Modlitwa ateisty

Tyle lat spędziłem w stanie wysokiego stresu, że teraz nie wiem co ze sobą zrobić, kiedy wreszcie odpuścił. Może podzielę się obserwacją: ludzie sobie mówią czasem, że gdyby na nich przyszło, to przed śmiercią chcieliby jeszcze to i tamto, zobaczyć, przeżyć lot balonem, albo skok ze spadochronem. Wyjechać gdzieś w piękne miejsce. Zobaczyć Paryż raz jeszcze.

Jeśli o mnie chodzi: to wszystko brednie, Donnie Darko nie miał racji. Jedyne co się liczy, to leżenie w łóżku z kimś kogo kochasz, picie wina, palenie papierosów i cieszenie się ostatnimi chwilami. Obejrzeć jakiś zabawny serial, w dupie mam pełnię życia. Sukcesy, porażki, ambicje, frazesy, pierdolety. Górnolotne bajania o powinności. W ostatecznym rozrachunku liczy się czas wtulony w drugą osobę. Odliczam sobie te wszystkie smutne, samotne noce, kiedy się bałem, że nic dobrego w życiu mnie nie spotka. Każda minuta spędzona na wgapianiu się w kogoś, kogo kochasz liczy się podwójnie. I nie wiem, czy jest cokolwiek ważniejszego na Ziemi. Pod ziemią nie ma już nic, śniło mi się piekło, prowadził do niego czerwony Mercedes 190 E, spod Sejmu, przez lata 90, było kompletnie puste.

Reklamy

O przypływie sił

Nie należy traktować przypływu sił überserio. Po okresie, kiedy czujesz się jakby ci ktoś pierdolnął łopatą w twarz nagły zaskok braku odrętwienia jest miły i można się rozszaleć. Ale to nie jest pełnia zdrowia, o czym zostałem uświadomiony przewidywanym terminem zakończenia terapii. I kiedy minęła pierwotna euforia, że już mi przecież lepiej, to wyzierają zza procha skutki uboczne, pewnie byłoby mi lepiej, gdybym się leczył zapperem, albo miksturą mistrza Słoneckiego. Tyle że nie. Doceniam współczesną medycynę, o ile nie jest doskonała, to nastąpił u mnie spory wzrost jakości życia, za co dziękuję firmie Janssen-Cilag oraz mojej psychiatrżce.

Dziś niby jestem w stanie zrobić więcej rzeczy niż wczoraj, ale mimo, że jestem w stanie sam jechać tramwajem i wystawić się na widok publiczny, czy nawet rozmowę z ludźmi, to ciągle jest bez szału. Teraz zgodnie z tym, co wiem o kognitywnym foo-śmoo: polepszenie będzie następowało wolniej i będzie mniej widoczne, co z kolei będzie przekładało się na zniechęcenie terapią i dołoży cegiełkę do poczucia bezsensu. Jednak skoro to wiem, to mogę temu przeciwdziałać (na to też są prochy!).

Tak czy owak: czeka mnie jeszcze długa droga nim wrócę do formy.

Na specjalne życzenie blogowidzów powtarzamy odcinek ósmy

Przeżyłem, co utwierdziło mnie w racjonalnym przekonaniu, że tamten sen był idiotyczny. Oczywiście, racjonalnie tłumaczyłem sobie, że taka świadomość, prekognicja, może mieć coś wspólnego ze splątanymi stanami kwantowymi moich elektronów tu i w przyszłości, co odbieram mózgiem w sposób rozumowy, był nawet o tym odcinek Star Trek TNG.

Czasem wydaje mi się, że myślenie o sobie jako o jednym, kompletnym tworze jest idiotyczne, bo na własnej skórze doświadczam, że ciało sobie, różne części mózgu sobie, a ja w tym wszystkim jestem coraz bardziej biernym widzem. Dodatkowo: prochy nie służą mi na poczucie humoru i następnym razem jak będę, będę musiał poprosić o jakieś antydepresanty (jakieś ssri, nieuzależniające, choć I <3 klorazepan).

