Amatorzy napięciowego szaleństwa

Użycie ios 5.1
Amatorzy napięciowego szaleństwa

Poradziłem sobie z problemem ssania baterii na ajoes piąte.pierwsze, oto jak:

1. Wywal wszystko z telefonu.
2. Z iTunes wybierz opcję „odtwórz”.
3. Olej podawanie apple.id przy konfigurowaniu telefonu.
4. Wyłącz Location Services.
5. Jak się uruchomi: wyłącz bluetooth, wyłącz opcję WIFI Sync, w Spotlight Search zostaw tylko programy, wrzuć restrykcje dla iTunes, Ping, Deleting Apps, odpal mapy, daj pozwolenie na korzystanie z lokalizacji, wróć do restrykcji, ustaw restrykcje dla lokalizacji, ustaw restrykcje dla Game Center i wyłącz opcję in- app purchase, wywal autokorekcję i sprawdzanie pisowni oraz skróty klawiaturowe i automatyczny update daty (i tak się robi).
6. Wyłącz iMessages.
7. Dodaj teraz swoje konta e-mail, wyłącz wszystkie pushe, w advanced ustaw wszystko na fetch, manual; menu wcześniej ustaw fetch na raz na pół godziny; wybierz konto dla którego chcesz synchronizować kalendarze, notatki i kontakty, z reszty zrezygnuj, zostawiając same e-maile. Wyłącz wszelkie synchronizacje (dokumenty iCloud, strumień zdjęć).
8. Wróć do menu restrykcji, dodaj restrykcje do kont e-mail.
9. Zainstaluj tylko podstawowe programy, w moim wypadku wyszło tak:
Aplikacje z Appstore
a. Blip
b. Dropbox
c. VNC
d. TeamViewer
e. PS Express
f. IRC999
g. Palringo
h. iBooks
i. WordPress
j. Ling.pl
k. Flickr
Aplikacje web:
l. Facebook
m.Gmail
n. G+
10. Wywal wszystko z notyfikacji oprócz maili, kalendarza, telefonu, sms i przypomnień (można zostawić pogodę, jak ktoś się lubi wkurwiać, że znów leje).
11. Włącz restrykcje dla instalowania aplikacji.
12. Ciesz się telefonem, który jest w stanie przetrwać dzień.
13. Zassaj wszystkie media z iTunes, przez kabel, wywal synchronizację po WIFI.

Z innych dobrych rad: używaj EDGE, kiedy jesteś w zasięgu WIFI wyłączaj transmisję komórkową, gdy jesteś bez WIFI – wyłącz.

Oczywiście: wiele z kroków tu przedstawionych jest zupełnie bez sensu. Ale to jest na ten moment tyle, co potrzebuję ze smartfona (mail, blip, obrazki), i potrzebuję, żeby mi żył cały dzień.

Żartom i wygłupom nie było końca

Krótkie wprowadzenie do dramy (czytać głosem Wołoszańskiego): jest piątek trzynastego maja dwa tysiące jedenastego roku, godzina dwunasta dwadzieścia. Komcionauta Gammon siedzi przed pochodzącym z ubiegłego wieku mózgiem elektronowym, który wyświetla notkę na blogu Barta; Gammon nadusza klawisz RETURN. W tym czasie Eli Wurman przewraca się na lewy bok. Od świata oddziela go gruba roletka w kolorze ecru. Ten pozorny spokój i sielanka pięknego poranka nie zwiastuje tego, co ma nastąpić później. Konsekwencje klawisza naduszonego przez komcionautę Gammona są prawie natychmiastowe. W reakcji na umieszczoną przez niego tubcię inny komcionauta, niedofizyk, w duchu piękna, prawdy i dobra sugeruje, że materiał zamieszczony przez Gammona będzie miał dużo łagodniejsze skutki, jeśli oglądać go z tematem muzycznym pochodzącym z popularnego pod koniec XX wieku programu rozrywkowego. Za późno jednak – Radkowiecki raportuje, iż linkowany przez Gammona klip muzyczny zespołu Magnetar zrekombinował mu DNA.

