Kula Śmiechula spotyka polski biznes

Każda środa jest bardziej znośna, kiedy zdarza się ktoś, komu można zasugerować wyciągnięcie głowy z dupy.

Pośród wszystkich ważnych rzeczy, które można i należy powiedzieć, jest też taka, która w’ogle unieważnia całą podstawę sporu.

Prolski wyzyskiwacz

Ci okrutni a zbędni pracownicy na umowach o pracę, normalnie zgroza i koszt, a tu w praktyce zarobić na cokolwiek tak trudno. Można np. tak jak boni w swoim komciu <3 – można też popatrzeć z punktu widzenia przedsiębiorcy i pracodawcy.

Przyzwoite podejście mówi, że jeśli jakiś rodzaj działalności jest nieopłacalny, to się nie warto za niego brać. Jeśli jest tak, że czyjś model biznesowy z góry zakłada, że nie jest w stanie nawet zarobić na utrzymanie pracowników, to taki pomysł na działalność jest do kitu. Jeśli ktoś mimo to pakuje się w taką aktywność, to sam jest sobie winien wszystkiego, co go spotyka.

Serio, serio. Jeśli ci wszyscy smętni ludzie, którzy jęczą, że zatrudnienie pracowników kosztuje ich tak strasznie dużo, że nie są w stanie na to zarobić, i stąd widzą pracowników jako koszt, którego nie są w stanie ponieść, to znaczy, że nie powinni robić tego, co robią.

  • Rynek sobie bez was poradzi.
  • Rynek prawdopodobnie lepiej poradzi sobie bez was, niż z wami.
  • Jeśli polski pracownik jest ci zbyt drogi, to dlaczego – rączy i żwawy przedsiębiorco, solo tej ziemi – nie wyeksportujesz pracy do Indii czy Chin, aha, bo jesteś gołodupiec i nie wiesz jak to zorganizować.
  • Psujesz rynek, zaniżając swoją nieodpowiedzialną postawą stawki ludzi, którzy nie trzymają łba w dupie.
  • Rynek nie jest placem zabaw garstki freelancerów, czy innych specjalistów od nowych mediów. Rynek jest placem zabaw dla kapitału. I to ten rynek robi z tobą co sobie upodobał.
  • Balans, bilans, balast

    Podejście, które mówi, że to dobrze, że można łatwo zwolnić pracownika jest – z punktu widzenia małego biznesu – tak idiotyczne, że aż trudno uwierzyć, że ktoś może napisać to serio.

    Zwolnienie i poszukiwanie nowego pracownika, wdrożenie nowego pracownika, cały hajs i czas, który wkłada się w przekazanie mu tych rzeczy, które mają wpływ na jego efektywność – nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby to pomijać, fapiąc do form zatrudnienia, które to umożliwiają. Jasne, to się może wygodnie sprawdza w przypadku ładowacza towaru w hipermarkecie (i też to właśnie duże sieci handlowe najradośniej korzystają z „elastycznych form zatrudnienia”).

    Przeraża mnie ten brak świadomości u ludzi, którzy są przedsiębiorcami.

    Na sam koniec chciałbym tylko wyrazić nadzieję, że przyjdzie wolny rynek, z jeszcze tańszymi pracownikami i wyrenderuje ich obsoletnymi. Czego Kosedowskiemu szczerze życzę (chyba że i on, i jego memeziomy wyciągną łeb z dupy, co z kolei życzę sobie).

    Reklamy

    45 myśli na temat “Kula Śmiechula spotyka polski biznes

    1. @”Zwolnienie i poszukiwanie nowego pracownika, wdrożenie nowego pracownika, cały hajs i czas, który wkłada się w przekazanie mu tych rzeczy, które mają wpływ na jego efektywność – nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby to pomijać, fapiąc do form zatrudnienia, które to umożliwiają.”

      Ba. Ja w umowie o dzieło nie miałam tego wpisane, ale ladies’ agreement było, że wdrożenie mnie do pracy będzie swoje kosztowało i że rok co najmniej będziemy ze sobą współpracować. Takie buty!

