Śpię spokojniej

Wiedząc, że gdzieś jakiś doktorant zajmuje się Ortegą y Gassetem. Wiedząc, że świat składa się z ludzi zajmujących się również rzeczami niepotrzebnymi.

Mit produktywności

Nie ma się co czarować: współczesny świat to kultura marnotrawstwa, o czym mi niedawno przypomniał mój znajomy zżymając się na ludzi, którzy wyrzucają chleb. Przypomniałem mu wtedy, że jego praca głównie polega na bardzo nieefektywnym zużywaniu gigantycznych ilości paliwa w celu robienia rzeczy, które można zorganizować w dużo bardziej przemyślany sposób.

Dlatego nigdy nie przyjmę argumentu, że pracując, w przeciwieństwie do doktoryzowania się z Konopnickiej, robi się coś pożytecznego i potrzebnego. Zazwyczaj – nie. Zazwyczaj większość wykonywanych prac ma na celu przelewanie hajsu z miejsca w miejsce i niczemu nie służy tak naprawdę. Ile budynków powstało w kulcie marnotrawstwa, by pomieścić siedziby firm zajmujących się przelewaniem pustego w próżne? Mnóstwo. Ilu ludzi każdego dnia robi rzeczy, które wspierają utrzymanie i rozbudowę systemu, w którym powstaje mnóstwo rzeczy, które są nikomu niepotrzebne? Większość.

Produkcja mitu

Przeciwstawianie sobie użytecznej pracy i bezużytecznej wiedzy jest bardzo fałszywe. Jedno i drugie jest równie bezużyteczne (pamiętajmy też o śmierci cieplnej wszechświata). Ale w obrębie społeczeństw neoliberalnych powtarzać będziemy, że praca brokera reklam jest bardziej wartościowa, bo ma większą wartość wyrażoną w biletach płatniczych Narodowego Banku Polskiego. Ja się oczywiście tym brzydzę, i milszy jest mi pomo doktorant polonistyki niż ty, uperfumowany dilerze zmarnowanych zasobów.

Polityka kulturalna

Polacy brzydzą się kulturą intelektualną i techniczną, brzydzą się kulturą wysoką i kulturą niską. Polacy brzydzą się kulturą i brzydzą się tak w ogóle. Kształt rynku jest zależny od tego, jakimi jesteśmy ludźmi, a jesteśmy ludźmi, którzy nie lubią wykonywać rzeczy zgodnie ze sztuką (kultura techniczna), w sposób przemyślany, efektywny, etyczny (kultura intelektualna) i z poszanowaniem różnych środowisk oraz estetycznie (kultura wysoka).

Dziwi mnie, że w takim kraju ludzie nie dostrzegają potrzeby robienia rzeczy bezużytecznych, które – jeśli nie niosą ze sobą postępu – przynajmniej nie robią tyle szkody, co nasza codzienna aktywność gospodarcza.

Reklamy

Głupie dzieci

paskudna okładka Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol

Będą głupie, bo robimy im krzywdę, masowo i bardzo chętnie. Wpadłem do zioma na kawę i trafił mi przed oczy zeszyt ćwiczeń do Techniki z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum wydawnictwa Art-Szkol (srsly, kurwa, co to za nazwa; patrzcie jaką mają piękną stronę!) autorstwa Leszka Bakuna.

strona pierwsza Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol

Firma Energopol-Trade-Poligrafia, odpowiedzialna za opracowanie graficzne i druk zrobiła rzecz skandaliczną, nie wiem jak ta banda ciula może spać po nocach spokojnie. Patrzę na to, i płaczę. Napierdolone clipartów, kolory pasują jak świni siodło, niektóre cliparty zasłaniają tekst, złożone to jest jakbym dwunastoletni ja dorwał się do Quarka

.
cliparty Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol
cliparty Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol
cliparty Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol
cliparty Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol

Nie moge na to patrzeć, to jest skandal, że dzieci dostają po ryju takim paskudztwem, drogie wydawnictwo Art-Szkol, drogi magistrze Leszku Bakunie: to jest tak, jakbyście nasrali tym dzieciom w twarz i jeszcze rozmazali stopą.

