Przepiszemy naszej babci żywot cały

I majątek, i wspomnienia-ideały.

Jeszcze dziś, jeszcze dziś. Jeszcze dziś.

 

Paręnaście lat temu w liceum, w którym niezbyt lotna uczennica (potem premierka dogadana na całą kadencję) zrobiła maturę był sobie nauczyciel historii, którego stylówa jasno nawiązywała do skrajnie prawicowych organizacji.

I co? I jajco.

[Wybaczcie moją słabość w kalendarz, ale nie przykładam wagi] Potem był aktualny ulubieniec konserwatywnych liberałów Roman Giertych, który wprowadził paru jawnych faszystów. [Ten od rybołówstwa – stadionowy bandyta, ten co go postawili w tefałpe i oczywiście nasz ulubiony monobrwista, który przestałby wreszcie cudować i znalazł se chłopaka].

Brzydzi mnie to do dziś.

Tu disklejmer: dawno temu już straciłem jakąkolwiek możliwość mówienia rzeczy z punktu moralnej wyższości, bo życie jednak jest więcej trudne niż se zakładamy. Ale coś powiedzieć przecież trzeba.

Jestem z rodziny, która wszystkie ideały w modelu tuczu przemysłowego gęsi odrzucała. Przynajmniej ta bliska. Reszty nie znam, więc pewnie u nich mogło być inaczej, ale trudno mi za to brać odpowiedzialność, tym bardziej tłumaczyć okoliczności, w jakich przyjęli te prawdy objawione.

Dowiedziałem się dziś, mimo absolutnego bana na wszelkie kanały informacyjne (poza twitterem, gdzie chętnie banuję i wyciszam, bo nie mam zdrowia na te wszystkie bzdety), że oto krok po kroku, w modelu Agile, apdejtujemy historię. Teraz od samego przebywania można zostać bohaterem.

Mam oczywisty problem z bohaterstwem, bo to nie jest tak, że ktoś postanawia, że zostanie zbawcą narodu. Bo jak postanawia, to znaczy, że mu to jest za fasadę ku realizacji interesów. Taki zwykły bohateryzm, który dopiero po czasie ujawnia swoją wartość, swoje znaczenie, być może nawet heroizm – często wynikający np. z niemożliwości racjonalnej oceny ryzyka – zdaje się być jakoś bardziej szczery.

Czy człowiek co się rzuca do wody ratując dziecko kalkuluje sobie soszjalmediowe punkty, zasięgi, ego-boost? Nie sądzę.

 

A jednak: okazuje się, że to przebywanie, natchnienie, kimdzongulowatość Lecha i Jarosława w hali stoczni doprowadziło do tego co mamy. Do wolności.

Trochę mnie to oczywiście obraża, bo: ideały sierpnia, lewackie postulaty, duperele, potem – nie będę tu oceniał, bo mi się nie chce – przetransformowane przez stężony balceoron: chodziło o coś innego.

Czy wyszło bardzo źle? No nie. Żyjemy w kraju w którym pracownicy zza wschodniej granicy zachwyceni są naszym porządkiem, praworządnością, bezpieczeństwem, kulturą, przyjaznością, otwartością. Jasne – zdarzają się ataki na tle narodowościowym, są okropne. Mamy ogromny wzrost postaw antyimigranckich (zabierajo pracę!), ale: ze ~20 lat temu w Warszawie częsty był sentyment, że przyjeżdżajo z tych swoich bruzd w ziemi i zabierają im-natywnym pracę. Było-minęło. Nie słyszałem tego argumentu już z dobrych 5 lat. Trochę się ucywilizowaliśmy.

Mamy też inne sukcesy cywilizacyjne. Jednym z tych sukcesów jest – powoli bo powoli, ale jednak – rosnąca zamożność nawet najbiedniejszych warstw społecznych.

Dalej: dziś bycie homoseksualistą w większości przypadków nie niesie za sobą ryzyka ostracyzmu, wykluczenia ze społeczności. Czy zdarzają się obelgi? Ataki słowne lub fizyczne? Pewnie. I będą się zdarzać.

Problem z jakim dziś się borykamy jest zupełnie inny: polega on wprost na próbie przepisania i zakłamania faktów. O tym jak doszliśmy do miejsca, w którym jesteśmy. O tym kto i za jaką cenę – osobistą, finansową, zdrowotną – doprowadził do tego, że wciąż żyjemy w całkiem wolnym kraju.

