej notki.

    „Ale czemu średnioklasowy?”

    Bo w takim świecie żyję.

    „Dla mnie takie liczby to nie jest margines, tylko „my”.”

    A dla mnie te liczby mówią coś znacznie ciekawszego. Ale ta notka nie jest o systemie podatkowym.

    „Jak jesteś taki pewny, że tak wiele Cię od „nich” dzieli, to albo nie wyglądasz przez okno, albo jesteś klasą wyższą.”

    Wystarczy przecież średnia-średnia. U mnie za oknem jest całkiem miły świat.

    „korwinizm nie jest ofertą dla ludzi, którzy mają gwarancję stabilizacji, czy to wysoko (dzięki sukcesowi), czy to nisko (dzięki opiece społecznej), tylko dla ludzi, którzy walczą o awans do/niezdeklasowanie z „naszego”/Twojego świata.”

    Nie wiem, to może sobie odpal swojego blogaska i zbadaj i opisz korwinizm, to wtedy będziemy mieli o czym rozmawiać.

    „tylko nie uważa za sensowną przymusowej zbiórki wśród ludzi w takiej jak on sytuacji”

    I to jest obrzydliwe na bardzo wielu poziomach.

    „że walczy tylko o własny interes”

    Przecież korwinista z założenia nie może walczyć o własny interes – nie posiada kapitału, więc może co najwyżej pokiwać palcem w bucie.

    „woli fantazjować o Billu Gatesie”

    Zanim znów wyskoczysz z takim argumentem – zgrokuj z jakiej rodziny pochodzi.

    „Te dwie grupy nie są tożsame, cała masa ludzi ma bardzo źle, a nie „jakoś”.”

    No więc w tej całej masie „bardzo źle” szukamy tych, którzy sobie z tym kompletnie nie radzą. Ale np. zamiast powtarzać te tezy mogłabyś jeszcze raz przeczytać notkę (która – przypomnę – na razie jest o koncepcji systemu pomocy społecznej, z dwoma przykładami obrazowymi, jacy ludzie są głównym obszarem zainteresowań, ze względu na to, że ich życie jest najbardziej problematyczne; co wiadomo z jakichś innych statystyk, które pewnie wrzucę, kiedy znów będę pisał o pomocy społecznej).

  38. OK, dla Ciebie korwinista to MMC i pazerność, dla mnie LC i na dorobku. Rozmowa donikąd.

    Tylko:
    Ty: „może oszczędny ubogi w’ogle nie powinien płacić podatków, nie powinno występować dopłacanie jednych ubogich do drugich”
    ja: „No to przecież o to chodzi korwiniście. Żeby nie musiał dawać państwu na czyjś dżem kosztem zdejmowania go z własnego chleba (bo to są tego rzędu podatki). […] tylko nie uważa za sensowną przymusowej zbiórki wśród ludzi w takiej jak on sytuacji.”
    Ty: „I to jest obrzydliwe na bardzo wielu poziomach.”

    1) To w końcu dopuszczasz możliwość nieopodatkowanych dochodów do jakiegoś progu, czy nie?
    2) „obrzydliwe”, bo tylko Twój pomysł na zarządzanie ubóstwem jest słuszny moralnie?

  39. @random
    „Rozmowa donikąd.”

    Od samego początku. Wiesz, to chyba nie jest blogasek dla Ciebie. Gdyby był, nie zadawałabyś pytań, na które jest odpowiedź w komciach:
    „1) To w końcu dopuszczasz możliwość nieopodatkowanych dochodów do jakiegoś progu, czy nie?”

    o, tutaj jest: „może oszczędny ubogi w’ogle nie powinien płacić podatków, nie powinno występować dopłacanie jednych ubogich do drugich”

    „2) „obrzydliwe”, bo tylko Twój pomysł na zarządzanie ubóstwem jest słuszny moralnie?”

    Ja sobie go prywatnie uznaję za obrzydliwe. Systemowo – uważam, że moje poczucie, czy coś jest obrzydliwe czy nie – nie ma znaczenia. Znaczenie mają inne rzeczy. Jakie? Och, to nie jest żadna tajemnica. Ale wypada najpierw zadać pytanie, zanim się komuś coś wciśnie w klawiaturę.

    „OK, dla Ciebie korwinista to MMC i pazerność, dla mnie LC i na dorobku.”

    O takich korwinistach przecież cały czas piszę; również, wystarczyło zapytać, a nie wyjeżdżać ze swoją projekcją.

  40. Mam wrażenie, że adresujesz notkę właśnie do mnie, post-korwinisty z wieloma wątpliwościami. I być może miałoby to sens, ale okazuje się, że w Twoim rozumowaniu jest wiele podobieństw do kr-izmu, więc strzelasz trochę na oślep. Postaram się czasami to opisać – czytam tego bloga i nadziwić się nie mogę, jak bardzo istota ludzka potrafi myśleć inaczej ode mnie. Niesamowitość i groza (nieznanego).

    „Zaczniemy od idei, która jest wam kompletnie obca: godność człowieka”

    Korwin akurat STALE pisze o „godności człowieka” – ale korwinizm godności człowieka nie utożsamia z warunkami bytowymi, a z wolnością – wolnością podejmowania decyzji i gospodarowania sobą. Więc godność korwinistyczna jest sprzeczna z Twoją jej wizją. I problemem jest, która wizja godności jest lepsza.

    Co do pomocy społecznej – na przykład: ( http://korwin-mikke.blog.onet.pl/Pomoc-spoleczna,2,ID421547042,n )

    Mam wrażenie, że w języku korwinistycznym, pełnym uproszczeń i skrótów myślowych „socjal” jest próbą opisu różnych zjawisk dających _efekt_, kiedy Ty opisujesz (szlachetne) założenia.

    Cześć.

  41. @Eli
    Z największą przyjemnością!

    To przy jakimś ttdkn-owskiej kawie (wodzie mineralnej, piwie, spirytusie, oleju napędowym, czymkolwiek) spróbuję wytłumaczyć, ale jeśli zacznę ględzić za długo albo niezrozumiale, to mnie wycisz. Bo jak wsiadam na problem godności, to dostaję czegoś w rodzaju amoku.

  42. @ korwiniści z lc na dorobku & zabieranie dżemu z chleba
    Wydaje mi się, że lewicowcy z cywilizacji śmierci z myślą o takich właśnie ludziach proponują niezwykle lubiany przez ubogich korwinistów podatek progresywny.

  43. Jako post-korwinista uważam, że macie bardzo powierzchowny, neo-gimbusiarski obraz korwinizmu.

    Np „godność człowieka”. Tu: warunki bytowe. Korwinistycznie: wolność decydowania o sobie (i – uprzedzając pytanie – własnych dzieciach).

    Idea _pomocy_ społecznej, myślę, mieści się w korwiniźmie, pod warunkiem, że jest prywatna.

    http://korwin-mikke.blog.onet.pl/Pomoc-spoleczna,2,ID421547042,n

    Co korwinista określa mianem „socjalu”? Nie założenia, wytyczony cel, definicje powyżej przytoczone, ale – generalnie – efekty. W korwinistycznej definicji socjalu mieszczą się i związki zawodowe i normy sanitarne, rygoryzm prawa budowlanego i korporacje zawodowe, opieka społeczna i ulgi podatkowe dla „dużych zagranicznych inwestorów”.

    Więc na razie strzelasz niecelnie, bo korwinizm rzeczy nazywa po swojemu.

    Dziwię się też, że opisujesz IDEĘ, a nie uwzględniasz jej realnej implementacji (i efektów, i stosunku potrzeb do możliwości).

  44. @smutnyfrustrat
    „Np „godność człowieka”. Tu: warunki bytowe. Korwinistycznie: wolność decydowania o sobie ”

    Aha, wolność decydowania. W sytuacji, kiedy nie masz ani zdolności, ani motywacji, ani możliwości decydowania o czymkolwiek?

    „Idea _pomocy_ społecznej, myślę, mieści się w korwiniźmie, pod warunkiem, że jest prywatna.”

    Stąd tak skuteczny system pomocy społecznej w Somalii albo USA.

    „Nie założenia, wytyczony cel, definicje powyżej przytoczone, ale – generalnie – efekty.”

    Jeszcze długa droga przed nami, ale już teraz proponuję Ci zapoznać się z czymś takim jak „redukcja szkód” i „redukcja kosztów”.

    „Więc na razie strzelasz niecelnie, bo korwinizm rzeczy nazywa po swojemu.”