    2. Tyle tylko, że racja jest po obu stronach. Z jednej strony koszty pracy jako takie są wysokie i bardzo często przedsiębiorca musi kombinować jakby tu je obniżyć. Stąd bierze się niechęć do płacy minimalnej czy etatu. Trzeba ich zrozumieć ponieważ ich działanie polegające na obniżeniu kosztów jest racjonalne.
      Z drugiej strony wspomniany tu Ktoś zignorował podstawowy fakt jakim jest uwzględnienie kosztów w cenie produktu.

      wszyscy zapomnieli, że rzeczywistość jest trochę bardziej skomplikowana.

    3. „A co byś powiedział na podwyżkę o ponad 40%? Gdyby pracodawca miał przeznaczyć te same pieniądze na twoje stanowisko i zatrudnił Cię na umowę o dzieło, dostawałbyś 1441 PLN zamiast każdego tysiąca, który dostajesz teraz.”

      hahaha, okurdemol, ta korwinistyczna naiwność że „pracodawca zapłaci mi na śmieciówce dokładnie tyle ile bym go kosztował na umowie o pracę” jest przepiękna. czy ci ludzie nigdy nie poszli do żadnej pracy?

    4. „Z jednej strony koszty pracy jako takie są wysokie i bardzo często przedsiębiorca musi kombinować jakby tu je obniżyć.”

      Ale to już zostało tu opisane. Jeśli *musi* kombinować i obniżenie kosztów pracy jest warunkiem rentowności biznesu, to znaczy że robi to źle i gospodarka prawdopodobnie będzie się miała lepiej bez jego biedabiznesu.

    5. @Tomash, ten przymus jest rzeczą generalnie dobrą – na niej opiera się konkurencyjność, rzecz w tym, że niektórzy przedsiębiorcy nadużywają umów nieetatowych. Trochę tak jak z wykorzystaniem kiepskich materiałów do produkcji. Jeżeli dasz ich za dużo to wyprodukujesz szmelc.

    6. No więc jeśli konkurencyjność danej firmy ma budować wyłącznie obcięcie przez nią kosztów pracy, przez zaoferowanie pracownikom śmieciowych umów, to ja — powtórzę — uważam że rynek będzie się miał świetnie bez takiej firmy.

    7. Generalnie ten buc raczy wypisywać takie bzdury, właściwie w każdym akapicie, oraz w innych swoich notkach też, że ani u niego na blogu, ani tutaj nie odważę się tego komentować, bo żeby to wszystko odknuć trzeba by życie strawić. A robi to dlatego, że zarabia jakąś kaskę na tym blogu, który jest cały najeżony linkami partnerskimi i reklamami. Podkurzony albo zachwycony BKŚ przychodzi, klika w te książki z Heliona, onepress albo poradnik jak zarobić na stronach dzięki adsense, albo poradnik jak zrobić żeby dzięki NLP Twój szef robił Ci laskę, i czasem coś kupi, a on ma z tego działkę. No i oczywiście z reklam też. Dołujący nie jest buc, który ewidentnie nie wie o czym pisze (i nie chodzi mi tu o żadną lewicową perspektywę tylko po prostu uniwersalne bzdury), tylko 2300 lajeczków na fejsbuniu. To ładny wynik dla tego typu strony, i to jest przygnębiające.

    8. @Koziołek
      „rzecz w tym, że niektórzy przedsiębiorcy nadużywają umów nieetatowych”

      Rzecz w tym, że bardzo wielu przedsiębiorców nie jest w stanie w racjonalny sposób zorganizować pracy, a także okrutnie brzydzi się długoterminowym planowaniem. Co się potem odbija również na nas, jako klientach, gdzieś na samym, szarym końcu.