Nie znajduję literek, by opisać moje głębokie wkurwienie. Nie będziemy mieć ładnych rzeczy. NIE BĘDZIEMY MIEĆ ŁADNYCH RZECZY, bo biedne dzieci będą całe życie oglądać gówniane, obrzydliwe, wyrzygliwe podręczniki. Gdzie one się mają nauczyć estetyki.

Drogie dzieci: unikając gapienia się w podręczniki macie szanse uratować swoje poczucie estetyki.

zrosło się, ojoj, ktoś nie zauważył, że należy wziąć pod uwagę grubość zgięcia! Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol

Marzę o dniu, w którym ogień piekielny pochłonie Energopol-Trade-Poligrafię, Leszka Bakuna i wydawnictwo Art-Szkol i każdego, kto przyłożył palec do dopuszczenia tego nieopisywalnego gówna do użytku w szkole.

autor mgr Leszek Bakun, konsultacja literakcja mgr Anna Popek, opracowanie graficzne Energopol-Trade-Poligrafia, Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol
Art-Szkol ul. Hiacyntowa 10 11-041 Olsztyn tel. 089-523-90-71 Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol

I nic nie da się z tym zrobić, bo nikt nie szanuje uczuć estetycznych, można mnie obrażać bezkarnie, żaden poseł się za mną nie ujmie.

Niech płoną, zapracowali sobie na to!

Amatorzy napięciowego szaleństwa

Użycie ios 5.1
Amatorzy napięciowego szaleństwa

Poradziłem sobie z problemem ssania baterii na ajoes piąte.pierwsze, oto jak:

1. Wywal wszystko z telefonu.
2. Z iTunes wybierz opcję „odtwórz”.
3. Olej podawanie apple.id przy konfigurowaniu telefonu.
4. Wyłącz Location Services.
5. Jak się uruchomi: wyłącz bluetooth, wyłącz opcję WIFI Sync, w Spotlight Search zostaw tylko programy, wrzuć restrykcje dla iTunes, Ping, Deleting Apps, odpal mapy, daj pozwolenie na korzystanie z lokalizacji, wróć do restrykcji, ustaw restrykcje dla lokalizacji, ustaw restrykcje dla Game Center i wyłącz opcję in- app purchase, wywal autokorekcję i sprawdzanie pisowni oraz skróty klawiaturowe i automatyczny update daty (i tak się robi).
6. Wyłącz iMessages.
7. Dodaj teraz swoje konta e-mail, wyłącz wszystkie pushe, w advanced ustaw wszystko na fetch, manual; menu wcześniej ustaw fetch na raz na pół godziny; wybierz konto dla którego chcesz synchronizować kalendarze, notatki i kontakty, z reszty zrezygnuj, zostawiając same e-maile. Wyłącz wszelkie synchronizacje (dokumenty iCloud, strumień zdjęć).
8. Wróć do menu restrykcji, dodaj restrykcje do kont e-mail.
9. Zainstaluj tylko podstawowe programy, w moim wypadku wyszło tak:
Aplikacje z Appstore
a. Blip
b. Dropbox
c. VNC
d. TeamViewer
e. PS Express
f. IRC999
g. Palringo
h. iBooks
i. WordPress
j. Ling.pl
k. Flickr
Aplikacje web:
l. Facebook
m.Gmail
n. G+
10. Wywal wszystko z notyfikacji oprócz maili, kalendarza, telefonu, sms i przypomnień (można zostawić pogodę, jak ktoś się lubi wkurwiać, że znów leje).
11. Włącz restrykcje dla instalowania aplikacji.
12. Ciesz się telefonem, który jest w stanie przetrwać dzień.
13. Zassaj wszystkie media z iTunes, przez kabel, wywal synchronizację po WIFI.

Z innych dobrych rad: używaj EDGE, kiedy jesteś w zasięgu WIFI wyłączaj transmisję komórkową, gdy jesteś bez WIFI – wyłącz.

Oczywiście: wiele z kroków tu przedstawionych jest zupełnie bez sensu. Ale to jest na ten moment tyle, co potrzebuję ze smartfona (mail, blip, obrazki), i potrzebuję, żeby mi żył cały dzień.