Ludzie się zastanawiają po jaki wał kłócić się z UE, KE, USA, Izraelem, Niemcami, NATO, Francją, Ukrainą, i z resztą, którą pominąłem bo taka jej obfitość. Odpowiedź jest jedna i prosta. Obecna władza, IV RP-bis ma do zrealizowania prosty cel:

  • podział społeczeństwa na klasy
    • prawica w jej obecnym stanie gardzi zwykłym człowiekiem, całe to pierdolenie że rodzina bogiem silna, że honor, ojczyzna, że żałosny erzac zabezpieczeń socjalnych – to jest zapchajdziura, która nie będzie trwać wiecznie, bo nie będzie wiecznie potrzebna;
    • klasa średnia jest akceptowalna tak długo, jak długo jej dobrobyt jest silnie związany towarzysko, zawodowo (np. pozycję zawdzięcza relacjom publiczno-prywatnym związanym z władzą);
      • dla całej reszty mamy KAS który przez prywatną spółkę KIR S.A. na podstawie analizy ryzyka który oparty jest na algorytmach stanowiących tajemnicę handlową KIR S.A. monitoruje jej każdy ruch finansowy, i w ramach kaprysu se może zająć rachunki bankowe na 72 godziny do 3 miesięcy; na byle wniosek dyrektora KAS;
      • mamy też konfiskatę rozszerzoną dla tych, których się będzie chciało upierdolić w sposób kompletny;
    • budujemy też zupełnie nową klasę wyższą, wyjętą zupełnie spod kontroli (por. Morawiecki i jego Santanderowskie opusdeistowskie pierdololo, SKOK/Bierecki/kto tam jeszcze, słabo śledzę);
  • zapewnienie źródeł finansowania na wypadek jakiegokolwiek fakapu, w taki sposób, aby układ biznesowo-towarzyski przetrwał każdą zawieruchę polityczną, jaka w nieuchronnie nastąpi;
  • zabezpieczenie na wypadek rozmaitych roszczeń, kar, wyroków, itd. – po to jest TK, po to jest SN, po to się popycha sędziów w różne miejsca;
  • pewnie jeszcze jakieś rzeczy o których zapomniałem.

Sojusz kościoła i państwa też nie wynika z jakiegoś głębokiego przekonania, że ewangelia jest źródłem prawdy i dobra. To chłodna kalkulacja. Wymiana dóbr, wzajemne dbanie o interesy. Kolejny element przetrwania – my wam dziś zapewnimy bezpieczeństwo finansowe i prawne – będziemy oczekiwać wzajemności w przypadku fakapu.

Czemu jednak przepisują historię? Czemu wplatają Smoleńsk jako zamach, czy co oni tam teraz uważają? Czemu sondują opcję polexitu? Czemu chcą wymazać Wałęsę i całą resztę, przepraszam za moją ignorancję, ludzi, którzy swoim zaangażowaniem przyczynili się do obalenia systemu, który był skrajnie niewydolny i szkodliwy. Nie tylko dla proletariatu, ale tak samo ograniczał tzw. inicjatywę prywatną jak i partyjnych aparatczyków?

Bo ludzie, którzy to pamietają, którzy dają za to faka – wciąż jest ich mniej i mniej. I to jest ich zabezpieczenie na przyszłość. Będą mogli się odwoływać do ideałów Lecha i Jarosława przebywających. I nikt nie zwróci na to uwagi.

Najpierw była zła komuszo-Kwaśniewska konstytucja, która nam odbierała, chuj wie co mogła odebrać po erzacu w postaci małej konstytucji. Potem była ZŁA Unia, która miała wykupić całą ziemię od polskich rolników i nas wpędzić do kołchozu (oh hai Roman, ty zjebie). Ale chłodna kalkulacja mówiła co innego: i tak wejdziemy. Ustawili się na tym, mając bezpośredni dostęp do wszelkich informacji, do faktycznych pracowników różnych instytucji – jak mało kto (hej, a ekrany Szyszki!). Potem było relatywizm moralny, który nam zagrażał, bo miał nas, polaków, wyprać z tożsamości narodowej. I chuja wyprał. Następnie przyszło gejowskie lobby, które finansowane przez Sorosa miało sprowadzić na nas kataklizm i moralną degrengoladę. Potem był już tylko gender i gender. Ach, przepraszam, traktat „LESBOŃSKI” (paru świrów co twierdziło że Lech Kaczyński zdradził Polskę i polaków, widziałem na własne oczy na jakiejś blokadzie marszu 11 listopada).