    9. @Tomash Takie sytuacje się zdarzają
      Pracuje w dużej (>500 osób) państwowej firmie (instytut PAN). Na początku pracy miałem dokładnie taką rozmowę z szefem: Mamy na Pana zatrudnienie X zł przez trzy lata (projekt unijny) proszę sobie wybrać formę zatrudnienia. Księgowa panu policzy ile będzie na jaką umowę.
      Usiadłem podliczyłem ile mnie co będzie kosztowało i wybrałem umowę o dzieło. Sam opłacam ryczałtowe ubezpieczenie zdrowotne w NFZ (wychodzi mi ponad dwa razy mniej niż miałbym potrącane z pensji na etat – ryczałt jest liczony od średniej krajowej). Trochę więcej niż by szło na emeryturę w ZUS inwestuje sam (ZUS i tak by to przejadł) i zostaje mi jeszcze w kieszeni trochę kasy z bzdurnych składek z których i tak bym nic nie zyskał. Najlepsze, że umowę mam podpisaną tak, że do końca projektu szef miałby bardzo duży problem żeby ją rozwiązać bez mojej zgody. Jedyna wada to, że mam płacone raz na pół roku i muszę bardzo pilnować, żeby nie przekroczyć budżetu wcześniej (oj kusi czasem). Kolega, który wybrał etat ma 3 miesięczne wypowiedzenie…

      Czasami takie sytuacje się zdarzają. Choć prawda, że śmieciówki niestety w Polsce zbyt często są tylko chamskim cięciem kosztów i pracownik zostaje na tej samej kwocie netto. To jest złe. Uczciwy wybór jaki ja miałem jest ok.

    10. @Radek:
      generalnie dyskusja dotyczy pracodawców, którzy nie dają takiego wyboru. Podejście „mam budżet X, wybierz formę zatrudnienia” jest uczciwe, chociaż daje korzyści bardzo pozorne.

      „Trochę więcej niż by szło na emeryturę w ZUS inwestuje sam (ZUS i tak by to przejadł)”

      Powiedz jeszcze że wkładasz to w fundusze inwestycyjne albo coś w tym stylu.

    11. @Tomash

      „Powiedz jeszcze że wkładasz to w fundusze inwestycyjne albo coś w tym stylu.”

      Czasami nie masz wyboru. Moj rzad mi powiedzial, ze moge liczyc na panstwowa emeryture w wysokosci obecnie ok. £120/miesiac. To jest ponizej progu ubostwa, i praktycznie kazdy w UK musi oszczedzac na emeryture.

      @mpaciorkowska

      „Ba. Ja w umowie o dzieło nie miałam tego wpisane, ale ladies’ agreement było, że wdrożenie mnie do pracy będzie swoje kosztowało i że rok co najmniej będziemy ze sobą współpracować. Takie buty!”

      Ba, ja mam w umowie wpisany 3x dluzszy niz normalnie okres wypowiedzenia, zebym za szybko nie zwial jak bede chcial zmienic prace.

    12. O, Koziołek przyszedł wykładać ekonomię. Znasz się na niej tak dobrze jak na feminizmie, czy może – ho ho – jesteś ekspertem takim samym, jak od kobiet ciężarnych? Albo gramatyki języka polskiego?

      @”Tyle tylko, że racja jest po obu stronach.”

      Fałszywe symetrie przerabialiśmy już w blogosferze kilka razy, więc obawiam się, że nie.

    13. @”Trzeba ich zrozumieć ponieważ ich działanie polegające na obniżeniu kosztów jest racjonalne.”

      Racjonalne równie bardzo, jak napaść na kogoś w ciemnej uliczce ze zasłoniętą twarzą? No, racjonalne.

      Koziołek, nie męcz się już, ja Ci tłumaczyłem już, twój problem jest fizjologiczny.

      @”Jeśli *musi* kombinować i obniżenie kosztów pracy jest warunkiem rentowności biznesu, to znaczy że robi to źle i gospodarka prawdopodobnie będzie się miała lepiej bez jego biedabiznesu.”

      I dlatego NIECH ZDYCHA Z GŁODU. Prawda?

    14. @Jaś Skoczowski
      „I dlatego NIECH ZDYCHA Z GŁODU. Prawda?”

      No pracodawca nie musi zdychać z głodu; ale to nie jest tak, że prowadzenie własnej działalności jest metodą na wyjście z biedy. O czym w’ogle jest sporo fajnych przykładów, które potem.