    Pedałów – pieszczotliwie homosiami. Podatki złodziejstwem. Auch: polecam znakomitą książkę Korwina-Mikke „Vademecum ojca”, urywa cyce.

    „http://korwin-mikke.blog.onet.pl/Pomoc-spoleczna,2,ID421547042,n”

    Ludzie, którzy wyciągają procenty z dupy. O nich też mam notkę.

    „Dziwię się też, że opisujesz IDEĘ, a nie uwzględniasz jej realnej implementacji (i efektów, i stosunku potrzeb do możliwości).”

    Bo jeszcze nie skończyłem.

  45. @smutnyfrustrat

    „Np „godność człowieka”. Tu: warunki bytowe. Korwinistycznie: wolność decydowania o sobie (i – uprzedzając pytanie – własnych dzieciach).”

    Za moich czasów to jeszcze w podstawówce się przerabiało różne smętne utwory literackie które dość wyraźnie opisywały ile jest warta wolność decydowania o sobie w warunkach dna społecznego.

  46. @Eli
    „Aha, wolność decydowania. W sytuacji, kiedy nie masz ani zdolności, ani motywacji, ani możliwości decydowania o czymkolwiek?”

    …to zawsze masz wolność decydowania o swoim czasie i zdrowiu. Czego „socjal” zabrania, ustanawiając płace minimalne, czas pracy, normy BHP itd.

    „Stąd tak skuteczny system pomocy społecznej w Somalii albo USA.”

    USA?

  47. @eli
    bardzo dobrze. tak trzeba, bo inaczej się nie da.

    jedno mnie – może nawet nie razi – trochę zastanawia w sensie, że nie jestem pewien. Nie jestem pewien, czy redukcja oponentów świadczeń socjalnych do korwinistów nie jest ustawką zacierającą ostrość obrazu.
    bo: akceptacja tych świadczeń jest nikła również wśród tych, którzy z dzikim korwinizmem nie mają nic wspólnego, a którym najzwyczajniej jest egzotycznie obca idea sprawiedliwości społecznej, równości szans dla upośledzonych, samopomocy, solidarności, ogólnospołecznych korzyści wynikających z istnienia systemu zapobiegającego obsuwaniu się społecznego gruntu.
    bo są pozbawionymi wyobraźni, emocjonalnie okaleczonymi, durnymi ujami.

    myślę, że ( większości, chociaż niekoniecznie tutaj) umyka prosty fakt: pomoc społeczna nie jest jałmużną bogatszej i zamożniejszej części społeczeństwa udzielaną uznaniowo przez reprezentantów tejże części jakimś tam nieudacznikom.
    pomoc społeczna jest formą samopomocy. bo: społeczeństwo udziela jej sobie samo, a rozdzielający są w takim samym stopniu reprezentantami (egzekutorami) dawców, co biorców.
    ja sobie zdaję sprawę z tego, że zaakceptowanie prostego faktu, że menel w bramie dysponuje pełnią praw obywatelskich jest trudne, ale tak naprawdę jest. podobnie jak trudne jest objęcie umysłem prymitywnej prawdy, że jego dzieci (które nie ponoszą odpowiedzialności za menelstwo ojca) zasługują na równość szans.

  48. @smutnyfrustrat
    …to zawsze masz wolność decydowania o swoim czasie i zdrowiu. Czego „socjal” zabrania, ustanawiając płace minimalne, czas pracy, normy BHP itd.

    Och, zapomniałeś napisać, że niedobry socjal zabronił również umownego oddawania się w niewolę oraz niewolnictwa za długi. A przecież to wszystko też były przejawy wolności. W końcu według korwinoidalnej logiki nikt nie musi oddawać się w niewolę ani zadłużać, a jeśli to robi, to już jego wybór.

  49. @ smutny frustrat:
    …to zawsze masz wolność decydowania o swoim czasie i zdrowiu. Czego „socjal” zabrania, ustanawiając płace minimalne, czas pracy, normy BHP itd.

    Jeśli chcesz koniecznie zniszczyć sobie zdrowie i żyć w nędzy, to przecież socjal nie może ci zabronić chlania i ćpania na umór, niechodzenia do lekarzy tudzież palenia swoją wypłatą w kominku. Naprawdę nie trzeba w tym celu pozbawiać ludzi gwarancji pracy w ludzkich warunkach i za umożliwiającą przeżycie płacę.

    Korwinistycznie: wolność decydowania o sobie (i – uprzedzając pytanie – własnych dzieciach).

    Wbrew temu, co , dzieci są ludźmi a nie przedmiotami stanowiącymi własność swoich rodziców, toteż możność podejmowania przez rodzica decyzji o niewysłaniu latorośli do szkoły, nieszczepieniu itp. jest jaskrawym zniewoleniem (dziecka), a nie żadną wolnością.

  50. W ogóle fascynuje mnie idea, że ludzie chętnie podecydowaliby o swoim czasie i zdrowiu zatrudniając się na 16 godzin na dobę, za wynagrodzenie niepozwalające na przeżycie, za to wśród niezabezpieczonych kół zębatych, toksycznych oparów i gołych kabli pod napięciem. Tylko okrutny socjal im nie pozwala.

  51. @smutnyfrustrat
    „Kradnę i zabijam.”

    Tego nie wiem, wiem, że skłamałeś w swoim poprzednim komentarzu.

    „Znowu inna definicja wolności.”

    Nie, to nie jest żadna definicja.

    @Aethelestan
    „Jeśli chcesz koniecznie zniszczyć sobie zdrowie i żyć w nędzy, to przecież socjal nie może ci zabronić chlania i ćpania na umór”

    Co więcej, nawet jeśli spróbujesz, to jeśli będziesz w jakimś przyzwoitym mieście – trafisz na jakiś streetworkerów, którzy nauczą cię, jak się wkłuwać, czego nie mieszać i gdzie się można doprowadzić do jakiegoś bardziej przyzwoitego stanu. Ach ten wredny socjal, ludzie będą próbowali przywrócić ci godność nawet wtedy, kiedy będziesz na samym dnie!

  52. Errata do poprzedniego posta #brak-Edyty:
    Wbrew temu, co twierdzi korwinizm, dzieci są ludźmi a nie przedmiotami stanowiącymi własność swoich rodziców, toteż możność podejmowania przez rodzica decyzji o niewysłaniu latorośli do szkoły, nieszczepieniu itp. jest jaskrawym zniewoleniem (dziecka), a nie żadną wolnością.

  53. Jak skłamałem?

    korwinistycznie:
    „Gwarancja pracy w ludzkich warunkach” jest o tyle „zła”, że – jeżeli działa – pozbawia pracy tych, którzy chcą wyjść z biedy poprzez pracę w warunkach nieludzkich. Albo tych, którzy chcą wyjść z biedy oferując towary i usługi niskiej jakości. Czyli – jeśli piszesz, że „żeby zostać milionerami (i nie, nie są to podatki, w końcu wielu ludziom się to udaje!)? Właśnie: musielibyśmy zdobyć się na niewyobrażalny dla nas wysiłek oraz mieć mnóstwo szczęścia.” – to „socjal” właśnie ten wysiłek konieczny do wzbogacenia się zwiększa (podatkami też).

    Nie upieram się, że tak jest – wydaje mi się, że zupełnie nie czujesz ducha liberalizmu gospodarczego. Nie Ty jeden – na przykład:
    http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,9363320,Zalozyli_spoldzielnie_i_walcza_z_kapitalizmem.html
    Czy oni walczą z kapitalizmem? Liberał (ja?) powiedziałby, że raczej tworzą, wykorzystują to, co w kapitalizm daje najlepszego: swobodę zawierania umów, działanie oparte na zaufaniu, przedsiębiorczość, oddolną inicjatywę. A państwo opiekuńcze może im tylko w tym zaszkodzić.

  54. @smutnyfrustrat
    „Jak skłamałem?”

    Ordynarnie.

    Serio, jakiego wyjaśnienia potrzeba Ci, żeby zrozumieć, że korwinistycznie rozumiana wolność nie jest żadną wolnością?

    „pozbawia pracy tych, którzy chcą wyjść z biedy poprzez pracę w warunkach nieludzkich”

    No kogoś chyba pojebało. Pokaż mi te wszystkie radosne wyjścia z biedy, gdzie praca w nieludzkich warunkach kończy się w zasadzie pracą niewolniczą, a ludzie skazani na takie warunki nie dożywają żadnego przyzwoitego wieku (patrz: praca dzieci).

    „to „socjal” właśnie ten wysiłek konieczny do wzbogacenia się zwiększa (podatkami też)”

    Zaproponuj mechanizm, to pogadamy. Na razie masz tylko argumenty na poziomie zwolenników homeopatii.

