Społeczna odpowiedzialność biznesu

To coś na co nie należy liczyć. Biznes nie jest od bycia odpowiedzialnym społecznie, od rozważania moralnych i etycznych konsekwencji swoich działań. Nie łudzę się, nie liczę, że kiedykolwiek zacznie. Znaczy, mam nadzieję, ale w ograniczonym zakresie. Wynika ona z tego, że planowanie długoterminowe w biznesie jest skorelowane z tym co etyczne i moralne (sprawdzić czy nie jesteś google czy facebookiem, korporacją o wielkich ambicjach prawotwórczych).

Skoro biznes nie będzie społecznie odpowiedzialny to znaczy, że my sami musimy tę odpowiedzialność społeczną zorganizować. Taką rolę ma, co za niespodzianka, państwo. Przez ostatnich dwadzieścia lat z kawałkiem tę społeczną odpowiedzialność państwa próbowano, często skutecznie, rozmontować i sprywatyzować. Jest listopad, więc mniej optymistycznie patrzę na świat i uważam, że osiągnęliśmy coś jak PNR. Jesteśmy już w tym rozmontowywaniu tak daleko, że nie ma powrotu do stanu wyjściowego, jedyne co można robić to redukować szkody.

I w to moje pesymistyczne myślenie o świecie wpada mi w miejscu gorszym niż usenet człowiek, który się dziwi. Rozmowa tyczy się biednych polskich firm, które nie stać na zapłacenie pracownikowi minimalnego wynagrodzenia. Stoję sobie na radosnym stanowisku, że firmy te powinny upaść. Bo są szkodliwe, zarówno z lewicowego spojrzenia na sprawę (krzywda pracownika) jak i z prawdziwiewolnorynkowego (psuje się rynek). Na co dostaję, że przecież to nie ich wina. I tu właśnie przychodzi moment, kiedy dociera do mnie, że ludzie nie rozumieją prostej zależności: twoje i twoich współobywateli przeszłe decyzje polityczne i gospodarcze mają swoje konsekwencje. Jedną z konsekwencji tych decyzji jest to, że mamy taki a nie inny kształt rynku. I, dalibóg, byłoby za to odpowiedzialne państwo. Ale nie. To nie wysokie podatki, to nie wysokie składki na ubezpieczenia zdrowotne, fgśp czy inne fiu bździu odpowiadają za to, że jest masa firm, które są po prostu nieopłacalne. Równie dobrze można argumentować, że komuś zakaz pracy dzieci powoduje, że mu się biznes nie opłaca.

Dobrze zdezorganizowana akcja

Nawoływanie do dalszego obniżania podatków jest po prostu nawoływaniem do tego, żeby przesunąć środki z budżetu do banków i instytucji finansowych. Które to instytucje głosami swoich specjalistów nawołują do dalszej prywatyzacji kolejnych obszarów działalności państwa. To oczywiście wszystko wygląda ładnie na papierze i pięknie w krótkim terminie, a PKB od tego puchnie, tylko że tutaj nie ma ani słowa o odpowiedzialności względem społeczeństwa. Kapitał nie chce, nie lubi, nie jest, nie był i nie będzie odpowiedzialny za swoje decyzje (przecież nie będziemy skazywać spółek wraz z zarządami udziałowcami na 25 lat więzienia). Dlatego uważam, że przesuwanie kompetencji państwa w ręce kapitału to nie jest najszczęśliwszy pomysł.

20 lat kapitalizmu chyba powinno nauczyć wszystkich, że my tutaj na dole nie jesteśmy kapitałem. Nawet jeśli to od naszej aktywności, od naszej pracy, naszych podatków, naszych planów, ambicji, marzeń, nieprzespanych nocy i pogorszenia stanu zdrowia zależy wzrost PKB – to on nie ma nic do rzeczy, bo sami sobie odcinamy, decyzjami politycznymi, dostęp do tych pieniędzy i wpływu na ich dystrybucję.

Krótko rzecz ujmując – wszyscy, którzy marudzą, że podatki uniemożliwiają im dysponowanie wypracowanymi pieniędzmi powinni wreszcie skumać, że oddanie tych pieniędzy w formie niskoopodatkowanych zysków uniemożliwia im dysponowanie wypracowanymi pieniędzmi jeszcze bardziej.

Oczywiście, można argumentować w Wimmerowskim stylu (pamiętaj, Wimmer zajebałby Breivika spinaczem!), że przecież PKB wzrosło i coś tam jeszcze też podskoczyło. Problem polega na tym, że mimo obniżki obciążeń podatkowych od tamtego czasu jakoś nie widać, żeby udział pracowników w przychodach przedsiębiorstw jakoś znacząco wzrósł (a ja po cichu obstawiam, że np. dzięki powszechnemu wykorzystaniu spychania na samozatrudnienie, wykorzystaniu APT, nielegalnych umów cywilnych w miejsce stosunku pracy, oraz przede wszystkim wzrostu płac poniżej wzrostu PKB – nawet spadł).

stawki CIT:

  • od 1 stycznia do 31 grudnia 1997 r. – 38% podstawy opodatkowania
  • od 1 stycznia do 31 grudnia 1998 r. – 36% podstawy opodatkowania
  • od 1 stycznia do 31 grudnia 1999 r. – 34% podstawy opodatkowania
  • od 1 stycznia do 31 grudnia 2000 r. – 30% podstawy opodatkowania
  • od 1 stycznia do 31 grudnia 2001 r. – 28% podstawy opodatkowania
  • od 1 stycznia do 31 grudnia 2002 r. – 28% podstawy opodatkowania
  • od 1 stycznia do 31 grudnia 2003 r. – 27% podstawy opodatkowania

Bilans musi wyjść na zero

Koszt kształcenia ucznia w publicznej szkole podstawowej i gimnazjum w Ciechanowie w 2008 r. to średnio 4.291 zł, co daje nam jakieś ~40.000 zł przez okres 9 lat, a w liceum czy szkole zawodowej jakieś 6.500 zł, co daje nam kolejne dwadzieścia kafli. I teraz ciekawostka: ile lat pracy pracownik zatrudniony z płacą minimalną musi poświęcić, żeby podatkiem dochodowym spłacić sam koszt swojego wykształcenia? Z obliczeń pi razy drzwi wyszło mi ~50 lat. Pięćdziesiąt lat płacenia podatku, żeby spłacić 13 lat edukacji. ROI z ucznia, który potem ląduje w śmieciowej pracy jest naprawdę znakomite!

Oczywiście – im większe miasto – tym koszty wyższe.