    15. Nie chodzi o to, że ma być wyjście z biedy. Ale jak ktoś próbuje tak, to ładnie byłoby jemu nie przeszkadzać tylko dlatego, że głupio robi. Jest różnica między baniem o pracownika, a dopierdalaniem pracodawcy i jeśli ją zamazywać, to korwinoidy słusznie będą zarzucały, że mam chorobliwą niechęć do ludzi, którzy mnie nic.

    16. @Tomash Inwestuje różnie – trochę mam też w fundusach, sporo w dobrach trwałych (złoto). Porównując się do tego co by mi przyrastało na koncie w ZUS jestem do przodu (nawet w kryzysie – mało bo mało, ale do przodu).
      Dodatkowa zaleta: jeśli umarłbym dziś na zawał to moja żona dostanie sporo więcej niż z ZUS. Jeśli bym miał to w ZUSie to dostałaby zasiłek pogrzebowy (chyba coś koło 4000) i reszty kasy na oczy by nie zobaczyła…
      Nie wiem na ile wiarygodne to dane, ale w którejś z dyskusji nad podniesieniem wieku emerytalnego czytałem, że ok 40% mężczyzn nie dożywa 65 roku życia. Całkiem spore szanse, że kasa w ZUSie pójdzie nie na mnie… W moim przypadku umierając w wieku ok 60lat zostawię żonie i dzieciom całkiem ładny kawałek grosza. Z ZUSu tyle co na pogrzeb.

      @autor
      Po drugim przeczytaniu wpisu stwierdziłem, że jednak podoba mi się.
      Zgadzam się, że jeśli nie można ludziom płacić uczciwych pieniędzy to znaczy, że taka działalność się nie opłaca i nie powinno się jej kontynuować.

      Są jednak sytuacje, w których opłacalność produkcji spada (nie koniecznie na stałe) i pracodawca staje przed wyborem: a) zamknąć firmę bo się nie opłaca (wszyscy tracą pracę i on i pracownicy) b)podzielić się stratami z pracownikami (obciąć sobie zysk i im pensje) i przeczekać pogorszenie koniunktury.

      Chore to jest, że w Polsce ludzie nie nauczyli się jeszcze negocjować uczciwie takich sytuacji. Pracodawca najczęściej wybiera opcje c) całą stratę obciąć z pensji pracowników np. wymuszając samozatrudnienie lub obcinając premie.
      Robiłem kiedyś dla takiego złamasa zlecenie na studiach. Zalało mu magazyn i robiliśmy mu szybką renowację. Gość obciął wszystkim pracownikom (chyba z 5 osób – 1 to moja znajoma ze studiów) premie (a to była duża część ich pensji) „bo on ma teraz przestój i straty” z drugiej strony z córeczką na weekendowe zakupy do Londynu.
      Wiem z rozmowy z koleżanką, która pracowała dla niego na stałe, że gdyby uczciwie z nimi porozmawiał i powiedział ile kasy stracili na zalaniu i musi im przez ileś czasu mniejszą premię to pewnie by miał pracowników. Jak oni sami sobie podliczyli jakie były przez ten czas straty (firma handlowa, więc dziewczyna od faktur wiedziała to nawet lepiej niż szef) i że szef sobie z nawiązką je zrekompensował tym co im obciął to w dwa miesiące w firmie została tylko jedna osoba. A że był to akurat boom i wcale nie było łatwo znaleźć sensownych ludzi do pracy to gość się ostro przejechał na tej akcji i firma otarła się o bankructwo.

      Uczciwa sytuacja to jest wtedy kiedy szef sprzedaje S klasę i przesiada się do golfa, a pracownicy wtedy też inaczej patrzą na zaciskanie pasa.

      Powinniśmy się nauczyć odpowiedzialności w obie strony. Pracodawcy za pracowników, pracownicy za los firmy. Tego u nas w kraju strasznie brakuje. W większości przypadków obie strony próbują tylko jak najwięcej wyszarpać dla siebie nie patrząc na konsekwencje.

    17. „I dlatego NIECH ZDYCHA Z GŁODU. Prawda?”

      Lepiej niech się zatrudni u kogoś, kto ma łeb na karku.