    „Liberał (ja?) powiedziałby, że raczej tworzą, wykorzystują to, co w kapitalizm daje najlepszego”

    Rynek a kapitał. Do rozważenia.

    „działanie oparte na zaufaniu”

    Między innymi z powodu biedy mamy w Polsce takie a nie inne problemy z kapitałem społecznym. Nie przyszło Ci to nigdy do głowy? Więc teraz sobie to przesuń na zaufanie w „interesach”.

  55. Rynek a kapitał. Do rozważenia.

    Umówmy się więc, że chodzi o wolny rynek. Którego koniecznym elementem jest kapitał.

  56. @smutnyfrustrat
    (…) wolny rynek. Którego koniecznym elementem jest kapitał.

    Interesujące. Potrafisz to jakoś uzasadnić?

  57. czemu kapitał? Za coś te pomidory kupują. Czyms je przewożą.

    @Między innymi z powodu biedy mamy w Polsce takie a nie inne problemy z kapitałem społecznym. Nie przyszło Ci to nigdy do głowy? Więc teraz sobie to przesuń na zaufanie w „interesach”.

    Pytanie – czy biedy samej w sobie (nie wyslę książki za 8zł w ciemno, bo to dużo pieniędzy), czy źle działającego państwa (nie wyślę książki za 8zł w ciemno, bo nie mam szanszy walczyć o ich odzyskanie, gdyby coś poszło źle). Państwo często „socjalem” wymusza nieufność w sprawach, które przy swobodzie zawierania umów i sprawnych sądach byłyby zupełnie proste. (przykład – ustawa o ochronie lokatorów)

    Korwin jest o tyle sprzeczny ze sobą, że na przemian mówi „bieda jest potrzebna” i „wolny rynek zmniejsza biedę” Weźmy więc może kogoś poważniejszego. Filmik, rzecz jasna, propagandowy, ale jeśli będziesz chciał, to w bibliotece znajdziesz go na serio.

  58. @smutnyfrustyrat
    czemu kapitał? Za coś te pomidory kupują. Czyms je przewożą.

    Masz więc specyficzny sposób rozumienia słowa „kapitał” – wynika z niego, że kapitał istniał zawsze i wszędzie. Równie dobrze mógłbyś napisać:
    „Realny socjalizm, którego koniecznym elementem był kapitał”
    „Ustrój pańszczyźniany, którego koniecznym elementem był kapitał”
    „Niewolnictwo, którego koniecznym elementem był kapitał”
    „Wspólnota pierwotna, której koniecznym elementem był kapitał”

    W takim razie jednak po co w ogóle posługujesz się tym słowem?

  59. @smutnyfrustrat
    „Umówmy się więc, że chodzi o wolny rynek. Którego koniecznym elementem jest kapitał.”

    Nie możemy się umówić, bo „socjal” wymusza nieufność w tej sprawie. Poza tym: żaden z nas nie dysponuje kapitałem.

    „Pytanie”

    Oczywiście mamy możliwość poczynienia wielu porównań. One są w stanie rzucić »nieco« światła na to, co dla Ciebie jest taką nowością.

    „Filmik, rzecz jasna, propagandowy, ale jeśli będziesz chciał, to w bibliotece znajdziesz go na serio.”

    W bibliotece znajdę też Coelho, czego to niby dowodzi?

    Oraz: aha, bo rynek żyje sam sobie, w próżni. Nie mają na niego wpływ kultura, stosunki społeczne, religie, infrastruktura.

  60. „„Gwarancja pracy w ludzkich warunkach” jest o tyle „zła”, że – jeżeli działa – pozbawia pracy tych, którzy chcą wyjść z biedy poprzez pracę w warunkach nieludzkich.”

    Nieludzkie warunki pracy by definiton nie umożliwiają wyjścia z biedy.

    „Państwo często „socjalem” wymusza nieufność w sprawach, które przy swobodzie zawierania umów i sprawnych sądach byłyby zupełnie proste. (przykład – ustawa o ochronie lokatorów)”

    Może doprecyzuj, jak mamy rozumieć ten przykład? Chcesz powiedzieć, że np. nawet bez ustawy nie byłoby eksmisji na bruk, bo Wolność-od-Socjalu sprawiłaby, że wszyscy staliby się szlachetnymi altruistami?

  61. @Gammon No.82
    masz rację, miałem na myśli – swobodę dysponowania kapitałem
    @Eli
    Nie możemy się umówić, bo „socjal” wymusza nieufność w tej sprawie.
    „socjal” wymusza, liberalizm nie
    Poza tym: żaden z nas nie dysponuje kapitałem.
    Nie wiem jak Ty – ja mam kilka złotych w portfelu, kilka godzin wolnego czasu, dach nad głową, kilka bułeczek na kolację. I mam pewną swobodę gospodarowania tym.
    (ograniczoną, niestety (państwowo))
    W bibliotece znajdę też Coelho, czego to niby dowodzi?
    W bibliotece znajdę też Wojciecha Maciejko, czego to niby dowodzi?
    Oraz: aha, bo rynek żyje sam sobie, w próżni. Nie mają na niego wpływ kultura, stosunki społeczne, religie, infrastruktura.
    Nie mamy tu co się spierać – oczywiście że mają i na odwrót, tworzą i się przenikają. Ale dlaczego o tym wspomniałeś?

  62. @smutnyfrustrat
    „Nie wiem jak Ty – ja mam kilka złotych w portfelu, kilka godzin wolnego czasu, dach nad głową, kilka bułeczek na kolację. I mam pewną swobodę gospodarowania tym.”

    Więc nie masz kapitału, CBDU.

    „„socjal” wymusza, liberalizm nie”

    No ale nie ma liberalizmu, sam to przecież twierdzisz?

    „W bibliotece znajdę też Wojciecha Maciejko, czego to niby dowodzi?”

    Że nie umiesz odwracać argumentów.

    „Ale dlaczego o tym wspomniałeś?”

    Dlatego, że Friedman to pomija.

  63. @jasam, smutnyfrustrat
    „Że nie umiesz odwracać argumentów.”

    A żeby nie być niemiłym: chodzi o to, że bez krytycznego podejścia to sobie wszystko może gdzieś leżeć, i nic z tego nie wynika.

  64. Więc nie masz kapitału, CBDU.
    Jak to nie mam?
    No ale nie ma liberalizmu, sam to przecież twierdzisz?
    Tu nie ma, tam trochę więcej, jeszcze gdzie indziej jeszcze inaczej. Co to ma do rzeczy? Wytłumacz, jak głupiemu na miedzy co rozumiesz pod pojęciem ‚kapitał’.
    Dlatego, że Friedman to pomija.
    Czy pomija? Wydaje mi się, że tłumaczy, jak wszystko się przenika i jak „socjal” działa destrukcyjnie na wiele rzeczy. Nawet w tym filmiku.
    A żeby nie być niemiłym: chodzi o to, że bez krytycznego podejścia to sobie wszystko może gdzieś leżeć, i nic z tego nie wynika.
    O właśnie. Dlatego powyższy wpis na razie jest ślicznym szczerym hejtem, ale o znikomej sile przekonywania. Czekam na część drugą.

    @Aethelstan
    Może doprecyzuj, jak mamy rozumieć ten przykład? Chcesz powiedzieć, że np. nawet bez ustawy nie byłoby eksmisji na bruk, bo Wolność-od-Socjalu sprawiłaby, że wszyscy staliby się szlachetnymi altruistami?
    Miałem na myśli prywatny wynajem mieszkań, który – gdyby wszyscy sztywno trzymali się prawa – byłby szalenie drogi i ryzykowny dla właścicieli. Więc czasem bardziej opłacało się wynajmować bez pisemnej umowy, co wszystkich bardziej narażało na oszustwa. Więc i wymuszało nieufność. Prawnie zakazane było umówienie się z kimś na zasady płacisz-mieszkasz, nie płacisz-dobranoc.

  65. @smutnyfrustrat
    [kilka złotych w portfelu, kilka godzin wolnego czasu, dach nad głową, kilka bułeczek na kolację]
    Jak to nie mam?

    Tak to:
    „In classical political economy and Marxian economics, capital is money which is used to buy something only in order to sell it again (…).
    „In neoclassical economics, capital, capital goods, or real capital is the factor of production, used to create goods or services, that is not itself significantly consumed (though it may depreciate) in the production process.”
    http://en.wikipedia.org/wiki/Capital_(economics)

    Prawnie zakazane było umówienie się z kimś na zasady płacisz-mieszkasz, nie płacisz-dobranoc.