W internetowych dyskusjach o kształcie rynku w Polsce często przywoływana jest tzw. godna płaca, i co ona właściwie oznacza. Godna płaca to nic innego jak intelektualny wihajster do wskazania, że z aktualnymi płacami coś jest mocno źle, coś, czego nie przedstawia się pod publiczny osąd: wszyscy wiemy, że są niskie, ale cóż, przecież jest kryzys, no i przecież nie można płacić poniżej zwrotu z pracownika.

Tylko jeśli ten zwrot z pracy pracownika jest poniżej kosztów dostarczenia tego pracownika na rynek pracy – to my wszyscy za niego płacimy. My wszyscy, którzy mają trochę lepiej i płacą trochę wyższe podatki. W gospodarce – w przeciwieństwie do ekonomii – nic nie ginie, zawsze musi się znaleźć ktoś, kto te koszty pokryje.

Powtórzę raz jeszcze, żeby dotarło: pracodawca płacący pensję minimalną pracownikowi domaga się od nas wszystkich tego, byśmy do tego pracownika dopłacali. Oczywiście – nie są to dopłaty bezpośrednie (choć takie sytuacje też się zdarzają, poprzez np. obniżki/zawieszenie podatków od nieruchomości czy ZUS dla inwestorów zagranicznych w SSE).

Uspołecznianie kosztów

Zad.1 Na przykładzie zysków i aktywów PKO BP wskaż początek i koniec kryzysu:

Zysk netto:

Aktywa:

2002 – 1,051 mld zł

2002 – 82,0 mld zł

2003 – 1,228 mld zł

2003 – 84,4 mld zł

2004 – 1,872 mld zł

2004 – 85,1 mld zł

2005 – 1,676 mld zł

2005 – 90,3 mld zł

2006 – 2,047 mld zł

2006 – 99,8 mld zł

2007 – 2,720 mld zł

2007 – 105,3 mld zł

2008 – 2,881 mld zł

2008 – 131,2 mld zł

2009 – 2,432 mld zł

2009 – 153,7 mld zł

2010 – 3,311 mld zł

2010 – 167,2 mld zł

2011 – 3,807 mld zł

2011 – 190,7 mld zł

za: wikipedia, przecież nie będę się grzebał w ich raportach

W grudniu 2011 roku w Wyborczej:

„183 mld zł – polskie firmy jeszcze nigdy w historii nie miały tyle pieniędzy na kontach. Obrosły w gotówkę, bo nie inwestowały. – Szykują się na kryzys – mówią ekonomiści”

„Od stycznia 2007 r., czyli czasu, gdy o kryzysie nikt nie słyszał, wartość oszczędności firm wzrosła o 58 mld zł.”

„Niepewne czasy spowodowały, że nawet po pierwszej fali kryzysu w 2009 r. polskie firmy wolą obrastać w gotówkę, zamiast inwestować.”

Czasem spotykam się z argumentem, że wysokie dochody topmenedżmentu, zarządów i prezesów są premią za ryzyko. Z czym zgadzam się o tyle, że uważam, że prawidłowa definicja wszelkiej działalności biznesowej to «ponoszenie ryzyka w celu osiągnięcia korzyści», z czym nie zgadzam się, bo wiem dobrze, jakiego rodzaju jest to ryzyko, tj. nie ma tam ani odpowiedzialności finansowej, ani karnej.

Czasem spotykam się z argumentem, że wysokie dochodu topmenedżmentu, zarządów i prezesów są premią za umiejętności, wiedzę i talent. I że to właśnie te cechy wymagają bycia dobrze opłacanymi.

Jak połączymy to ponoszenie ryzyka z umiejętnościami, wiedzą i talentem to się okaże, że firmy, które wiecznie boją się inwestować, czy jest kryzys, czy go nie ma (szybki gugiel: w 2006 też się bały) może wcale nie są zarządzane przez ludzi z umiejętnością, wiedzą, talentem i ze zdolnością do ponoszenia ryzyka. Na tej awersji do ryzyka przez ostatnie dwa lata aktywa firm wzrosły o 17 mld złotych.

Andrzej Blikle argumentuje, że jak się te 200 mld zł podzieli przez 2,2 mln aktywnych firm w Polsce, to to wychodzi jakieś śmieszne 91 tysięcy złotych. Zapytajcie swoich znajomych, którzy prowadzą DG, kiedy ostatnio mieli na koncie luźnie 91 kafli.

Blikle twierdzi również, że pieniądze te są firmom niezbędne do inwestycji; tyle że hajs potrzebny do inwestycji łączy się z kredytem i te pieniądze dość szybko znikają z rachunków.

Luźna obserwacja – co roku 8,5 mld złotych znika z rynku, bo zarządy, prezesi i topmenedżment nie bardzo się orientują, jak mogą rozwijać swój biznes, a poza tym mają awersję do ryzyka inwestycyjnego.

Choć osobiście obstawiam, że nie mają awersji do inwestycji – po prostu nie satysfakcjonuje ich przeciętny zwrot z tych inwestycji.

Odchodząc nieco od oceny kwalifikacji i zdolności ponoszenia ryzyka, obserwacja: skoro boją się przeciętnych zwrotów z inwestycji, mogliby się podzielić tymi zyskami ze swoimi pracownikami. Co pewnie przełożyłoby się na pobudzenie rynku i większy zwrot z inwestycji w przyszłości.

Bojownicy o wolny rynek

Skoro organizacje przedsiębiorców domagają się tego, by respektowane były zasady rynkowe – jestem skłonny się na to zgodzić, pod tym warunkiem, że podatki z płacy minimalnej będą w stanie zwrócić koszt wejścia takiego pracownika na rynek pracy (nie tylko edukacja, ale i opieka zdrowotna, koszty infrastruktury, kultury, zapewnienia bezpieczeństwa) oraz zostawić parę groszy dla następnego pokolenia.

 

Reklamy

49 myśli na temat “Społeczna odpowiedzialność biznesu

  1. @Odpowiedzialność społeczna:
    To w znacznej mierze kwestia kultury. Pamiętam, jak w latach 90-tych zestawiano wartości polskich przedsiębiorców z ich odpowiednikami na Zachodzie (pozyskane z ankiet). W pierwszej dziesiątce polskich nie było dbałości o pracowników; u Zachodnich była na miejscu medalowym.
    (Co oczywiście też nie jest takie proste, ale przynajmniej sugeruje, że tam wypadało to deklarować, a u nas nikt tego nie uczył.
    I jeszcze jedna rzecz — nie wiem, czy na Zachodzie tak jest nadal. A wątpię.)