Żyjemy dziś w kraju, którego generalna idea polega na tworzeniu tylu konfliktów i takim zarządzaniu konfliktami, żeby im się jak najmniej finansowo oberwało – szkody wizerunkowe: jebać. Cel jest prosty. Zapewnienie finansowego i towarzysko-biznesowego przetrwania na lata.

 

Być może jeden Ziobro jest na tyle jebnięty i jest tak ogarnięty żądzą władzy, że faktycznie chce kompletnie rozkurwić system sądowniczy (który obsysa, jak każdy, to nie jest tak, że tak delikatna materia zawsze będzie działać idealnie, znam z własnego doświadczenia; niektóre z tych trendów rozpoczęły się już za rządów PO, a że mam złą pamięć – to pewnie i wcześniej).

 

Ale jedyne i najważniejsze co należy mieć na uwadze patrząc na gry i zabawy w IV RP – to zmasowane działania, które mają im dać przetrwanie przez długie lata na wypadek, gdyby jednak ich rządy miały trwać krócej. No i metody inwigilacji. Jak wspomniany już STIR.

Dlatego też cała masa działań prowadzonych przez IV RP-bis to zasłona dymna. Część to oczywiście czysta głupota, ale skuteczna na tyle, że ludzie dyskutują o jakichś kompletnych dyrdymałach, zamiast skupić się na tym, że przepisanie historii zapewni im stabilność finansową.

I tego powinniśmy się bać najbardziej. Bo nawet jak padną dziś – to te chuje wrócą.

Reklamy

Gdy społeczna nauka kościoła trafia na podatny grunt

Wyobraźmy sobie idealnie kulistego studenta teologii (nie skończył), który zaczyna filozofię (by ją szybko porzucić) i następnie rozpocząć studia na polonistyce. Już sam ten zestaw dużo mówi o intelektualnych preferencjach, a tu dochodzi nam dzielna walka o wolność na Białorusi. Ten idealnie kulisty się odnalazł, i ma na imię Błażej Strzelczyk. Coś jednak zgrzyta, i zza majt wychodzi miękka faja, którą trzeba powywijać, i bum! Kraków, protest lokatorów kamienic komunalnych bezrobotnych, emerytów i studentów jest doskonałą okazją, by pokazać, jak marna jest kondycja dzisiejszej myśli kościoła.

W zasadzie nie ma co cytować, zapraszam do lektury całego artykułu, a potem do zapoznania się z karierą zawodową autora. Dodam jeszcze, że dawno nie widziałem tak okropnego typa, dla którego wyrażanie gniewu na rzeczywistość jest „groteskowe”, bo okres dla Krakowa gorący, i co powiedzą turyści, kiedy zobaczą, że komuś w mieście się nie podoba. Bardzo mnie to bawi w kontekście angażowania się w demokratyzację Białorusi. Bo przecież na Białorusi też kogoś może boleć w oczy, że jakaś demokracja się próbuje panoszyć na ulicach, zamiast grzecznie zgadzać się na taką politykę, jaka jest prowadzona.

Błażej Strzelczyk jest mendą wysokiej próby, i jestem pewien, że jeśli w idei piekła było coś dobrego i pięknego: to właśnie jako miejsce dla takich ludzi. Ludzi, którzy bezinteresownie nienawidzą drugiego człowieka tylko dlatego, że ten im źle wygląda i psuje krajobraz.

Śpię spokojniej

Wiedząc, że gdzieś jakiś doktorant zajmuje się Ortegą y Gassetem. Wiedząc, że świat składa się z ludzi zajmujących się również rzeczami niepotrzebnymi.

Mit produktywności

Nie ma się co czarować: współczesny świat to kultura marnotrawstwa, o czym mi niedawno przypomniał mój znajomy zżymając się na ludzi, którzy wyrzucają chleb. Przypomniałem mu wtedy, że jego praca głównie polega na bardzo nieefektywnym zużywaniu gigantycznych ilości paliwa w celu robienia rzeczy, które można zorganizować w dużo bardziej przemyślany sposób.

Dlatego nigdy nie przyjmę argumentu, że pracując, w przeciwieństwie do doktoryzowania się z Konopnickiej, robi się coś pożytecznego i potrzebnego. Zazwyczaj – nie. Zazwyczaj większość wykonywanych prac ma na celu przelewanie hajsu z miejsca w miejsce i niczemu nie służy tak naprawdę. Ile budynków powstało w kulcie marnotrawstwa, by pomieścić siedziby firm zajmujących się przelewaniem pustego w próżne? Mnóstwo. Ilu ludzi każdego dnia robi rzeczy, które wspierają utrzymanie i rozbudowę systemu, w którym powstaje mnóstwo rzeczy, które są nikomu niepotrzebne? Większość.