    Nie podniecaj się, jakie zakazane, najwyżej bezskuteczne.

    A tu coś specjalnie dla ciebie.

  66. Metaforycznie: w „świecie liberalnym” mogę z bułeczek zrobić kanapki i sprzedać je tym, którzy nie mają czasu na robienie kanapek. W soc-świecie muszę najpierw założyć działalność gospodarczą, spełnić normy – a ponieważ mój zysk byłby mikroskopijny, to nie opłaca mi się tego robić, bułeczki zjadam i nie mogę ich traktować jako kapitału. Więc w pewnym sensie jestem uboższy.

    Nie podniecaj się, jakie zakazane, najwyżej bezskuteczne.
    tfu, racja. Ale na jedno wychodzi – ograniczona swoboda nie wyrządzającego szkód dysponowania własnością.

  67. (z ta bulka i kanapkami oczywiscie tez doslownie. Kilka zlotych tez mozna probowac pomnozyc)

  68. @smutnyfrustrat
    „w „świecie liberalnym” mogę z bułeczek zrobić kanapki i sprzedać je tym, którzy nie mają czasu na robienie kanapek.”

    Nie. I pomyśl dlaczego.

    „Czy pomija? ”

    Tak, pomija. Odradzam robienie doktoratu na Uniwersytecie Youtube.

    „ale o znikomej sile przekonywania.”

    On nie bardzo jest od przekonywania. On jest od tego, żeby powiedzieć, że mówicie o rzeczach, o których nie macie absolutnie żadnego pojęcia, żadnej wiedzy, żadnego doświadczenia, oprócz anegdotycznego.

    „z ta bulka i kanapkami oczywiscie tez doslownie. Kilka zlotych tez mozna probowac pomnozyc”

    Faktycznie. W Indiach. Mikropożyczki. Przybliż sobie.

  69. @ smutnyfustrat: „Metaforycznie: w „świecie liberalnym” mogę z bułeczek zrobić kanapki i sprzedać je tym, którzy nie mają czasu na robienie kanapek. W soc-świecie muszę najpierw założyć działalność gospodarczą, spełnić normy[podkreślenie moje]”

    I dlatego może trudniej ci założyć biznes sprzedający kanapki, ale za nie trudniej ci będzie oszukiwać na podatkach od sprzedaży kanapek (metaforycznych, za realne kanapki chyba pozostałbyś w obrębie kwoty wolnej od podatku), a co ważniejsze – znacznie zmniejsza to szansę, że ktoś się twoimi kanapkami zatruje.

  70. Pozwolę sobie podrzucić małą reality check. Akurat mam koleżankę ze środowiska dziennikarskiego, która w pewnym momencie znudzona światem mediów trzasnęła drzwiami i założyła właśnie firmę robiącą kanapki. Mieszka stosunkowo opodal jednej z nowootwartych uczelni wyższych dla przyszłych bezrobotnych z #BKŚ. Udostępniono jej pomieszczenie. Wszystko oczywiście robi lege artis (tak mnie zapewnia), ale załatwienie wszystkich formalności nie było jakoś bardzo trudne. W końcu robi się to tylko raz.

    Więc owszem, to jest opcja, którą ciągle może wybrać w zasadzie każdy z nas w tej eurobolszewickiej socjalistycznej unii – darować sobie te nieszczęsne kariery, które leniwym ciurkiem sączą się przez gmaszyska różnych korporacyj. I robić kanapki dla studentów.

    Jeśli ktoś twierdzi, że nie może się tym zająć, bo przerasta go załatwienie kilku formalności, to niech on może nie zabiera się za coś tak wyrafinowanego, jak robienie kanapek. Jeszcze się skaleczy lebiega żałosna.

  71. @wo

    Bo ona miała wyprany socjalizmem mózg i najpierw się dowiedziała co ma zrobić, a potem zrobiła. Prawdziwi wolnościowcy zachowują się jak ta znajoma Kravietza – adaptują pomieszczenia na restaurację, a potem przychodzi sanepid i zamyka, bo za niskie.

  72. WO:

    Więc owszem, to jest opcja, którą ciągle może wybrać w zasadzie każdy z nas w tej eurobolszewickiej socjalistycznej unii – darować sobie te nieszczęsne kariery, które leniwym ciurkiem sączą się przez gmaszyska różnych korporacyj. I robić kanapki dla studentów.

    W zasadzie. Ale nie każdy. Sfrustrowanych ofiar Korpo jest zdecydowanie więcej niż (głodnych) studentów.

  73. >Jeśli ktoś twierdzi, że nie może się tym zająć, bo przerasta go załatwienie kilku formalności, to niech on może nie zabiera się za coś tak wyrafinowanego, jak robienie kanapek. Jeszcze się skaleczy lebiega żałosna.

    Ja w ogóle myślę że korwiniątka są przeciw podatkom dlatego że wypełnienie PITu wydaje im się przerażające.

    I w ogóle interesujące jak z jednej strony krzyczą że jakby ubić regulacje i zusy, no to kraina miodem i mlekiem płynąca, bo wszyscy nagle by zaczeli byznesy robić. I takie kokosy by zbijali, ojacie, tylko te kilkaset pln na ZUS ich powstrzymuje.

  74. Ale tu chyba mowa o „lebiegach żałosnych” i wychodzeniu z żałosności? Pewnie, może zająć się tym urząd pracy, ale on z kolei kosztuje. A płacą za niego potencjalni konsumenci kanapek.

    On nie bardzo jest od przekonywania. On jest od tego, żeby powiedzieć, że mówicie o rzeczach, o których nie macie absolutnie żadnego pojęcia, żadnej wiedzy, żadnego doświadczenia, oprócz anegdotycznego.

    Ale (niektórzy) miewamy pojęcie, dlaczego nie działa. Czemu lepiej ignorować piękne założenia – bo i tak w praktyce nie wyjdzie. Że w najlepiej zaprojektowanym państwie opiekuńczym dużo więcej rzeczy może pójść źle, niż w państwie liberalnym.

    (Chociaż słabo widzę ten liberalizm, jeśli mnie jednemu, wątpiącemu, chce się tu cokolwiek pisać. Ale przynajmniej odświeżę sobie umysł.)

  75. a jak już pojawił się sam WO, to pozwolę sobie zacytować jedną jego wypowiedź:

    W moim podręczniku radiochemii było takie zabawne pojęcie Maksymalnej Awarii Projektowanej (MAP). Bardzo je polubiłem i #wstydliwewyznania używam go w życiu codziennym, projektując różne własne przedsięwzięcia, od wakacji rodzinnych po spacer po lesie.

  76. @smutnyfrustrat
    „Ale (niektórzy) miewamy pojęcie, dlaczego nie działa.”

    Pozwolę sobie zauważyć, że umiejętność rozróżnienia pomiędzy podejrzeniem, przeświadczeniem, obawą, wiedzą i rozumieniem jest dosyć przydatna.

    „Że w najlepiej zaprojektowanym państwie opiekuńczym dużo więcej rzeczy może pójść źle, niż w państwie liberalnym.”

    Znów kłamiesz.

    „Chociaż słabo widzę ten liberalizm”

    Ten liberalizm, co go teraz masz, to w’ogle, panie, Europejska Wspólnota Węgla i Stali; a gdyby nie UE to cła, kontyngenty, rozliczenia walutowe, faktury rozliczane tak, siak i srak, w zależności, jakie kto ma uznanie i jeszcze z pięćset tysięcy różnych regulacji, które co kraj to obyczaj. Ale cóż, jak to zwykle bywa: musieli przyjść jacyś lewacy i wam posprzątać, żebyście się więcej nie gubili.

    „a jak już pojawił się sam WO, to pozwolę sobie zacytować jedną jego wypowiedź:”

    A w jakim kontekście; bo to oczywiście bardzo sensowne, co powiedział. Tylko zdaje mi się, że nie bardzo rozumiesz, że to nie jest „liberalne”.

  77. @wo
    „Jeśli ktoś twierdzi, że nie może się tym zająć, bo przerasta go załatwienie kilku formalności, to niech on może nie zabiera się za coś tak wyrafinowanego, jak robienie kanapek.”

    Ja sobie chętnie wyobrażam, jak na rynku, w którym istnieje całkowita dowolność umów tacy ludzie mieliby sobie poradzić: jeśli przerasta ich ogarnięcie jednego, dobrze opisanego i usystematyzowanego rodzaju umowy i relacji – jak miałoby wyglądać ich funkcjonowanie na rynku, w którym jakakolwiek nowa relacja wymagałaby tworzenia zupełnie nowych, negocjowalnych ustaleń?