    I a propos uczenia, złapałem się ostatnio na tym, że przecież relacje pracownik-pracodawca; i relacje obywatelpodatnik-państwo, są analogiczne. Ale w publicystyce nie funkcjonuje odpowiednik krzywej Laffera do przedsiębiorstw; ba! powołujący się na nią, są jak najdalsi od sugerowania potrzeby dobrego wynagradzania.

  2. @Witek
    totalnie wierzę w crowdsołrsowanie takich rzeczy jak korekta (tzw. korekta obywatelska); dlatego – jeśli widzisz literówki, wskaż mi, proszę;

    @pak4
    „To w znacznej mierze kwestia kultury.”

    Nie wierzę w to.

    „Pamiętam, jak w latach 90-tych zestawiano wartości polskich przedsiębiorców”

    Wartością dla przedsiębiorcy jest to, co mu wychodzi na koniec roku obrachunkowego. Może paru jest takich, co tam lubią sobie podpimpować ego jakąś dobroczynną działalnością – ale wciąż jest to dobroczynność, to raczej nie rozwiązuje żadnego problemu. Ot, plaster.

    „krzywej Laffera”

    Krzywa Laffera to w ogóle jakiś intelektualny wihajster, o którym wiadomo to, ze nie działa.

  3. Krzywa Laffera to nie wichajster. To zwykły gwałt dokonany na matematyce. Ze szczególnym wskazaniem na analizę matematyczną.

  4. @Wojtek
    Dzięki :*

    @poziomka
    Oczywiście; chciałbym tylko nadmienić, że ekonomia nie jest nauką ścisłą, więc „krzywa” w tym sensie ma znaczenie „jestem obrazkiem, który potwierdza anegdotę”.

  5. Smutno się czyta, gdy ktoś z dumą przyznaje, że nie rozumie czegoś tak prostego jak krzywa Laffera. Pozdrowienia dla marzycieli państwowców od szarej strefy. Życzę wam z całego serca tych 91 tysięcy na koncie. (Czekam z utęsknieniem na powrót czasów dzieciństwa, gdy chleb kosztował 10 koła ;)

  6. Smutne to jest czytanie, gdy ktoś smuci się faktem, że ktoś nie rozumie czegoś tak prostego, jak splot tkaniny w nowych szatach cesarza.

    Tak w ogóle, to czemu wypychanie pracowników na samozatrudnienie/umowy o dzieło lub zlecenia nie jest uznawane za czyn nieuczciwej konkurencji? :/

  7. Kosztowało przede wszystkim mnie i moją rodzinę dużo ciężkiej pracy oraz wyzbycie się postawy roszczeniowej. Moi drodzy, jeśli dajecie się wciągnąć w piramidkę papierowego pieniądza, bo uważacie, że wam się należy; jeśli plujecie na prawa ekonomii, bo z środka waszej banieczki wydają się nie obowiązywać, to ktoś po drugiej stronie tęczowej powłoczki z chęcią przygarnia wasze procenty i zarabia bez ryzyka trzymając kapitał (waszego zaufania). Zawstydzanie podatnikiem na mnie nie działa, nie mam auta ni mieszkania w kredycie, a mój wkład w ekonomię jest dodatni.

  8. Nie. Obok Twojej indywidualnej pracy – kosztowało również mnóstwo publicznych pieniędzy, z których wystawiona została i utrzymywana jest infrastruktura. Z których dofinansowano Twój wyjazd na Erasmusa i tak dalej.

    Ekonomia to nie jest nauka ścisła, żeby mogła mieć jakieś prawa.

    Z gospodarką może być już jednak inaczej – np. ktoś musi pokryć koszty finansowania całego systemu. Pracownik z płacą minimalną nie jest w stanie pokryć nawet kosztów swojej edukacji.

    Uważam, że to mocno szkodliwe dla rynku w Polsce.

    Oraz: śmiesznie słuchać, jak ktoś, kto zarabia w granicach 5-7k brutto mówi o swoim „dodatnim wkładzie w ekonomię”.

  9. Oj, skąd wytrzasnęliście owego Dziubka? Zachowuje się, jak postać z tandetnego serialu. Moim zdaniem jest kreacją literacką.

  10. Właściwie to zacznijmy od tego, że mam głębokie wrażenie, że my się właściwie zgadzamy. Między innymi Erasmus (który oczywiście wliczam po stronie długów wobec państwa) mi to uświadomił. Wydajemy się być po dwóch stronach balustrady, a to co nas dzieli to tracący na wartości z każdą transakcją środek wymiany. Łatwo jest się nam nawzajem winić i przyznaję się, że moje wypowiedzi były rażące.

    Akapit zaczynający się od „Dobrze zorganizowana akcja” wyraźnie wskazuje, że rozumiesz sytuację. Nieporozumienie rodzi się w słowach „kapitalizm”, „publiczne pieniądze”, „podatnik”, które w kraju zadłużonym na lekko licząc 150% PKB zaczynają tracić swoje znaczenie. Tak samo jak Twoje wyliczenia. Pamiętam jeszcze jak nosiłem datki zwane funduszem rodzicielskim na moją podstawówkę wynoszące kilkadziesiąt złotych. Datki te, pobierane od zamożniejszych uczniów pokrywały znaczącą część jej budżetu. Jak to się ma do tych napompowanych kosztów edukacji, które wymieniłeś? Nijak, bo to nie jest dzisiejsze kilkadziesiąt złotych.

    A jednak ekonomia jest nauką ścisłą. Krzywa Laffera działa, operujesz po prostu złą walutą. W Polsce nie jest problemem ustawowa kwota podatku a jej podniesienie nie rozwiąże problemu. Państwo jest zakładnikiem. Problemem jest szalejąca (głównie na polu środków trwałych) inflacja, którą państwo maskuje swój dług i która oczywiście (tak jak piszesz) sprzyja wielkiemu kapitałowi. Problemem jest też obciążenie biurokratyczne firm, które zmierza do stłamszenia tej inflacji, tam gdzie zwykły człowiek jej nie widzi. To promuje wzrost korporacji walczących z tymi obciążeniami i przesuwa problem jeszcze dalej w prawo krzywej.

    Zbierajmy kapitał i bądźmy kapitalistami, żeby móc płacić swoim pracownikom tyle, ile wystarczy na sfinansowanie ich edukacji. Nikt za nas świata nie naprawi.