Produkcja mitu

Przeciwstawianie sobie użytecznej pracy i bezużytecznej wiedzy jest bardzo fałszywe. Jedno i drugie jest równie bezużyteczne (pamiętajmy też o śmierci cieplnej wszechświata). Ale w obrębie społeczeństw neoliberalnych powtarzać będziemy, że praca brokera reklam jest bardziej wartościowa, bo ma większą wartość wyrażoną w biletach płatniczych Narodowego Banku Polskiego. Ja się oczywiście tym brzydzę, i milszy jest mi pomo doktorant polonistyki niż ty, uperfumowany dilerze zmarnowanych zasobów.

Polityka kulturalna

Polacy brzydzą się kulturą intelektualną i techniczną, brzydzą się kulturą wysoką i kulturą niską. Polacy brzydzą się kulturą i brzydzą się tak w ogóle. Kształt rynku jest zależny od tego, jakimi jesteśmy ludźmi, a jesteśmy ludźmi, którzy nie lubią wykonywać rzeczy zgodnie ze sztuką (kultura techniczna), w sposób przemyślany, efektywny, etyczny (kultura intelektualna) i z poszanowaniem różnych środowisk oraz estetycznie (kultura wysoka).

Dziwi mnie, że w takim kraju ludzie nie dostrzegają potrzeby robienia rzeczy bezużytecznych, które – jeśli nie niosą ze sobą postępu – przynajmniej nie robią tyle szkody, co nasza codzienna aktywność gospodarcza.

Głupie dzieci

paskudna okładka Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol

Będą głupie, bo robimy im krzywdę, masowo i bardzo chętnie. Wpadłem do zioma na kawę i trafił mi przed oczy zeszyt ćwiczeń do Techniki z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum wydawnictwa Art-Szkol (srsly, kurwa, co to za nazwa; patrzcie jaką mają piękną stronę!) autorstwa Leszka Bakuna.

strona pierwsza Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol

Firma Energopol-Trade-Poligrafia, odpowiedzialna za opracowanie graficzne i druk zrobiła rzecz skandaliczną, nie wiem jak ta banda ciula może spać po nocach spokojnie. Patrzę na to, i płaczę. Napierdolone clipartów, kolory pasują jak świni siodło, niektóre cliparty zasłaniają tekst, złożone to jest jakbym dwunastoletni ja dorwał się do Quarka

.
cliparty Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol
cliparty Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol
cliparty Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol
cliparty Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol

Nie moge na to patrzeć, to jest skandal, że dzieci dostają po ryju takim paskudztwem, drogie wydawnictwo Art-Szkol, drogi magistrze Leszku Bakunie: to jest tak, jakbyście nasrali tym dzieciom w twarz i jeszcze rozmazali stopą.

Nie znajduję literek, by opisać moje głębokie wkurwienie. Nie będziemy mieć ładnych rzeczy. NIE BĘDZIEMY MIEĆ ŁADNYCH RZECZY, bo biedne dzieci będą całe życie oglądać gówniane, obrzydliwe, wyrzygliwe podręczniki. Gdzie one się mają nauczyć estetyki.

Drogie dzieci: unikając gapienia się w podręczniki macie szanse uratować swoje poczucie estetyki.

zrosło się, ojoj, ktoś nie zauważył, że należy wziąć pod uwagę grubość zgięcia! Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol

Marzę o dniu, w którym ogień piekielny pochłonie Energopol-Trade-Poligrafię, Leszka Bakuna i wydawnictwo Art-Szkol i każdego, kto przyłożył palec do dopuszczenia tego nieopisywalnego gówna do użytku w szkole.

autor mgr Leszek Bakun, konsultacja literakcja mgr Anna Popek, opracowanie graficzne Energopol-Trade-Poligrafia, Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol
Art-Szkol ul. Hiacyntowa 10 11-041 Olsztyn tel. 089-523-90-71 Technika z wychowaniem komunikacyjnym dla gimnazjum, wydawnictwa Art-Szkol

I nic nie da się z tym zrobić, bo nikt nie szanuje uczuć estetycznych, można mnie obrażać bezkarnie, żaden poseł się za mną nie ujmie.

Niech płoną, zapracowali sobie na to!