  78. @smutnyfrustrat
    Pewnie, może zająć się tym urząd pracy, ale on z kolei kosztuje. A płacą za niego potencjalni konsumenci kanapek.

    Czy potencjalnymi konsumentami kanapek są wszyscy, czy tylko ci bardziej dziani?

    Ale (niektórzy) miewamy pojęcie, dlaczego nie działa.

    Albo też wam się zdaje, dlaczego. W końcu wszyscy znamy też ludzi, którzy miewają channelingi z kosmitami, widzą swym przenikliwym wzrokiem maksimum na krzywej Laffera albo leczą przez przyłożenie rąk.

    Że w najlepiej zaprojektowanym państwie opiekuńczym dużo więcej rzeczy może pójść źle, niż w państwie liberalnym.

    To chyba wymagałoby dopiero udowodnienia (BTW czy nie mówimy o Sferycznym Państwie Liberalnym?).

    Niemniej trzeba przyznać, że w najlepiej zaprojektowanym współczesnym państwie dużo więcej rzeczy może pójść źle, niż w starożytnym Egipcie. W najlepiej zaprojektowanym Boeingu więcej rzeczy może się popsuć, niż w czymś takim:

    I tak dalej.

  79. @Gammon
    „BTW czy nie mówimy o Sferycznym Państwie Liberalnym?”

    Nie wywołuj, zaraz się okaże, że o Singapurze. Oraz: czy są inne państwa liberalne niż sferyczne?

    „Niemniej trzeba przyznać, że w najlepiej zaprojektowanym współczesnym państwie dużo więcej rzeczy może pójść źle, niż w starożytnym Egipcie.”

    Czy ja wiem? Egipt chyba nie był zbyt liberalny.

  80. @Eli
    Egipt chyba nie był zbyt liberalny.

    Mnie tylko chodzi o truizm, że w ustrojach i ustrojstwach o większej złożoności jest automatycznie więcej rzeczy, które „mogą pójść źle”. Tam, gdzie nie ma urzędów pracy, nic nie „pójdzie źle” w urzędzie pracy.

    Do tego podejrzewam, że jeśli zły socjal coś spieprzy, smutny oskarżycielsko wskaże palcem na jakiegoś decydenta, że to przez niego „poszło źle”. Ale jeśli Niewidzialna Rąsia Rynku coś spieprzy [*] to wtedy nie powie „coś poszło źle”, tylko „tak musiało być, na mocy Praw Ekonomii”.

    [*] Tak, wiem , smutny pewnie wierzy, że NRR nie spieprza nic, nigdy.

  81. Dobry tekst. Mogłabym się pod nim podpisać. Obawiam się jednakowoż, że niezależnie od trafnych analogii, tłumaczenia jak krowie na rowie itp. i tak wciąż będą stada takich, którzy wiedzą swoje i już, koniec, amen; można przedstawić im wszelkie fakty, wykresy i argumenty – a oni tak będą _wiedzieć swoje_. Niemniej, jeśli miałoby to wyrwać choć jednego osobnika z tłustego, wymoszczonego żyćkiem pod kloszem samozadowolenia oraz tępej pogardy, to – warto.

  82. [*] Tak, wiem , smutny pewnie wierzy, że NRR nie spieprza nic, nigdy.

    Jeśli pieprzy, to – zakładam – sprawiedliwiej i rozsądniej. Czyli rzeczywiście, mniej więcej tak jak napisałeś.

    Eli

    Pozwolę sobie zauważyć, że umiejętność rozróżnienia pomiędzy podejrzeniem, przeświadczeniem, obawą, wiedzą i rozumieniem jest dosyć przydatna.

    Ja mam obawę, inni podejrzenie, „stereotypowy korwinista” pewność. Chodzi o to, że używając ulubionego porównania – nie trzeba znać szczegółów Zasady Dynamizowania, żeby móc sformułować sensowne i logiczne wątpliwości względem homeopatii.

    Ten liberalizm, co go teraz masz, to w’ogle, panie, Europejska Wspólnota Węgla i Stali; a gdyby nie UE to cła, kontyngenty, rozliczenia walutowe, faktury rozliczane tak, siak i srak, w zależności, jakie kto ma uznanie i jeszcze z pięćset tysięcy różnych regulacji, które co kraj to obyczaj.

    Piękno i dobro, ale…

    Ale cóż, jak to zwykle bywa: musieli przyjść jacyś lewacy i wam posprzątać, żebyście się więcej nie gubili.

    …lewacy przyszli i psują.

    O MAP wspominam, choć analogia nie jest bezpośrednia.
    Być może (nie da się tego przecież udowodnić) da się skonstruować Idealne Państwo socjalne, ba, nawet całkiem zwyczajne sprawne państwo opiekuńcze. Ale przy rozmytej odpowiedzialności efekty bywają takie:
    http://blogi.ifin24.pl/trystero/2011/03/29/fascynujaca-prawda-o-polskim-systemie-podatkowym/#more-10026

  83. @smutnyfrustrat
    Jeśli pieprzy, to – zakładam – sprawiedliwiej i rozsądniej

    Z pewnością z założenia, że cokolwiek czyni NRR, czyni najrozsądniej i najsprawiedliwiej, można wywieść niezbicie, że w szczególności pieprzy najrozsądniej i najsprawiedliwiej.

  84. Hmm. Jak na razie wszystko sprowadziło się do klasycznego dualizmu, zaobserwowanego w rozmowie z jednym libertardem. Założenie Lib: Ludzie są rozsądni i nie będą działać na swoją szkodę. Założenie Lew(aka): Ludzie są z założenia nierozsądni i trzeba pilnować by nie zrobili sobie kuku.

    Choć chciałobym wierzyć w opcję (Lib), niestety własne obserwacje, zdziadzienie i ogólna mizantropia nakazują mi zauważyć, że (Lew) ma bardziej realistyczny ogląd rzeczywistości. Jedynym problemem w tym podejściu jest to, że ci pilnujący, z braku innych opcji gatunkowych też są ludźmi, którym trzeba…

    Co do obecnie mniej lub lepiej działającej pomocy, zabrakło tylko rozważań nad jej formą. Ci, co pomstują na socjal, patrzą nań przez pryzmat naszych PRL-owskich doświadczeń, czytaj „idziemy do mopsa wziąć zasiłek na dziecko/sparaliżowaną babcię/męża alkoholika”, pod postacią szeleszczących „tatusiów” (dziś Pocztu Królów i Książąt Polskich) wypłacanych do rączki. A potem lecimy z papierkami do monopolowego / fryzjera / sklepiku z jumanymi używanymi komórkami by wydać kasę którą jakiś polityk w ramach kiełbasy wyborczej przyznał na zakup mleka dla dziecka. Ok, to jest smutne reality show, ale oznacza nie tyle, że trzeba cały system spuścić w klozecie, ale może zmienić sposób przyznawania pomocy? Jak zauważyła znajoma – zamiast dać NA mleko, może by dać mleko?

  85. @Dr Charles Kinbote
    ” Jakie zatem proponujesz filtry, metody, systemy, które uniemożliwią rodzicom przepierdzielanie kasy, jaką otrzymują na swoje dzieci? ”

    Np. kartki żywnościowe zamiast gotówki.

  86. Hej, żywność też można sprzedać. Podobno (podobno) w Polsce się zdarza, pomimo oznakowanych opakowań.

  87. zostawiam se tego komcia, bo to jednak straszne buce, szkoda, żeby się zapodziali
    Publikuj swoje teksty w wirtualnym Czasopiśmie tworzonym przez wszystkich Czytelników.

    Promuj swój blog lub pisz anonimowo.

    WIRTU*.pl – czytamy, publikujemy, komentujemy – docieramy do wszystkich.

    Tematyka dowolna.

    Zapraszamy do wzięcia udziału w nowym projekcie.

  88. Pierwsze primo: subsydiarność może być zapewniona w sposób prywatnym. Tym zajmował się ruch spółdzielczy w Polsce przed wojną i robił to spektakularnie. Podczas wojny równie spektakularnie wspierał podziemie.

    Drugie: chcesz subsydiarności? Zacznij od sprzeciwu wobec regulacji, które nie pozwalają jeździć starszymi samochodami. Albo zwiększają wyraźnie ich koszt. Albo zacznij nucić http://www.youtube.com/watch?v=VcgP3qBv6yY

  89. @jasiu
    „subsydiarność może być zapewniona w sposób prywatnym”

    Idź i zapewniaj. Hint: to się robi.