    (Wkład w ekonomię nie liczy się moją pensją a pracą, za którą klient płaci 4x tyle. Jest moim zaniedbaniem niewykorzystanie rynku i obiecuję poprawę. )

  11. @Adrian
    ” Nieporozumienie rodzi się w słowach “kapitalizm”, “publiczne pieniądze”, “podatnik”, które w kraju zadłużonym na lekko licząc 150% PKB zaczynają tracić swoje znaczenie.”

    Bzdura. To zadłużenie wynika właśnie z mechanizmu uspołeczniania kosztów, tych sztucznie i ponad miarę ograniczonych kosztów pracy, wynikających w dużej mierze z niewłaściwej dystrybucji przychodów firm, o czym świadczą nadwyżki na rachunkach bankowych oraz mierzony udział polskich pracowników w przychodach przedsiębiorstw w porównaniu do innych krajów ue.

    „Datki te, pobierane od zamożniejszych uczniów pokrywały znaczącą część jej budżetu.”

    Szkoły? Serio? Słyszałeś kiedyś o czymś takim jak „subwencja oświatowa” i jaki ma udział w pokrywaniu kosztów funkcjonowania placówek szkolnych?

    „Jak to się ma do tych napompowanych kosztów edukacji, które wymieniłeś?”

    To nie są napompowane koszty, to są raczej bardzo umiarkowane koszty; to jest, dla Ciechanowa, jakiś tysiąc euro rocznie. IMO żadne szalone pieniądze.

    „Krzywa Laffera działa”
    Pokażesz jakieś dane historyczne, że tak jest? Bo ja wiem, np. opowiesz mi o tym jak w czasie, kiedy w USA górna stawka podatku dochodziła do 95% mieli tam dramatyczną recesję?

    Krzywa Laffera jest modelem teoretycznym, czegoś, co można obserwować w krótkim terminie, o luźnym związku z rzeczywistością.

    „Problemem jest szalejąca (głównie na polu środków trwałych) inflacja”

    Nie wiesz co to są środki trwałe, prawda? Oraz: nie, nie mamy szalejącej inflacji. Ceny są imo dosyć stabilne. Mamy natomiast deflację na rynku pracy.

    „Problemem jest też obciążenie biurokratyczne firm”

    Przykro mi, ale zupełnie tego nie dostrzegam. Uważam, że biurokratyzm związany ze współpracą z bankami czy naprawdę dużymi firmami jest dużo większy.

    „Zbierajmy kapitał i bądźmy kapitalistami”

    Nigdy nimi nie będziemy.

    „Wkład w ekonomię nie liczy się moją pensją a pracą”

    Ekonomia a gospodarka. Wskaż różnice. Oraz: o tym właśnie jest ta notka – że ten wkład w gospodarkę ląduje – może akurat nie w wypadku twojej firmy, ale to popularna praktyka – na rachunkach bankowych, zamiast do tej gospodarki wracać jako inwestycje i bodziec do wzrostu rynku wewnętrznego.

    „A jak nazwać syndrom kogoś, kto wierzy, że jest ofiarą i jest w stanie oddać za to wierzenie swoją wolność?”

    Nie wiem czy tu ktoś wierzy w bycie ofiarą. Ja tu widzę po prostu złe gospodarowanie, nienależną premię za ryzyko w postaci zysków, bo przecież firmy nie są skłonne do ponoszenia tego ryzyka (co widzimy po wysokości ich depozytów).

    „Jest moim zaniedbaniem niewykorzystanie rynku i obiecuję poprawę.”

    Bardzo się cieszę, że masz taką możliwość, ale większość ludzi nie ma. Ciebie zresztą też to prawdopodobnie czeka: http://www.computerworld.pl/news/390233/Wynagrodzenie.w.IT..stabilne.i.stosunkowo.wysokie.html

  12. Wyprowadzenie krzywej Laffera można znaleźć tutaj:

    http://www.rri.wvu.edu/WebBook/Garrett/chapterthree.htm

    Autor prawidłowo wylicza zysk z podatku przy założonym robi założenie z sufitu:

    „…The inverse relationship (assumed linear) between tax rates and tax bases can be expressed as:…”

    Czemu liniowe nie wiadomo. Brak również jakichkolwiek odniesień do empirii odnośnie założonego „Prawa Ekonomii”. Po czym radośnie konstruują łądną symetryczną i okrągłą krzywą Laffera tak jak sobie założyli i biorą się do „estymacji regresyjnej” tej prymitywnej formuły. Czemu nie zajęli się założeniem wyjściowym żeby sprawdzić czy jest prawdziwe?

  13. Krzywa Laffera to model teoretyczny, który tłumaczy dlaczego słabe państwo nie jest w stanie wyegzekwować pieniędzy od silniejszej od niego korporacji. Z tego co wiem traktowanie jej kształtu jest ogólnikowe. Chodzi o prostą regułę, że ludzie nie będą pracować, jeśli nie będą mieli dostępu do owoców swojej pracy. Przesuwając stopę opodatkowania wiele tutaj nie zmienisz.Dowodów na działanie jest mnóstwo, na przykład wpływy państwa z fotoradarów.

    Możesz nazywać premię od kapitału zgromadzonego przez banki nienależną i w moim rozumieniu sprawiedliwości ona również taka jest. W rzeczywistości (weźmy za przykład rynek mieszkaniowy) brak zaufania do potencjalnego dzierżawcy z Polski i umiejętności oszczędzania, a zaufanie do kredytu w pustym pieniądzu powoduje taką sytuację.

    Z innej perspektywy ten system rezerwy częściowej wygląda tak, „że ten wkład w gospodarkę ląduje – może akurat nie w wypadku twojej firmy, ale to popularna praktyka – na rachunkach bankowych, zamiast do tej gospodarki wracać jako inwestycje i bodziec do wzrostu rynku wewnętrznego.”

    Co Ty byś zrobił, gdybyś za każdą skitraną złotówkę mógłbyś wypożyczyć 10 na 5%?

    „Bzdura. To zadłużenie wynika właśnie z mechanizmu uspołeczniania kosztów, tych sztucznie i ponad miarę ograniczonych kosztów pracy, wynikających w dużej mierze z niewłaściwej dystrybucji przychodów firm, o czym świadczą nadwyżki na rachunkach bankowych oraz mierzony udział polskich pracowników w przychodach przedsiębiorstw w porównaniu do innych krajów ue.”

    Jak możesz porównywać kraje przyparte do muru wolnego rynku historią zimnej wojny, które dzisiaj popadają w socjalizm z zalewaną cudzą walutą Polską? To są wszystko skutki, a nie przyczyny. I to nie jest moje zdanie, tylko Twoje:

    “Zbierajmy kapitał i bądźmy kapitalistami”
    Nigdy nimi nie będziemy.