O priorytetach

Jakaś część młodzieży rozmiłowana jest w narzekaniu na to, że panie, ta dzisiejsza młodzież, i ubogaca swoim jęczeniem internety (demotywatory, nudne komiksy, przeorane i na siłę klecone opowiastki z memów, pasuje to jak gwizdek do sutka).

Byłaby się ta młodzież, której jestem przecież częścią, wzięła np. za użycie łba, i podczas porannego szluga na balkonie, z widokiem na ludzi, którzy od równej szóstej napieprzają na siłowni (wiecie, jak okrutnie się zmęczę, jak patrzę na ich podnoszenia, ich krew, pot i łzy wydalane na bieżni?!) dała sobie chwilkę na refleksję nad takim oto hasłem: „on/ona/ono jest i do tańca i do różańca”. Czego tu nie mamy? Nie mamy nic o pracy, nie mamy nic o współmyśleniu, nie ma nic twórczego. Jest za to bezmyślna konsumpcja treści.

Co oczywiście zostawiłbym pod rozwagę współczesnej młodzieży, ale przecież nic się nie zmienia.

Kula Śmiechula spotyka polski biznes

Każda środa jest bardziej znośna, kiedy zdarza się ktoś, komu można zasugerować wyciągnięcie głowy z dupy.

Pośród wszystkich ważnych rzeczy, które można i należy powiedzieć, jest też taka, która w’ogle unieważnia całą podstawę sporu.

Prolski wyzyskiwacz

Ci okrutni a zbędni pracownicy na umowach o pracę, normalnie zgroza i koszt, a tu w praktyce zarobić na cokolwiek tak trudno. Można np. tak jak boni w swoim komciu <3 – można też popatrzeć z punktu widzenia przedsiębiorcy i pracodawcy.

Przyzwoite podejście mówi, że jeśli jakiś rodzaj działalności jest nieopłacalny, to się nie warto za niego brać. Jeśli jest tak, że czyjś model biznesowy z góry zakłada, że nie jest w stanie nawet zarobić na utrzymanie pracowników, to taki pomysł na działalność jest do kitu. Jeśli ktoś mimo to pakuje się w taką aktywność, to sam jest sobie winien wszystkiego, co go spotyka.

Serio, serio. Jeśli ci wszyscy smętni ludzie, którzy jęczą, że zatrudnienie pracowników kosztuje ich tak strasznie dużo, że nie są w stanie na to zarobić, i stąd widzą pracowników jako koszt, którego nie są w stanie ponieść, to znaczy, że nie powinni robić tego, co robią.

  • Rynek sobie bez was poradzi.
  • Rynek prawdopodobnie lepiej poradzi sobie bez was, niż z wami.
  • Jeśli polski pracownik jest ci zbyt drogi, to dlaczego – rączy i żwawy przedsiębiorco, solo tej ziemi – nie wyeksportujesz pracy do Indii czy Chin, aha, bo jesteś gołodupiec i nie wiesz jak to zorganizować.
  • Psujesz rynek, zaniżając swoją nieodpowiedzialną postawą stawki ludzi, którzy nie trzymają łba w dupie.
  • Rynek nie jest placem zabaw garstki freelancerów, czy innych specjalistów od nowych mediów. Rynek jest placem zabaw dla kapitału. I to ten rynek robi z tobą co sobie upodobał.
  • Balans, bilans, balast

    Podejście, które mówi, że to dobrze, że można łatwo zwolnić pracownika jest – z punktu widzenia małego biznesu – tak idiotyczne, że aż trudno uwierzyć, że ktoś może napisać to serio.

    Zwolnienie i poszukiwanie nowego pracownika, wdrożenie nowego pracownika, cały hajs i czas, który wkłada się w przekazanie mu tych rzeczy, które mają wpływ na jego efektywność – nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby to pomijać, fapiąc do form zatrudnienia, które to umożliwiają. Jasne, to się może wygodnie sprawdza w przypadku ładowacza towaru w hipermarkecie (i też to właśnie duże sieci handlowe najradośniej korzystają z „elastycznych form zatrudnienia”).

    Przeraża mnie ten brak świadomości u ludzi, którzy są przedsiębiorcami.

    Na sam koniec chciałbym tylko wyrazić nadzieję, że przyjdzie wolny rynek, z jeszcze tańszymi pracownikami i wyrenderuje ich obsoletnymi. Czego Kosedowskiemu szczerze życzę (chyba że i on, i jego memeziomy wyciągną łeb z dupy, co z kolei życzę sobie).