    „Tym zajmował się ruch spółdzielczy w Polsce przed wojną”

    Wszyscy bardzo byśmy chcieli odrodzenia się spółdzielczości, ale coś nie widzę szans. Wiesz, zaufanie społeczne jakby leży; no i warunki rynkowe znacząco inne.

    „Zacznij od sprzeciwu wobec regulacji, które nie pozwalają jeździć starszymi samochodami.”

    Ale tu realizujemy przecież inne cele: ekologia + bezpieczeństwo.

  90. Wszyscy bardzo byśmy chcieli odrodzenia się spółdzielczości, ale coś nie widzę szans. Wiesz, zaufanie społeczne jakby leży; no i warunki rynkowe znacząco inne.

    Ruch związkowy to spadkobierca cechów – ma ogromną tradycje która przetrwałą do dziś (Mondragon? Słyszałeś?. Pomoc wzajemna to tendencja biologiczna, nie socjologiczna (jak się nazywał ten ewolucjonista? A tak, Kropotkin). Zmiana warunków z tych w 20leciu na te, co mamy teraz jest nieistotna.

    Oraz: oła, zaufanie społeczne związane z rozpadem wspólnoty wiejskiej, rodzącym się drapieżnym kapitalizmem i nędzą w dwudziestoleciu musiało być porażające. Co z tego, że przeciętny pracownik najemny obecnie żyje w porównaniu z tamtym czasem no bardzo dobrze?

    Ale tu realizujemy przecież inne cele: ekologia + bezpieczeństwo.

    ekologia’ + bezpieczeństwa’. Gdzie ‚ symbolizuje interesy tych lepiej sytuowanych, którzy upierdalają Ziutka z Pierdziszewa, ale wciąż chcą nazywać się socjalistami.

  91. @jasiu
    „Ruch związkowy to spadkobierca cechów”

    No ale wiesz, jak dziś wygląda ruch związkowy? Ja wiem słabo, ale coś mam wrażenie, że generał publiczny jak widzi związkowców, to ma raczej przed oczami „darmozjadów, co to się dopchali do rady nadzorczej w KGHM i dostają od pyty kasy”, albo generalnie: niekompetentnych ale niezwalnialnych, bo przecież związki ich chronią; a co chroni takiego przedstawiciela handlowego?

    „Pomoc wzajemna to tendencja biologiczna”

    No i pewnie zobaczysz taką „tendencję biologiczną”, jeśli tylko zerkniesz na jakieś grupy bezdomnych.

    „Co z tego, że przeciętny pracownik najemny obecnie żyje w porównaniu z tamtym czasem no bardzo dobrze?”

    Przecież nie mówię o warunkach przeciętnego pracownika najemnego, tylko o sytuacji rynkowej pomiędzy różnymi podmiotami: np. spółdzielnia vs korpo.

    „symbolizuje interesy tych lepiej sytuowanych, którzy upierdalają Ziutka z Pierdziszewa”

    Tak naprawdę nie upierdala. Nie znam Ziutków z Pierdziszewa, ale znam ludzi, którzy im te szrotwageny sprzedają. Jeśli można to powstrzymać, to uważam, że należy.

  92. Tak naprawdę nie upierdala. Nie znam Ziutków z Pierdziszewa, ale znam ludzi, którzy im te szrotwageny sprzedają. Jeśli można to powstrzymać, to uważam, że należy.

    Obawiam się, że Ziutków jednak bardziej interesuje to, co oni uważają, że się należy.

    No i pewnie zobaczysz taką „tendencję biologiczną”, jeśli tylko zerkniesz na jakieś grupy bezdomnych.

    Nie, no i pewnie ty błądzisz, jeśli twierdzisz, że coś takiego po prostu zanikło w ciągu 80 lat, zwłaszcza, żę nie znikło samo, tylko zostało zniszczone przez PReLę.

    Oraz: widziałem pomoc wzajemna, ba nie odwzajemnioną, w wykonaniu bezdomnych. Na mnie się odbyła. Zaraz po tym, jak młody, wykształcony z dużego miasta kazał mi spierdalać z chaty, bo grają we „Wilkołaka”, a ja nie mogę ani grać ani spać u niego. No nie zaraz, najpierw musiałem trafić na miejsce, d o którego bezdomny mnie zaprowadził, gdzie dał mi j e ś ć, s p a ć i w ó d k i. Za co jestem mu dotąd wdzięczny.

    Przecież nie mówię o warunkach przeciętnego pracownika najemnego, tylko o sytuacji rynkowej pomiędzy różnymi podmiotami: np. spółdzielnia vs korpo.

    Syndyalizm? Syndykalizm.

    No ale wiesz, jak dziś wygląda ruch związkowy?

    Wiem i wiesz co? Ludzie głoszący co Ty nie są rozwiązaniem problemu, są jego częścią. I miało być „ruch spółdzielczy” oczywiście.

  93. @jasiu
    „Ludzie głoszący co Ty nie są rozwiązaniem problemu, są jego częścią.”

    Ja się w ruch związkowy nie wpierdalam, bo się na nim nie znam. Widzę go tak, jak widzi go generał publiczny, przy czym spodziewam się, że to, jak go widzę, to gówno prawda i czekam na oświecenie w tej materii.

    „Syndyalizm? Syndykalizm.”

    Syndy-sryndy. Nie-do-zro-bie-nia, bez rozjebania wszystkiego na części.

    „Obawiam się, że Ziutków jednak bardziej interesuje to, co oni uważają, że się należy.”

    Nie, bo są w ten sposób zwyczajnie okradani.

    „Nie, no i pewnie ty błądzisz, jeśli twierdzisz, że coś takiego po prostu zanikło w ciągu 80 lat, zwłaszcza, żę nie znikło samo, tylko zostało zniszczone przez PReLę.”

    Nie, twierdzę tylko, że wśród ludzi z jakiejś klasy średniej idea „pomocy wzajemnej” jest zupełnie nie do skumania. Wiem trochę po sobie, przecież wolę wypić gorzką herbatę, niż skoczyć do sąsiada po szklankę cukru.

    „Oraz: widziałem pomoc wzajemna, ba nie odwzajemnioną, w wykonaniu bezdomnych.”

    To bardzo ładna opowieść.

  94. Nie, twierdzę tylko, że wśród ludzi z jakiejś klasy średniej idea „pomocy wzajemnej” jest zupełnie nie do skumania.

    To nie jest problem klasowy, tylko ideologiczny. Tak zwana „klasa średnia” to po prostu Ci, którzy mając jako-tai poziom życia przekonani są, że należą pełnią rolę motoru i atlasa społeczeństwa, i czego tam jeszcze.

    To bardzo ładna opowieść.

    No widzisz, ja Ci dałem ładną opowieść w odpowiedzi na durną, nic nie wnoszącą sugestię, że moje osobiste doświadczenie może cokolwiek wnieść do tematu.

    Ja się w ruch związkowy nie wpierdalam, bo się na nim nie znam. Widzę go tak, jak widzi go generał publiczny, przy czym spodziewam się, że to, jak go widzę, to gówno prawda i czekam na oświecenie w tej materii.

    Ja Ci się nie każę wpierdalać. Ja Ci nawet nie mówię, ze proponuje skuteczną taktykę. Ja tylko zauważam, że proponujesz coś, co samo z siebie nikomu nie pomogło (wspomniany etatyzm) i co wymaga odpowiedniej bazy, która nie rozwinie się, jeśli czuwać nad rozwojem np. związków będzie państwo. Bo państwo nie jest narzędziem, tylko grupą interesów, które jest klientem i ma klientelę tam, gdzie nikt nie daje faka na ludzi wykluczonych. I w przy pierwszej okazji najsłabszym, najbiedniejszym i najbardziej wykluczonym wyrwie ostatnią kromkę chleba.

    Syndy-sryndy. Nie-do-zro-bie-nia, bez rozjebania wszystkiego na części.

    Zupełnie jak demokracja, ale nurt demokratyczny w polityce dał trochę wytchnienia ludziom nieco słabszym i biedniejszym. Wolałbym po prostu, żeby lewica prezentowała coś, co realnie jest groźne dla interesów ludzi, których interesy są jawnie sprzeczne z interesami tych, o których jakoby dbasz. Sprzeczne w sposób taki, że nie da się tych interesów pogodzić.

    Nie, bo są w ten sposób zwyczajnie okradani.