      @Radek

      „Inwestuje różnie – trochę mam też w fundusach, sporo w dobrach trwałych (złoto). Porównując się do tego co by mi przyrastało na koncie w ZUS jestem do przodu (nawet w kryzysie – mało bo mało, ale do przodu).”

      Ja nie twierdzę że nie, ale to naprawdę jest warte tego zachodu? Oraz ZUS ma służyć nie Tobie, pracującemu, tylko aktualnym emerytom. Tak to niestety działa na całym świecie, państwowe ubezpieczenie społeczne jest de facto podatkiem na utrzymanie aktualnego pokolenia emerytów. Dlaczego tak się dzieje, patrz nie tylko niżej, ale i historia systemów emerytalnych wszystkich krajów europejskich (oraz amerykańskiego Social Security).

      „Dodatkowa zaleta: jeśli umarłbym dziś na zawał to moja żona dostanie sporo więcej niż z ZUS. Jeśli bym miał to w ZUSie to dostałaby zasiłek pogrzebowy (chyba coś koło 4000) i reszty kasy na oczy by nie zobaczyła…”

      Tzn. prywatne ubezpieczenia, jak większość produktów finansowych zresztą, mają to do siebie (patrz przykład Chile), że działają świetnie dla ludzi, dla których nie muszą działać: młodych, zdrowych, tudzież z klasy średniej. Niestety imię ich mniejszość, a oczekiwanie że ktoś zarabiający 1200 netto na umowę zlecenie będzie z tego odkładał na emeryturę jest bardzo złe i naiwne.

      @Jaś
      „Jest różnica między baniem o pracownika, a dopierdalaniem pracodawcy i jeśli ją zamazywać, to korwinoidy słusznie będą zarzucały, że mam chorobliwą niechęć do ludzi, którzy mnie nic.”

      Spróbuj założyć firmę w Niemczech, Danii, Francji albo innym cywilizowanym kraju, na którym chcemy się wzorować. Albo porozmawiaj z kimś kto założył (ważne: założył i faktycznie tam działał, a nie „rozważał”). Polskie prawo pracy jest na ich tle mokrym snem korwinisty.

    18. (w ogóle kurde, bronię ZUSu w dniu w którym mi niesłusznie — bo wszystko zapłacone ponad miesiąc temu — ściągnął z konta dwa i pół patyka; więc nie będę go dziś akurat bronił zbyt zaciekle)

    19. @Ramone, Ameba
      „Ba, ja mam w umowie wpisany 3x dluzszy niz normalnie okres wypowiedzenia, zebym za szybko nie zwial jak bede chcial zmienic prace.”

      Łojezu, a ja jak odchodziłem z firmy, uprzedzając uprzejmie że za trzy tygodnie mnie nie będzie, to sobie szefowie pluli w brodę że mnie nie wzięli na etat albo chociaż nie podpisali kontraktu z jakimś liczonym w miesiącach okresem wypowiedzenia. Ale chyba się zgadzamy że prawo pracy nie jest dla nas, młodych i rozchwytywanych specjalistów, tylko dla ludzi którzy są zmuszeni działać na rynku w drugą stronę asymetrycznym?

    20. @eli.wurman
      „Podejście, które mówi, że to dobrze, że można łatwo zwolnić pracownika jest – z punktu widzenia małego biznesu – tak idiotyczne, że aż trudno uwierzyć, że ktoś może napisać to serio.”

      Na bardziej lewicowym od twojego blogu jest to oczywiste, np dla ciotek rewolucji:
      „Kiedyś były osobne przepisy dla pracowników fizycznych i pracowników umysłowych. Choć to chyba nadal nie do końca to, o co by chodziło w danej sytuacji () TYLKO umowy na tyle elastyczne, by dawały możliwość natychmiastowego pozbycia się złego pracownika, mają sens” (johanna_haase i inne jej spod http://wo.blox.pl/2011/10/Hipster-Barista.html )

    21. @Jaś Skoczowski „Racjonalne równie bardzo, jak napaść na kogoś w ciemnej uliczce ze zasłoniętą twarzą? No, racjonalne.”