W późniejszych zeznaniach Eliego W. czytamy: – Wstałem jakoś tak koło 13. Przeczytałem komentarz Radkowieckiego i postanowiłem zerknąć, co też Gammon wynorał. Wytrzymałem jakąś minutę, poczułem jak synapsy mi się przepalają, więc wyłączyłem. Zerknąłem na komentarz niedofizyka i cała reszta potem stała się niemal automatycznie. Za pomocą tajnych narzędzi udostępnianych funkcjonariuszom Cywilizacji Śmierci z siedzibą w Brukseli przystąpiłem do pozyskania materiału wideo z serwisu YouTube. Trwało to dosłownie minutę. Następnie niezwłocznie przystąpiłem do obróbki materiału. W specjalistycznym programie usunąłem oryginalny dźwięk, podłożyłem temat muzyczny z Benny Hilla i przyspieszyłem materiał wideo do 200%. Potem to już tylko proste kliknięcia: publikuj wideo do YouTube; chwilę potem stał się dostępny wszystkim internautom.

W kręgach zbliżonych do TTDKN panuje zadowolenie: pojawiają się rozmaite komentarze, które wyrażają radość z powodu takiego a nie innego potraktowania materiału. Jednak ledwie godziny dzielą Eliego Wurmana od straszliwych konsekwencji swojego czynu.

Własnemi Słowyma

15 maja 2011, o godzinie 23:45 w mojej skrzynce mailowej ląduje wiadomość z YouTube, że napisała do mnie menadżerka zespołu Magnetar. A tam straszliwe rzeczy:

COŚ JAKBY DO BOJU POLSKO

Szanowny Panie/ Szanowna Pani,

w nawiązaniu do materiału który został opublikowany pod nazwą „coś jakby do boju polsko”, znajdującym się pod inkiem http://www.youtube.com/watch?v=s8trd3WACRA uprzejmie informuję, że zawiera on nieoficjalne materiały zdjęciowe, nieopublikowane w oficjalnych wersjach teledysku „Vivat Biało Czerwoni” Zespołu Magnetar. Materiały produkcyjne są chronione prawem autorskim, a używanie nieudostępnionych materiałów, które znajdują się pod ochroną, to w klasyfikacji czynu prawnego kradzież.

Jeżeli nie usunie Pan/Pani ww. materiału video w ciągu 24 godzin i nie poinformuje nas Pan/Pani skąd posiada nieoficjalne sceny wykorzystane przez Pana/Panią w ww.materiale, w poniedziałek dnia 16.05.2011 rozpoczęte zostanie wobec Pana/Pani postępowanie prawne i śledcze.

Poza zgłoszeniem sprawy na policję, nasza kancelaria prawna wystosuje wobec Pana/Pani pozew cywilny. Ponadto nadmieniam, że wyśmiewanie się z wartości patriotycznych, na których widnieje Flaga Polska jest wg prawa polskiego przestępstwem karanym do 5 lat więzienia.

Z wyrazami szacunku

Małgorzata Zakrzewska

zespolmagnetar@gmail.com

15 minut później kolejny mail:

Copyright Infringement Notification

W związku z naruszeniem autorskich praw majątkowych oficjalnego klipu grupy Magnetar pt. „Vivat Biało -Czerwoni” wzywam użytkownika YouTube: ‚eliwuu’ do natychmiastowego usunięcia klipu z sieci Internet oraz wytłumaczenia w jaki sposób posiadł klip i za pomocą jakich narzędzi dokonał jego edycji.

W przypadku, gdy klip nie zostanie usunięty w ciągu 24 godzin, sprawa zostanie skierowana na drogę postępowania sądowego.

Z poważaniem,

Władysław Prażmowski

Butthurtu nie muszę komciować: zrobili to za mnie (bardzo pięknie!) ^jezykwkosmosie i ^btd.

TTDKN-style, fuckyeah

Gdybym był prawicowym bloggerem, to pewnie tupnąłbym nogą i napisał „o, takiego, niezdejmne!”. Ale nie jestem. Zasięgnąłem porady prawnej (w sensie: u kogoś, kto skończył i praktykuje, a nie u specjalisty z forum porad prawnych), która brzmi: upewnij się, czy aby z pewnością i na pewno możesz to zrobić bez ryzyka. Jeśli tak, to opublikuj, a na razie wywal. Co też zrobiłem.

Bardzo chciałbym, żeby tubka wróciła. I pewnie tak się stanie, ale wolę być przygotowany, jeśli Małgorzata Zakrzewska i Władysław Prażmowski się uprą, żeby mnie jednak ciągać po sądach. W końcu zawsze chciałem poczuć się jak Joanna Najfeld i zakrzyknąć w internetsach: MAM PROCES!