    Jeśli uważasz, że sam nie masz możliwości postępować, jak nauczasz. Jak sobie wyobrażasz, że zmusisz do tego kogoś innego? (Syndrom Karola Marksa.)

    Ja nie wierzę, że ten tak rozdmuchany kraj jest w stanie stanąć po mojej stronie w tej walce. Tam gdzie widzę zdrową tkankę, staram się ją wspierać. Ale za wszelką cenę staram się nie kierować mojego kapitału tam, gdzie nie dostaję usługi z powrotem. Widzę takie scenariusze: chaos; rewolucja, która zmieni coś na 10 lat, a potem okaże się, że znowu jesteśmy w punkcie wyjścia, tylko ktoś inny na wozie; kontrolowane skurczenie rozmiaru i lokalizację lewiatana. Przesuwanie progu podatkowego to krok w stronę chaosu albo rewolucji.

  14. @ali.wurman:
    Znaczenie kultury.
    Łatwo się zgodzę, że kapitalizm zakłada jako jedyny czynnik zysk. Ale kapitalizm nie działa w próżni.
    Prosty eksperyment myślowy — gdyby ktoś zaproponował wykonanie morderstwa za pieniądze, przyjmiemy propozycję?
    Sądzę, że w większości nie — moralny zakaz będzie ważniejszy od zysku.

    „Wartością dla przedsiębiorcy jest to, co mu wychodzi na koniec roku obrachunkowego. Może paru jest takich, co tam lubią sobie podpimpować ego…”
    Znowu — to nie działanie w próżni. Zresztą, co jeśli przedsiębiorca jest przekonany, że dbałość o pracowników przynosi mu zyski? (Słynny jest przykład Forda, nawet jeśli i w samej karierze Forda był on wyjątkowy.) A to, czy o tym jest przekonany zależy od tego, czego go nauczono i co jest ‚na wierzchu’ w przepływie idei obok niego. Zauważ, że ‚antypracownicze’ działania przedsiębiorców są motywowane raczej modą niż zyskiem — inni restrukturyzują, zrestrukturyzuję i ja (a co z tego, że zabraknie wykonawców na przyjęte zamówienia); inni przenoszą produkcję za granicę — przeniosę i ja (a po co liczyć, jaki jest tego koszt)…

    „Krzywa Laffera to w ogóle jakiś intelektualny wihajster, o którym wiadomo to, ze nie działa.”
    Krzywa Laffera jest trochę jednym, trochę drugim. Bez ideologii by się nie narodziła, ale generalnie wskazuje rzecz banalną — maksymalne i minimalne opodatkowanie nie wnoszą wpływów do budżetu, gdzieś po drodze zaś są one spore.

  15. @Adrian Dziubek:
    Fotoradary są przykładem fatalnym — to nie podatek, a kara. Tu raczej prosiłyby się analogie do znanej kwestii nieskuteczności podwyższania wymiaru kary w zwalczaniu przestępczości.

  16. Bardzo ładna notka, panie redaktorze.
    Obawiam się, że nadal łatwiej mówić, że to państwo (podatki/obciążenia/akcyzy/świadczenia na ZUS) zabijają polską przedsiębiorczość, która gdyby nie MUSIAŁA płacić pracownikom, to podbiłaby wszechświat produkcją, bo to nie obciąża procesora i daje ulgę skołatanej głowie pana biznesmena, który do wszystkiego, oczywiście, doszedł sam.

  17. @pak4
    „Prosty eksperyment myślowy — gdyby ktoś zaproponował wykonanie morderstwa za pieniądze, przyjmiemy propozycję?”

    Morderstwa – nie. Ale ktoś rozważy np. składowanie niebezpiecznych chemikaliów bez odpowiedniego zabezpieczenia, albo np. degradację środowiska przy eksploatacji łupków, której konsekwencją będzie np. wzrost zachorowań na raka okolicznych mieszkańców. Na tym leży ta subtelna różnica – na oddzielaniu przyczyny od skutku: my tylko wydobywaliśmy gaz z łupków, nie robiliśmy przecież nic złego.

    „Słynny jest przykład Forda”

    Głównie w tym, że jest przekłamany. Chodziło tam o zmniejszenie rotacji pracowników oraz kosztowało w krótkim okresie więcej, niż zarabiało.

    „Zauważ, że ‘antypracownicze’ działania przedsiębiorców są motywowane raczej modą niż zyskiem”

    Jakby jedno drugiemu szkodziło. Stosowanie zaleceń tej mody przecież bierze się z tego, że krótkookresowo faktycznie może spowodować to większy zysk.

    „inni przenoszą produkcję za granicę — przeniosę i ja (a po co liczyć, jaki jest tego koszt”

    Co jest jakby potwierdzeniem tezy zawartej w notce, że ci wszyscy prezesi, zarządy, topmenedżment (ale nie tylko, wąsaty pphu zbyniex też cierpi na ten problem) wcale nie są tak zdolni, jak próbują się przedstawiać, żeby usprawiedliwiać wysokość premii za te zdolności.

    @Adrian Dziubek
    „Krzywa Laffera to model teoretyczny, który tłumaczy dlaczego słabe państwo nie jest w stanie wyegzekwować pieniędzy od silniejszej od niego korporacji.”

    No nie. Po pierwsze – krzywa Laffera to model teoretyczny, który mówi o liniowej zależności pomiędzy wpływami do budżetu a wysokością opodatkowania. Po drugie, i to również uwaga do argumentu pak4 – założenie, że jedynym powodem zwiększania stawki opodatkowania jest zwiększanie wpływów do budżetu jest krótkowzroczne i naiwne.
    No i przede wszystkim – nasze państwo nie ma problemu z egzekwowaniem należnych mu pieniędzy. Państwo ma problem z tym, o czym wspomniałem wcześniej – z decyzjami politycznymi swoich obywateli i ich konsekwencjami.

    „weźmy za przykład rynek mieszkaniowy”

    Za przykład przesadzonych zysków? Za przykład manipulacji rynkiem wespół z instytucjami finansowymi?

    „i umiejętności oszczędzania”

    Oczywiście, totalnie zgodzę się, że nadmierne oszczędności w przypadku takiego kształtu rynku możemy nazwać brakiem umiejętności oszczędzania.

    „Co Ty byś zrobił, gdybyś za każdą skitraną złotówkę mógłbyś wypożyczyć 10 na 5%?”