      Jeżeli dla ciebie obniżanie kosztów produkcji nie jest racjonalnym działaniem to co nim jest?

      @eli.wurman „Rzecz w tym, że bardzo wielu przedsiębiorców nie jest w stanie w racjonalny sposób zorganizować pracy, a także okrutnie brzydzi się długoterminowym planowaniem. Co się potem odbija również na nas, jako klientach, gdzieś na samym, szarym końcu.”
      powiedz mi jak można planować coś w kraju, w którym np. prawo podatkowe ma niezdrową tendencję do zmieniania się co kilka tygodni.
      Przykładowo ustawa o VAT z 1993 roku: http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19930110050+2001%2410%2401&min=1 tekst ogłoszony 16 stron, ujednolicony już 102. Ustawa uchylona w 2004 roku nową ustawą o VAT http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20040540535+2005%2406%2401&min=1 która na dzień dobry miała już 157 stron, a tekst ujednolicony z tego roku (Dz. U.
      z 2011 r. Nr 177, poz. 1054) ma już jedyne 198 stron. A to tylko podatek VAT i tylko ustawa. Do tego są przepisy wykonawcze ( http://isap.sejm.gov.pl/RelatedServlet?id=WDU20040540535+2005%2406%2401&type=9&isNew=true ) czyli jedyne 136 aktów prawnych z czego część uchylona. Dodatkowo wielu przedsiębiorców pracuje też w oparciu o inne akty prawne np. prawo przewozowe (bardzo przyjemne, ale od cholery dodatków i ozdobników technicznych).
      Zresztą przykład Tomasha, którego załatwił ZUS. Sądzę, że pieniądze prędzej czy później odzyska i nie są to kwoty, że będzie nam tu głodem przymierał. Jednak już takiego Optimusa udało się załatwić na cacy.
      Obie strony ciągną w swoim kierunku i obie mają swoje cele. To, że przy okazji państwo wrzuci czasami jakiś prawny granat do tego ogródka powoduje tylko tyle, że zarówno pracodawcy są postrzegani jako krwiopijcy jak i pracownicy jako łupieżcy, koszty i nieroby.

    22. @Radek
      „Nie wiem na ile wiarygodne to dane, ale w którejś z dyskusji nad podniesieniem wieku emerytalnego czytałem, że ok 40% mężczyzn nie dożywa 65 roku życia”

      To rewelacje z brukowca Fakt (ten od Warzechy), Gratuluję nie tylko źródełka ale i wnioskowania gównianego.

      „Całkiem spore szanse, że kasa w ZUSie pójdzie nie na mnie…”

      Tu też masz małe pojęcie.

    23. @ajsord
      Też mnie gnębiła wiarygodność tych liczb i trochę poszukałem. Pojawia się to w kilku miejscach i autorzy powołują się na jakiś raport z europejskiego badania obejmującego kilka krajów, ale niestety nikt nie podaje tytułu ani nie podlinkowuje źródła. Znalazłem tylko wiarygodny raport dotyczący USA gdzie było napisane, że u nich 70% populacji żyje dłużej niż 65 lat. Biorąc pod uwagę niższą średnią długość życia mężczyzn niż kobiet można przyjąć, że trochę więcej niż 30% mężczyzn nie dożywa u nich 65 lat. Moim zdaniem to częściowo uwiarygadnia 40% w Polsce.

      „„Całkiem spore szanse, że kasa w ZUSie pójdzie nie na mnie…”

      Tu też masz małe pojęcie.”

      Niezręczne sformułowanie. Miałem na myśli, że ja będę płacił składki, a w przypadku mojej śmierci przed emeryturą rodzina dostanie tylko zasiłek pogrzebowy ew. dzieci jakąś groszową rentę dopóki będą się uczyć.

    24. Podlinkowany przez Ciebie wpis jednoznacznie tłumaczy dlaczego mamy w kraju biedakapitalizm i że trzeba po prostu zawijać się z rodziną i spierdalać.
      I to daleko.
      P.S. Żeś się rozpisał. Sypiesz notkami jak z karabinu.