Ssanie palucha

Bardzo bawi mnie fragment o wykorzystaniu materiałów z nieopublikowanej wersji. To zabawne, bo kompletnie nieprawdziwe. Co więcej: materiał, który został już usunięty, pierwotnie opublikowany został 6 miesięcy temu na profilu MediaConnectPL (na co mam stosownego skrinszota; jak ich poszukacie na tubie, to zobaczycie, że zamknęli cały profil). Możliwości są dwie: albo w ten smutny sposób próbują mnie wrobić w jakieś „zomg, ukradłeś z naszych tajnych serwerów”, albo jakiś przychlast z Media Connect opublikował coś, czego nie miał publikować i teraz się próbuje wyłgać przed zespołem.

Tak czy owak: bardzo są zabawni, a ja dzięki temu mam kontent na notko-przerywnik przed materiałem o harm reduction.

O wyższości gejów nad heterykami

Cała fejsbukowa drama, jaka przetoczyła się ostatnio przez okolice think tanku dyskurs-kultura-nauka zupełnie mnie nie nawilżyła, bo:

pedały górą

Bo my te problemy przechodziliśmy jakieś 6-10 lat temu. Ja osobiście – jakieś 7-8. Nim powstała nasza-klasa czy fejsbuk: pierwszymi, prawdziwie społecznościowymi portalami były serwisy gejowskie (lesbijskie pewnie też, ale nie zaglądałem, bo to nie było moje porno). Prywatne wiadomości? Grupy tematyczne? Galerie zdjęć? Czaty, fora i co tam jeszcze typowego dla dzisiejszych społecznościówek? To wszystko było już dawno temu.

Osiem lat temu byłem młodym gnojkiem, któremu coming out w swoim liceum wydawał się dużo bezpieczniejszy niż założenie konta w jakimś gejowskim serwisie randkowym. No bo tak: a co jeśli przypląta się jakiś świr? Albo zwykły złośliwy kawał ciula, który będzie mnie chciał wszędzie wyoutować? Albo odnajdzie mnie tam ktoś, przed kim z różnych powodów bardzo nie chciałbym się przyznać?

Dziś takie pytania w kręgu cywilizacji śmierci kwituje się wzruszeniem ramion. Jednak w 2002 roku to był dla mnie poważny problem. Uznałem wtedy, że to niebezpieczne – ograniczyłem się tylko do komentowania jakichś forów pod losowym nickiem, starając się nie zdradzić jakichkolwiek informacji, które umożliwiłyby identyfikację.

Trochę śmieszą mnie obawy ^wo – bo co takiego można pokazać na fejsbuku? Kilka pijanych fotek? Kilka głupich komentarzy na czyichś tablicach? Wielkie mi halo. A osiem lat temu bez większych rozterek ludzie powierzali jakimś nieznanym kolesiom i firmom bardzo wrażliwe dane dotyczące seksualności, fetyszy, gołe fotki, wszystko to, co umożliwia zidentyfikowanie miejsca zamieszkania, pracy, studiów, itd. – i co? I nic. Nie słyszałem o przypadku, w którym administrator czy właściciel takiego serwisu wykorzystał dane przeciwko swojemu użytkownikowi. Stąd nie spodziewam się, żeby Facebook poszedł w tę stronę. Nawet, jak będzie sprzedawał jakieś dane, które będą umożliwiały podsuwanie jakichś stargetowanych reklam – meh. Zero-drama, folder spam.

Zostałeś oznaczony na zdjęciu w albumie

Byłem tam, widziałem co się działo, nic ciekawego do oglądania, proszę wycieczki – prosimy dalej. Przyjdzie jakieś międzynarodowe GIODO i powie fejsbukowi jak ma obchodzić się z danymi. Naprawdę, nie ma się czego bać – czasy strachu w europejskim internecie bezpowrotnie minęły.

Żeby było miło

Oprócz tego, żeby było miło – chodzi jeszcze o to, żeby było ładnie.

Ktoś jeszcze pamięta stare logo PiS? Wyglądało tak:

i było brzydkie.

