rozmowa dupy z batem

Mam spory baklożeg w publicystyce politycznej, bo mam szczerze wyjebane na publicystkę polityczną, bo jest ona, żeby ująć to grzecznie, dętym pierdoleniem.

Ominęły mnie więc fale zachwytu, przerażenia oraz paru innych emocji, które ktoś gdzieś pewnie potrafi odczuwać względem publicystyki politycznej, nad ideą symetryzmu.

Dla porządku, raz jeszcze, przypomnę, symetryzm jest tylko bastardyzacją idei supersymetryzmu: że rzeczy są do siebie podobne i że są po różnych stronach, nie znaczy że są symetryczne. Co pewnie jest jasne dla każdego człowieka, który tych siedem czy ile lat temu wyśmiewał niezbyt lotne stojaki pod mikrofon relacjonujące każdą najdurniejszą bzdurę wiedzione zasadą, że prawda w końcu musi wylądować po środku. Jedna taka prawda z powodzeniem wylądowała w Smoleńsku.
[miałem o supersymetryzmie notkę w okolicach listopada 2011, więc se chętni znajdą]

Grzeję czasem rubina i patrzę co mówią eksperci z #krótkaławka, dziś  np. w telewizorze była Róża Thun, człowiek-meleks i opiekun prawny psa Saby. Niby słuchałem co mówią, ale nie usłyszałem co mówią, ponad to, że człowiek-meleks przerywa, Róża Thun nie bardzo odnajduje się w świecie w którym nie istnieje porządek a Ludwik Dorn wciąż, dzięki swojej gibkości, mógłby zasilić jakąś sekcję akrobatyki sportowej.

Wiecie kiedy ostatni raz słyszałem w mediach politykę? Nie pamiętam już czy była to Kolenda-Zaleska czy Pochanke, ale pamiętam, że wiedziała, że jej rozmówca czy rozmówczyni powiedziała po prostu kłamstwo i to wypunktowała. Sprawa dotyczyła czarnego protestu.

To ostatni raz kiedy w telewizorze była polityka.

Nawet w kwestii sądownictwa, przyznać należy, że bardzo sensowne, i Stępnia, Strzembosza, Gersdorf, Rzeplińskiego (których każdy normalny człowiek musi uznać za betonowych prawicowców, których np. koncepcje praw człowieka i obywatela nie przeszły jeszcze przez okres rewolucji seksualnej), kto tam jeszcze wygłaszał, że wszystko to tyczyło się tylko postrzeganego kształtu rzeczy, a więc ich kształtu, który jest publicystyką polityczną. Nie dotyczył samej polityki w sobie. Polityki jako kształtowania, edukacji, wskazywania, nakreślania, dawania wzorców. Mówiły o tym, ale nie były tym.

To coś jak w przykładzie (mi się zdaje że przypisywali to Markowi Aureliuszowi, ale co ja tam pamiętam): powiedziano mi że mnie obraził, ale nie powiedziano mi, że mnie obraziło, że on mnie obraził [czy jakoś tak].

Jednym z powodów dla którego polityka jest taka trudna, to to, że są to luźne dowiązania symboliczne i dowiadujemy się o nich dopiero gdy dowiązania znikną, a coś co do tej poray działało – nagle działać przestaje.

Stąd też wiem czemu symetryzm zdobył taką popularność (i czemu ona nie przeminie) – symetryzm tworzy silne powiązania: przybić obiektowi po drugiej stronie A-prim i już chuj, tak będzie, aż nie spędzimy iluś tam lat, z marnym zazwyczaj skutkiem (por. proepidemicy zwani antyszczepionkowcami) debunkując podstawy, okoliczności, zasadność i co tam jeszcze se będziemy debunkować do usranej śmierci, bo jakiemuś ćwokowi uznało się, że coś jest lustrzanym odbiciem innego obiektu czy procesu.

Zupełnie, ale zupełnie bym o tym nie pisał gdyby nie piękny splot okoliczności: z jednej strony jest ciepło, więc chce mi się cokolwiek, a z drugiej – w przeciwieństwie do symetrystów, czy innych osłów chwilowo przekonanych że stoją po jakiejś innej stronie barykady niż ja – wiem, że to my wszyscy jesteśmy dupą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s