    25. @Radek
      To idź, kurwa, do księdza niech ci z Bozią zagwarantują długie życie, żeby Ci się ZUS zwrócił.

    26. „Zwolnienie i poszukiwanie nowego pracownika, wdrożenie nowego pracownika, cały hajs i czas, który wkłada się w przekazanie mu tych rzeczy, które mają wpływ na jego efektywność – nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby to pomijać, fapiąc do form zatrudnienia, które to umożliwiają. Jasne, to się może wygodnie sprawdza w przypadku ładowacza towaru w hipermarkecie (i też to właśnie duże sieci handlowe najradośniej korzystają z „elastycznych form zatrudnienia”).”

      A gdzie tam. Miałem okazję pracować dla firmy, której model biznesowy opierał się na braniu ludzi po (albo i na) studiach, płaceniu im najmniej jak się da i oraniu ich tak długo, aż wreszcie się nie zmęczą i nie odejdą. W przypadku programistów, ludzie zmieniali się dość szybko – bo wszyscy, z wyjątkiem najcierpliwszych, znajdowali sobie po jakimś czasie coś lepszego. Nie pamiętam przypadku, żeby komuś z tych odchodzących zaoferowali chociażby odrobinę więcej – a płacili naprawdę marnie. Sami z siebie też zwalniali sporo. A, że zatrudniali na czas określony, każdemu wywalonemu musieli jeszcze płacić za miesiąc wypowiedzenia.

      Firma do dziś istnieje i wydaje się mieć całkiem dobrze – chociaż, oczywiście, cały czas przyjmują kogoś nowego.

    27. Dwa dni robiłem w firmie, w której codziennie ktoś przychodził na rozmowy kwalifikacyjne. Może akurat trafiłem na intensywne rekrutowanie, ale nie wydaje mi się, bo nikt z kim rozmawiałem nie pracował dłużej niż trzy tygodnie. Zdaje się, że poza technikami nikt tam za długo nie siedział.
      Ogólny chaos bym jeszcze przeżył, w końcu to nie mój biznes. Kiedy jednak widziałem jak gość nie mógł się doprosić po trzech tygodniach ani o pieniądze za umowę o dzieło, ani o samą umowę, to spasowałem. Dodatkowo szef przy mnie żalił się, że lada chwila wszystko może paść na pysk i mogą stracić płynność finansową. Postanowiłem, że lepiej pozabijać mutanty w Falloucie.

    28. @gantolandon
      No shit sherlock, czy ta firma przypadkiem była z miasta na literę „Ł”?
      Kurkawodna, jak ja po trzech takich miejscach serdecznie znienawidziłom „rodzimy byznes informatyczny” i przez następne kilka lat pracowałom dla krwiożerczych międzynarodowych korporacji, które przynajmniej były mi w stanie zaoferować pensję powyżej średniej krajowej i sensowny system rozliczania mojej pracy. Obecnie utknęłom gdzieś pomiędzy, ale to zupełnie inna historia. I znowu rozglądam się za czymś innym…
      To właśnie w pierwszej z tych firm dowiedziałom się poważnej mądrości życiowej, że jedyny dział który zarabia na firmę to handel, wdrożenie jest w zasadzie na zero (bo niby też dostaje się za nich pieniądze, ale też mają sporo overtime i trzeba im oddawać za paliwo i delegacje), a admini i koderzy to tylko koszty bez pokrycia. I w związku z tym nie ma sensu szkolić ich bo przecież każdy idiota umie postawić windozę i napisać program w delphi.

    29. @eli.wurmanw
      Jasne, żaden problem.

      @Jiima
      „No shit sherlock, czy ta firma przypadkiem była z miasta na literę „Ł”?”

      Nope. Co więcej, nie była to rodzima firma, ale stuprocentowy zagraniczny kapitał, który przyszedł tu w poszukiwaniu taniej siły roboczej. Międzynarodowe firmy i korporacje potrafią rżnąć swoich pracowników równie dobrze, jak polscy wąsacze. Potrafią się przy tym jednak znacznie lepiej zorganizować i robić to bez zbędnej bucery, toteż rzadziej to wychodzi.