Matka, matka, matka, respektuj ideały sierpnia

W 2001 roku na stronie Prawa i Sprawiedliwości można było przeczytać taką deklarację (podkreśliłem co mnie boli):

Chcemy odpowiedzieć na tę wielką potrzebę, wręcz głód prawa i sprawiedliwości w dzisiejszej Polsce. Chcemy stworzyć siłę polityczną zdolną do przeprowadzenia głębokich zmian w taki sposób, by nie naruszyć tego, co jest dorobkiem ostatniego dziesięciolecia i z czego jako naród możemy być dumni, oraz nie zdezorganizować codziennego życia obywateli, którzy mają prawo oczekiwać od państwa, by dawało im także poczucie stabilizacji.

– Oczyszczenie polityki
– Naprawa państwa
uzdrowienie samorządu
– Reforma finansów publicznych
– Równość szans
– Bezpieczeństwo dla obywateli
więzienia dla przestępców
– Zniesienie barier rozwoju
Nasze miejsce w Europie

Rok później Lech Kaczyński deklarował:

Uf, dobrze, że kiedy PiS doszło do władzy – nie weszło w koalicję z Samoobroną, ohwait.

Brzydkie kaczątko

Żaden rodzaj poczucia wspólnoty nie usprawiedliwia i nie zezwala na brzydotę. Dotychczas przykładów na różne jej przejawy (np. niechęć do zasad interpunkcji, dosłownie fantastyczny dobór kolorystyki, niechęć do formatowania tekstu) z radością wyszukiwałem po prawej stronie. Ale – okazuje się, że lewica dostarcza na bardzo podobnym poziomie. Wystarczy zerknąć choćby na logo Federacji Młodych Socjaldemokratów:

Logo pochodzi z oficjalnej strony.

I woła o pomstę do nieba.

Sama strona jest zresztą przebogata, np. dla wszystkich zainteresowanych feminizmem oferuje dział „Kobiety„. A tam kompletnie pusto. Strona, według stopki, istnieje od 2006 roku. I, serio – lewicowa młodzieżówka, która powinna aż płonąć od dyskusji o roli kobiety, o jej problemach – przez cztery lata nie dorobiła się żadnego tekstu?

Kogo obchodzą wewnętrzne aktualności, że ktoś się zebrał z okazji Dnia Kobiet i zrobił sobie zdjęcie? Kogo obchodzą stanowiska zajmowane w sprawie?

Czym Ci ludzie się zajmują? Kiedy myślę o tym, jak powinna działać młodzieżówka partii – to myślę o miejscu, w którym, zamiast prowadzić żenujące próby prowadzenia „polityki”, trwa jakaś dyskusja, pojawiają się propozycje działań, a może przede wszystkim: trwa odnajdywanie i określanie swojego miejsca w świecie. Że jest to przestrzeń do nauki o tym, jak ideały które są nam bliskie działają w rzeczywistości. O tym, jak tych ideałów bronić. Jak sprawnie krytykować przeciwników. Młodzieżówka powinna gromadzić i dystrybuować wiedzę, być czymś w rodzaju radosnego think-tanku, w którym oprócz poważnych spraw jest miejsce na kulturę, taniec i rozrywkę.

A new hope

Serio, nie żartuję. Ale to jeszcze nic, Jakub-po piętnaste-Zamana dostarcza kontent który wskazuje, że odjechał mu peron. Dodatkowo opakowany w taki sposób, że #rakoczu wpisujący się w najlepsze tradycje #zływebdesign. Na deser można zerknąć na blogasek Marcina Nowotki – estetyczne idee onetowego blogerstwa. I licznik odwiedzin. Soraski, ale mój blogasek o duperelach wybił w ciągu roku nieco więcej.

Sennik egipski: słowo, rzeczy, odpowiednie, dać

I nie dał sobie przetłumaczyć, że Kraków jest trochę ostoją tych wszystkich tradycji, z którymi lewicy nie po drodze. Podpierał się argumentem że ludzie z zagranicy doceniają Kraków a krakowianie „głosują na lewicowego prezydenta”. A potem uchylał się od odpowiedzi na pytanie, gdzie była „lewicowa postawa”, kiedy SLD uwaliło ustawę Szyszkowskiej (i zbanował ^astragalizo za przyparcie do muru w kwestii jego żenującego wywiadu, w którym wyoutował się jako katolik; zbanował też ^blaise [czasem NSFW])

Trochę mi to nie daje spokoju: co to znaczy, że w lewicowej partii, w XXI wieku, w środku Europy „nie było zgody co do rejestracji związków homoseksualnych”? Jeśli jest im nie po drodze z lewicowymi ideałami, to niech spadają do PiS czy PO (jak Czarnecki do Poznania Samoobrony)

Zmiana, zamiana

A może po prostu nie jestem socjaldemokratą tylko socjalistą, i dlatego głupio się przypieprzam, że nie spełniają moich oczekiwań?