    Ale te 200 mld oszczędności nie przekłada się na 2000 mld inwestycji.

    „Jak możesz porównywać kraje przyparte do muru wolnego rynku historią zimnej wojny, które dzisiaj popadają w socjalizm z zalewaną cudzą walutą Polską?”

    Które to kraje są zalewane socjalizmem? Bo ja np. widzę trend do rozmontowywania praw pracowniczych, do wychodzenia państwa z różnych ról zapewniania stabilnego społeczeństwa. I tak już ze dwadzieścia lat.

    „Jeśli uważasz, że sam nie masz możliwości postępować, jak nauczasz. Jak sobie wyobrażasz, że zmusisz do tego kogoś innego?”

    Ja przede wszystkim uważam, że istnieje taki moment, gdzie środki finansowe zmieniają się w kapitał. Mamy co najwyżej możliwość gromadzenia środków.

    „Przesuwanie progu podatkowego to krok w stronę chaosu albo rewolucji.”

    Albo, na co wskazują dane historyczne, porządku.

  18. „Które to kraje są zalewane socjalizmem? Bo ja np. widzę trend do rozmontowywania praw pracowniczych, do wychodzenia państwa z różnych ról zapewniania stabilnego społeczeństwa. I tak już ze dwadzieścia lat.”

    Ja to nazywam socjalizmem lub może raczej skutkiem wiary w możliwość socjalizmu. Państwo wychodzi z roli dlatego, że się paskudnie do niej pchało, chciało monopolizować i dało się złapać w cugle kredytu. Nie ma czegoś takiego jak darmowy obiad.

    Nie jestem neo-liberałem. Źle mi, że tacy ludzie zawłaszczają słowo „kapitalizm”. Nie znam rozwiązania, poza tym co mogę zrobić ze sobą samym. Mam nadzieję, że kiedyś, gdy trochę więcej ludzi to zrozumie, za chleb będę płacił srebrem.

  19. @Adrian Dziubek
    „Państwo wychodzi z roli dlatego, że się paskudnie do niej pchało”

    A mnie się wydaje, że wychodzi z tej roli na fali mody (patrz: OFE) czy przymusu wynikającego z działań kapitału właśnie.

    „chciało monopolizować i dało się złapać w cugle kredytu”

    Nie chciało – a naturalnie ten monopol miało.

    „Nie ma czegoś takiego jak darmowy obiad.”

    Dlatego podatki powinny pokrywać wydatki.

    „Nie znam rozwiązania, poza tym co mogę zrobić ze sobą samym.”

    Ale na tym właśnie leży problem: coraz więcej ludzi niezależnie od tego, co zrobi, nie ma żadnych możliwości na rozwiązanie swoich problemów.

    „Mam nadzieję, że kiedyś, gdy trochę więcej ludzi to zrozumie, za chleb będę płacił srebrem.”

    Nie przerażają cię koszty takiego pieniądza?

    No i jest to trochę offtopic, wolałbym, żebyśmy trzymali się tematu notki.

    I jeszcze – ładny tekst o inwestycjach zagranicznych: http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/749232,ciemna_strona_inwestycji_zagranicznych_tworza_miejsca_pracy_ale_zabijaja_lokalne_przedsiebiorstwa.html

  20. „Dlatego podatki powinny pokrywać wydatki.”
    That’s the point.

    „Nie przerażają cię koszty takiego pieniądza?”
    „Fear is the mind killer” i to wcale nie jest off-topic. Te dwa twoje zdania są nierozerwalnie ze sobą złączone.

  21. @Adrian Dziubek
    „That’s the point.”

    No i skoro to jest punkt, i wiemy, że podatki nie pokrywają wydatków, bo pracownicy nie mają należytego udziału w przychodach, a poza tym rynek nie rozwija się tak, jak powinien, bo przedsiębiorstwa nie są w stanie inwestować premii za ryzyko, to może czas na zmuszenie ich do dystrybucji tej premii, co zmniejszy potrzeby kredytowe państwa i ruszy rynek wewnętrzny.

    „“Fear is the mind killer””
    No to skąd ten strach przed podnoszeniem podatków i zmuszania firm do korzystniejszej dla rozwoju rynku dystrybucji przychodów?

  22. Bo to nie podatki są za niskie, tylko wydatki za wysokie. Chciałbyś żyć w oderwaniu od produktywności tego kraju i myślisz, że załatwisz sprawę przekładaniem pustego pieniądza z jednej szufladki do drugiej. Te kwoty znaczą coś tylko w kontekście tego, co możesz za nie kupić na rynku. W 2001 roku rodziną kupiliśmy mieszkanie we Wrocławiu za 110 tys. zł, dzisiaj możemy jest sprzedać za 300 tys. zł. Nie dziwią mnie więc cyferki w tabelce „zysków i aktywów PKO BP” (hint1: nic się nie zmieniło, hint2: nie masz władzy nad poziomem podatków).

  23. @Adrian Dziubek
    „Bo to nie podatki są za niskie, tylko wydatki za wysokie”

    Na przykładzie samych kosztów edukacji i potem zwrotu z podatku dochodowego wychodzi nam, że to bzdura; nie wiem jak chcesz zmniejszyć te koszty.

    „W 2001 roku rodziną kupiliśmy mieszkanie we Wrocławiu za 110 tys. zł, dzisiaj możemy jest sprzedać za 300 tys. zł.”

    Cieszę się, że jesteście średnią klasą średnią i udało wam się, ale w dalszym ciągu nie rozwiązuje to problemów całej masy polaków.

    „Nie dziwią mnie więc cyferki w tabelce “zysków i aktywów PKO BP”

    A mnie dziwią, bo te cyferki są od faktycznego hajsu, a nie potencjalnego +200 TPLN.

    „że załatwisz sprawę przekładaniem pustego pieniądza z jednej szufladki do drugiej”

    Powiedzmy sobie coś jasno – on nie jest pusty, on jest powiązany z możliwościami wytwórczymi i konsumpcyjnymi społeczeństwa.

  24. @Adrian

    „Krzywa Laffera to model teoretyczny, który tłumaczy dlaczego słabe państwo nie jest w stanie wyegzekwować pieniędzy od silniejszej od niego korporacji. ”

    Otóż to co chciałem pokazać to że KF jest błędnie skonstruowanym modelem teoretycznym. Błąd metodologiczny polega na tym że nieprzetestowane założenia z sufitu dobiera się tak żeby wyszło dokładnie to co się artystom ubzdurało. W fizyce coś takiego byłoby nie do przyjęcia. Ale tu nie chodzi o tworzenie falsyfikowalnych teorii oraz ich testowanie, tylko podpimpowanie wzorami z dupy pewnej bardzo ogólnej jakościowej intuicji (która jest na tyle prawdziwa co banalna), żeby wyglądała na „quantitative evidence based hard science”. Wtedy możemy założenia stricte ideologiczne przedstawiać jako „twarde naukowe fakty”.