Fetch me, and then just push me, till I can get my satisfaction

Drodzy programiści rozwiązań mobilnych,

doceniam wasze starania o pchanie mi kontentu, jak pod koniec XX, kiedy to technologię push – pchanie treści do użytkownika końcowego – usilnie wciskał Microsoft (dopakowywał również aktywny pulpit, na którym – o zgrozo – można było sobie wyświetlić specjalnie spreparowaną stronę internetową; albo jakąkolwiek stronę, co było głupie jak paczka gwoździ). Technologia ta szczęśliwie umarła, zastąpiona przez RSS.

A teraz wsadzamy ołówek w kasetę i przewijamy do przodu: jest piątek, 13 kwietnia 2012 roku. Wszystkie aplikacje, które mam w telefonie, łącznie z głupią appką do zabijania czasu (jakieś diamenciki, co jak trzy obok to robi «bdlium» i znika) chcą synchronizować swoje ustawienia i zawartość z moim kontem iCloud. Wszystkie appki, które są od tego całego sozial-netzwerku chcą pchać do mnie informację o tym, że mnie ktoś oznaczył, że ktoś o mnie wspomniał, że ktoś mi skomentował, że mnie ktoś zaprasza do. Wszystkie kalendarze i maile, i powiadomienia, i duperele, i co ino, i każda najmniejsza bzdura, z każdej appki, w której coś się pojawia: dane chcą mi być pchane bez ustanku w objęcia mojego sprytnofonu (odzyskałem w piątek „fon”, jeszcze raz serdecznie polecam przemiłą ekipę MacSupport.pl, mam o nich notkę).

I teraz przychodzą takie opcje: mogę to wszystko albo puścić rurą w czarną otchłań, wyłączając wszelkie pushe (przy czym nie wiem, czy to tak finalnie i całkowicie wyłącza korzystanie z tej pushowatej usługi od Apple) i pozbawiając się tym samym powiadomień, albo mogę sobie zarzynać baterię w 6-8 godzin.

BEP mają o tym piosenkę

Drodzy programiści rozwiązań mobilnych, spotkajmy się:

w połowie drogi. Chcę dostawać powiadomienia, ale weźcie mi to fecznijcie raz na pół godziny po wifi, raz na godzinę po edge/3g. Dotakowo: nie wykorzystuję, lajk, 95% funkcji appek takich jak fb i g+ – z radością wzniosę toast kubkiem gorącego smalcu w waszej intencji, jeśli dostarczycie mi lekkie appki, które spełniają tylko podstawowe funkcje.

Dodatkowo: używajcie pusha z umiarem. Fajnie się przyda w aplikacjach, które są komunikatorami. Tam, gdzie ktoś potrzebuje powiadomień natychmiast (bo ja wiem, appka, że czeka nerka, albo serce na przeszczep) – zazwyczaj jednak: nie ma takiej potrzeby. Fetch raz na 30 minut/godzinę jest totalnie wystarczający.

Czego sobie i państwu życzę.

Kula Śmiechula spotyka polski biznes

Każda środa jest bardziej znośna, kiedy zdarza się ktoś, komu można zasugerować wyciągnięcie głowy z dupy.

Pośród wszystkich ważnych rzeczy, które można i należy powiedzieć, jest też taka, która w’ogle unieważnia całą podstawę sporu.

Prolski wyzyskiwacz

Ci okrutni a zbędni pracownicy na umowach o pracę, normalnie zgroza i koszt, a tu w praktyce zarobić na cokolwiek tak trudno. Można np. tak jak boni w swoim komciu <3 – można też popatrzeć z punktu widzenia przedsiębiorcy i pracodawcy.

Przyzwoite podejście mówi, że jeśli jakiś rodzaj działalności jest nieopłacalny, to się nie warto za niego brać. Jeśli jest tak, że czyjś model biznesowy z góry zakłada, że nie jest w stanie nawet zarobić na utrzymanie pracowników, to taki pomysł na działalność jest do kitu. Jeśli ktoś mimo to pakuje się w taką aktywność, to sam jest sobie winien wszystkiego, co go spotyka.

Serio, serio. Jeśli ci wszyscy smętni ludzie, którzy jęczą, że zatrudnienie pracowników kosztuje ich tak strasznie dużo, że nie są w stanie na to zarobić, i stąd widzą pracowników jako koszt, którego nie są w stanie ponieść, to znaczy, że nie powinni robić tego, co robią.