Mistrzowie darmowego kontentu (1)

Joanna –Profil odwiedzają nasi znajomi, ufając w nasz gust klikają na link – i zabawa toczy się ad infinitum– Sosnowska is nao new Gniewomir.

Dobre standardy producentów darmowego kontentu:

1. Napisz coś tak oczywistego, że każdy się zgodzi. Np. jak w tekście o spamowaniu fejsbuka: o tym, że ciekawość powoduje, że ludzie klikają w linki.

2. Napisz coś tak durnego, że każdemu urwie od trzymania kredensu. Np. w tekście, gdzie przeglądarkę internetową zrównuje się z systemem operacyjnym: Wiemy, że Chrome OS jest systemem opartym o przeglądarkę – tak samo jak wiemy, że literatura jest oparta o kartki.

3. Napisz coś, co uświadczy czytelników w przekonaniu, że nie wiesz o czym piszesz. Np. opisz coś, co się nie miało miejsca: o, takie coś Tablet Apple zaprezentowany został już tydzień temu. Poznawszy jego funkcjonalności entuzjazm w większości nieco opadł.

4. Napisz coś, co pomiesza systemy walutowe. Np. żart Einsteina, losowy cytat o wszechświecie jaki wyskoczy w wikicytatach oraz Dawkinsa. Dodaj do tego Kapitan O’Czywistą (w obowiązkowych nawiasach).

5. Użyj taniego żartu tylko dlatego, że nie bardzo masz obcykany kontekst kulturowy. Hej laska, podpaska ci klaska.

6. Pisz o rzeczach, których nie wiesz w sposób, który emuluje pewność. Możesz spróbować od złego przeliczenia wagi gadżetu a potem dodaj W środku znajduje się procesor Apple’a – A4, taktowany zegarem 1 GHz. To nowość – takiego rozwiązania nikt się nie podziewał – oczywiście, istnieje jakiś wszechświat, w którym zakup PA Semi nie spowodował spekulacji i podejrzeń.

7. Spekuluj, spekuluj, spekuluj. Im durniej – tym lepiej: Brak obsługi Flash może okazać się minusem iPada przy bardziej zaawansowanych zastosowaniach. Srsly, jakie to profesjonalne zastosowania wymagają korzystania z flasha? Gra w jakieś kulki na miniclipie?

Gruba, docelowa

Podejrzewam, że technologiczny serwis gazety.pl zarabia jeszcze mniej niż Plotek. Stąd trudno marudzić o jakość kontentu. Ale na litośćboskom – w końcu napiszecie taką bzdurę, że ktoś się przypieprzy, to przecież może kosztować realny hajs.

No i dodatkowo: GW nie ma działu, który pisałby tylko o technologiach, a któregoś dnia mieć będzie musiała – czy nie będzie dobrym pomysłem wychować ich sobie w taniej przestrzeni technologicznego działu portalu?

Syndrom księżycowy

Zerkam do statystyk (atenszynhoryzm – lubię wiedzieć, skąd do mnie przychodzą i co ewentualnie o mnie piszą) a tam:

Anuszka postanowiła wyjawić, jedyniesłusznie, dlaczego dostałem u niej bana. Łoł. Jakbym dawał faka, czy coś, albo pisał błagalne maile, żeby mnie odbanowała, bo tracę ważną przestrzeń do poważnych dyskusji (srsly? poważne dyskusje z randroidką, która nie chce parytetów?).

Blogosfera psuje się od gwiazd
Czy normalna zwykła Maria
może czasem być astralna
ależ owszem czemu nie
Marii też należy się

Każdy kto zetknął się z astroawarią wie, że wystarczy wyrazić pogląd choć trochę niezgodny z jej wyobrażeniami o prawdziwej naturze rzeczy i skutkuje to ignorem na blipasku. Chwała jej, że jeszcze nie publikuje swojej listy. Ale są tacy, którzy bez żenady się tym chwalą:

A czasem wielkodusznie ogłaszają „amnestię”:

Banfaping

Jak ktoś nie kuma, że jego emo jest mało dramatyczne, dramy małolulzowate a lulzy durne – to się go wywala. Nie ma sensu z tego powodu publikować list, nie ma sensu się tłumaczyć za co i po co. Nikt z nas przecież nie ma zamiaru stosować standardów psychiatryka24.