  25. „hint3: poziom podatków ustala IMF.”

    No i tu już wchodzimy na pole założeń ideologicznych, które skutkować mogą jedynie rozłożeniem rąk i stwierdzeniem „skoro nic nie da się zrobić, to nie róbmy nic”.

  26. „A mnie dziwią, bo te cyferki są od faktycznego hajsu, a nie potencjalnego +200 TPLN.”
    +200% to +200%

    „Powiedzmy sobie coś jasno – on nie jest pusty, on jest powiązany z możliwościami wytwórczymi i konsumpcyjnymi społeczeństwa.”
    To jest prawdziwe narzędzie władzy, a nie prawodawstwo. Nie masz kontroli nad tym narzędziem, nie masz kontroli nad ustalaniem podatku. Mów mi więcej o PKB w kraju o 40% szarej strefie.

    „Otóż to co chciałem pokazać to że KF jest błędnie skonstruowanym modelem teoretycznym.”
    To nie jest rocket science. Że kształt nie pasuje, to jest jakiś „strawman argument”. pak4 to zwięźle ujmuje: „[KF] generalnie wskazuje rzecz banalną — maksymalne i minimalne opodatkowanie nie wnoszą wpływów do budżetu, gdzieś po drodze zaś są one spore.”

    Dyskusja powoli zbiega do tego, z której strony ugryźć problem. Życzę powodzenia w naprawie państwa. Pomogę gdzie będę mógł, lecz nie mam wielkiej nadziei bez kontroli obywatelskiej nad pieniądzem. Ja raczej będę wspierał lokalne rynki. Mam nadzieję, że się opamiętacie z delegalizacją przedszkoli na piętrze itp. Wracam do życia i książek.

  27. No i tu już wchodzimy na pole założeń ideologicznych, które skutkować mogą jedynie rozłożeniem rąk i stwierdzeniem “skoro nic nie da się zrobić, to nie róbmy nic”.

    Nie prawda. Możesz wycofać się z tych walut na rzecz kruszców i nie korzystać z usług, które zgniły (np. sądownictwo). Rynek, póki co, w wielu miejscach ciągle jest otwarty. Na jakieś głosowanie jeszcze pójdę od czasu do czasu, choćby dla samej siły medialnej ludzi, którzy mówią prawdę, ale uważam to za sprawę drugorzędną. Swoją drogą Wałbrzych ma w końcu dobrego prezydenta, który trzyma miasto za mordę, więc z tej strony też jest szansa.

  28. @Adrian Dziubek
    „Mów mi więcej o PKB w kraju o 40% szarej strefie.”
    No nie wiem, a jak przypilnuję znajomej dziecka za darmo, to to też przecież jest niezrealizowany pekab.

    „To jest prawdziwe narzędzie władzy, a nie prawodawstwo. Nie masz kontroli nad tym narzędziem, nie masz kontroli nad ustalaniem podatku.”

    Są takie rozmaite pomysły związane ze stabilizacją rynków walutowych. Nie są idealne, ale ja nie jestem zwolennikiem szukania rozwiązań 100% skutecznych.

    „Mam nadzieję, że się opamiętacie z delegalizacją przedszkoli na piętrze itp.”

    Czemu mielibyśmy je delegalizować? Zresztą – przedszkola to zupełnie nie moje porno, nie znam się na tym zupełnie, nie jestem w stanie ocenić, czy coś jest źle z przedszkolem na piętrze.

  29. „Możesz wycofać się z tych walut na rzecz kruszców”

    Z jakimi kosztami funkcjonowania takiej waluty, z jaką jej dostępnością? Z czyją nad nią kontrolą?

    „nie korzystać z usług, które zgniły (np. sądownictwo)”

    Nie wiem jak prowadząc działalność gospodarczą można zrezygnować z sądownictwa.

    „Rynek, póki co, w wielu miejscach ciągle jest otwarty”

    Co to w ogóle znaczy?

    „Swoją drogą Wałbrzych ma w końcu dobrego prezydenta, który trzyma miasto za mordę, więc z tej strony też jest szansa.”

    Dawno nie byłem. Ale ostatnio jak byłem – było to przerażające, smutne i dramatycznie biedne miasto.

  30. „To nie jest rocket science. Że kształt nie pasuje, to jest jakiś “strawman argument”.”

    Obawiam się że to generalnie nie jest science tylko czary mające w magiczny sposób przemienić założenia ad-hoc w „fakty naukowe”. W science testuje się założenia zanim się je wykorzysta to konstrukcji predykcyjnych modeli ilościowych, poza tym wyraża się je w mierzalnych/estymowalnych parametrach zeby umożliwić ich falsyfikację. I na koniec głównym kryterium falsyfikacji w science jest to czy trajektorie modeli pasują do zmierzonych danych empirycznych.

    pak4 to zwięźle ujmuje: “[KF] generalnie wskazuje rzecz banalną — maksymalne i minimalne opodatkowanie nie wnoszą wpływów do budżetu, gdzieś po drodze zaś są one spore.”

    Ależ dokładnie tak i nic więcej, to w takim razie dlaczego „fachowcy” próbują wyliczać regresyjnie optymalne opodatkowanie z funkcji z kosmosu, opisanej niemierzalnymi parametrami? Bo jak widać kształt krzywej ma jednak pasować, ale nie do danych tylko do przyjętej ideologii (na marginesie, ja uważam że pożądanym celem opodatkowania jest nie maksymalizacja wpływów, tylko zapewnienie pokrycia kosztów funkcjonowania państwa bez obniżania HDI obywateli).

  31. „celem opodatkowania jest nie maksymalizacja wpływów”

    mi się wydaje, że nigdy nie było takiego celu; ale z jakiegoś powodu tak się to przedstawia

  32. @Eli
    „mi się wydaje, że nigdy nie było takiego celu; ale z jakiegoś powodu tak się to przedstawia”

    no tak, państwo jako zaśliniony nienażarty Lewiatan… jednak nie należy zapominać że struktury państwowe też ulegają patologiom. Np. pasożytnicze resorty siłowe (Rosja, USA, u nas trochę też) czy inne pasożytujące na tych strukturach Lewiatany takie jak KK.