    Nie słuchaj tych swoich znajomych, chorują na głębokie przekonanie o tym, jak bardzo wszystko od nich zależy. Ludzie kupujący graty będą je kupowali, choćby pisało na nich „to cię zabije”. I jeśli nie będą tego mogli zrobić, będzie im jeszcze gorzej. Zresztą należą oni do tej samej grupy, która najbardziej dostanie w dupę w ramach zakazu palenia w miejscach publicznych i picia. No, ale bez nich ładniej pachnie i jest czyściej, czyż nie?

    Nie, twierdzę tylko, że wśród ludzi z jakiejś klasy średniej idea „pomocy wzajemnej” jest zupełnie nie do skumania. Wiem trochę po sobie, przecież wolę wypić gorzką herbatę, niż skoczyć do sąsiada po szklankę cukru.

    Gdyby tylko o to chodziło, byłbyś o wiele mniej groźny. Rzecz w tym, że propagujesz pozór, jakby to, czego Ty nie robisz, mogło zrobić za Ciebie państwo, kiedy państwo robi to głównie takim jak Ty (i ja! I ja!). Jeśli nie przez przepływy tego, co zabrało (social security, przynajmniej w Stanach w latach 70tych przepływało głównie do mmc), to przez budowę dróg, po których i tak nie pojeździ nikt sztruclem.

  95. @jasiu
    „To nie jest problem klasowy, tylko ideologiczny. Tak zwana „klasa średnia” to po prostu Ci, którzy mając jako-tai poziom życia przekonani są, że należą pełnią rolę motoru i atlasa społeczeństwa, i czego tam jeszcze.”

    No ale nie zasiejesz ideologii tam, gdzie ludzie mają na to wyjebane, bo ich zupełnie nie dotyczy. Tu nie będzie żadnego skoku cywilizacyjnego. A poza tym, ci co mają jaki-taki, to se mogą palcem w bucie pokiwać, a nie Atlas-Motór Amica Wronki.

    „No widzisz, ja Ci dałem ładną opowieść w odpowiedzi na durną, nic nie wnoszącą sugestię, że moje osobiste doświadczenie może cokolwiek wnieść do tematu.”

    Nie, nie taka była sugestia, sugestia była taka, że samopomoc działa tam, gdzie nic innego już nie działa.

    „samo z siebie nikomu nie pomogło”

    Samo z siebie to nic nikomu, ale jak se zerkniesz w historię, to jednak mamy ciągły wzrost cywilizacyjny i wyciąganie z obszarów biedy i sromoty coraz większych grup społecznych. I jakoś tak Bismarck będzie większym skokiem jakościowym niż jakieś brytyjskie towarzystwa pomocowe (czy jak to się tam nazywało).

    „Bo państwo nie jest narzędziem, tylko grupą interesów”

    I tak jest, i tak będzie. Jasiu o dobrym serduszku tego nie zmieni, bo to, co proponuje musi nas cofnąć w jakieś bardzo smutne rejony, zanim się wszystko zorganizuje na nowo. Nie bardzo wiem, czy jest na to czas.

    „przy pierwszej okazji najsłabszym, najbiedniejszym i najbardziej wykluczonym wyrwie ostatnią kromkę chleba.”

    No to może jakoś trzeba tego pilnować, a nie obrażać się na świat, że OMGZOMG ETATYZM.

    „Nie słuchaj tych swoich znajomych, chorują na głębokie przekonanie o tym, jak bardzo wszystko od nich zależy.”

    Niewiele od nich zależy; chodzi tylko o to, że sprzedają sztrucle Ziutkom jako normalne, przyzwoite samochody, czym kłamią. Nie ma tanich sztrucli dla Ziutków. Są sztrucle, które udają normalne samochody i chodzą po normalnych, „rynkowych” cenach.

    „No, ale bez nich ładniej pachnie i jest czyściej, czyż nie?”

    Mieszasz porządki, nieładnie.

    „propagujesz pozór, jakby to, czego Ty nie robisz, mogło zrobić za Ciebie państwo”

    No wiesz, kiedy nikt nie daje faka, to lepsze są instytucje państwowe, niż, urm, niedawanie faka.

    „kiedy państwo robi to głównie takim jak Ty (i ja! I ja!)”

    Więc może chodzi o to, że skoro to wiem, to mogę państwu powiedzieć: hej, nie zapominajcie o tych, którzy mają gorzej. Zresztą, była tu taka (random), co mówiła, że my wszyscy mamy tak źle, że ojezusmaria.

    „to przez budowę dróg, po których i tak nie pojeździ nikt sztruclem.”

    Przy tych budowach dróg pracują ludzie.

  96. No ale nie zasiejesz ideologii tam, gdzie ludzie mają na to wyjebane, bo ich zupełnie nie dotyczy. Tu nie będzie żadnego skoku cywilizacyjnego. A poza tym, ci co mają jaki-taki, to se mogą palcem w bucie pokiwać, a nie Atlas-Motór Amica Wronki.

    Ale ja nie chce siać ideologi wśród „klasy średniej”. Ja wolałbym po prostu, by ich ideologiczny atomizm nie był powszechny. Bo to oznacza kapitalizm do końca świata i jeden dzień dłużej. I to w najlepszym wypadku.

    Nie, nie taka była sugestia, sugestia była taka, że samopomoc działa tam, gdzie nic innego już nie działa.

    Hyhy i ustrzeliłeś jasiulka.

    Samo z siebie to nic nikomu, ale jak se zerkniesz w historię, to jednak mamy ciągły wzrost cywilizacyjny i wyciąganie z obszarów biedy i sromoty coraz większych grup społecznych. I jakoś tak Bismarck będzie większym skokiem jakościowym niż jakieś brytyjskie towarzystwa pomocowe (czy jak to się tam nazywało).

    Bez ciągłego strachu przed dwuwładzą klas rządzących Bismarck nie nadałby nawet praw emerytalnych ludziom, którzy zaczynali wymierać w momencie, w którym zostawały one im przyznawane. No i że tego trachu obecnie nie ma, to obecni Bismarckowie nie mają problemów w windowaniem wieku emerytalnego.

    I tak jest, i tak będzie. Jasiu o dobrym serduszku tego nie zmieni, bo to, co proponuje musi nas cofnąć w jakieś bardzo smutne rejony, zanim się wszystko zorganizuje na nowo. Nie bardzo wiem, czy jest na to czas.

    Ja proponuje tylko zradykalizowanie się lewicy w stronę wolnościową. I, być może na wyrost, jeśli wziąć pod uwagę moją skromniuteńka wiedzę historyczną, twierdzę, że to akurat przyniesie wiele dobrego, bo zmusi ludzi rządzących nami do reformy.

    No to może jakoś trzeba tego pilnować, a nie obrażać się na świat, że OMGZOMG ETATYZM.

    Nie obrażam się na świat, uważam, że działa inaczej. Uważam, że czym bardziej posłuszni są obywatele, tym dla nich gorzej, bo wtedy nit się z nimi nie liczy. Drzewo wolności trzeba podlewać, strzelba na ścianie robotnika itd.

    Niewiele od nich zależy; chodzi tylko o to, że sprzedają sztrucle Ziutkom jako normalne, przyzwoite samochody, czym kłamią. Nie ma tanich sztrucli dla Ziutków. Są sztrucle, które udają normalne samochody i chodzą po normalnych, „rynkowych” cenach.

    Nie. Graty na gaz kupowane są z jednej prostej przyczyny – są tańsze w eksploatacji i bywają tańsze.

    Mieszasz porządki, nieładnie.

    Nie mieszam. Po prostu polityka państwa zachodnich, popierana niejednokrotnie przez jakiś tam lewicowców, jakoś, dziwnym trafem, uderza w biednych i kiedy robi to z pominięciem ludzi, którym się zdaje, że są mmc, to już wtedy to nie jest polityka nielewicowa.

    Więc może chodzi o to, że skoro to wiem, to mogę państwu powiedzieć: hej, nie zapominajcie o tych, którzy mają gorzej. Zresztą, była tu taka (random), co mówiła, że my wszyscy mamy tak źle, że ojezusmaria.

    Ależ mów. I nie zapominaj, że kiedy krzyczysz komuś w twarz, że taki jest naiwny i taki utopistyczny, to sam masz brudne gacie. Bo państwo Cię nie wysłucha. Najprawdopodobniej. Nie ma powodu.

    Przy tych budowach dróg pracują ludzie.

    Dobre warunki dla służby to nie jest to o co chodzi. bo kiedy przestaną się opłacać, to przestaną.