Blogi to poważna sprawa

Kiedy słyszę, że mam spierdalać z czyjejś prywatnej przestrzeni, to się dostosowuję. Radę Anuszki przyjąłem jak należało:

Tym bardziej nie wiem, po co robić stronę na której ogłasza się światu, na kogo ma się wyjebane.

Jak kupić laptopa i się nie odkorować

Dzwoniła Potrzeba Popularna i pytała, czy mógłbym rozwiać trochę wątpliwości o wymianie sprzętu.

Każdemu według potrzeb

Generalnie jest tak: jeśli na „kupić laptopa” twój mózg reaguje wywaleniem z siebie bełkotu „i żeby miał optymalny stosunek jakości do ceny oraz odpowiednią liczbę rozmaitych portów w razie pojawi mi się potrzeba podłączenia tostera” – spadaj pogooglać syfeks od Compala.

Druga ważna rzecz – jeśli masz zamiar czekać na mityczny „optymalny moment” kiedy to co kupiłeś jest technologicznie na tyle nowe, że się nie zestarzeje zbyt szybko to sobie będziesz czekał. Dla umilenia czasu możesz oglądać Klan aż do końca (lub twojego, zależy co szybciej). Jasne, ktoś kto się rzuci na szoping zaraz jak tylko wejdzie jakaś technologia zapłaci cenę bycia łosiem. Przed byciem łosiem skutecznie chroni kupowanie sprzętu od producentów którzy w długim okresie (coś jak 2-3 lata) oferują stabilną cenę dla linii swoich produktów.

Po trzecie – im więcej będziesz kombinował i bardziej się przykładał tym na końcu będziesz czuł się bardziej rozczarowany. Dlatego uśmiechnij się, odpręż i nie przejmuj, to tylko laptop, za dwa-trzy lata będziesz musiał zrobić to samo.

Ja się znam, robiłem z tego NBA

Dosyć głupio jest poinformować otoczenie o planowanym szopingu. Z pewnością znajdzie się jakiś koleś, który zacznie przekonywać, że NTT Corino to świetny sprzęt. Lub że poweruserzy używają Compala bo mogą zrobić je pod siebie, a nie brać w takich ustawieniach jak je jakiś faszystowski producent wymyślił.

Jeśli nie znajomi to co? Zbiorowa mądrość internetsów z której dowiesz się, że nie potrzebujesz przepłacać za matrycę z podświetleniem LED i w wysokiej rozdzielczości, baterię należy wyjmować kiedy się pracuje z prądem z kija, rozszerzenie gwarancji to Yeti a przede wszystkim – dwa porty USB to zdecydowanie za mało!

Zostaje więc już tylko kompetentna porada pracownika sklepu komputerowego. Ta, jasne. Albo jakiś Vobis czy Karen w którym karuzela pracowników kręci się jak na kasach w Tesco albo lokalny sklep komputerowy w którym pracownicy co prawda nie zmieniają się co miesiąc ale niestety nikt nie widział żadnych szkoleń a sprzedawcy to miks znajomego od NTT Corino i forumowego eksperta.

Trochę strach.

Zosia-samosia

Mistrzowie zen powiadają, że odpowiedzi trzeba szukać w sobie. Tutaj jednak, inaczej niż w pytaniu o sens życia, odpowiedź będzie prosta.

  • Weź ładny:
      ładne rzeczy bardziej nawilżają i łatwiej się im wybacza różne duperele.
  • Nie przesadzaj z wydajnością:
      nie czarujmy się, nie ma wśród nas hardkorowych inżynierów którzy potrzebują przenośnej stacji roboczej.
  • Podświetlenie LED i wysoka rozdzielczość:
      15 cali i 1280×800? Zdecydowanie nie. Standardowe podświetlenie? Ciemno (ważne przy matrycach glossy) i żre od cholery prądu.
  • Bateria:

    W Związku Radzieckim to laptop wybiera Ciebie

    Od kiedy wybenczmarkowałem netbooka stałem się wielkim fanem tej metody porównywania – jest fantastycznie niemiarodajna! Co z tego, że Ubuntu ma ponad 150 punktów geekbencha więcej (to prawie tyle co w sumie miał podstawowy niebieski Power Mac G3) od Windows 7 skoro nie potrafi sobie poradzić z wieloma stronami www i flashem a włączenie opcji korekty tekstu w OpenOffice uniemożliwia pisanie; no i nie zapewnia żadnej ergonomii pracy; a ogólne wrażenia są takie, że Windows 7 to torpeda w porównaniu do – mierzalnie szybszego – Ubuntu? Dlatego jeśli za cenę fajnego wyglądu, dobrego ekranu i porządnej baterii chcesz sobie sprawić procesor o jakieś 7-12% szybszy – możesz sobie spokojnie darować, odczujesz zdecydowanie większą różnicę jeśli zainstalujesz cywilizowany system.

    Zbliżamy się do spraw czysto technicznych więc warto wspomnieć o jednej rzeczy: jeśli to ma w środku procesor Via lub AMD albo grafikę od ATI czy nie daj borze jakieś Intelowe GMA (nie ważne która wersja) – można to z powodzeniem zakopać. GeForce 9400M to minimum.

    Platforma pod wezwaniem świętej Róży

    Intel co rok robi update (patrz uwaga o optymalnym momencie zakupu) swojej platformy Centrino na której oparta jest jakaś odczapista ilość laptopów na rynku (tak, twój przenośny przed-unibody Mak również). Jak Intel wypycha nową platformę to dorzuca jeszcze nowe procesory. Teraz mamy Penryna w rozmiarze 45 nm (czyli to co teraz mamy za Core 2 Duo, wcześniej pod tą nazwą handlową krył się Merom i różnił się tym, że miał 65 nm, żarł więcej prądu i miał nóżkę bardziej), a za chwilę wejdzie Core i7 – Nehalem (i i5 który będzie w zasadzie jedną z wersji i7 a potem w to miejsce wejdzie Westmere i i3 jako entry level). Tu się robi trochę burdel, bo po pierwsze część zostanie na 45 a część skurczy się do 32 nm, po drugie jakieś kombinacje z Arrandale i wrzuceniem do procesora obsługi GPU. A dalej to już architektura Sandy Bridges który ma być dużym skokiem, ale to pewnie za jakieś 2-3 lata (albo i lepiej).

    A teraz dla odmiany napiszę coś co zabrzmi sensownie: już jakoś niedługo (miesiąc? w okolicach premiery Windows 7?) będzie wchodzić 6 generacja Centrino która nazywa się Calpella i do tego procesory Core i7/i5 w tym te w technologii 32 nm. I to jest główny powód dla którego warto zaczekać z zakupem. Auch: wejście tej platformy + premiera Windows 7, jak nawilża?

    Co do ceny – nie wiem jak sobie ustawią widełki kolesie z Asusa, HP, Della, Lenovo – wiem, że podstawowa wersja MacBook Pro z tym nowym procesorem (bo jednak platforma będzie od nVidii) będzie kosztowała 1199 $ lub jakkolwiek sobie to iSpot przeliczy (to jest właśnie ta pewność ceny w długim okresie, pisałem o tym kilka linijek wyżej).

    Uwaga, niskie napięcie

    Orajt, ale co w takim razie z Panem Michałem ze Szczecina który bacznie obserwuje morze* i tęsknie wyczekuje okrętu wyładowanego aż po samą burtę netbookami? Spoko. Już 22 października premiera Windows 7 więc najpóźniej pod choinkę będzie mógł sobie sprawić wydajnego netbooka w cywilizowanej cenie. Dla Pana BartoszaBartłomieja z Krakowa który nasłuchuje hejnalisty który ma obwieścić najazd ordy ultraprzenośnych laptopów – dwie dobre wiadomości: z jednej strony procesory 32 nm, a więc i MacBook Air i Lenovo X300 dostaną zastrzyk mocy, dłuższy czas pracy na baterii; tuż za rogiem czai się jakieś Sony Vaio X (mówili, że ma być na Atomie, ale wszyscy widzą miejsce na jakiegoś Intel Core Solo CULV).

    Wnioski pokontrolne

    I dlatego uważam, że należy się wstrzymać.

    Also: nVidia i platforma Tegra (procesor ARM + cała reszta w na jednym kawałku krzemu) czy Qualcomm i jego Snapdragon – ale to dopiero przyszłość.

    No i na koniec dobre, prawie ontopiczne, lulzy:

    * – tak, wiem.