  33. zarzut „że przecież pojawiają się patologie” mnie zupełnie nie boli – jak już pisałem, nie wierzę w to, że wszystko może być zawsze w 100% bezpieczne od jakichś negatywnych zdarzeń czy działań

  34. @dupa666
    Ja napotkałem krzywą Laffera w kontekście minimalizacji kosztów opodatkowania. Jedyne założenia to te powyższe wymienione przez pak4. Wniosek jest taki, że są co najmniej dwa takie punkty, w których przychody są takie same. Z dodatkowym założeniem, że nie jesteśmy wariatami, wniosek jest taki, że należy dążyć do tego, żeby to był ten punkt, w którym koszty poboru są najmniejsze. Jest też nadzieja wynikająca z tego, że system oparty na punkcie po prawej w długim terminie powinien przegrać. Oraz smutny wniosek, że najwyraźniej jesteśmy wariatami :).

    Tu nie potrzeba żadnej statystyki tylko wyobraźnię obrazkową na poziomie przedszkola. Jak chcesz eksperymentu to przybij dwa gwoździki do podłogi, przywiąż sznurek do dwóch końców i spróbuj poziomicą laserową znaleźć takie miejsce, gdzie ta prawda nie obowiązuje.

    Też nie jestem fanem ekonomii matematycznej, chociaż jestem w stanie uwierzyć, że to jest dobre narzędzie do, jak to nazywam, okradania elektrowni tj. high frequency trading. Oczywiście im trudniejsza matematyka, tym łatwiej jej użyć w formie wymówki. Natomiast krzywą Laffera? Strach przed „fachowcami”, którzy jej używają przypomina mi raczej średniowieczne zabobony.

    @eli.wurman
    „Z jakimi kosztami funkcjonowania takiej waluty, z jaką jej dostępnością? Z czyją nad nią kontrolą?”
    Kontrola polega na tym, że cerujesz kieszenie. Nie ma łatwego narzędzia, żeby ukraść siłę nabywczą z miliona kieszeni. Nie musisz biegać po planecie z karabinem i likwidować drukarni. Koszty jak na razie są duże, jest też pewne ryzyko, ale wolę takie ubezpieczenie niż ZUS czy OFE. (od razu, żeby nie było, że chcę mordować dzieci i starców: Chciałbym gry w otwarte karty, jak Kanadyjczycy: równa zapomoga finansowana z podatków. Żadnych gierek z SB, UB i milicją, ich umowę społeczną powinniśmy spłacić, zgodnie z zasadą sprawiedliwości społecznej, ich walutą :).).

    Przez rezygnację z sądownictwa mam na myśli przeprowadzanie transakcji z ludźmi, którym ufasz bardziej niż sądowi. Właściwie każda czynność życia codziennego to jakiś rynek.

  35. @Też nie jestem fanem ekonomii matematycznej, chociaż jestem w stanie uwierzyć, że to jest dobre narzędzie do, jak to nazywam, okradania elektrowni tj. high frequency trading.

    HFT w ogole nie ma nic wspolnego z ekonomia, ekonomia nie zajmuje milisekundowymi skalami czasowymi. Czytales kiedykolwiek jakis podrecznik ekonomii??? HFT to statystyka (i to taka prosta, glownie regresja liniowa wielu zmiennych), ew. jakies modele mikrostruktury rynku.

    @Jak chcesz eksperymentu to przybij dwa gwoździki do podłogi, przywiąż sznurek do dwóch końców i spróbuj poziomicą laserową znaleźć takie miejsce, gdzie ta prawda nie obowiązuje.

    Super, ale wlasnie o to chodzi, ze z gospodarka takiego eksperymentu nie zrobisz. Nie sforkujesz 10 kopii Trzeciej Rzeczpospolitej, pierwszej ze stawka CIT 5%, drugiej ze stawka CIT 15%, itd. az do 95% i potem porownujemy wplywy. Mozesz najpierw ustawic stawke 5%, poczekac pare lat, potem ustawic stawke 15%, znowu poczekac pare lat, itd. Tylko ze w miedzyczasie swiat sie nie zmieni i nie jestes ceteris paribus. Co wiecej, gospodarka to system z pamiecia i zmiana CIT 5% -> 15% -> 5% z powrotem nie oznacza powrotu do stanu poczatkowego.

    Tak wiec argument ktory dziala w przypadku gladkiej funkcji matematycznej, nie dziala kiedy masz do czynienia z dynamicznym, otwartym i zaszumionym systemem podlegajacym tylko posredniej kontroli.

  36. Problem, który nakreśliłeś, występuje przy podejmowaniu każdej decyzji gospodarczej. Tymi samymi słowami mógłbym Cię przekonywać, że dowolny model, który nie bierze pod uwagę historii, jest pozbawiony sensu. A jednak ludzie korzystają z krzywych popytu i podaży, gdy tak naprawdę mają do czynienia tylko z punktami, które też są czułe na historię . I na pewno wychodzi im to bardziej na zdrowie niż modelowy nihilizm, jaki prezentujesz.

    Model krzywej Laffera, tak jak prawie każde rozumowanie ekonomiczne zakłada jakieś „ceteris paribus”. Słowami kolegi: all models are wrong, some are useful. Dla mnie jest jasne, że ten model działa, choćby na podstawie negocjacji w życiu codziennym. Jak przekroczysz pewną granicę, to niektórzy ludzie po prostu przestają się z Tobą zadawać, to jest właśnie prawa strona krzywej.

  37. „A jednak ludzie korzystają z krzywych popytu i podaży, gdy tak naprawdę mają do czynienia tylko z punktami, które też są czułe na historię .”

    Alez oczywiscie ze korzystaja, np. w celu publikowania artykulow w pismach ekonomicznych.

    „Model krzywej Laffera, tak jak prawie każde rozumowanie ekonomiczne zakłada jakieś “ceteris paribus”. Słowami kolegi: all models are wrong, some are useful.”

    Alez oczywiscie ze sa uzyteczne, np. do przekonywania politykow zeby obnizyli Twojej korporacji podatki.

    „Dla mnie jest jasne, że ten model działa, choćby na podstawie negocjacji w życiu codziennym. Jak przekroczysz pewną granicę, to niektórzy ludzie po prostu przestają się z Tobą zadawać, to jest właśnie prawa strona krzywej.”

    Ach, myslalem ze rzucisz jakims empirycznym argumentem z zycia gospodarczego, ale oczywiscie nic z tego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s