  97. W następnej notce: dlaczego korwiniści kłamią, że pomoc i opieka społeczna to wymysł naszych czasów.

    Którzy i jak? Czyli – do którego kłamstwa którego korwinisty się odnosisz? Moim zdaniem, jeśli jacyś tak twierdzą, to wynika to nie z korwinizmu, a z niewiedzy.

  98. Przypadkowo trafiłem na tego bloga. Pojadę lewiznowatą metodą polemiczną: ziom, pokłady kompleksów u ciebie takie, jak stąd na Czerską (korwinista odbił ci dziewczynę czy negacjonista?). Weź trochę wyluzuj i między wymyśleniem jednego i drugiego sposobu na zbawienie ludzkości przejdź się na spacer, dotleń się. Od onanizowania się cytatami uczonych, którzy porobili kariery he he naukowe, dorabiając teorię do ciągłego rozbudowywania socjalu (tak tak!), będziesz miał czarne plamy na rękach. Tak się składa, że miałem bliższy kontakt zarówno z kilkoma tymi ‚uczonymi’ jak i z ludźmi, których chcesz zbawić. Dlatego jeszcze raz radzę: spacer, dotlenienie mózgu.

    Kojarzę cię z komentarzy na innych blogach – moje rady były śmiertelnie poważne ;-)

    były korwinista negacjonista

    a teraz czep się mojego nicka

  99. @leming
    „Przypadkowo trafiłem na tego bloga”

    I musisz mnie o tym informować?

    „pokłady kompleksów u ciebie takie, jak stąd na Czerską”

    No ale wymień choć jeden.

    „korwinista odbił ci dziewczynę czy negacjonista?”

    Byłoby bardzo trudno.

    „między wymyśleniem jednego i drugiego sposobu na zbawienie ludzkości przejdź się na spacer, dotleń się”

    Przecież tu nigdzie nie ma sposobów na zbawienie ludzkości. Jeśli je widzisz, musi znaczy masz coś z deklem.

    „którzy porobili kariery he he naukowe”

    Ach, kariery. Nie wydaje mi się.

    „dorabiając teorię do ciągłego rozbudowywania socjalu ”

    Nie mam pewności, czy należy go rozbudowywać. Natomiast mam pewność, że odpowiednia redystrybucja dochodu jest przyzwoita.

    „Tak się składa, że miałem bliższy kontakt zarówno z kilkoma tymi ‘uczonymi’ jak i z ludźmi, których chcesz zbawić”

    To się pochwal jakimiś szczegółami. Bo tak się składa, że mogę napisać, że miałem bliższy kontakt zarówno z Twoją starą jak i z Twoją dziewczyną. I nic z tego nie wynika.

    „Dlatego jeszcze raz radzę: spacer, dotlenienie mózgu.”

    Och, i co jeszcze, mam zacząć brać witaminy?

    „były korwinista negacjonista”

    Widocznie nie taki były.

  100. „korwinista odbił ci dziewczynę czy negacjonista?”

    Byłoby bardzo trudno.

    Pienkne! Podwójnie, bo teza demonstruje (podręcznikowo) ich automatyzm myślenia, a odpowiedź (też podręcznikowo), wysyła poza obręb boiska.

  101. #To się pochwal jakimiś szczegółami.

    Bardzo nie lubię kierować rozmowy na tory medyczne, ale tu nie mamy do czynienia z rozmową, tu trzeba lekarza, żeby wystawił diagnozę.

    Zapytam z ciekawości: do jakiej biblioteki udałeś się z wycieczką, żeby ostatecznie rozwiązać kwestię kłamców oświęcimskich? Czy do tej w której można znaleźć książkę z ostateczną liczbą ofiar O. wynoszącą 7 milionów? Czy do tej w której można znaleźć książkę z jeszcze bardziej ostateczną liczbą ofiar O. wynoszącą 6 milionów? A może do tej w której można znaleźć książkę z jeszcze jeszcze bardziej ostateczną liczbą ofiar O. wynoszącą 4 miliony? Czy raczej do tej w której można znaleźć książkę z teraz to już naprawdę ostateczną liczbą ofiar O. wynoszącą 1 milion? Chociaż wchodzi w grę biblioteka z raportem Witolda, gdzie można przeczytać, że 5 milionów. Nie można też wykluczyć, że zaliczyłeś bibliotekę z publikacją zeznań komendanta O. który twierdził, że tak naprawdę to 2 miliony.

    Idziesz ty mój pogromco kłamców oświęcimskich idziesz! Rozgnieć wstręciuchów na miazgę, miszczu :-)

  102. @leming
    Byłoby jednak przyzwoicie, gdybyś odpowiadał na moje pytania, a nie leciał jakimś swoim bełkotem. No chyba, że to nie jest blogasek dla Ciebie.

  103. Zapytam z ciekawości: do jakiej biblioteki udałeś się z wycieczką, żeby ostatecznie rozwiązać kwestię kłamców oświęcimskich? Czy do tej w której można znaleźć książkę z ostateczną liczbą ofiar O. wynoszącą 7 milionów? Czy do tej w której można znaleźć książkę z jeszcze bardziej ostateczną liczbą ofiar O. wynoszącą 6 milionów? A może do tej w której można znaleźć książkę z jeszcze jeszcze bardziej ostateczną liczbą ofiar O. wynoszącą 4 miliony? Czy raczej do tej w której można znaleźć książkę z teraz to już naprawdę ostateczną liczbą ofiar O. wynoszącą 1 milion? Chociaż wchodzi w grę biblioteka z raportem Witolda, gdzie można przeczytać, że 5 milionów. Nie można też wykluczyć, że zaliczyłeś bibliotekę z publikacją zeznań komendanta O. który twierdził, że tak naprawdę to 2 miliony.

    Ale jakich znowu ofiar? Przecież niezależni badacze ustalili, że komory gazowe wstawili Rosjanie do dawnych schronów przeciwlotniczych, gaz był na robaki a krematoria na ciuchy. I nawet, jeśli ktoś zginął, to przez nadgorliwość strażników i w kierownictwie o niczym nie wiedzieli.

  104. @asmoeth
    Przecież niezależni badacze ustalili, że komory gazowe wstawili Rosjanie do dawnych schronów przeciwlotniczych

    Sowieci, panie kolego, Sowieci! Trzeba trzymać tentego styl.

  105. #komory gazowe wstawili Rosjanie do dawnych schronów przeciwlotniczych
    #gaz był na robaki a krematoria na ciuchy
    #jeśli ktoś zginął, to przez nadgorliwość strażników
    #Sowieci, panie kolego, Sowieci! Trzeba trzymać tentego styl

    Naprawdę, nie spodziewałem się. Nawet na tak szacownym lewicowym blogu parszywi negacjoniści urządzają sobie szyderstwa z Najważniejszego i Absolutnie Wyjątkowego Wydarzenia w Historii Ludzkości, Które Oby Nigdy Więcej…
    Że też nie ma na nich kary! Ale zaraz, zaraz, przecież można podkablować ich do prokuratury. Niech tłumaczą się z nieprawomyślności w temacie NiAWWwHLKONW (wersja ostateczna 5.883 – chyba że MinPrawd wyda kolejną aktualizację).

  106. Diagnoza została już postawiona. To efekt Krugera-Dunninga. Innymi słowy: nadzwyczajna głupota. To zresztą powszechna przypadłość u lewusów.

  107. @ leming:

    Musisz mieć strasznie pojemną głowę, żeby pomieścić tych wszystkich wymyślonych ludzi, z którymi dyskutujesz.

  108. Brednie nawiedzonego lewaka, który o życiu nie ma pojęcia! Tak można podsumować twoje wypociny. Twoim zdaniem ludzie to uzasadnia konieczność bardzo wysokich podatków?

  109. „Twoim zdaniem ludzie to uzasadnia konieczność bardzo wysokich podatków?”

    Spróbuj w jakimś języku, który masz opanowany do tego stopnia, że można zrozumieć o co Ci chodzi.

  110. @pogromca
    „Twoim zdaniem ludzie to uzasadnia konieczność bardzo wysokich podatków?”

    Jeśli pytasz, czy człowiek w potrzebie uzasadnia istnienie wysokich podatków, to odpowiedź brzmi tak: samo w sobie nic nie uzasadnia. Rzecz robi się interesująca, kiedy pomyślimy o skutkach. A wtedy to już progresja podatkowa i wszystkie rozwiązania znane z cywilizowanego zachodu.

    „Tak można podsumować twoje wypociny.”

    Można, będzie to kompletna nieprawda. Ale to wam się zdarza. Notorycznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s