  • Rynek sobie bez was poradzi.
  • Rynek prawdopodobnie lepiej poradzi sobie bez was, niż z wami.
  • Jeśli polski pracownik jest ci zbyt drogi, to dlaczego – rączy i żwawy przedsiębiorco, solo tej ziemi – nie wyeksportujesz pracy do Indii czy Chin, aha, bo jesteś gołodupiec i nie wiesz jak to zorganizować.
  • Psujesz rynek, zaniżając swoją nieodpowiedzialną postawą stawki ludzi, którzy nie trzymają łba w dupie.
  • Rynek nie jest placem zabaw garstki freelancerów, czy innych specjalistów od nowych mediów. Rynek jest placem zabaw dla kapitału. I to ten rynek robi z tobą co sobie upodobał.
  • Balans, bilans, balast

    Podejście, które mówi, że to dobrze, że można łatwo zwolnić pracownika jest – z punktu widzenia małego biznesu – tak idiotyczne, że aż trudno uwierzyć, że ktoś może napisać to serio.

    Zwolnienie i poszukiwanie nowego pracownika, wdrożenie nowego pracownika, cały hajs i czas, który wkłada się w przekazanie mu tych rzeczy, które mają wpływ na jego efektywność – nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby to pomijać, fapiąc do form zatrudnienia, które to umożliwiają. Jasne, to się może wygodnie sprawdza w przypadku ładowacza towaru w hipermarkecie (i też to właśnie duże sieci handlowe najradośniej korzystają z „elastycznych form zatrudnienia”).

    Przeraża mnie ten brak świadomości u ludzi, którzy są przedsiębiorcami.

    Na sam koniec chciałbym tylko wyrazić nadzieję, że przyjdzie wolny rynek, z jeszcze tańszymi pracownikami i wyrenderuje ich obsoletnymi. Czego Kosedowskiemu szczerze życzę (chyba że i on, i jego memeziomy wyciągną łeb z dupy, co z kolei życzę sobie).

    Blogersi

    Dęte pierdolenie.

    To było bardziej nudne niż smutne

    moja siostra

    Dyskusja „po”

  • reżyser coś jak „nie mam nic do dodania, wszystko co chciałem powiedzieć, powiedziałem w filmie”:
  • 19 minut, z czego koło dwóch minut jakichś smętnych przebitek: a to mleko gotują, a to jakiś laptop
  • Durczok coś jak: „to co chciałem dodać, to to, co zostało wycięte
  • podejrzewam, że bardzo brzydko pocięli Żakowskiego
  • Igor Janke i Obama, haha, haha, fap fap, fap fap
  • mamy siłę, jesteśmy głosem, zmieniamy rzeczywistość
  • Wyszłem przed końcem dyskusji. Choć bardziej smętnym pieprzeniu.

    Pamiętajcie, poszedłem tam po to, żebyście nie musieli tego oglądać.

    Misja powiodła się porażką

    Wychodzi na to, że jednak odnosząca sukcesy w public relations menadżerka zespołu Magnetar miała rację.

    Dziabnąłem sobie dziś kawę w przemiłym towarzystwie #ttdkn.isty, który – się składa – zna się na prawie autorskim (w sensie wiecie: wykształcony praktyk, a nie jakiś tam „robiliśmy klientowi kiedyś taką sprawę, ale normalnie to się zajmujemy rozwodami”).

    Idzie mniej więcej o to, że cała zabawa z art. 29 ustawy o ochronie praw autorskich rozpada się o to, że w samoistnym utworze można używać urywków, bądź całości drobnych utworów. Problem jest taki, że zwykłe przyspieszenie i podłożenie innego dźwięku może nie zostać uznane za samoistny utwór oraz wideoklip nie kwalifikuje się jako drobny utwór.

    Innym problemem będzie czas trwania procesu i związane z tym koszty. Oraz to, że jest wysokie prawdopodobieństwo trafienia na sędziego, który nie ma bladego pojęcia „co to jest utwór”, i jeszcze jak się nie daj borze trafi konserwatysta – a raczej się trafi – to będzie brzydko jak #kurwamać.

    Więc: jeśli chcę jeszcze raz opublikować coś, co będzie jakąś krytyką plemiennego postrzegania rzeczywistości/społeczności/społeczeństwa w wykonaniu zespołu Magnetar – muszę w to włożyć więcej swojej pracy. Co też mam zamiar.