    30. @ Koziołek: „Z jednej strony koszty pracy jako takie są wysokie”

      Gdzie, w Polsce? Eurostat says no.

    31. Jeszcze wczoraj twierdziłeś, że sednem sprawy jest fakt, że ,Z jednej strony koszty pracy jako takie są wysokie i bardzo często przedsiębiorca musi kombinować jakby tu je obniżyć. Stąd bierze się niechęć do płacy minimalnej czy etatu. „, a nie to, co owe koszty dają pracownikowi. Cieszę się, że tak szybko dałeś się przekonać.

    32. @Aethelstan, powiem prościej. Mamy wysokie koszty pracy w stosunku do tego na co można liczyć. Mamy gównianą opiekę medyczną. Jako emeryt nie stać mnie na wakacje na dominikanie, a emeryta z Niemiec stać, Mamy niziuteńkie renty, aktywizacja niepełnosprawnych leży (a jak jako pracodawca ich nie zatrudniasz to płacisz karę, warunkiem jest przekroczenie iluś tam zatrudnionych). Zatem koszty pracy ponoszone przez pracodawcę i pracownika są wysokie, a profity słabe.

    33. Hihi, tak tylko na marginesie dodam, że znajoma właśnie przyleciała z Irlandii (gdzie pracuje legalnie), żeby zrobić sobie CT, ze względu na czas oczekiwania.

      @Koziołek
      „Zatem koszty pracy ponoszone przez pracodawcę i pracownika są wysokie, a profity słabe.”

      A obniżenie kosztów pracy jak ma prowadzić dla zwiększenia wysokości rent, emerytur, czy poprawy opieki medycznej?

    34. „Jako emeryt nie stać mnie na wakacje na dominikanie, a emeryta z Niemiec stać”

      W Niemczech koszty pracy są wyższe w Polsce.

      „Mamy gównianą opiekę medyczną[…] Mamy niziuteńkie renty”

      Tego nie neguję, ale chyba nie sądzisz, że ,,kombinowanie, żeby je [koszty pracy] obniżyć” tudzież niezatrudnianie na etacie miałoby to poprawić?

      „Zatem koszty pracy ponoszone przez pracodawcę i pracownika są wysokie, a profity słabe.”

      Jeszcze 2 komcie temu powoływałeś się tylko na interes (rzekomo) przygniecionego ciężarami przedsiębiorcy i twierdziłeś, że „racja jest po obu stronach” (a drugą stroną jest smutny bloger płaczący nad losem pracodawcy zmuszonego do płacenia swoim pracownikom). Może po prostu przyznaj, że z tymi „jako tako wysokimi kosztami” to nie jest prawda?

    35. Tutaj koledzy chyba inwestują. Zatem można w ten sposób. Można też wymusić na władzy poprawienie i uproszczenie systemu. W ten sposób z jednej strony koszty spadną, a z drugiej wzrośnie jakość usług, bo system będzie prostszy i nie będzie numerów typu brak refundacji na leki ponieważ nie ma lekarzy rozumiejących jak to ma działać.
      U nas łączymy niestety wysokie koszty i nieefektywne zarządzanie z naszą narodową tendencją do komplikowania sobie życia.

    36. @Radek
      „Też mnie gnębiła wiarygodność tych liczb i trochę poszukałem. Pojawia się to w kilku miejscach i autorzy powołują się na jakiś raport z europejskiego badania obejmującego kilka krajów, ale niestety nikt nie podaje tytułu ani nie podlinkowuje źródła.”

      Mnie nie gnębiła i nie szukałem (wystarczy zajrzeć do roczników statystycznych GUS aby zweryfikować). Byłem tylko ciekaw skąd to g.. wyciągnąłeś.

    37. @mig_watch

      „Until the state ferrets out corruption in every possible aspect, I won’t start a business”

      Czyli facio tak sobie teoretyzuje, i w dodatku stawia warunki niemozliwe do spelnienia.

    Skomentuj

    Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

    Logo WordPress.com

    Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

    Zdjęcie z Twittera

    Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

    Zdjęcie na Facebooku

    Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

    Zdjęcie na Google+

    Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

    Connecting to %s