W stronę zachodzącego słońca

Jechałem wczoraj z miasta na wieś, i w blasku zachodzącego słońca zaświtało mi, że nigdy z nikim nie będę miał tylu wspólnych neuronów, co ze Sławkiem.

To i namiętność do papierosów. Jedyne, co pozostaje wspólne dla tego, co było przed i tego, co jest teraz. Prochy i problemy z deklem, nagłe przepoczwarzenie, wszystkiego uczysz się na nowo. Ten stół, ta ława, to światło za oknem – to już nie jest to światło, ten stół, ta ława, to są zupełnie nowe rzeczy, do nauczenia się. Pierwsze kroki po okresie dosyć dramatycznym, obfitującym w zepchnięcie się ze wszystkim pod własny dekiel, zastanawiałem się nawet, czy nie mam autyzmu, drażnią cię dźwięki, obiekty, a w wyobraźni dzieje się własna prywatna odyseja kosmiczna 2001, sceny ostatnie, zaludnia się ludźmi i obiektami, by stać się jałową pustynią, na której zaraz wyrastają kwiaty, a pośród nich ludzie, którzy mówią, którzy milczą, patrzą, mrugnięcie okiem, już jesteś z powrotem, stoisz przy barierce w galkraku, na 3 piętrze (+1, licząc od poziomu gruntu), stajesz się trzymanym w dłoni telefonem komórkowym, wypadasz sobie z ręki, pędzisz w dół, rozpadasz się na kawałki, oczy gapiów, stajesz się nimi, milionem oczu wgapionymi w samego siebie, bum, minęło ledwie mrugnięcie powiek, w twoim mózgu wydarzył się mały, prywatny wszechświat.

Advertisements

One thought on “W stronę zachodzącego słońca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s