Więc: drogi blogowidzu – jeśli przyśniło ci się, że onkolog w Grudziądzu mówi, że masz raka i pół roku życia, i nawet pokazuje na to stosowne fotografie rentgenowskie, spokojnie możesz uznać to za bujdę, choć oczywiście NALEŻY SIĘ BADAĆ.

Obłość opatrzy się w kant

Muszę się podzielić rozterką racjonalisty, i dać świadectwo też muszę. Bo było tak, że 17 listopada 2011 przyśniło mi się, że onkolog w Grudziądzu powiedział mi, że zostało mi pół roku życia. I tak zbliża się czas, kiedy miałbym już, a tu objawów śmiertelnych mniej jakby, co cieszy, i nie wiem, czy umrę jak zapowiedziano, czy może jednak przeżyję, raczej wolę.

To dla mnie przede wszystkim doskonały przykład na to, jak mózg może sobie myśleć rzeczy, widzieć rzeczywistość, mimo że wcale tak nie chcemy, i pamięć nagle funkcjonuje dobrze, wyciąga szczegóły, łączy znaki i porażona racjonalizmem zwraca się w kierunku „a może to samospełniająca się przepowiednia”.

Na wszelki wypadek mam zamiar spędzić noc z 17 na 18 maja na izbie przyjęć szpitala uniwersyteckiego.

Przed laktacją

Mam w sobie tyle prolaktyny, że mógłbym zatrzymać owulację całego Mazowsza.

Z tego tytułu kompletnie straciłem palącą potrzebę spółkowania. Dodatkowo – przy tych prochach nie można pić. Więc siedzę taki trzeźwy.

Od kiedy nie piję i jestem jeszcze bardziej beznadziejnym gejem niż zwykle – bo takim bez popędu – mam mnóstwo czasu na robienie różnych rzeczy, które kompletnie mnie nie cieszą.

Chcę swoje życie z powrotem nazot.

W stronę zachodzącego słońca

Jechałem wczoraj z miasta na wieś, i w blasku zachodzącego słońca zaświtało mi, że nigdy z nikim nie będę miał tylu wspólnych neuronów, co ze Sławkiem.

To i namiętność do papierosów. Jedyne, co pozostaje wspólne dla tego, co było przed i tego, co jest teraz. Prochy i problemy z deklem, nagłe przepoczwarzenie, wszystkiego uczysz się na nowo. Ten stół, ta ława, to światło za oknem – to już nie jest to światło, ten stół, ta ława, to są zupełnie nowe rzeczy, do nauczenia się. Pierwsze kroki po okresie dosyć dramatycznym, obfitującym w zepchnięcie się ze wszystkim pod własny dekiel, zastanawiałem się nawet, czy nie mam autyzmu, drażnią cię dźwięki, obiekty, a w wyobraźni dzieje się własna prywatna odyseja kosmiczna 2001, sceny ostatnie, zaludnia się ludźmi i obiektami, by stać się jałową pustynią, na której zaraz wyrastają kwiaty, a pośród nich ludzie, którzy mówią, którzy milczą, patrzą, mrugnięcie okiem, już jesteś z powrotem, stoisz przy barierce w galkraku, na 3 piętrze (+1, licząc od poziomu gruntu), stajesz się trzymanym w dłoni telefonem komórkowym, wypadasz sobie z ręki, pędzisz w dół, rozpadasz się na kawałki, oczy gapiów, stajesz się nimi, milionem oczu wgapionymi w samego siebie, bum, minęło ledwie mrugnięcie powiek, w twoim mózgu wydarzył się mały, prywatny wszechświat.

o prawie

jestem chory
mam prawo do cierpienia
mam prawo do okazywania cierpienia
mam prawo do tego, by cierpienie wplywalo na to co i jak mowie, na to co i jak mysle, na to jak reaguje
mam prawo do tego, zeby moi bliscy zwracali uwage na moje cierpienie
mam prawo do tego, by moi bliscy brali pod uwage moje cierpienie w ocenie moich slow, zachowan i reakcji
mam prawo do tego, by cierpiec z godnoscia